sobota, 9 stycznia 2016

Słaba płeć? Czyli młodzi, ambitni, z kredytami

Wczorajszy wieczór pod znakiem Sherlocka, ale napiszę o nim pewnie jutro.  O ile będę miał siłę, bo jeszcze dwa intensywne wieczory przede mną, bo małżonka zabiera mnie na Zacieralia.
A potem jeszcze w niedzielę nasza akcja wymiany książek gra razem z WOŚP. Oj dzieje się.
Co dziś? Kolejna polska produkcja, którą już zdążono zjechać i zakwalifikować do szufladki z najbardziej żenującymi komediami romantycznymi. Tymczasem "Słaba płeć", choć nie jest wolna od wad, ma też kilka plusów. Przede wszystkim podobała mi się postać wykreowana przez Olgę Bołądź - kobiety, która wciąż się mobilizuje by być silną, niezależną, przebojową, bo nigdy nie ma specjalnie okazji, by pokazać co naprawdę czuje... Tu na słabość nie ma miejsca, bo by cię zjedli.

I nie chodzi tylko i wyłącznie o świat korporacji, ale również o związki, o sposób budowania relacji z przyjaciółmi, znajomymi w dzisiejszym świecie. Jest fajnie dopóki się bawimy, gdy masz problemy, gdy jesteś słaby, nagle może się okazać, że zostajesz zupełnie sam. Coraz więcej w nas udawania, pozorów,coraz mniej szczerości. Nawet w rodzicach często oparcia nie ma się zbyt wiele, bo człowiek nie chce wciąż na nich wisieć... Trzeba być silnym, samodzielnym, brać życie na klatę. I bohaterka stara się taka być. Jest tu naprawdę kilka fajnych scen, gdy wreszcie coś w niej pęka, gdy musi poprosić o pomoc innych. I aż żal, że to nie ten wątek został jakoś pociągnięty głębiej. Kobieta w świecie mężczyzn, w świecie gdzie nawet od innych kobiet nie ma wsparcia. W dodatku "słoik", czyli bez rodziny na miejscu i dzięki wspaniałej polityce wspierania młodych przez nasz państwo w marnej kawalerce na Bródnie, kupionym za kredyt na lat 30. A z marzeń zostaje niewiele.
Ile w filmie zostało z materiału wyjściowego, czyli powieści Katarzyny Grygi "Suka"? Książka na pewno nie szła w stronę komedii romantycznej.

Aktorka wypada dobrze w scenach gdy jest na pierwszym planie, natomiast gdy pojawia się na ekranie wraz z Marcinem Korczem, robi się jakoś sztywno i nienaturalnie. Może ja po prostu mam uraz do takich pomysłów i sztampy jaką trącą?
Mało zabawny wydaje mi się też cały wątek "zawodowy" i zmagania z wrednym szefem. Generalnie scenariusz jest tu mierny i czuć, że chyba na nakręcenie albo było za mało czasu albo kasy (patrz scena stania "w korku" na 3 samochody). A wtedy i aktorzy mogą się starać, ale niewiele zmienią.
No więc warto czy nie warto? Dla tych, którzy alergicznie reagują na wszelkie wady polskich produkcji odradzam, ale dla tych, którzy choćby dla aktorów lubią czasem się na coś krajowego wybrać, jak najbardziej może być. Tragedii nie ma, choć niewiele tu komedii i "Słaba płeć?" sprawdza się raczej jako obyczaj, dopiero w finale zmierza ku romansowi.

2 komentarze:

  1. Należę raczej do tej drugiej grupy widzów, więc zapewne obejrzę ten film, prędzej czy później.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po zwiastunie już widzę, że to kolejna słaba polska produkcja...naciągana komedyjka :/ Takie filmy już od dawna omijam szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń