Wpadła
mi w ręce zupełnie przypadkiem książka Macieja Jastrzębskiego „Krym. Miłość i
nienawiść”. Przeczytałem w kilka godzin jednym tchem. Nie dlatego, że temat wciąż
aktualny, bo w tamtym rejonie źle się dzieje, ale dlatego, że jak na literaturę
faktu, autor bardzo zręcznie stworzył kolaż przeróżnych gatunków literackich,
co nieczęsto jest zjadliwe. Tym razem - jak najbardziej!
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości książkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowości książkowe. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 lutego 2016
wtorek, 2 lutego 2016
Szukając Inki, czyli o życiu i śmierci dziewczyny, której los wzrusza nawet największych twardzieli!
„Mówili o tym miejscu
Sala Śmiechu i nawet wtedy, sześćdziesiąt lat temu, nikt nie wiedział, skąd się
ta nazwa wzięła.
– To wyglądało jak
rzeźnia – powie dawny pracownik więzienia.
W podłodze między słupami
śmierci wyżłobiono rowek. Spływała nim krew zaraz po egzekucji i potem, gdy już
po niej sprzątano. – Tu, w rogu pomieszczenia, stał worek z trocinami.
Rozsypywano je w miejscu, gdzie stał skazany. Miały pochłaniać jego krew i
odchody – tłumaczy major Kowalski.
Sala Śmiechu czekała na
Danusię.”
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy pokazałem moim uczniom spektakl Teatru Telewizji pt. „Inka 1946”, wywiązała się dyskusja na temat patriotyzmu i tego, jak zachowaliby się współcześni nastolatkowie w podobnej sytuacji. Okazało się, ze przedstawienie wyjątkowo mocno oddziałuje na młodych ludzi. Nawet uczniowie, którzy mają wszystko w nosie, przyznawali, że ta dziewczyna to jest ktoś! Mało kto potrafił zrozumieć, ze pewne rzeczy można robić z miłości do Ojczyzny. Padały słowa: szacunek, bohaterka, wielka! Której klasie bym tego nie pokazał, reakcja była zawsze taka sama… No i okazywało się, że nas nie stać byłoby na taką ofiarę.
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy pokazałem moim uczniom spektakl Teatru Telewizji pt. „Inka 1946”, wywiązała się dyskusja na temat patriotyzmu i tego, jak zachowaliby się współcześni nastolatkowie w podobnej sytuacji. Okazało się, ze przedstawienie wyjątkowo mocno oddziałuje na młodych ludzi. Nawet uczniowie, którzy mają wszystko w nosie, przyznawali, że ta dziewczyna to jest ktoś! Mało kto potrafił zrozumieć, ze pewne rzeczy można robić z miłości do Ojczyzny. Padały słowa: szacunek, bohaterka, wielka! Której klasie bym tego nie pokazał, reakcja była zawsze taka sama… No i okazywało się, że nas nie stać byłoby na taką ofiarę.
Gdy w 2014 r. IPN
poinformował, że na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnaleziono nieoznakowany
grób, w którym najprawdopodobniej spoczywają zwłoki Inki, było niemal pewne, że
ta książka wreszcie powstanie. I że musi, po prostu musi być tak mocna!
Inka, a tak naprawdę
Danuta Siedzikówna, nie dożyła nawet do 18 urodzin… Była sanitariuszką 4.
szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK, później - w 1946 działała w 1 szwadronie
Brygady na Pomorzu. II wojna światowa zabrała jej rodziców, najpierw ojca,
który wywieziony do łagru uciekł i przedostał się do armii Andersa i
zginął w Teheranie 1 1943 r., niewiele
później matkę, aresztowaną we wrześniu 1943 r. i zamordowaną przez Gestapo. Po
tym wydarzeniu wstąpiła do AK, odbyła szkolenie medyczne i została sanitariuszką.
W 1945 r. została aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem,
jednak została uwolniona z konwoju przez patrol AK.
20 lipca 1946 r., kiedy
przebywała w lokalu kontaktowym w Gdańsku, oczekując na transport medyczny, została
aresztowana (adres zdradziła dawna koleżanka Regina Żylińska-Mordas). Co działo
się dalej? O tym szczegółowo opowiada Luiza Łuniewska w swojej książce. Bita i
torturowana, nie wydała nikogo. W grypsie do babci Siedzikówna napisała:
"Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Tylko tyle po
niej pozostało. Później przez długie lata władza próbowała wmówić wszystkim, że
ta młoda, odważna dziewczyna, która nie zrobiła nic złego, była wrogiem narodu.
28 sierpnia 1946 r. wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”, została zastrzelona
przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego. Według relacji
świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” było: Niech
żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!
Opisana
w książce prawdziwa historia wspaniałej młodej dziewczyny jest przestrogą, że
najbardziej prawego człowieka można unicestwić w imię głupich politycznych
nakazów, a także świadectwem odwagi, siły
i wierności ideałom. Płakać się chce, ale trzeba przeczytać!
Sakis
niedziela, 24 stycznia 2016
Aleja tajemnic, czyli nie da się uciec od wspomnień
Johna Irvinga polubiłem czytając tak znane
książki, jak choćby „Hotel New Hampshire” czy „Świat według Garpa”, dlatego
nikogo zapewne nie zdziwi, że spodobała mi się także najnowsza powieść autora,
wydana w tym miesiącu przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka: „Aleja tajemnic”.
Już
pierwszy rozdział podniósł mi ciśnienie, gdy przeczytałem, ze na wysypisku
książki są najlepszym sposobem na rozpalanie ognia. Ile książek tam się zmarnowało?
– pomyślałem od razu? Dłuższej chwili wymagało dojście do siebie na tyle, by zrozumieć,
ze to przecież tylko fikcja literacka. Niby tak, ale słabo mi się robi na myśl
o tych wszystkich spalonych cudeńkach…
„Aleja
tajemnic” to nieźle napisana historia Juana Diego, pisarza, który wychował się
na wysypisku śmieci w Meksyku. Mocna historia. Trudno, żeby takie dzieciństwo
nie wywarło wpływu na psychikę, zwłaszcza, że na wysypisku wiele się dzieje i
Czytelnik (tak mówią o nim współmieszkańcy tego miejsca o wątpliwych walorach
wychowawczych) już jako czternastolatek ma za sobą utratę matki, prostytuującej
się, by przeżyć, a sam ulega wypadkowi, którego efektem jest bardzo
wyniszczające organizm zmiażdżenie nogi.
piątek, 22 stycznia 2016
Marcin Grygier - Nie patrz w tamtą stronę, ale... jak nie patrzeć, gdy kusi?
Jak tak dalej pójdzie obok mojego zdjęcia jako pomysłodawcy i autora bloga, będę musiał dołączyć jeszcze jedno :) Włodek rozszalał się z notkami, nie tylko teatralnymi, bo pomaga mi też wygrzebać się spod spod stosów rzeczy do recenzji. Dotąd pojawiały się u mnie wpisy gościnne, ale nie tak regularnie... Cieszę się, bo to też dla mnie wyzwanie i może na dłuższą metę spowoduje jakieś zmiany na blogu. Nie będziemy robić rankingów: kto pisze lepiej, ale za to możemy obiecać, że od coraz więcej notek będzie podwójnych, czyli po jakimś czasie w każdej z nich, może pojawić się drugi głos. Czasem zgodny, czasem nie...R
„Ofiara leżała na brzuchu. Skóra zdążyła już zsinieć pod wpływem niskiej temperatury. Kończyny nie były skrępowane. Nogi i ręce ułożono jak na słynnym obrazie da Vinci – tym z człowiekiem w okręgu. Ciało było zupełnie nagie i… niekompletne. Brakowało głowy. W miejscu, w którym powinna się znajdować, leżał koński łeb. Śnieg wokół niego barwiła brunatna czerwień.” – mocne, prawda? Czyżbyśmy mieli do czynienia z jakimiś zwyrodnialcami, którzy dokonali dziwacznego i przesyconego grozą rytuału? A przecież już na samym początku dowiadujemy się, że dziewczyna jeszcze przez chwilę żyła! Kiedy ocknęła się w lesie, miała chwilę, by zrozumieć, że pachnie smarem, gumą, że coś się działo i … że nie jest sama. Chwilę później…
Mocno się zaczyna, a
potem jest jeszcze ciekawiej. Mnożą się tajemnice, giną ludzie, a badający
sprawę nadkomisarz Roman Walter, będący w kiepskiej formie psychicznej, sam
jeszcze nie wie, że rozwiązanie zagadki jest tak blisko! Tylko - gdzie?
Thriller? Mocna sensacja?
Pewnie gdzieś pośrodku, jednak zaleta książki jest przede wszystkim dobrze
zarysowana fabuła. Szalony morderca jest nieobliczalny, tropy i wątki
przeplatają się, narasta atmosfera grozy. Życie prywatne Waltera ma tu wielkie
znaczenie, ale nie tylko, bo i w dzieciństwie mordercy zdarzyło się coś, co
sprawiło, że po latach zabija… Wątki psychologiczne, wyjaśnienie, że czasem
niezawiniona nawet krzywda buduje w ludziach poczucie nienawiści, które rośnie
i rośnie, by znaleźć ujście w najbardziej niewyobrażalnych zachowaniach.
Roman Walter – glina, a
jednak bardzo ludzki, Alicja – jego przyjaciółka – silna, Krępy i Niski –
wszyscy nadają książce kolorytu, wpływają na rozwój wydarzeń, ale też łączą
poszczególne elementy układanki w całość, którą rozwikłać może tylko Walter…
W dobie, gdy zalewa nas
miałkich lotów kryminał - sensacja z całego świata, napisanie dobrej książki w
tym gatunku nie jest wcale takie proste. I choć mocno widać tu skandynawskie
naleciałości, „Nie patrz w tamtą stronę” jest jedną z lepszych pozycji
ostatnich miesięcy. Marcin Grygier debiutuje tak, że czuje się, iż wątek
głównego bohatera rozwinie się w cykl powieściowy. Dlaczego? Raz - czyta się
nieźle, dwa – przewiduję sukces rynkowy, a to zazwyczaj domaga się ciągu
dalszego.
„Nie patrz w tamtą stronę”, choć
odrobinę przekombinowana w końcówce, jest mocną opowieścią o ludziach, którzy
odwracają głowę, gdy innym dzieje się krzywda, o ludziach, którzy wolą swój
spokój, choć nie potrzeba wiele, by mogli komuś bardzo pomóc. Czy jesteśmy
tacy? Książka jest dobrze napisana, niezła stylowo, nie brak w niej tego, czego
szukać będą miłośnicy gatunku: seks, przemoc, trzymająca w napięciu akcja –
wszystko tu znajdziecie. Uwaga - ta książka- to złodziej czasu, gdy zaczniecie
czytać – trudno się oderwać…
Sakis
czwartek, 21 stycznia 2016
Krafftówna w krainie czarów, czyli znakomita rozmowa z Remigiuszem Grzelą
Kiedy
w grudniu 2015 r. widziałem Barbarę Krafftównę na premierze w Teatrze Żydowskim
(„coś jeszcze musiało być…”), nawet nie przypuszczałem, że zaledwie kilka
tygodnie później będę mógł z wielką przyjemnością poczytać o magicznym życiu
aktorki. Magicznym, bo pełnym zaskakujących wydarzeń, stąd też zresztą tytuł
książki, napisanej przez Remigiusza Grzelę – „Krafftówna w krainie czarów”. Mało
kto zapewne wie, ale autor książki współpracował już z aktorką, bowiem w 2006
r. napisał dla niej monodram o ostatnich latach życia Marleny Dietrich – „Błękitny
anioł”, a dwa lata później – komedię „Oczy Brigitte Bardot”. Dzięki temu o
wiele łatwiej było pisarzowi nawiązać przyjazną atmosferę rozmów, sprzyjającą
intymnym zwierzeniom…
Barbara
Krafftówna, jak na legendę polskiego teatru i kina, tka opowieść o sobie wspominając
ważne wydarzenia z życia swojej rodziny, łącząc je z tym, czego najbardziej
szukają miłośnicy jej talentu, a więc z informacjami na temat życia
aktorskiego.
Każda
z części książki wzrusza mnie i czaruje, tak, jak aktorka zawsze czyni to na
scenie. Kiedy czytam o tym, jak wyglądało życie w powstańczej Warszawie, mam
przed oczami „krowy” niszczące piękne kamienice, ludzi przemykających piwnicami
i aparat, na którym u ciotki aktorki oglądało się zdjęcia. Naturalnie jednak jako miłośnik teatru i
admirator talentu bohaterki książki – z największym skupieniem dowiadywałem
się, jak przebiegała kariera aktorki, okres w teatrze Galla (fascynująca
opowieść o tym, jak kształtował się tam warsztat artystki), Wrocław, później
Warszawa. Szaleńcze tempo pracy, a przy tym mozolne analizowanie ról, ich
niuansów, poznawanie siebie i stwarzanie na scenie od nowa, by widz nie widział
Krafftówny, tylko kogoś zupełnie innego!
Piękne
wspomnienia związane z życiem prywatnym, dwóch mężów, wspaniałe wspólne chwile
(zaręczyny z Michałem Gazdą: to aktorka oznajmiła ukochanemu, że musi się z nią
ożenić, efekt: on mdlał, ona go cuciła, woda w wannie się przelała, zalewając
mieszkanie, czajnik się spalił, ale ślub był!), a potem prywatne dramaty
(przedwczesna śmierć obu mężów).
Historia
znajomości z Kaliną Jędrusik rozpali każdego (sceny toalety w pociągu – zupełnie
jak u Felliniego, wspólne wyjazdy na plany filmowe, anegdoty o zachowaniu
największej polskiej skandalistki – podane tak barwnie, że człowiek widzi obie
panie zgrabnie wsiadające do opisywanego tramwaju)…
No
i największa z magicznych bajek życia Barbary Krafftówny – przygoda z Kabaretem
Starszych Panów! A do tego praca w filmie, później emigracja i powrót do kraju
po dziesięciu latach: gotowy scenariusz na film!
Remigiusz Grzela potrafi
słuchać jak nikt. To dzięki niemu wiemy już, czego artystce dziś najbardziej
żal, za kim tęskni, co myśli o życiu na Kresach Wschodnich. Rozmawia z aktorką
tak pięknie, że niemal czujemy, że to my sami siedzimy z nią przy stole, pijemy
kawę i rozmawiamy tak po prostu, o jej życiu. Takie książki zdarzają się
nieczęsto. Duża w tym zasługa autora, który wykonał tytaniczną pracę, zbierając
materiał do stawianych pytań.
Jeśli miałbym wskazywać
wydawniczy hit początku 2016 r., będzie to właśnie „Krafftówna w krainie czarów”.
W krainie czarów? Krafftówna czy Alicja? Kto przeczyta, zrozumie! I zakocha się
w aktorce od nowa!
Sakis
To już moje drugie spotkanie z Remigiuszem Grzelą i jego wywiadami. Chętni mogą zerknąć na recenzję "Wolnych". A teraz kolej na premierę przygotowaną przez Prószyńskiego (ukłony za egzemplarz do recenzji) i aktorka, która na pewno zasługuje na pamięć, na biografię. Aż by się chciało dowiedzieć jeszcze więcej, pogłębić pewne wątki - tyle sukcesów, ale i tyle trudnych chwil w jej życiu, tyle tragedii. Krafftówna sama wspomina na koniec w podziękowaniach, że autor usłyszał dużo więcej, ale wiele rzeczy taktownie pominął w książce i choć może trochę żal, za to też należą się brawa - nie trzeba na siłę budować książki na sensacji, na kontrowersjach, wybebeszaniu wszystkiego. Idealnie rozłożone akcenty między wspomnieniami innych o pani Barbarze, jej samej, elementy rozmowy, wywiadu i dygresje dopisywane potem na tekście - to wszystko sprawia, że trudno się nudzić przy lekturze. Odrobina anegdot, ciekawostek, humoru nadaje pikanterii tym wspomnieniom, ale to przede wszystkim kapitalna opowieść o tym jak traktowało się zawód aktora kiedyś, jak się go uczyło, z jaką sumiennością podchodziło się do budowania roli. I to chyba najbardziej mnie tu fascynowało.
Lepiej znam Krafftównę z jej ról telewizyjnych, czy z przypominanych fragmentów Kabaretu Starszych Panów i ogromnie mi szkoda, że nie mogłem zobaczyć jej na deskach teatru. Ze zdumieniem czytałem o tym jak osoba, którą najczęściej kojarzymy z Honoratką z "Czterech Pancernych" uznawana była ze jedną z najlepszych wykonawczyń ról z dramatów Witkacego, czy Gombrowicza. Jej niewielkie ciało mieści w sobie wulkan energii...
Wady? Może chciałoby się więcej zdjęć. Ale z całego serca wywiad polecam! A na półce już czeka kolejna publikacja Remigiusza Grzeli - tym razem o Irenie Jun i Stanisławie Brudnym.
R
Rozmowa jaką przeprowadził z Barbarą Krafftówną Remigiusz Grzela to nie biografia, to raczej garść wspomnień jakie wyciąga z zakamarków pamięci znana aktorka, by przedstawić sposób życia, pracy, zabawy ludzi jej współczesnych. Razem z nimi wędrujemy przez jej życie rozpoczęte w przededniu II wojny światowej (ur. 1928), kiedy jeszcze dobrze nie zagoiły się rany po pierwszej. Poznajemy rodzinę złączoną z dwóch innych, pokrewnych, których klamrą spinającą były narodziny rudej Basi, rozbrykanej, czupurnej, trzpiotki. To jest zbiór emocji, jakie pozostawia po sobie barwne życie choć było one zarówno dobre, jak i tragiczne. Razem z p. Barbarą wędrujemy z Wołynia uciekając przed Sowietami, czołgamy się tunelami zrujnowanej Warszawy, kryjemy po piwnicach, by następnie osiąść na wsi. Tajne, konspiracyjne studia aktorskie, ich kontynuacja po wojnie, pierwsze występy, pierwsze związki, przyjaźnie, miłości. Poznajemy ją zarówno z jej opowieści, jak i opowieści spisanych przez innych, którzy ją znają/znali, pamiętają/pamiętali. Wielu ludzi z jej otoczenia już nie ma, odeszli na drugą stronę tęczy, a pani Basia jest już jedną z niewielu, którzy stykali się z nimi na co dzień.
Dla ludzi młodych Barbara Krafftówna to przede wszystkim Honoratka z serialu „Czterej pancerni i pies” (akurat ta rola nie była mi bliska). Dla mnie – to przede wszystkim rola Felicji w filmie Hasa „Jak być kochaną”, film o kobiecie, która dla miłości poświęca wszystko i przegrywa. Takich ról się nie zapomina. Ale były przecież i inne role teatralne i filmowe w jakich przedstawiała swój kunszt aktorski. Była również jednym z filarów Kabaretu Starszych Panów. Przy okazji dowiedziałam się dlaczego kontynuacje, próba reanimacji tego kabaretu nie wychodzą, nie niosą tego smaczku, tego lirycznego wdzięku jaki był charakterystyczny pierwowzorowi. Bo każdy to czuł, ale nie umiał nazwać. Pani Barbara ujęła to tak:
„To co było istotą Kabaretu (…) to coś z przedwojennej tkanki, która w nas była, którą chcieliśmy z siebie wydobyć. Coś właściwie nie do nauczenia, nie do zagrania. Wspaniali młodzi aktorzy, którzy pojawili się później w Kabarecie, byli z innego pokolenia, nie mieli w sobie tej galanterii (…). Byli po prostu inni.”
Nietuzinkowa aktorka z właściwym sobie wdziękiem opowiada o swojej karierze, sposobie przygotowania ról, o reżyserach, kolegach, o miłościach zakończonych małżeństwami i późniejszych dramatach. To takie mini reportaże z zapamiętanych momentów życia, które po latach ujawniają się we wspomnieniach.
Namawiam do sięgnięcia po tę pozycję. Czyta się „szybko, lekko i przyjemnie” choć niekiedy scenariusz jej życia nie dawał powodów do uśmiechu. Można z tej książki wyciągać nadzieję na własną przyszłość i pobierać nauki w jaki sposób mierzyć się z przeciwnościami losu, jak pielęgnować przyjaźń i doceniać to co mamy.
MaGa
R
Rozmowa jaką przeprowadził z Barbarą Krafftówną Remigiusz Grzela to nie biografia, to raczej garść wspomnień jakie wyciąga z zakamarków pamięci znana aktorka, by przedstawić sposób życia, pracy, zabawy ludzi jej współczesnych. Razem z nimi wędrujemy przez jej życie rozpoczęte w przededniu II wojny światowej (ur. 1928), kiedy jeszcze dobrze nie zagoiły się rany po pierwszej. Poznajemy rodzinę złączoną z dwóch innych, pokrewnych, których klamrą spinającą były narodziny rudej Basi, rozbrykanej, czupurnej, trzpiotki. To jest zbiór emocji, jakie pozostawia po sobie barwne życie choć było one zarówno dobre, jak i tragiczne. Razem z p. Barbarą wędrujemy z Wołynia uciekając przed Sowietami, czołgamy się tunelami zrujnowanej Warszawy, kryjemy po piwnicach, by następnie osiąść na wsi. Tajne, konspiracyjne studia aktorskie, ich kontynuacja po wojnie, pierwsze występy, pierwsze związki, przyjaźnie, miłości. Poznajemy ją zarówno z jej opowieści, jak i opowieści spisanych przez innych, którzy ją znają/znali, pamiętają/pamiętali. Wielu ludzi z jej otoczenia już nie ma, odeszli na drugą stronę tęczy, a pani Basia jest już jedną z niewielu, którzy stykali się z nimi na co dzień.
Dla ludzi młodych Barbara Krafftówna to przede wszystkim Honoratka z serialu „Czterej pancerni i pies” (akurat ta rola nie była mi bliska). Dla mnie – to przede wszystkim rola Felicji w filmie Hasa „Jak być kochaną”, film o kobiecie, która dla miłości poświęca wszystko i przegrywa. Takich ról się nie zapomina. Ale były przecież i inne role teatralne i filmowe w jakich przedstawiała swój kunszt aktorski. Była również jednym z filarów Kabaretu Starszych Panów. Przy okazji dowiedziałam się dlaczego kontynuacje, próba reanimacji tego kabaretu nie wychodzą, nie niosą tego smaczku, tego lirycznego wdzięku jaki był charakterystyczny pierwowzorowi. Bo każdy to czuł, ale nie umiał nazwać. Pani Barbara ujęła to tak:
„To co było istotą Kabaretu (…) to coś z przedwojennej tkanki, która w nas była, którą chcieliśmy z siebie wydobyć. Coś właściwie nie do nauczenia, nie do zagrania. Wspaniali młodzi aktorzy, którzy pojawili się później w Kabarecie, byli z innego pokolenia, nie mieli w sobie tej galanterii (…). Byli po prostu inni.”
Nietuzinkowa aktorka z właściwym sobie wdziękiem opowiada o swojej karierze, sposobie przygotowania ról, o reżyserach, kolegach, o miłościach zakończonych małżeństwami i późniejszych dramatach. To takie mini reportaże z zapamiętanych momentów życia, które po latach ujawniają się we wspomnieniach.
Namawiam do sięgnięcia po tę pozycję. Czyta się „szybko, lekko i przyjemnie” choć niekiedy scenariusz jej życia nie dawał powodów do uśmiechu. Można z tej książki wyciągać nadzieję na własną przyszłość i pobierać nauki w jaki sposób mierzyć się z przeciwnościami losu, jak pielęgnować przyjaźń i doceniać to co mamy.
MaGa
Subskrybuj:
Posty (Atom)

