czwartek, 23 sierpnia 2012

Merida waleczna, czyli a taka była mała i słodka

Kilka dni temu wybraliśmy się do kina z dziećmi, ale jakoś szkoda mi było ponad 30 złotych, więc wybrałem kawkę i lekturę książki. Po raz drugi u mnie na blogu oddaję więc pole swojej 12-letniej córce, aby mogła opowiedzieć Wam o filmie, który widziały. W sumie takie filmy może lepiej by recenzowali ci, którzy są ich głównym odbiorcą :) Magda obiecała, że zacznie pisać częściej - zobaczymy na ile starczy jej zapału. A ja się cieszę nie tylko ze wsparcia, ale i z tego, że o lekturach dla nastolatków nie będę musiał pisać sam. No i jak się troszkę wyrobi to może powalczy o jakieś rzeczy dla siebie do recenzji od wydawnictw.
Oddaje głos córce. Wszelkie poprawki były z nią konsultowane i walczyła zaciekle - słowo przeze mnie dodane a propos morału wypływającego z filmu musiałem podkreślić kolorem, bo ona się z tym nie do końca zgadza.

Dziś chcę opowiedzieć Wam o filmie "Merida Waleczna", na którym byłam niedawno w kinie. Opowiada on o bardzo wyjątkowej księżniczce, która jest dzielna, sprytna, pewna siebie i buntownicza. Umie ona świetnie strzelać z łuku, walczyć, podkradać ciasteczka z kuchni i kocha takie życie.
Nasza bohaterka chce być niezależna i samodzielna. Ma ona mamę, tatę i trzech młodszych bardzo sprytnych braci. Matka przez całe jej życie przygotowywała ją do bycia królową. Pewnego dnia jej rodzice oświadczyli, że ich córka ma wyjść za mąż i że za kilka dni przypłyną lordowie ze swoimi pierworodnymi synami. Merida strasznie pokłóciła się z mamą, ale i tak królowa nie odpuściła. 
Po kilku dniach przypłynęły trzy statki i ojcowie ze swymi potomkami przyszli do sali tronowej gdzie ojciec księżniczki ogłosił rozpoczęcie konkursów mających wyłonić najlepszego kandydata. Nasza bohaterka mogła wybrać konkurencję w jakiej mieli się zmierzyć i wybrała swoje ulubione łucznictwo. Gdy Merida postanowiła sama udowodnić co potrafi i okazała się lepsza od zwycięzcy zawodów, jej matka bardzo na nią nakrzyczała. Księżniczka smutna uciekła na koniu do lasu. Tam zobaczyła płomyki leśne, które jak co niektórzy wierzą, są tylko w bajkach i legendach, mają one wskazywać drogę życia. Bohaterka poszła za nimi i trafiła do chatki pewnej starszej pani, która jak się okazało była czarownicą. Dziewczyna zaufała wiedźmie i poprosiła ją by ta dała jej zaklęcie, by jej mam dała jej spokój z małżeństwem. Dostała ciastko z eliksirem, które miała podać królowej. Naiwna księżniczka dała to swojej mamie, lecz okazało się, że czar zmienił ją w niedźwiedzia.
Po dwóch wschodach słońca zaklęcie miało stać się nieodwracalne. Czy Merida zdoła uratować swą mamę? Czy zostanie zmuszona do małżeństwa? Przekonajcie się na filmie.
Bardzo fajny, przygodowy film animowany. Uczy nas byśmy próbowali sami podejmować decyzje i szli za głosem serca, ale czasem byśmy jednak słuchali tego co mówią inni (starsi). Dużo śmiechu, troszkę wzruszeń (młodsza siostra płakała) i gwarantowana zabawa. Bardzo polubiłam tę bohaterkę za jej odwagę i za to że walczyła o własne zdanie.
Polecam
Madzia

PS Aż żałuję, że sam się nie wybrałem, bo patrząc nawet na spoty mam wrażenie, że to coś świeżego.A kilka tekstów nie tylko jest zabawnych, ale i dość prawdziwych. Cóż - dzieci często nie do końca chcą realizować nasze plany...

25 komentarzy:

  1. Ciagle sobie powtarzam, ze musze wybrac sie na ten film ;) Widzialem wszystkie produkcje Pixar i te takze musze obejrzec, bo uwielbiam ich filmy :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, że starają się szukać nowych pomysłów co się chwali - Odlot był kapitalny... To ważne by w takich filmach było coś więcej niż tylko sam śmiech.

      Usuń
    2. Prawda, Odlot był naprawdę świetny i zdecydowanie zaostrzył mój apetyt na kolejne produkcje :-)

      Usuń
  2. No i dobrze, że dzieci wolą realizować własne plany. Nasze realizujmy sobie sami. ;)
    A serio: gratulacje dla córy. Moja 12-latka nie chce pisać recenzji, woli spełniać się w opowiadaniach, a w przyszłości w powieściach. Taki jest jej plan. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuu to ambitnie! moja ma smykałkę do opowiadań, ale pisać nie chce - wymarzyła sobie karierę projektantki i większość czasu poświęca rysowaniu. A teraz zapaliła się do pisania recenzji, bo dzięki temu wie, że nie odmówię jej kupna kniżek, czy zafundowania kina.

      Usuń
  3. Bajki stoją od jakiegoś czasu na naprawdę wysokim poziomie. Ja akurat Meridy nie widziałam, ale z opisu Madzi wydaje się interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są takie, które powielają już te same dowcipy po raz kolejny, ale zdarzają się perełki. Naprawdę żałuję troszkę, że jednak się nie skusiłem - oglądanie na świeżo z dziećmi to jednak nie to samo gdy przed telewizorem będą mi komentowały najlepsze momenty

      Usuń
  4. A ja protestuję, kto powiedział że głównym odbiorcą takich historii są dzieci? Namiętnie oglądam, kiedy tylko mam okazję a w kinie spotykam wielu takich świrusów jak ja, grubo po 18ce :-) Co prawda i tak zakładałam że film obejrzę, choć nieco później, jak będzie na dvd. Po recenzji zaczynam się łamać i chyba jednak znów pójdę do kina :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem, że dorośli (nawet tacy grubo po 18-tce jak ja) też chadzają na te filmy i się świetnie bawią, ale powiedz mi jak to potem recenzować? Człowiek od razu ma ochotę dokonywać jakichś analiz, bo wstyd się trochę przyznać, że po prostu się świetnie bawił :) Przy niektórych produkcjach (tak jak np. Alvinie) wychodzi też inne podejście i inny gust.

      Usuń
    2. Masz rację, recenzja takiego filmu to już nie taka prosta sprawa. Z drugiej jednak strony pojawiają się już i takie filmy, gdzie to właśnie dorośli mogą mieć więcej do powiedzenia. Choćby Shrek ma wielkie oczy - film krótkometrażowy, w którym bohaterowie opowiadają sobie straszne historie. Które dziecko pojmie aluzję w przypadku takich opowieści jak "Shrekzorcysta" czy "Wysyp żywych ciasteczek"?

      Usuń
    3. oj to prawda - nawet czasem w samym tłumaczeniu zamieszcza się rzeczy zrozumiałe jedynie w pewnym kontekście zrozumiałym głownie dla dorosłych. Masz rację. Reasumując - wolimy bajki z sensem opowiadające jakąś historię i o których można potem pogadać z dzieckiem nic walenie po głowie i ślizganie się na skórce od banana :)

      Usuń
    4. Bardzo dobrze prawisz :-)

      Usuń
  5. Zgadzam się z opinią, że to było coś świeżego i nowego! Przede wszystkim nie było żadnego księcia z bajki i tego całego ble-ble-ble. Byłyśmy z córką mile zaskoczone i spędziłyśmy naprawdę miłe chwile:) Na Madagaskarze 4 ziewałam z nudów, Epoka Lodowcowa też mnie wynudziła, a to takie zaskoczenie! No i fajnie, że akurat na ten konkretny film wybrałam się z córką (kto widział, ten wie). Naprawdę, rewelacja!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie! z opowieści dziewczyn widzę, że fajnie został pokazany ten wątek komunikacji z rodzicami, buntu, ich oczekiwań - to świetna okazja do rozmowy na temat tego co robić gdy się kłócimy, różnimy i podkreślania, że nigdy - nawet jak jesteśmy na coś źli nie przestajemy się kochać...

      Usuń
  6. No jak nic pójdę do tego kina! Tylko się w tym utwierdziłam po tejże lekturze. Bo już wcześniej zwiastuny mnie atakowały i się zastanawiałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wybieram się niedługo. A relacja córki świetna - konkurecja chyba rośnie, co do pisania recenzji :)

    I znowu potwierdza się stara prawda,że najlepsze wybory to te, które są kierowane głosem serca :))

    OdpowiedzUsuń
  8. ha - zainteresował mnie jeszcze ten wątek o którym wspomniała @Isadora, czyli braku księcia z bajki - rzeczywiście cholera każda animacja z księżniczką musiała kończyć się ślubem - co jest? To ma być ideał dla 6-11 letnich dziewczyn? Nie doszukuję się tu jak to widziałem w niektórych recenzjach akcentów feministycznych, ale pomyślmy na trzeźwo - bohaterka dla dziewczynek może być po prostu dziewczynką taką jak one!

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam na nim razem z dzieckiem i bardzo mi się podobał! Zwłaszcza, że jest zgodny z moimi poglądami na wychowanie dzieci, rodziców preferujących "tradycyjne" może lekko zaszokować. Dlatego napiszę teraz pół-żartem, a pół-serio trochę - idź na ten film jak najszybciej, a jak wrócisz przeproś córkę i usuń to słowo dodane przez Ciebie - Twoja córka to bardzo mądra dziewczynka, wyciągnęła morał idealnie, a Ty co zrobiłeś? Nie widziałeś filmu, a i tak wiesz lepiej? ;) Miała rację, że walczyła o słowa, pokazałeś jej właśnie, że nie słuchasz jej (czyli innych, nie starszych). Ten film warto bardzo obejrzeć razem z dzieckiem, bo morał dla rodziców jest nawet bardziej podkreślony!

    P.S. jak usuniesz to słowo, możesz spokojnie skasować mój komentarz - wtedy nie będzie pasował, a i niewychowawczy jest ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. samemu na taki film? kurcze chyba tak dziwnie.
      dopisek w sumie jest dla nas obojga raczej żartobliwy, nigdy też - nie sądzisz chyba, żebym zrobił coś bez jej wiedzy i zgody w jej własnym tekście?
      jej zdanie często musi być na wierzchu :)

      Usuń
    2. E tam, dziwnie ;) A dla kogo niby są te wieczorne seanse? :)

      Wierzę Ci, dzieci często chcą by ich było na górze, ale w tym wypadku córka miała 100% racji ;)
      Myślę, że dla rodziców, którzy uważają, że dzieci głosu nie mają (a wbrew pozorom jednak wciąż jest ich bardzo dużo) - ten film to może być szok i raczej na pewno nie będzie im się podobał.

      Żałuj więc, że nie widziałeś, bo do tego jeszcze można się było pośmiać, trochę pobać, a i mnie, jak Twojej młodszej, łezka wzruszenia popłynęła ;)

      Usuń
    3. na drugi raz będę mądrzejszy i wcześniej poczytam więcej by podjąć decyzję - już kilka razy zdarzyło się, że tylko do kina je zawiozłem i raczej tego nie żałowałem - sorry ale Alvin, czy Scooby to nie dla mnie

      Usuń
    4. Ha! To musimy się częściej wymieniać informacjami, chyba założę stałą rubrykę na blogu ;) Bo my całkiem często chodzimy na te dziecięce filmy, a w najbliższej przyszłości się parę ciekawych zapowiada :)

      Alvin i Scooby rzeczywiście tylko dla dzieci raczej, ale Pixar to w zasadzie już teraz można spokojnie w ciemno iść, bo wiadomo, że oprócz rozrywki i mądre rzeczy przekazuje (jak choćby wspomniany już tu w komentarzach "Odlot").

      Usuń
    5. ale były i słabsze - choćby kontynuacje autek czy iniemamocni, za którymi nie przepadamy. Wall-e znowuż nie podobał się dzieciom
      Tym razem dałem plamę, że nie poszedłem... W sumie okazji coraz mniej będzie bo dzieci już chcą oglądać inne rzeczy niż animacje.

      Usuń
    6. Słabsze też trzeba oglądać - żeby wyrobić sobie gust ;)

      A dlaczego piszesz, że okazji będzie mniej? A może właśnie więcej - przecież z dziećmi nie tylko na animacje można chodzić :) Co więcej, jak są starsze, to wreszcie otwiera się kolejny świat możliwości - oglądanie filmów z naszego dzieciństwa, czyli nakręconych w latach 80-tych na przykład. My tak ostatnio obejrzeliśmy "Gremliny rozrabiają" - zabawa była świetna!

      Usuń
    7. wiesz po prostu trochę się obawiam, że mając lat naście częsciej chodzi się z kolegami/żankami niż rodzicami no i to co oglądają i co je interesuje mnie kompletnie nie rusza (Step up, filmy Disneya i jego gwiazdki itp). Domyślasz się że wolałbym chodzić np. na Mrocznego Rycerza. Ale oglądamy różne rzeczy wspólnie w tv (nawet stare seriale czarno białe z mojego dzieciństwa) gdy łaskawie pozwolą oderwac się od Disney channel.
      Są strony dla rodziców rekomendujące filmy i książki dla dzieci, ale brakuje takich propozycji dla rodziców nastolatków - oni już sami wybierają i często niestety głupoty (Zmierzch, wampiry itd). Takie wskazówki by się przydała - co ciekawego na rynku się pojawiło co niesie ze sobą jakąś wartość co można kupić, podsunąć a potem pogadać...

      Usuń