sobota, 18 sierpnia 2012

Jagodowa miłość, czyli ciut zbyt słodko

Ostatnie dni to nadrabianie serialowych zaległości po dłuższej nieobecności w domu i przyznam, że już dawno nie miałem takiej frajdy jak przy końcu 4 sezonu Breaking Bad. Jeżeli taki zrobili finał, to nie wiem co może być w 5 sezonie, ciekawość zżera. Ale na dziś o innym filmie. I od razu muszę przyznać, że nie sprawił on tak wielkiej frajdy. Co prawda nie spodziewałem się fajerwerków, bo większość dobrych reżyserów, którzy tworzyli ciekawe filmy w zupełnie innej kulturze, po przeprowadzce do Hollywood nagle tracili skrzydła. I tak też myślałem będzie i z Wong Kar Wai  (pamiętacie jak byłem zachwycony niedawno jego Spragnionymi miłości?). Niespodzianki więc nie było, ale jeszcze miałem cichą nadzieję. Niestety dostajemy film, który się dłuży, może i z ciekawym klimatem, ale ewidentnie nawet ta nostalgia, zagubienie bohaterów i ich historie, która może pociągać zostaje przesłodzona przez sztampowy happy end. Hollywood. No i niestety - na rzeczy skomplikowane i nie daj Boże, które źle się kończą mało kto chce wyłożyć kasę. Czy nie lepiej dla wszystkich widzów byłoby gdyby nie kuszono wszystkich wyjątkowo zdolnych reżyserów by tam ściągali i kręcili kolejne filmy? Tu ciekawostką, która może przyciągać wzrok (i słuch) jest obsadzenie w roli głównej Norah Jones i zafundowanie nam jej ciepłej, delikatnej muzy, która ma uzupełniać obraz. 

Charakterystyczne są nadal wysmakowane, spowolnione zdjęcia, niespieszny sposób opowiadania historii, skupianie się na twarzach i emocjach bez konieczności ciągłego gadania. I to się może podobać - nie jest to zwykłe romansidło, bohaterowie jak to tego reżysera obarczeni swoimi historiami, do tego mamy jeszcze wątki poboczne, wcale nie mniej smakowite (nasza bohaterka rusza w Stany by się odnaleźć i potrafi słuchać). Podróż przez różne miasta i w każdym z nich chłonięcie jego atmosfery i ludzi, którzy tam mieszkają są dla dziewczyny lekcją życia i pomagają jej otworzyć się na innych.
Jak na produkcję z Hollywood nie jest więc źle - ale jednak ciut brakuje tej magii i tego za co można było pokochać Kar Waia. Happy end i przezwyciężenie przeszłości jakoś wydaje się doczepione tu trochę na siłę (amerykański widz innego zakończenia by nie zaakceptował?).
Aktorsko Jude Law i Norah Jones średni, dużo lepiej zagrały w wątkach pobocznych Rachel Weisz i Natalie Portman.
Film o miłości, ale takiej do której się dojrzewa, miłości ludzi, którzy już niejedno mają za sobą i ten bagaż nic im nie ułatwia. Wątek kawiarenki, w  której po raz pierwszy spotykają się nasi bohaterowie i słoik z kluczami - historiami ludzi, którzy je zostawiają i nigdy nie odbierają fajny, ale dużo bardziej wciągnęła mnie historia opuszczonego przez żonę policjanta. Kto jest ciekaw - spokojnie można obejrzeć, ale jednak bardziej polecam wcześniejsze filmy tego reżysera.
Za to - jeżeli tylko lubicie muzykę Jones to polecam Wam gorąco zatopienie się w ścieżce dźwiękowej - to mocny punkt tego filmu!

Film można obejrzeć i to legalnie na platformie iplex.pl 

12 komentarzy:

  1. Jeden z tych filmów, które myślałam, że bez problemu do mnie trafią. Tymczasem wynudziłam się wyjątkowo podczas seansu przy 1. oglądaniu, przy 2. zasnęłam, a 3. razu unikam jak mogę więc jak widzę go w TV to zmieniam kanał. Słowem wielkie rozczarowanie lub wielki niewypał. Nawet rewalacyjna Rachel Weisz nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed "Jagodową miłością" nie oglądałam nic Kar Waia, więc nie mam porównania, ale ten film urzekł mnie muzyką i klimatem. Przyznam jednak, że nie poddawałam się głębszej refleksji na temat choćby jego zakończenia, po prostu go chłonęłam... Być może wtedy tego potrzebowałam?

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie znam reżysera , więc i jego filmów a na dodatek ostatnio można rzec nic nie oglądam, może zimą , chociaż bardzo lubię oglądać dobre filmy a ciągłe powtórki w tv mnie denerwują.
    Mam jednak sporo kupionych dvd więc może sobie kiedyś zrobię seans kinowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tv, szczególnie publiczna rzeczywiście rozczarowuje. polecam jako niezłe źródło kinoplex albo iplex - niegłupie źródła, w których sama wybierasz a kosztuje dużo mniej niż dvd

      Usuń
  4. Jagodowa miłość? hmmm... jeśli podczas seansu zapomni się kto jest reżyserem i jakie wcześniej perełki stworzył jest filmem sympatycznym, niezłym, ale właśnie od tego akurat reżysera wymagam więcej. Czegoś w tym obrazie brakło, tej szczególnej magii charakterystycznej dla Kar-Waia. Film miło się mi w kinie kilka lat temu oglądało, ale już kolejny raz na Ale kino jak trafiłam nie oglądałam. To film na jeden raz w przeciwieństwie do wcześniejszych filmów Kar-Waia.

    Ja jestem po seansie filmu rosyjskiego, który wygrał tegoroczną edycję Sputnika nad Polską "Portret o zmierzchu." Duszne, ciężkie, na wskroś rosyjskie kino. Dobre kino:)
    A jutro wybieram się na "Ave"
    Dobrej nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie o nim myślę, o "Portrecie o zmierzchu", że to dobry film, ale niestety nie bardzo dobry, a myślałam, że mnie na ziemię powali. Ale wart obejrzenia jak najbardziej:)

      Usuń
    2. tytuły notuję, jak zwykle dziękuję bardzo!

      Usuń
  5. Mnie ten film urzekł zdjęciami i muzyką. Klimacik jest. Mnie to wzięło, ale akurat wstrzelił mi się idealnie w nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam ten film!!! Lubię filmy powolne, spokojne, w których niby nic się nie dzieje. Inni mówią nudne a ja - klimatyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a widziałaś jego wcześniejsze rzeczy?

      Usuń
  7. Widziałam jeden. Wiem, że to inny klimat i część fanów była zniesmaczona. Mnie zauroczył.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widziałam jeden. Wiem, że to inny klimat i część fanów była zniesmaczona. Mnie zauroczył.

    OdpowiedzUsuń