sobota, 16 stycznia 2016

Cwaniary - Sylwia Chutnik, czyli męski szowinizm i kobiece pięści

Sylwia Chutnik, "Cwaniary"Po raz kolejny wróciłem do domu z wymianki z jakimiś upolowanymi tytułami i teraz znowu mam problemy: gdzie to pomieścić i kiedy to czytać? Pewnie część potem wróci na nasze akcje wymiany, a część pójdzie na jakieś konkursy - znacie już chyba rozdawane co miesiąc trzypaki? Zerknijcie na styczniowy do zakładki z konkursami.
A dziś jedna z zaległych lektur z ubiegłego roku. Moje drugie (i pewnie nie ostatnie) spotkanie z Sylwią Chutnik. Ostatnio sporo sięgam po autorów krajowych, bo też budzą oni sporą ciekawość, ich twórczość jest często komentowana w mediach, więc i na DKK się często pojawiają. A ja dzięki temu "kosztuję" nowych rzeczy... Rzadko bowiem sugeruję się rekomendacjami krytyków (może wyjątek robię dla trójkowego znaku jakości Nogasia) w przypadku polskich tytułów, wolę sięgać po klasykę, szukać różnych tytułów, które nie muszą być nowe. Gdy jednak pojawia się taka propozycja na klubie - nie mam zamiaru protestować, w końcu zawsze fajnie jest podyskutować o czymś, co choć troszkę poruszyło nasz światek literacki. Mogę już zapowiedzieć, że po Chutnik, pojawi się jeszcze niedługo Karpowicz. Potem chyba jeszcze tylko 4 recenzje książkowe z ubiegłego roku i wreszcie będę mógł zająć się tegorocznymi. Jakoś łatwiej mi się pisze o filmach, zajmuje to mniej czasu, a tego ostatnio mi ciut brakuje. Pochorowałby trochę człowiek może? Albo nie, lecę odpukać w niemalowane...


Po lekturze opowiadań, nie rozumiałem do końca skąd ten krzyk wokół Sylwii Chutnik, jakieś kontrowersje, że to proza ostra, feministyczna itp. No dobra, teraz już trochę wiem. Przede mną jeszcze "Atlas kobiet", żeby zobaczyć to od bardziej poważnej strony. "Cwaniary" bowiem jednak mocno ciągną w kierunku groteski, absurdu, komiksowości (to wrażenie pogłębiają ilustracje Marty Zabłockiej). Przez to wiele poważniejszych spraw, które są tu poruszane, może trochę umknąć. A może jednak przez taką trochę "łobuzerską" zabawę, dociera się do ciut innego czytelnika? Sam nie wiem...
W każdym razie pomysł na pewno doceniam, choć nie do końca mi się te humorystyczne sceny wychodzenia na miasto i "polowania" na tych, którzy łamią zdaniem bohaterek kodeks prawego postępowania i honoru, układały w całość z fragmentami, gdy każda z nich opowiada trochę więcej o sobie. Gdy wyobraziłem już sobie młodą dziewczynę, w zaawansowanej ciąży, która z kastetem, czy z naprędce zrobionym "tulipanem" atakuje z koleżanką jakichś namolnych facetów, to potem trudno tę samą kobietę wysłuchać na poważnie, gdy opowiada o swoich traumach, o cierpieniu po śmierci ukochanego, o tym jak się czuje gdy jest sama. Wychodzi w miasto - wraz z koleżankami same postanawiają wymierzać sprawiedliwość, dokonywać zemsty za wszelkie wyrządzone zło... Obojętnie czy to wyrzucony w nieodpowiednim miejscu śmieć, chamskie zachowanie, czy po prostu wygląd, który razi je w oczy. Bójka pozwala zapomnieć o problemach, jest chwilą gdy przez moment jest tylko adrenalina, pięści. I poczucie, że wreszcie nie jest się tą "słabszą" płcią, którą można pomiatać, zamykać w domu i rozstawiać po kątach. To one są silne. I w swoim życiu też by takie chciały być - decydować o sobie, umieć postawić się wszystkim, nawet własnemu losowi.

Czy tę powieść można potraktować serio, np. jako wezwanie i pochwałę przemocy? Jak dla mnie - bez sensu. To przecież zabawa, może i chwilami brutalna, ale to literacka gra pełna nie tylko ciekawego języka i obrazków z "klimatów praskich", ale i nawiązań do tego co dotąd zastrzeżone było dla mężczyzn - powieści łotrzykowskich, awanturniczych. Ponieważ w tle jest Warszawa, wiele osób zestawia to choćby ze "Złym". I nawet jeżeli to trochę na wyrost, to spotkanie z "Cwaniarami" zaliczam raczej na plus. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza