piątek, 19 czerwca 2026

Dolcze Wita - Leszek Talko, czyli bezstroskie życie na włoskiej prowincji

Leszek Talko jakiś czas temu rzucił wszystko co może już udało mu się zbudować w Polsce i wyprowadził się z rodziną na włoską prowincję. Jego profil na FB obserwuje sporo ludzi a wpisy pełne humoru i zdjęcia to nie tylko sucha relacja z tego jak mu się tam żyje, ale i ciepła opowieść o różnicach w mentalności, o tym jak przyjmowany jest ktoś obcy we Włoszech, o blaskach i cieniach funkcjonowania w Italii. 

 

Inne tempo życia, ale i zupełnie inne podejście do tego co "trzeba" i w jaki sposób, to pewnie kwestia przyzwyczajenia, a może jednak charakteru? Użeranie się z biurokracją, z tym że czegoś się nie da bez wypitej kawy i ploteczek, z tym że ludzie akceptują rzeczywistość i specjalnie z nią nie walczą to pewnie byłby powód frustracji niejednego rodaka. A Talkowie chyba się nie tylko dostosowali, ale i przestali dziwić. Skoro "wszyscy to wiedzą", to może po prostu trzeba poczekać aż człowiek zostanie uznany za swojego a nie za turystę, to też wszystkiego się nauczy. I nie będzie się już wściekać na listonosza, który twierdzi że nie może znaleźć ich adresu, na urzędników którzy choć życzliwi jako wcale nie są pomocni, czy na fachowców, których ze świecą szukać. No może nadal będzie się wściekać, tyle że już tylko w duchu i tylko troszeczkę. W końcu sami chcieli mieszkać na prowincji i w starym domu, który poza urokiem oferuje jednak pewne niespodzianki. 



Kto podczytywał wpisy na FB nie będzie zawartością tej książki zaskoczony, bo też zawiera ona głównie materiały już publikowane w sieci. Do tego trochę zdjęć... I można by się podrapać w głowę, czy trzeba aż kupować książkę, skoro można przeczytać to w Internecie. Na to pytanie już musicie sobie odpowiedzieć sami. Może jednak warto wydać te kilka dyszek, żeby autorowi żyło się ciut lżej i żeby nadal mógł nas obdarowywać swoimi historiami... A może uda im się zrealizować plan, by stworzyć miejsce gdzie rodacy będą przyjeżdżać i móc zasmakować tego co opisują? Pysznych posiłków w knajpach, które otwierają się gdy gospodarzowi się chce i gdzie gotuje się potrawy jak w domu, wszystkich tych lokalnych spotkań społeczności (całe miasteczko liczy sobie kilkuset mieszkańców), pięknych widoków i górskich serpentyn, wąskich uliczek, chłodu dawanego przez kamienne domy i śladów przeszłości znajdowanych na każdym kroku. 

To więc nie tylko ciągły kryzys finansowy po tym jak się rzucili na głęboką wodę i potem borykanie się z różnymi problemami by rozwiązać je jak najmniejszym kosztem, to nie tylko kwestie organizacyjne jak szukanie sklepów, produktów, organizowanie szkoły dla dziecka, ale przede wszystkim okruchy dnia codziennego, które mogą dostarczać zachwyt i szczęście. To że ktoś był życzliwy i bezinteresowny, to że przestają cię traktować jak turystę, który sprawia jedynie problem i jest roszczeniowy, to że każdego ranka stwierdzasz że chyba jednak dokonałeś dobrego wyboru.    

To spojrzenie na północne Włochy, ale trochę inne niż sielankowa Toskania, to region bardziej górski, niewielkie miasteczka do których czasem nawet nie można wjechać wszędzie autem, wyludniające się, a może właśnie dzięki temu otwarte na tych, którzy chcą się tu sprowadzić na stałe. 

tu znajdziecie profil autora 

Lektura lekka, przyjemna. Bez cukrzenia, ale i nieustającym zachwytem nad miejscem gdzie się znaleźli - to się czuje. 
Ostrzegam jednak że w dużej mierze to teksty które można już znać z wpisów na FB. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz