wtorek, 16 lipca 2019

Obsesje, czyli o paniach, ale nie tylko dla pań

MaGa: Kiedy zobaczyłam Annę Smołowik w spektaklu „Kompleks Portnoya” od razu zwróciłam uwagę na jej głos, dlatego na „Obsesje” nie trzeba mnie było namawiać.

R.: Zdaje się, że ten projekt już parę lat krąży po warszawskich scenach i aż by się chciało życzyć i sobie i artystom, by mogli go grać gdzieś bardziej regularnie. Może właśnie na deskach teatru WARSawy? Jest zabawnie, ale i poważnie, chwilami ostro, ale i bardziej nostalgicznie, na luzie, z fajnym kontaktem z publicznością. Piosenka i stand-up w jednym, a wszystko to wokół babskich obsesji.


MaGa: Smołowik weszła na scenę z taką miną, że kiedy oznajmiła iż jest aktorką z chorobą dwubiegunową, to mi się jej zrobiło autentycznie żal. Dobra jest! Kłamczucha jedna 😊. Mnie Pani Anna uwiodła głosem, więc pewnie jako uwiedziona nie będę wiarygodnym głosem w dyskusji, ale mnie się ten spektakl bardzo podobał. Trochę ironii, trochę groteski i te współczesne obsesje współczesnej kobiety. Przedstawione z wdziękiem, z przymrużeniem oka. Trudno jest opisać spektakl muzyczny, bo cała jego wartość leży w tekstach, muzyce i interpretacji, a tego słowami tak łatwo się nie opisze. A teksty Julii Holewińskiej stanowiące przekrój kobiecych fobii naprawdę w tym spektaklu były fajne, bawiły bądź wzruszały.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Riese - Robert J. Szmidt, czyli jeszcze raz zobaczyć niebo

Dawno nie sięgałem po tytuły z uniwersum Metro 2033, a teraz wpadła mi w ręce książka autora, którego już lubię, wiem że gwarantuje dobrą rozrywkę. No i zrobiłem błąd. Rzuciłem się na Riese, zapominając o tym, że przecież mam lukę w tej historii. Najpierw była Otchłań, potem Wieża, którą niestety gdzieś w różnych planach czytelniczych dziwnie pominąłem i teraz mam tom trzeci. Cóż, skoro już się za to zabrałem, to przerywać nie chciałem, a do drugiej części wrócę niebawem. Przecież wiedza o tym iż bohaterowie przeżyli, nie jest taką wielką tragedią, bo można było się tego spodziewać. Metro 2033 to przede wszystkim klimat, dobrze oddane warunki życia w świecie po wybuchu bomby atomowej, akcja pełna niebezpieczeństw, nie zawsze tu wszystko kończy się happy endem (a raczej rzadko), natomiast główni bohaterowie zwykle jednak przeżywają. Czasem jedynie po to by wpaść w jeszcze większe gówno...

sobota, 13 lipca 2019

Król, czyli burdele, gangsterzy i stolica

MaGa: Bardzo lubię prozę Twardocha za jej pełnokrwistość, nerw, opisy, które zapadają w pamięć. Miałam niejakie obawy co do tego spektaklu wystawionego przez Teatr Polski w adaptacji Pawła Demirskiego i w reżyserii Moniki Strzępki. Od razu powiem – niepotrzebnie.

R.: To powieść głośna, ciekawy portret Warszawy z okresu dwudziestolecia międzywojennego, dość kontrowersyjny, bo w bardzo negatywnym świetle pokazujący sytuację środowisk żydowskich. Pewne mniejszości i fala antysemityzmu urasta tu do jakichś ogólnonarodowych fobii, ba nawet politycznych planów, które miałyby zostać zrealizowane, by oczyścić kraj z tego co "brudne". Fajnie, że to co szeroko dyskutowane udało się tak szybko przenieść na deski teatralne. I muszę przyznać, że dość udanie, bo powieść która nie jest wcale prosta w warstwie fabularnej, pełna wizji, snów, fatalizmu, na scenie Teatru Polskiego wcale nie wydaje się z czegoś okrojona.

M.: To opowieść o Kapicy, „królu” Warszawy, gangsterze, który ma w ręku policję, polityków, dziennikarzy i jego pupilu - Jakubie Szapiro, bokserze, prawej ręce, który marzy, by stać się kiedyś takim „królem”.

R.: Dodajmy jeszcze nie tylko o nich, ale i o młodziutkim chłopaku, którego ojca zabili i który się do nich "przykleja". Wspomniałaś: gangsterzy i rzeczywiście to Warszawa o jakiej mało się pisze. Ale przewrotne to trochę, by jako ofiarę prześladowań, niesprawiedliwego losu ukazać człowieka, który sam krzywdzi innych, jest nieczuły na nieszczęścia jakie dotykają ludzi, myśląc jedynie o sobie, swojej wygodzie. Pomaga, troszczy się, ale jedynie po to, by pokazać swoją moc, swoją łaskawość. A sam trwoni kasę na przyjemności. Pieniądze rządzą światem - świat Kapicy to zaułki, burdele, spelunki, targowiska.

piątek, 12 lipca 2019

Bitamina - Kwiaty i korzenie, czyli taki kraj sroga zima ale będzie wiosna

Ależ miłe muzyczne zaskoczenie. Jak tak dalej pójdzie to zacznę więcej słuchać hip hopu i rapowania, choć dotąd omijałem taką muzykę. A tu proszę, najpierw zachwycił Igo z albumu Albo Inaczej 2, a teraz nowe odkrycie: Bitamina.
Rany, jakie to jest pokręcone. Na pewno nie jest to klasyczny hip hop, z jakimś bitem, niby jest nawijka, ale muzyka raczej eksperymentalna, jazzowa, zabawa nie tylko słowem, ale i melodią, jakimiś wstawkami, które mają budować atmosferę (jakieś dialogi, opowiadanie). Jest w tym coś oryginalnego, przykuwającego uwagę, jeszcze bardziej podkreślającego tekst. A ten też jest niebanalny. Zwierzenie prezydenta, miłość mrówki do słonia? A czemu nie. O sprawach codziennych, zwyczajnych, ale i z humorem, ironią, inteligentną zabawą rymami, przenośniami, a czasem z mocniejszym słowem.

czwartek, 11 lipca 2019

I znowu zgrzeszyliśmy dobry Boże, czyli swoi czy jednak obcy?

Lada chwila premiera drugiej części bardzo popularnej jakiś czas temu komedii francuskiej "Za jakie grzechy dobry Boże", najwyższa pora powiedzieć więc czy jest tak dobrze jak za pierwszym razem.
Jak się pewnie spodziewacie: nie. Większość komediowego potencjały tych postaci wykorzystano w pierwszej części, a teraz po prostu warto potraktować to jako kolejne spotkanie z dobrymi znajomymi. Przyjemnie spędzimy z nimi czas, niczym nas jednak nie zaskoczą. Skoro wszystkie córki wyszły już za mąż i to za cudzoziemców, to większej tragedii dla rodziców, którzy są konserwatywni chyba być nie może. Przypomnijmy: w rodzinie są już zięciowie z Chin, Algierii, Izraela oraz z Afryki (z Konga o ile dobrze pamiętam). Claude i Marie Verneuilowie (Christian Clavier, Chantal Lauby) oswoili się już z wyborami córek, przeżyli nawet odwiedziny u wszystkich teściów, cieszą się wnukami, czasem który jest przed nimi, gdy już na zasłużonej emeryturze będą mogli odpoczywać otoczeni pociechami.

środa, 10 lipca 2019

Morderstwo w winnicy, czyli chciałoby się tam pojechać...

I kolejna wakacyjna lektura. Tym razem Prowansja, słońce, dobre jedzenie, wino... Ech... W takich warunkach to i śledztwo chyba przyjemniej prowadzić. Zwłaszcza, że sędzia Verlaque nie pozwoli sobie zapomnieć o potrzebach ciała - przecież umysł pracuje lepiej, gdy pozwolić sobie na troszkę przyjemności.
To już trzeci tom z serii „Verlaque i Bonnet na tropie” jaki ukazuje się w Polsce - o dwóch poprzednich  pisałem tu:
Śmierć w Chateau Bremont - M.L Longworth, czyli tam wino smakuje inaczej
i tu:
Morderstwo przy Rue Dumas - M.L. Longworth, czyli urlop drodzy Państwo
Jakoś tak kojarzą mi się te powieści z okresem urlopowym, nawet jeżeli tam jest jesień, a nie lato. I z tomu na tom, mam wrażenie że więcej jest kolorów, smaków, zapachów, które sprawiają, iż te kryminały czyta się z ogromną przyjemnością. Najlepiej mając pod ręką coś do chrupania i może kieliszek :)

wtorek, 9 lipca 2019

Stowarzyszenie Umarłych Poetów, czyli tradycja, honor, dyscyplina i...

Dziś dwugłos w sprawie majowej premiery Och-Teatru.

Jest mi niezmiernie miło donieść, że OCH-Teatr zrobił udany spektakl dla młodzieży starszej (i nie tylko dla młodzieży) „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” w oparciu o film Petera Weira o tym samym tytule. Spektakl o dorastaniu, szukaniu swojej drogi życiowej, kształtowaniu charakterów, przyjaźni, tolerancji, akceptacji i tych wszystkich cech, które chcemy widzieć w dzieciach, naiwnie wierząc, że tylko wykształcenie zapewni im szczęście. Przeniesienia scenariusza kultowego już filmu na deski teatru podjął się Piotr Ratajczak i wyszło mu to całkiem zgrabnie, biorąc pod uwagę specyficzną scenę OCH-Teatru i jej możliwości. Dlatego uważam za godne pochwały rozwiązania, które zastosowano na scenie jeśli chodzi o choreografię (Arkadiusz Buszko), dramaturgię (Maria Marcinkiewicz-Górna) i scenografię (Marcin Chlanda).
Akcja dzieje się w 1959 roku. W męskiej szkole średniej w Vermont obowiązują cztery zasady: tradycja, honor, dyscyplina, doskonałość. Zasady piękne jak się je czyta, ale w Akademii Weltona, która kształciła chłopców, aby stanowili późniejszą elitę kraju, dla utrzymania prestiżu uczelni metody nauczania jakie stosowano ocierały się już o bezduszność. Bezwzględne posłuszeństwo, surowa dyscyplina, wymuszany szacunek do kadry nauczycielskiej były podporządkowane jedynie wykształceniu (wspaniała rola Mirosława Kropielnickiego w roli dyrektora). Rodzice, w oczekiwaniu na sukces synów popierali je nie bacząc na to, że tym samym niszczą zainteresowania i marzenia własnych dzieci, że niejednokrotnie ta szkoła nie była wyborem uczniów, a realizacją ambicji rodziców (bardzo dobry Paweł Pabisiak). Od tamtej pory realia szkolne się zmieniły, nauczyciel nie ma prawa policzkować uczniów, do szkoły nie chodzi się już w mundurkach, nie ma także takiej ilości dyskusji w bezpośrednich kontaktach. To historia elitarnej szkoły sprzed czasów telefonów komórkowych, smartfonów i innych osiągnięć cywilizacyjnych. Pozostaje jednak temat opowiedzianej na scenie historii: o relacjach uczniów z nauczycielami, rodzicami, o wzajemnym zrozumieniu, o kształcie szkoły, o samodzielności myślenia, o kształtowaniu postaw nonkonformistycznych (świetna scena spacerowania po klasie) i co najważniejsze – to lekcja prawdziwego życia, gdzie za dokonane wybory odpowiadasz ty sam. Ponosisz konsekwencje swoich czynów i postaw. I to zarówno każdy uczeń osobno, jak również nauczyciel.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Bułgaria. Złoto i Rakija - Magdalena Genow, czyli oj pojechałoby się, oj zasiadło się do stołu...

Lato, wakacje, to i tęskni się za wyjazdami. I przyjemnie sięgnąć po jakąś lekturę, dzięki której choćby na chwilę przeniesiemy się gdzie indziej. Nie musimy szukać egzotyki, skoro możemy ze zdziwieniem odkryć, że ciekawe miejsca znajdziemy nawet całkiem niedaleko. Choćby w Bułgarii.
Z czym kojarzy się Bułgaria? Z demoludami, Złotymi Piaskami i arbuzami... Dzięki tej książce tych skojarzeń mam ciut więcej.
Magdalena Genow stara się nam przybliżyć historię, kulturę, ciekawe miejsca, często odwołując się do pewnych stereotypów jakie mają Polacy lub różnic jakie można dostrzec w naszych zwyczajach (nie sądziłem że kanapki mogą być dla kogoś takim szokiem). Sama pochodzi z rodziny polsko-bułgarskiej, więc to opowieść nie tylko turysty, mieszkańca, ale kogoś kogo serce podzielone jest zarówno na Bułgarię i na Polskę.
Chwilami jest intymnie, dużo tu wspomnień osobistych, ale to raczej zaleta, a nie wada, dzięki temu książka zawiera nie tylko sporo informacji, ale i trochę nostalgii, humoru i wzruszeń. Autorka zaprasza nas do swojej Bułgarii, pragnąc aby stała się ona na chwilę troszkę i nasza.

Wątpliwość, czyli komu uwierzyć

MaGa: Bardzo dobry spektakl. Taki, który jest mocno niejednoznaczny i do końca pozostawia zarówno bohaterki jak i widzów z… wątpliwością właśnie. Lubię takie spektakle, bo zapadają w pamięć.
R.: Dla kogoś, kto jak ja widział już film i zna fabułę, można by powiedzieć, że nie będzie tu wielkich emocji. A jednak to nieprawda. Ta psychologiczna rozgrywka pomiędzy siostrą przełożoną i podejrzewanym przez nią o molestowanie jednego z uczniów księdza, daje okazję do pokazania bardzo wielu odcieni uczuć. Tu liczą się nie tylko słowa, ale również to czego się nie wypowiada, co gdzieś czasem zawisa w powietrzu pomiędzy nimi. Wyraz twarzy, spojrzenie, gest... Wszystko może być dowodem niewinności lub właśnie winy. Tytułowa wątpliwość nie dotyczy jedynie samego oskarżenia, choć ono przecież i nas podzieliło.
MaGa: Mam wrażenie, że siostra dyrektorka, mogła jednak skrzywdzić posądzeniami księdza. Nie była to siostra ciepła, współczująca. To raczej typ dyktatorki. Stąd może to moje nastawienie. A cała jej postawa mówiła, że nowy ksiądz w tej parafii jest na cenzurowanym. Już na wstępie dostał punkty ujemne. Jak kogoś nie lubimy łatwiej przypisujemy mu złe intencje.

niedziela, 7 lipca 2019

Kobieta idzie na wojnę, czyli walcząc z globalnym ociepleniem

Spodziewałem się chyba czegoś w tonach komediowych, tak przynajmniej postrzegałem zwiastun. Tymczasem mimo dość surrealistycznych fragmentów (jakież siły mobilizowane są do walki z jedną ekoterrorystką), historia wcale nie jest bardzo do śmiechy. Kino islandzkie już parę razy zaskakiwało w pozytywny sposób, bo też ich sposób patrzenia na świat, życie tak wielu osób w samotności, dla nas jest czymś ciekawym, po prostu innym. Tu też bohaterką jest kobieta żyjąca samotnie, choć w mieście i zaangażowana w różne interakcje międzyludzkie (m.in. prowadzi chór). Halla ma swoje przekonania i jest gotowa o nie walczyć. Jako najważniejszego wroga postrzega przemysł ciężki, który szuka nowych inwestorów i dróg rozwoju. Ona najchętniej pozamykałaby wszystkie huty i zakłady trujące środowisko, więc tak jak potrafi stara się utrudniać im życie.

Miejsce i imię - Maciej Siembieda, czyli krwawe diamenty

Najnowsza książka Macieja Siembiedy podobała mi się na tyle, że postanowiłem odgrzebać na stosach jego jakiś starszy tytuł. Niestety nie mam pierwszej z cyklu z prokuratorem Jakubem Kanią, więc na razie druga. I chyba nawet podoba mi się bardziej niż "Gambit". Jest mocniejsza intryga, a i wątki z przeszłości są ciekawiej zarysowane, postacie jakieś bardziej żywe.
Wszystko kręci się wokół diamentów, które od wieków budzą pożądanie zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Współcześnie Jakub Kania został poproszony o pomoc w odszukaniu grobów żydów pomordowanych w obozie pracy przymusowej na Górze Świętej Anny na Opolszczyźnie. Okazuje się jednak nie tylko Izrael zainteresowany jest odnalezieniem ich ciał. Z jakichś powodów własne poszukiwania prowadzą też holenderscy przedsiębiorcy i potomkini jednego ze znanych hitlerowców. Wokół bohatera jest aż gęsto od gry różnych grup i agentów, a on nie do końca zdaje sobie tego sprawę, próbując prowadzić spokojne historyczne dochodzenie. 

piątek, 5 lipca 2019

Kobieta, która wpadała na drzwi, czyli wstrząsnęła Pani widownią

MaGa: Poruszająca historia kobiety-ofiary. Spektakl oparty na tekście Roddy Doyle opowiada straszną historię; historię Pauli Spencer - sprzątaczki, matki czwórki dzieci, alkoholiczki, wdowy, żony alkoholika, damskiego boksera… do wyboru, do koloru.


R.: Gdy początkowo słyszymy opowieść pyskatej irlandzkiej dziewczyny, która w dość wulgarny sposób opowiada o swojej młodości, chyba nie spodziewamy się tego co usłyszymy później. Ona wydaje nam się silna, może z czasem, coraz częściej w jej słowach wyłapujemy alkohol, czyli dowód słabości, wciąż jednak nie znamy przyczyny dlaczego jest właśnie taka. Jej miłość, ukochany został zastrzelony przez policję. I znowu nasze kombinowanie: pewnie jakiś bandzior, totalna patologia, razem ćpają, bawią się, robią kolejne dzieci, którymi się nie zajmują. Jedyne chwile gdy słyszymy jakieś słowa pełne emocji, to gdy mówi o nim...

czwartek, 4 lipca 2019

Midsommar. W biały dzień, czyli zrozumcie: to nasza kultura

Jutro do kin wchodzi kolejny film Ariego Astera, a po tym jak poprzedni, czyli "Dziedzictwo. Hereditary" zebrał masę zachwytów, to i oczekiwania są spore. Przyznam się, że ja przy tamtym wcale aż tak bardzo nie piałem z zachwytu - podobał mi się klimat, ale na pewno nie zakończenie, a całość traktuję raczej jako zabawę z horrorem, niż jakieś odświeżenie w gatunku.
I choć "Midsommar" również reklamowany jest jako film grozy (w dodatku jako jeden z nielicznych, którego akcja dzieje się w całości w świetle dnia), to znowu chyba ci co lubią się bać, będą rozczarowani. Ten film raczej nie straszy, różne rzeczy są dość przewidywalne, ale i tak trzyma za gardło. Dlaczego?

środa, 3 lipca 2019

Cesarz, czyli to się jakoś tak odwróciło, że przyzwoitością było brać, a dyshonorem nie brać

M. mobilizuje mnie, by wreszcie napisać zaległe teksty teatralne, więc biorę się za pracę. Dziś ostatni chyba spektakl w tym sezonie, więc jeszcze w lipcu może uda się wybrać to co najciekawsze z tego półrocza. A ten spektakl chyba znajdzie się na podium

MaGa: Zastanawiam się, czy Ryszard Kapuściński pisząc „Cesarza” podejrzewał, że powstanie utwór ponadczasowy; że zmieniając kostiumy, scenografię, czasy, ten quasi reportaż może opowiadać o przeszłości i przeszłości każdej kasty u władzy, przywódców, których deprawuje osiągnięta władza, relacjach członków kamaryli. To, że opisuje dwór cesarza Etiopii Haile Selassje niczego tu nie zmienia. Chciałoby się żyć w innym świecie, ale rzeczywistość skrzeczy.


R.: Cóż, od lat mechanizmy pozostały te same: dwór od wieków rządzi się własnymi zasadami, w których donoszenie, podlizywanie się, intrygi, są na porządku dziennym. Nie możesz funkcjonować poza systemem, bo zginiesz marnie, ale gdy już raz zakosztujesz władzy, zaszczytów, pieniędzy, będziesz chciał więcej i więcej, coraz bardziej oswajając się z tym, że "tak trzeba, bo wszyscy…", coraz bardziej oddalając się od normalnego życia i swoich dawnych zasad moralnych.


MaGa: Swoją drogą trzeba przyznać Kapuścińskiemu, że umiał obserwować świat. Jego „Cesarz” nie jest reportażem, to nie są fakty, to raczej dodatkowe obserwacje do wynurzeń urzędników, którzy po upadku reżimu starają się wyspowiadać, zrzucić z siebie winę, wybielić się przed innymi, jednocześnie opisując jak do tego doszło, jak mogło trwać niemal 40 lat, jak zrodził się bunt i jak wyglądał upadek. Wybór tekstu to zasługa Mikołaja Grabowskiego – reżysera spektaklu, to dzięki niemu mamy niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w tak dobrym, mądrym i świetnie zagranym spektaklu. Mistrzowsko wydobył z tekstu mechanizmy, które niejako wspierają, współtworzą ten chory system.

Na zachodzie bez zmian, czyli koszmar wojny, teatralne przekombinowanie


Są lektury, których lepiej nie zmieniać w adaptacjach teatralnych, bo ich wymowa jest tak jasna i klarowna, że nieudana adaptacja wydaje się być barbarzyństwem. Powieść Ericha Remarque’a „Na zachodzie bez zmian” do takich należy. Ta książka to jeden wielki manifest antywojenny, porażający obraz młodych Niemców dorastających w czasie I wojny światowej, którzy zwabieni ideologicznymi hasłami, młodzieńczym entuzjazmem trafiają do okopów na froncie, przeżywają swoje pierwsze rozczarowania, załamania aż po rozpacz. Wraz z kolejnymi dniami, kolejnymi potyczkami pryska iluzja „żelaznej młodzieży”, pada niewinność uczniów dopiero co zabranych ze szkoły, a ich młodzieńcza ciekawość wojny staje się ich przekleństwem.

wtorek, 2 lipca 2019

Ostra jazda - Ryszard Ćwirlej, czyli trotyl, wóda, handel żywym towarem i polityka

Ryszard Ćwirlej najpierw zdobył wielu fanów kryminałami milicyjnymi, potem udowodnił że retro też nie jest mu obce, ale cały czas bawi się tym, że łączy swoich bohaterów przez różne koligacje, przyjaźnie i pracę. Ktoś służył jeszcze w policji pruskiej, ktoś budował podwaliny tej służby w nowej Polsce, potem mamy PRL, a teraz znowu Policję, a nazwiska, historie, ba, pewne legendy wciąż powracają. W Poznaniu ludzie charakterni, ale potrafią docenić czyjeś umiejętności i doświadczenie. Postaci, które poznaliśmy w różnych milicyjnych książkach tego autora powracają w roku 2015, choć niektórzy już nie noszą mundurów i są dużo starsi, pazura jednak nie stracili.
Na okładce młode siły, czyli nowa bohaterka: młoda, zdolna i ładna. Studiuje prawo, uwielbia motocykle, jest ciut narwana, ale i cholernie inteligentna - sierżant Aneta Nowak siedzi przy biurku gdzie kiedyś pracował Teofil Olkiewicz, a podlega Marcinkowskiemu, który zarządza całym wydziałem dochodzeniowo śledczym komendy wojewódzkiej. I choć Aneta robi tu sporo zamieszania, ciągnie duży kawałek śledztwa, to nie ukrywam że największą frajdę miałem przy każdym pojawieniu się "starej gwardii". Jakoś i dialogi miały wtedy więcej życia i akcja się robiła ciekawsza.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Jutro albo pojutrze, czyli boję się tego co będzie gdy dorosnę

Przez jakiś czas nie miałem okazji wpadać do Multikina na pokazy w ramach cyklu Mistrzowie Kina (wyselekcjonowane tytuły przez Grażynę Torbicką i Michała Walkiewicza), ale wreszcie trafił się tytuł, którego postanowiłem nie przepuścić.
I piszę od razu, na świeżo.
Dokumenty przyciągają dużo mniej widzów niż fabuły, więc tym bardziej trzeba docenić Multikino za odważną decyzję repertuarową. Na moim seansie było nas raptem kilkanaście osób. A szkoda, bo to film warto zobaczenia. Na pierwszy rzut oka, to po prostu zmontowane scenki nagrywane podczas wygłupów na deskorolkach oraz fragmenty rozmów z różnymi postaciami. Młodziutki reżyser zebrał jakiś materiał z 12 lat na temat swoich przyjaciół, ich rodzin, zmontował, a na dokładkę opowiedział trochę o sobie. Nie ukrywa, że dla niego to było doświadczenie bliskie terapii. Co w tym wyjątkowego?

niedziela, 30 czerwca 2019

Krzysiu gdzie jesteś? Czyli w życiu potrzebne są kolorowe baloniki

Czerwiec zakończony zgodnie z planem, kolejny miesiąc udaje się napisać tyleż samo notek co dni. I nie pytajcie jak długo jeszcze mam tak zamiar. Dopóki sił starczy :)
Pomysłów nie brakuje. W kolejce na najbliższe dni może nowy Ćwirlej, coś z zapowiedzi kinowych i może Stowarzyszenie Umarłych Poetów w wersji teatralnej.
A dziś film, który chyba bardziej wzruszy dorosłych niż dzieci. Kubusia Puchatka uwielbiają jedni i drudzy, tu jednak nie o samą sympatię czy o sentyment chodzi. Twórcy odwołują się do tego dziecka, które jest w każdym z nas i apelują, by je od czasu w sobie uwolnić, szczególnie gdy ma się własne dzieci.

sobota, 29 czerwca 2019

Zdrowaś mario - Aleksandra Pezda, czyli reportaże o medycznej marihuanie

Wokół medycznej marihuany wyrosło tyle mitów i kontrowersji, że czasem naprawdę warto ze spokojem usiąść i przeczytać coś, by samemu dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi. Są dowody naukowe na skuteczność? A jeżeli tak, to co tak naprawdę działa, w jaki sposób? Czy można ten efekt sprowadzić do stwierdzenia: chodzi o efekt ulgi u ludzi, którzy cierpią, to nie jest lekarstwo.
Książka ukazała się już w ubiegłym roku, gdy byliśmy po pierwszych miesiącach funkcjonowania nowych przepisów, jak twierdzi sama autorka: raczej martwych niż dających ludziom tak naprawdę szansę. Ciekawie byłoby zobaczyć co się zmienia, czy te ścieżki trochę się przetarły, a urzędnicy przestali stawiać bariery... Pewnie będę jeszcze szukał świeższych informacji.

piątek, 28 czerwca 2019

Dead Can Dance, czyli dzieci Słońca

Marzenie się spełniło. Blisko 40 lat słuchania muzyki Dead Can Dance, parę ich wizyt w Polsce, gdzie cena była dla mnie poza zasięgiem i wreszcie zacisnąłem żeby, wyłożyłem prawie 700 zł i mogłem zobaczyć ich na żywo!
O dziwo Torwar, który dotąd raczej niezbyt dobrze utrwalił się w moich wspomnieniach od strony akustyki, zachwycił bardzo pozytywnie. I pal licho, że krzesełka mało wygodne... Tego wieczoru liczyła się muzyka!
A że pewnie to jedna z ich ostatnich tras koncertowych, tym bardziej cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć. To był taki the best-of, bo zagrali chyba tylko jeden fragment z najnowszej płyty, a większości sięgnęli po to co najbardziej znane i kochane. Materiał wydawany jeszcze w latach 80 i 90, to nie tylko wtedy była magia - nadal nią jest! Mimo, że może i głos Lisy Gerard już jakby nie ten sam, nie tak mocny. Wciąż jednak wywołuje ciarki na plecach.  

Krafftówna w krainie czarów - Remigiusz Grzela, czyli bądź dalej Alicją



Rozmowa jaką przeprowadził z Barbarą Krafftówną Remigiusz Grzela to nie biografia, to raczej garść wspomnień jakie wyciąga z zakamarków pamięci znana aktorka, by przedstawić sposób życia, pracy, zabawy ludzi jej współczesnych. Razem z nimi wędrujemy przez jej życie rozpoczęte w przededniu II wojny światowej (ur. 1928), kiedy jeszcze dobrze nie zagoiły się rany po pierwszej. Poznajemy rodzinę złączoną z dwóch innych, pokrewnych, których klamrą spinającą były narodziny rudej Basi, rozbrykanej, czupurnej, trzpiotki. To jest zbiór emocji, jakie pozostawia po sobie barwne życie choć było one zarówno dobre, jak i tragiczne. Razem z p. Barbarą wędrujemy z Wołynia uciekając przed Sowietami, czołgamy się tunelami zrujnowanej Warszawy, kryjemy po piwnicach, by następnie osiąść na wsi. Tajne, konspiracyjne studia aktorskie, ich kontynuacja po wojnie, pierwsze występy, pierwsze związki, przyjaźnie, miłości. Poznajemy ją zarówno z jej opowieści, jak i opowieści spisanych przez innych, którzy ją znają/znali, pamiętają/pamiętali. Wielu ludzi z jej otoczenia już nie ma, odeszli na drugą stronę tęczy, a pani Basia jest już jedną z niewielu, którzy stykali się z nimi na co dzień.

czwartek, 27 czerwca 2019

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót - Stefan Darda, czyli czemu tak mało?

Idę zatem za ciosem i oto kolejna książka Stefana Dardy. Tym razem nowy cykl, w tej chwili mam wrażenie że bardziej kryminalny z otoczką paranormalną, a nie w klimacie grozy, jednak ten autor nawet pisząc wydawałoby się o prozaicznych sytuacjach, potrafi wywołać u mnie stan napięcia czy niepokoju.
Nowa seria przypomina mi trochę pomysły Pilipiuka: trochę historii, jakiś magiczny artefakt,  który może wpływać na ludzi, podróże w czasie, tyle że Darda nie bawi się raczej w groteskę, trzyma się prawdziwego życia. Sama historia ostatnich miesięcy jakie bohater książki przeżył stanowi ciekawy punkt wyjścia i pewnie jeszcze będzie powracać, choć przecież nie stanowi głównej osi fabuły. Fakt, iż siedział on w więzieniu, został wypuszczony gdy znalazły się dowody na jego niewinność, że ciągnie się za nim plotka o skłonnościach pedofilskich, sprawia iż Jakub Domaradzki jest człowiekiem dość samotnym, który zostaje zmuszony do budowania życia od nowa. Tam gdzie mieszkał raczej życia nie ma. Choć właśnie tam nadal mieszka dziewczyna, w której od lat się kocha.



wtorek, 25 czerwca 2019

Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda, czyli klątwa na was i na dzieci

Stefan Darda i "Słoneczna dolina" to moje odkrycie sprzed paru miesięcy i wiedziałem, że długo nie będę zwlekał z kontynuacją. Na razie tom drugi (uwaga czasem trudno się połapać bo 1 i 2 są wydane też łącznie), a na stosie już naszykowany kolejny. I po cichu się przyznam że połknąłem już najnowszą jego książkę (nowy cykl), więc autor będzie w tym roku u mnie częstym gościem na blogu.

Starzyzna. Powracamy do przeklętej wioski zawieszonej w czasie i wreszcie będą mogły potwierdzić się nasze domysły na temat przyczyny klątwy jaka spadła na mieszkańców słonecznej doliny. Znowu część wydarzeń będzie działa się współcześnie, a część poznamy z zapisków czytanych przez bohatera, który poświęcił się, by spróbować jakoś pomóc wiosce, wrócił tam, wykorzystując odpowiedni moment i szuka odpowiedzi, jakichś wskazówek co do możliwości uwolnienia tych ludzi od klątwy.
A żywych jest tam już coraz mniej, poddają się beznadziei i przechodzą w mrok, stając się kolejnymi upiorami. Ich podszepty, wizje jakie podsuwają mogą zwieść każdego i nie jest łatwo się przed nimi bronić.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Humor francuski czy brytyjski, czyli Imię i Mayday 2


Dwa różne teksty, dwa teatry, różne obsady i nawet charakter obu spektakli inny, a jednak za każdym razem wieczór bardzo udany i towarzystwo rozradowane.

"Imię" przypomina trochę w klimacie "Boga mordu", czyli tak naprawdę ciężko zakwalifikować to jako typową komedię. Może raczej jako komediodramat? Zwyczajny wieczór i konfrontacja, której nikt nie planował, otwiera puszkę Pandory i powoduje szereg nie tyle sytuacji zabawnych co raczej przypominających wyładowania elektryczne w trakcie burzy. A mimo to, może dzięki dobrze dobranej obsadzie, całość jest lekka, nie dołuje, a raczej zmusza do refleksji na temat hipokryzji i skrywanych sekretów. Czujemy, że takie oczyszczenie atmosfery chyba było potrzebne... Może ktoś nawet kombinuje czy wokół siebie nie ma podobnych sytuacji.

niedziela, 23 czerwca 2019

Pochyłe niebo. Pajęczyna - Ewa Cielesz, czyli tu mamy budować nowe życie?

Przeszukuję bloga, uzupełniam notki (m.in. krótki wpis o "Weselu" z Teatru Telewizji) i marzę o urlopie. Na razie z niego nici, ale może choć na krótki czas coś w lato uda się zorganizować. A póki co sporo czytam. Nawet przez chwilę chyba pojawiło się tempo szybsze niż nadsyłania nowych rzeczy do recenzji :) I oddaję tradycyjnie wszystko na wymianki lub cele charytatywne. Mam już sporą gromadkę znajomych, którzy dzięki mnie wzięli na cel jakichś autorów. Jak choćby Ewę Cielesz.
Przyznaję się bez bicia: mam do niej słabość. Pewnie jest wiele powieści obyczajowych, które są podobne, a może nawet lepsze, ale jakoś to właśnie jej książki sprawiają że nie mogę się od nich oderwać. Może ze względu na to, że wcale nie są czarno-białe, że ich bohaterki popełniają błędy, dokonują wyborów, które nie zawsze są szczęśliwe. Zamiast czarować nas słodkimi romansami, autorka opowiada historie pełne chmur, trudnych doświadczeń, z których co najwyżej od czasu do czasu przebije światełko nadziei. Uczy tego, że jej postacie się nie załamują, choć wielu pewnie by tak zrobiło i nawet w największym mroku, beznadziei, trzymają się tego co ważne: jakiejś drugiej osoby, może dziecka, może kogoś bliskiego, dla kogo warto żyć dalej.

Młodość i starość, czyli Trafikant i Pamiątki Claire Darling

 
Ponad 100 szkiców i kolejka tego o czym chciałbym napisać się wydłuża. Znowu chyba trzeba nie tylko zdawać się na los jak dotąd, ale i grupować jakieś tytuły po dwa lub trzy. Może nawet w takim chaosie ktoś je odnajdzie...
Tym razem dwa tytuły z kin studyjnych.

sobota, 22 czerwca 2019

Podniebna Pieśń - Abi Elphinstone, czyli dziecięca ufność nie tylko zagrożeniem, ale i siłą

Kolejna młodzieżówka, klimatyczna baśń w scenerii mroźnej krainy. Skojarzenia z Królową Lodu pewnie nie są nie na miejscu, choć autorka zadbała, by całość wypełniona była przygodami, kolejnymi niebezpieczeństwami w jakich stawia swoich bohaterów - jest więc więc współcześnie i atrakcyjnie. Gdybym jednak miał porównywać "Podniebną pieśń" to bliżej jej byłoby do Narnii Lewisa, niż do dużo bardziej surowych "Igrzysk śmierci". Bohaterowie są bardziej dziećmi niż młodzieżą, która musi szybko dorosnąć i choć świat jest nie mniej dla nich groźny, oni są pełni wiary w to, że mają jakąś misję, a podania mówiące o szansie na pokonanie złej królowej zawierają ziarnko prawdy.Ich pobratymcy, starsi od nich, są nieufni, nie chcą konfrontacji i wolą chować się w swoich kryjówkach, niż szukać jakiejś mitycznej szansy na zwycięstwo. Przegrali ich rodzice, do dziś są więzieni, więc po co się dać osłabiać przez kolejne próby walki? A dzieci jak to dzieci.

czwartek, 20 czerwca 2019

Bajki dla dorosłych - Rutkowski&Piotrowski, czyli jazz i 3 godziny nawijki

Minęło już trochę czasu od wieczoru z bajkami dla dorosłych, ale to improwizowane wydarzenie będzie powtórzone, kto wie może będzie nawet lepiej niż za pierwszym razem. Zawsze przecież trzeba chwili na to by się dotrzeć, by sprawdzić jak ten pomysł sprawdza się w praktyce, jak reaguje na niego publiczność. Ona tu jest bardzo istotna, bo wieczór nie ma z góry założonego scenariusza, rozwija się bardzo na gorąco.

środa, 19 czerwca 2019

Nie tylko Starsi Panowie, czyli Wasowski do Kwadratu


Pierwsze spotkanie ze Sceną Kameralną w Teatrze Kwadrat i… niewypał. Spektakl, który miał mnie przenieść w dawnych wspomnień czar nie spełnił oczekiwań. Wygląda na to, że proste przełożenie twórczości Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego nie jest takie proste mimo muzyki na żywo, którą zawsze bardzo lubię w spektaklach, mimo naprawdę uroczej i czysto śpiewającej Klementyny Umer i opowiadającego w sposób lekki anegdotki i ciekawostki z życia i kariery Jerzego Wasowskiego – syna Grzegorza. Spektakl miał w założeniu przybliżyć mniej znaną twórczość Pana Jerzego, ale wyszło coś na kształt „smuty”.

wtorek, 18 czerwca 2019

Stroiciele - Ewa Kowalska, czyli mroczny las jest jedynie legendą

Lada dzień kolejny tom tego cyklu, chyba więc pora wrzucić wreszcie notkę na temat "Stroicieli". I powiem Wam, że mam trochę dylemat. To nie jest "przeciętniak" jakich obrodziło na naszym rynku - fantasy dla młodzieży jest cała masa, ale większość z nich trochę na jedno kopyto, jakby kopie Pottera tylko dekoracje się zmieniają. Sierotka lub biedak (częściej dziewczyna niż chłopak, wszak czytają częściej dziewczyny), wrzucony w jakąś emocjonującą przygodę, pełną niebezpieczeństw, z czasem odkrywa że ma jakieś wyjątkowe umiejętności i to od niego zależy uratowanie miasta/kraju/świata. Ewa Kowalska wyszła trochę z innego założenia. Przede wszystkim próbuje powoli odsłonić przed nami realia świata, w jakim tkwią jej bohaterowie, nie skupia się tak bardzo na akcji, jakichś przygodach. Postacie mogą nawet wydawać nam się trochę dziwaczne, nie do końca je rozumiemy, a o polubieniu to już trudno nawet mówić. One same znalazły się w trochę nowej dla siebie sytuacji, przekroczyły pewną granicę, której dotąd nikt z ich otoczenia nie chciał przekraczać. Można powiedzieć, że czytelnik wraz z nimi próbuje znaleźć odpowiedzi na pytania, które wciąż pojawiają się w głowie.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Rysa - Igor Brejdygant, czyli jak ona może tak funkcjonować?


Jestem już po lekturze "Układu", czyli najnowszej powieści z komisarz Moniką Brzozowską w roli głównej, ale przecież wypada najpierw napisać o początkach tej historii. Słyszałem dobre opinie, ale książka wpadła mi w ręce dopiero niedawno, na Targach Książki w Warszawie. Połknąłem i od razu wyciągnąłem ze stosu czekających pozycji również "Układ". Och, jakie to jest dobre! Kryminał, odrobina thrillera psychologicznego, ciekawa bohaterka i duża dawka emocji.
Z początku trzeba się było trochę przyzwyczaić do "jazd" pani komisarz, z czasem jednak muszę przyznać, że nie tylko stanowiły one klucz do rozwiązania tej historii, ale i nadają jej ciekawego kształtu. Policjantka, która kiedyś mocno ćpała, ledwo odratowano jej życie, a teraz, próbując zagłuszyć jakieś własne demony, znowu zaczyna eksperymentować, to już jakiś ewenement. Alkohol pewnie nas by nie zdziwił, ale narkotyki? Jak ona może funkcjonować, a co dopiero prowadzić jakiekolwiek śledztwo? Jej historia ma sporo białych plam, o których nie wiemy nie tylko my jako czytelnicy, nie wie nawet o nich ona sama. Kilkanaście lat temu trafiła na odwyk praktycznie w stanie agonalnym, ledwie ją uratowano, Monika Brzozowska niewiele jednak pamięta z tamtego okresu, jakby ktoś wyciął z jej życia prawie dwa lata. Od czasu do czasu pojawiają się jej jakieś obrazy, mgliste wspomnienia, których nie potrafi rozpoznać, ale jeszcze częściej nocne koszmary, które nie dają jej spokoju.

niedziela, 16 czerwca 2019

Tolkien, czyli czyjąś wyobraźnię na ekran nie jest przenieść łatwo

Gdy ma się do czynienia z pisarzem, który stworzył jedną z najsłynniejszych powieści XX wieku, a jednocześnie cały świat, z jego historią, legendami, językiem, ludami, to chętnie weszłoby mu się do głowy, by choć trochę zakosztować jego geniuszu. Z produkcji Dome’a Karukoskiego chyba jednak mało kto będzie zadowolony. Nie chodzi jedynie o to, że skupia się on na dzieciństwie i młodości J.R.R. Tolkiena, a kończy jego biografię jeszcze zanim zabrał się ona za pisanie powieści. Mam wrażenie, że tak naprawdę nie dowiadujemy się o autorze nic takiego, co by dawało nam odpowiedź na pytania o wyjątkowy charakter jego twórczości.



sobota, 15 czerwca 2019

Powiesić, wybebeszyć i poćwiartować - Jonathan J. Moore, czyli historia egzekucji

Na stosie kolejny tytuł tego autora, czyli "Zastrzelić, zadźgać i otruć", nie ma co więc dłużej odkładać notki o pierwszym jego wydawnictwie. Książka bardzo specyficzna, nie tylko ze względu na dość makabryczny temat, ale i sposób opowiadania.
To taki bryk, przewodnik, pełen różnych historii i anegdot, ale daleko mu do encyklopedycznej szczegółowości, czy też do popularyzatorskiej zwięzłości analizy i komentarza. Niby styl opowiadania jest swobodny, brak jednak trochę w tym wszystkim autora, jakiegoś bardziej emocjonalnego czy osobistego tonu. Ot, zebrał z różnych archiwów ciekawostki, pogrupował je według sposobu zadawania śmierci i bólu, okrasił to ilustracjami i już. Tymczasem aż by się prosiło o oddzielenie od siebie tortur celem wydobycia zeznań, od publicznych egzekucji, które miały zupełnie inny cel. Ciekawie też by było przyjrzeć się od strony psychologicznej temu jakie emocje wzbudzały takie pokazy - same anegdoty na temat reakcji ludzi to trochę mało.

czwartek, 13 czerwca 2019

Czarny wdowiec - Jacek Ostrowski, czyli obsypana klejnotami

Już się bałem, że za dużo czytam kryminałów, bo niewiele tytułów mnie zachwycało, ale chyba znowu trafiłem na dobrą passę. Brejdygant "Rysą" wciągnął mocno i od razu zabieram się za "Układ", a nie tak dawno skończyłem drugi tom z serii z papugą. Pamiętacie "Paragraf 148"? To teraz jest nawet lepiej. Ostrowski wymyślił fajną bohaterkę i nawet jak sprawa kryminalna nie jest zaskakująca, to samo towarzyszenie mecenas Zuzannie Lewandowskiej w jej codziennym zmaganiu się z rzeczywistością, która ją mierzi, daje sporo frajdy. O ile Ćwirlej z PRL trochę się nabijał, u Ostrowskiego też humoru nie brakuje, ale mam wrażenie że jednak jest trochę realniej, mniej w tym kabaretu. Owszem, większość milicjantów to półgłówki, ludzie nabijają się z władzy, mimo wszystko jakoś w niej tkwią, próbują ją oswajać. Kartki, kolejki, załatwianie wszystkiego co potrzebujesz za przysługi i wymianę towarową, marzenia o odrobinie luksusu i otaczająca siermiężność, to obrazki w "Czarnym wdowcu" przy których niby się uśmiechamy (jeżeli ktoś pamięta), ale bardzo do śmiechu wcale tak bardzo nie jest.
I może dlatego tak lubi się Lewandowską?

8 kobiet, czyli... która zabiła?


OCH-Teatr wystawił sztukę „8 kobiet” Roberta Thomasa w obsadzie śmietanki aktorskiej. To nie mogło się nie udać. Mimo, że sztuka ma już swoje lata, nie traci na aktualności, a przy tym można ją wystawić na różne sposoby. Wystawiona w OCH-Teatrze jest kryminałem w stylu Agathy Christie, ale na wesoło i z leciutkim melodramatem w tle.

Oto zbliżają się święta Bożego Narodzenia i w domu na odludziu, zamieszkałym przez Marcela wraz z pięcioosobową rodziną żony i dwiema paniami zajmującymi się domem, (w momencie powrotu do domu ze szkoły najstarszej córki) dochodzi do odkrycia, że pan domu został zasztyletowany nożem w plecy. Och! Wszystkie panie w szoku. Mało tego – nie ma jak wezwać policji, bo telefon odcięty, zamieć nie pozwala wyjechać i trzeba pilnować, by nikt nie wszedł do pokoju pana i nie zatarł śladów. Tak się zaczyna akcja, a potem jest już coraz ciekawiej. Psy nie szczekały… to nikt obcy! Morderca jest wśród nas!

środa, 12 czerwca 2019

Rocketmen, czyli brokat, pióra i okulary

Po sukcesie ubiegłorocznego filmu "Bohemian Rhapsody" kolejna biografia ekscentrycznego muzyka natychmiast wymusza porównania. Tymczasem wcale niełatwo te filmy porównać, podobnie jak niełatwo jest porównać twórczość obu panów. Można oczywiście dostrzec pewne podobieństwa, które zostały uwypuklone w filmach (np. samotność, wykorzystywanie przez managerów), ale styl w jakim zostały zrobione jest jednak inny. Na próżno w Rocketmen szukać większych fragmentów koncertów, nagrywania kolejnych płyt, czy komponowania przebojów. Nawet chronologii w kolejności utworów nie ma żadnej. Mimo to ten film może się podobać.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Zaklęte rewiry, czyli metafora naszych czasów


Robert: Zarówno powieść „Zaklęte rewiry” Henryka Worcella, jak i słynna ekranizacja z Markiem Kondratem i Romanem Wilhelmim, dziś są już trochę zapomniane, szczególnie przez młode pokolenie. Cóż może im powiedzieć ciekawego o mechanizmach świata i kondycji ludzkiej historia z lat 30? Trzeba jednak powiedzieć, że Adam Sajnuk miał nosa, bo jego spektakl jest nie tylko żywy, pełen ciekawych pomysłów scenicznych, ale zmusza do refleksji, pokazuje pewne rzeczy, które aż tak bardzo w dzisiejszym świecie się nie zmieniły. Wchodzisz w tryby pewnej machiny/instytucji, uczysz się i powoli pozbywasz się ideałów, złudzeń, stajesz się kimś innym, kim nie chciałbyś być. Awans oznacza większe pieniądze, możliwości, ale czy oznacza że jesteś bardziej szczęśliwy...



MaGa: Czyli, wypisz wymaluj, współczesna korporacja. Cieszę się, że i Tobie się podobało, bo już myślałam, że staję się nieobiektywna (zaczynam chodzić „na Sajnuka”, a Mariusza Drężka baaardzo lubię). Mnie się spektakl bardzo podobał, miał tempo, dynamikę, nerw, muzykę na żywo i ciekawą scenografię…
Robert: Jesteśmy zaskakiwani już od samego wejścia, gdy widzimy, że publiczność może siadać nie tylko na widowni, ale i przy stolikach ustawionych na scenie. Stajemy się nie tylko obserwatorami, ale i w pewien sposób uczestnikami tej historii, gośćmi w restauracji „Pacyfik”. I ten pomysł sceniczny, dość prosty, ale genialny będzie budował całą atmosferę, mimo pewnych uproszczeń bardzo realistyczną. Oto świat ludzi „na zmywaku”, uczniów, barmanów, kelnerów i wreszcie, na szczycie drabiny - szefów sali. W latach 20 czy 30 dla wielu ludzi był to szczyt marzeń, by przejść taką drogę od zera na sam szczyt. Bezrobocie sprawiało, że można było zaciskając zęby wiele znieść, by po paru latach samemu stać się podobnym potworem dla nowicjuszy... Bo tak trzeba? Bo inaczej się nie da?
MaGa: A nie odnosisz wrażenia, że ten spektakl to metafora naszych czasów? To zaplecze restauracji „Pacyfik” to niemal współczesna korporacja, a w niej zawiści, pęd do zaszczytów, wyścig szczurów…

niedziela, 9 czerwca 2019

Mazurscy w podróży - Agnieszka Stelmaszczyk, czyli ahoj przygodo

Agnieszkę Stelmaszczyk u nas w domu kojarzymy bardzo dobrze z serii Kronik Archeo, którą uwielbia moja młodsza córka. Czasem widuję inne jej propozycje, adresowane do młodszych, ale jakoś nigdy nie miałem okazji, by się z nimi zapoznać. Do dziś. Wpadł mi bowiem w ręce pierwszy tom nowego cyklu pt. Mazurscy w podróży. Autorka wykorzystując własne wspomnienia (i fotografie!) zabiera nas na wyprawę pełną ciekawych miejsc, ale i przygód.
Ten pomysł zresztą wykorzystuje dość często w swoich powieściach i choć schemat jest podobny, za każdym razem młodzi czytelnicy pochłaniają je z wypiekami na twarzy. Nowe miejsce, a co za tym idzie nowa sceneria do różnych perypetii (często kryminalnych), dawka ciekawostek i wiedzy, to coś co sprawia, że nie można nudzić się przy lekturze. W Kronikach bohaterowie to dzieciaki archeologów, dlatego jeżdżą po całym świecie, w najbardziej egzotyczne miejsca. W nowe serii wyruszamy zaś w podróż z przeciętną polską rodzinką, jednym autkiem, bez jakichś wypasionych ekstrawagancji, czasem będąc trochę ograniczonym portfelem, czasem lub zachciankami innych członków familii. I to nawet jest fajne, bo dość swojskie.

sobota, 8 czerwca 2019

Milcząca rewolucja, czyli nie będziecie mnie uczyć czym jest socjalizm

Mało znana, choć ciekawa historia i na jej podstawie niezły film. Tak można by podsumować niemiecki dramat reżysera Larsa Kraume, autora thrillera „Fritz Bauer kontra państwo”.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że biografie kręci się o jakichś bardzo znanych postaciach, a tu mamy zwyczajną klasę maturzystów z NRD. Co w nich wyjątkowego? Byli zwykłymi młodymi ludźmi, którzy lubią się powygłupiać, rozmawiać, mają swoje marzenia, może i różnią się charakterami i poglądami na wiele spraw, ale dobrze się dogadują. Nawet ich "czyn", który zapoczątkował wobec nich całą falę represji nie był niczym wielkim, dla części to być może miało charakter jakiegoś symbolu, dla innych było być może raczej formą zabawy, wygłupu. Przecież do głowy by im nie przyszło, by w jakiś wyraźny sposób występować przeciwko władzy.

Cztery drogi - Tommi Kinnunen, czyli opowieść złożona z puzzli


Kolejny debiut, który mi wpadł w rękę i który mi się podoba. Tym razem „Cztery drogi” Tommi’ego Kinnunen’a – debiutancka powieść, która zdobyła wiele nagród i uznanie czytelników. Myślę, że zasłużenie.

Na zakręcie Czterech Dróg stoi ogromny dom, największy we wsi. Powstał na powojennych gruzach poprzedniego, ogromniał od marzeń, ucieczek od siebie, traum wojennych i nieodkrytych sekretów rodzinnych. Dom, który pociągał, ranił, odrzucał, z którego każdy chciał odejść, choć to nie dom był temu winien. To opowieść rozrzucona w czasie, na którą składa się historia trzech kobiet jednej rodziny i jednego mężczyzny. Cztery drogi, jakimi przeszli swe życie, cztery różne historie, które splotły się ze sobą. To także opowieść o kobietach. Silnych, niezależnych, które płaciły za to wysoką cenę. Za wybory jakich dokonały i ich konsekwencje. Zaczyna się w roku 1895 kończy w 1996. Każda kolejna historia to cząstka uzupełniająca historii poprzedniej. Urzekająca powieść o fińskiej rodzinie z małej wsi gdzieś na końcu świata…

czwartek, 6 czerwca 2019

Sługa dwóch panów, czyli nie lubię komedii dell’arte



Niekiedy coś nie wypali. I nie zawsze jest to wina spektaklu. Prędzej widza – w tym wypadku, mnie – bo poszłam na nazwiska, za którymi już tęskniłam i do teatru, w którym dawno nie byłam, nie bacząc na to, że nigdy nie pociągały mnie komedie tego typu. I co z tego, że napisał to Szekspir. On też, by żyć, musiał się parać komercją.

Teatr Dramatyczny, „Sługa dwóch panów”, Krzysztof Szczepaniak, Waldemar Barwiński, komedia Szekspira, zachwyty znajomych… a dla mnie męka.

I jestem w takim dziwnym rozdwojeniu jaźni. Z jednej strony to jest spektakl, który jako komedia dell’arte jest dobry, zagrany tak jak być powinien; jest przaśnie, są postaci charakterystyczne takie jakie być powinny, jest dużo biegania, miłosne podchody, pomyłki, błazeństwa, odniesienia do aktualnych sytuacji, są maski, pochyleni starcy, nawet charakterystyczna scenografia lub płachta materiału jako tło.

wtorek, 4 czerwca 2019

4 czerwca 30 lat temu, czyli uczcić trzeba

Nie mam własnych fotek z tamtych dni, biegaliśmy z plakatami i klejem, raczej oglądając się za siebie, żeby potem nie mieć kłopotów w liceum, nikt chyba nie myślał o robieniu fotek.
Ale pamiętam dobrze tamte emocje, nadzieję, potem triumf. I choć sama nazwa związku już dawno została rozmieniona na drobne, nie wszyscy ludzie okazali się tak sprawni, mądrzy i uczciwi jak myśleliśmy, środowiska się podzieliły, to tą datę uważam że warto uczcić niezależnie od wszystkiego. Bo ona nie jest tylko ich - polityków. Ale nas wszystkich.
Choć więc zmęczenie i ryzyko zaspania na jutrzejszy pociąg raniutko do Krakowa, biegnę na koncert. Niestety tylko jeden, ale parę słów potem napiszę. A może się spotkamy?
Wrzucam też info o drugim (na ten wybiera się żona).

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Norma - Sofi Oksanen, czyli mafiosi, duchy i dar...

Chyba pora na dwie książki, które sprawiły mi w ostatnich dwóch miesiącach trochę kłopotu. Ciężko je zakwalifikować gatunkowo, drażnią, może i męczą, jednocześnie jednak budzą jakąś ciekawość, która zachęca by ich nie odkładać.
Na początek Sofi Oksanen, o której "Oczyszczeniu" słyszałem dużo dobrego. "Norma" wprawiła mnie jednak w sporą konfuzję. Thriller to, kryminał, czy może jednak powieść psychologiczna? O co tak naprawdę chodziło autorce: abyśmy odkryli mroczną stronę biznesu, który wydaje się bezpieczny i swojski, czy jednak w tej na poły baśniowej opowieści istotniejszy dla niej był motyw odkrywania tajemnicy skrywanej przez wiele lat przez matkę... Raz jedno, raz drugie wydaje się bardziej istotne, brutalna realność zderza się z opowieściami z pogranicza snu, fantazji.
Jak bowiem można traktować fakt, że czyjeś włosy mogą żyć własnym życiem, wyczuwać emocje innych ludzi, ich choroby, rosnąć w zawrotnym tempie. To przekleństwo, czy błogosławieństwo? Zważywszy na to, że inność zawsze budzi niepokój, nic dziwnego, że matka Normy stara się ukrywać jej przypadłość przed światem. Czemu jednak ukrywa fakt, że to nie przydarzyło się w ich rodzinie po raz pierwszy, czemu nie wtajemniczy we wszystkie mroczne strony tego "daru"?

niedziela, 2 czerwca 2019

Gambit - Maciej Siembieda, czyli pionek w grze może być poświęcony

Już dwa poprzednie tytuły Macieja Siembiedy strasznie mnie kusiły przy różnych wypadach do księgarni. Ostatecznie mam je w wersji elektronicznej i pewnie do końca roku połknę, mając nadzieję, że są podobne do "Gambitu". Może komuś nie podobać się fakt, iż nie ma tu jakiegoś ogromnego napięcia, akcję śledzimy bez ekscytacji, ale przecież nie znaczy to, że bez ciekawości. Zamiast sztuczek jak by tu sprawić, że stawiając bohatera/bohaterkę w niebezpiecznych sytuacjach, wciąż zaciskamy kciuki, Siembieda snuje swoją opowieść niespiesznie, za to wypełniając ją bardzo ciekawymi smaczkami. Jako dziennikarz śledczy i pasjonat historii, potrafi zgrabnie połączyć fakty znane, z tymi o których mówi się już mniej i sami możemy być zaskoczeni tym co w tej powieści jest fikcyjne, a co miało jak najbardziej miejsce. Wykorzystując różne życiorysy, zgrabnie splata z nich historię może nie tyle kryminalną, ale szpiegowską, sensacyjną, gdzie gra idzie o losy całych państw. Gdyby od jednej osoby i od tego czy przekaże ona na czas to co ma posiadaniu zależały decyzje przywódców największych mocarstw, pewnie byśmy byli zdziwieniu. Kto wie jednak jak było naprawdę...
Losy żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, wielka polityka, szpiedzy różnych krajów, a wszystko to w jednej powieści, której akcja nie dzieje się jedynie w Polsce, choć wciąż pozostaje ona w centrum różnych wydarzeń.