czwartek, 21 stycznia 2016

Krafftówna w krainie czarów, czyli znakomita rozmowa z Remigiuszem Grzelą

          Kiedy w grudniu 2015 r. widziałem Barbarę Krafftównę na premierze w Teatrze Żydowskim („coś jeszcze musiało być…”), nawet nie przypuszczałem, że zaledwie kilka tygodnie później będę mógł z wielką przyjemnością poczytać o magicznym życiu aktorki. Magicznym, bo pełnym zaskakujących wydarzeń, stąd też zresztą tytuł książki, napisanej przez Remigiusza Grzelę – „Krafftówna w krainie czarów”. Mało kto zapewne wie, ale autor książki współpracował już z aktorką, bowiem w 2006 r. napisał dla niej monodram o ostatnich latach życia Marleny Dietrich – „Błękitny anioł”, a dwa lata później – komedię „Oczy Brigitte Bardot”. Dzięki temu o wiele łatwiej było pisarzowi nawiązać przyjazną atmosferę rozmów, sprzyjającą intymnym zwierzeniom…
            Barbara Krafftówna, jak na legendę polskiego teatru i kina, tka opowieść o sobie wspominając ważne wydarzenia z życia swojej rodziny, łącząc je z tym, czego najbardziej szukają miłośnicy jej talentu, a więc z informacjami na temat życia aktorskiego.
            Każda z części książki wzrusza mnie i czaruje, tak, jak aktorka zawsze czyni to na scenie. Kiedy czytam o tym, jak wyglądało życie w powstańczej Warszawie, mam przed oczami „krowy” niszczące piękne kamienice, ludzi przemykających piwnicami i aparat, na którym u ciotki aktorki oglądało się zdjęcia.  Naturalnie jednak jako miłośnik teatru i admirator talentu bohaterki książki – z największym skupieniem dowiadywałem się, jak przebiegała kariera aktorki, okres w teatrze Galla (fascynująca opowieść o tym, jak kształtował się tam warsztat artystki), Wrocław, później Warszawa. Szaleńcze tempo pracy, a przy tym mozolne analizowanie ról, ich niuansów, poznawanie siebie i stwarzanie na scenie od nowa, by widz nie widział Krafftówny, tylko kogoś zupełnie innego!
            Piękne wspomnienia związane z życiem prywatnym, dwóch mężów, wspaniałe wspólne chwile (zaręczyny z Michałem Gazdą: to aktorka oznajmiła ukochanemu, że musi się z nią ożenić, efekt: on mdlał, ona go cuciła, woda w wannie się przelała, zalewając mieszkanie, czajnik się spalił, ale ślub był!), a potem prywatne dramaty (przedwczesna śmierć obu mężów).
            Historia znajomości z Kaliną Jędrusik rozpali każdego (sceny toalety w pociągu – zupełnie jak u Felliniego, wspólne wyjazdy na plany filmowe, anegdoty o zachowaniu największej polskiej skandalistki – podane tak barwnie, że człowiek widzi obie panie zgrabnie wsiadające do opisywanego tramwaju)…
            No i największa z magicznych bajek życia Barbary Krafftówny – przygoda z Kabaretem Starszych Panów! A do tego praca w filmie, później emigracja i powrót do kraju po dziesięciu latach: gotowy scenariusz na film!
Remigiusz Grzela potrafi słuchać jak nikt. To dzięki niemu wiemy już, czego artystce dziś najbardziej żal, za kim tęskni, co myśli o życiu na Kresach Wschodnich. Rozmawia z aktorką tak pięknie, że niemal czujemy, że to my sami siedzimy z nią przy stole, pijemy kawę i rozmawiamy tak po prostu, o jej życiu. Takie książki zdarzają się nieczęsto. Duża w tym zasługa autora, który wykonał tytaniczną pracę, zbierając materiał do stawianych pytań.
Jeśli miałbym wskazywać wydawniczy hit początku 2016 r., będzie to właśnie „Krafftówna w krainie czarów”. W krainie czarów? Krafftówna czy Alicja? Kto przeczyta, zrozumie! I zakocha się w aktorce od nowa!
Sakis

To już moje drugie spotkanie z Remigiuszem Grzelą i jego wywiadami. Chętni mogą zerknąć na recenzję "Wolnych". A teraz kolej na premierę przygotowaną przez Prószyńskiego (ukłony za egzemplarz do recenzji) i aktorka, która na pewno zasługuje na pamięć, na biografię. Aż by się chciało dowiedzieć jeszcze więcej, pogłębić pewne wątki - tyle sukcesów, ale i tyle trudnych chwil w jej życiu, tyle tragedii. Krafftówna sama wspomina na koniec w podziękowaniach, że autor usłyszał dużo więcej, ale wiele rzeczy taktownie pominął w książce i choć może trochę żal, za to też należą się brawa - nie trzeba na siłę budować książki na sensacji, na kontrowersjach, wybebeszaniu wszystkiego. Idealnie rozłożone akcenty między wspomnieniami innych o pani Barbarze, jej samej, elementy rozmowy, wywiadu i dygresje dopisywane potem na tekście - to wszystko sprawia, że trudno się nudzić przy lekturze. Odrobina anegdot, ciekawostek, humoru nadaje pikanterii tym wspomnieniom, ale to przede wszystkim kapitalna opowieść o tym jak traktowało się zawód aktora kiedyś, jak się go uczyło, z jaką sumiennością podchodziło się do budowania roli. I to chyba najbardziej mnie tu fascynowało. 
Lepiej znam Krafftównę z jej ról telewizyjnych, czy z przypominanych fragmentów Kabaretu Starszych Panów i ogromnie mi szkoda, że nie mogłem zobaczyć jej na deskach teatru. Ze zdumieniem czytałem o tym jak osoba, którą najczęściej kojarzymy z Honoratką z "Czterech Pancernych" uznawana była ze jedną z najlepszych wykonawczyń ról z dramatów Witkacego, czy Gombrowicza. Jej niewielkie ciało mieści w sobie wulkan energii... 
Wady? Może chciałoby się więcej zdjęć. Ale z całego serca wywiad polecam! A na półce już czeka kolejna publikacja Remigiusza Grzeli - tym razem o Irenie Jun i Stanisławie Brudnym. 

1 komentarz:

  1. Miałem przyjemność widzieć aktorkę na scenie- niezapomniane przeżycie!

    OdpowiedzUsuń