Jakiś czas temu wydawało mi się, że to czerwiec będzie miesiącem gdy nie mając czasu na lekturę i filmy, będę więcej pisał o płytach, bo przecież ich słucham cały czas (nawet wpisując ankiety w domu). A tu posucha. No dobra przynajmniej o kilku warto wspomnieć i jak to u mnie - nie zawsze będą to nowości! Chociaż ta dzisiejsza w miarę świeża. Mówi Wam coś ten wykonawca? Ja przyznam się, że wiedziałem o nim niewiele - nawet gdy przewijało mi się jego nazwisko na innych płytach nigdy nie pokusiłem się żeby sięgnąć po jego produkcje autorskie. A przecież Lee Scratch Perry to chodząca legenda muzyki reggae (i ojciec dub-reggae). Przypadek sprawił, że wrzucając różne informacje na Facebookowy profil Notatnika (jak zwykle zapraszam) znalazłem informację, że przyjeżdża on na koncert do Polski (Dni województwa Śląskiego) i tak najpierw pojedyncze utwory, a potem wsiąkłem całkowicie w jego ostatnią płytę.
Facet, który ma 75 lat wciąż jest kopalnią muzycznych pomysłów i bynajmniej nie ma zamiaru sprzedawać jakichś best-of. Tworzy.
A do współpracy tym razem zaprosił naprawdę niezły zestaw gości - jest i Shakira, Matisyahu (muszę wreszcie kiedyś się zebrać i napisać o jego płycie, która też wciąż powraca do odtwarzacza), jest Tricky, a na producenta wybrał inną legendę - Billa Laswella.

Żałuję tylko, że nigdzie nie mogę znaleźć tekstów do tych kawałków, bo czuję, że będą równie odlotowe jak i sama muzyka. Wyobraźcie sobie piosenkę o ET :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz