wtorek, 10 września 2013

My way, czyli kto dziś pamięta Claude Francois?


Trafiłem na ten film zupełnym przypadkiem i mimo pewnych wad obejrzałem ze sporym zainteresowaniem. Gdyby nie ten seans, ten artysta byłby dla mnie nadal zupełnie nieznaną postacią, a przecież sporo z tych numerów ze ścieżki dźwiękowej jakoś kojarzyłem. Niby możemy się nabijać, że co tam nam jakiś piosenkarz popularny we Francji - to tak jakby nakręcić biografię Wodeckiego i uważać, że ma się nią zainteresować cały świat. Ale po pierwsze - jeżeli życiorys jest ciekawy, może nawet postać nam dotąd nieznana może nas zainteresować. No i jednak chyba "zasięg rażenia" człowieka, który sprzedał ponad 80 mln płyt, utrzymywał się na rynku kilkanaście lat i skomponował "My way" (tak, tak - kawałek Sinatry jest jedynie przeróbką!) jest większy niż naszych gwiazdek.
Cloclo, czyli tak naprawdę Claude Francois rozpoczynał karierę w latach 60-tych, a jego kariera mimo różnych kryzysów, trwała dobre kilkanaście lat. Zmieniał style, ciężar gatunkowy swoich numerów, bezbłędnie wyczuwał modę i już choćby dlatego warto zainteresować się jego wizerunkiem, talentem. Na pewno film wzbudził więcej zainteresowania we Francji, gdzie pamięć o nim jest pewnie żywa, ale jeżeli tylko lubisz klimaty lat 60-tych i 70-tych, lubisz muzykę z tamtego okresu, warto tym obrazem się zainteresować.
Trochę drażnił mnie grający główną rolę Jérémie Renier - jest jakiś taki wymoczkowaty, ale rozumiem, że to był element gry i próby uchwycenia pewnego fenomenu. W końcu wiele gwiazd tamtego czasu budowała swą karierę nie tylko na głosie, ale i na wyglądzie. Cloclo nie jest tu wyjątkiem. Dbałość o własne ego, kreowanie wizerunku w najmniejszych nawet szczegółach, korzystanie z uciech życia i luksusu aż do przesady (po latach biedy to częsta pułapka), podatność na zranienia i ogromna samotność - to wszystko udało się nieźle uchwycić w tym filmie. Efektem jest więc zarówno ciekawy portret psychologiczny jak i spora dawka muzyki dokumentująca kolejne etapy jego kariery.    
Długie, chwilami monotonne, ale mimo wszystko interesujące.  

7 komentarzy:

  1. Oczywiście ja pamiętam, a przy ostatniej piosence tańczyło się, że hej. To były czasy. Młodość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha! widzisz! Ja chyba za mały byłem by przy tym się bawić, ale widać Lato z Radiem puszczało te numery i stąd je znam.
      Kurcze, wtedy przy ograniczonej ilości stacji i audycji, jak coś poszło w kraj to już stawało się hitem nie lada

      Usuń
    2. Fakt. A był czas, że słuchało się tylko radia Luksemburg.
      Później listy przebojów prowadzonej przez Kydryńskiego.
      A prowadził znakomicie.

      Usuń
    3. to ja już wychowany bardziej na Trójce, a potem w ramach buntu na nieodżałowanej Rozgłośni Harcerskiej

      Usuń
  2. Film dość ciekawy, ale pominięto w nim wiele interesujących wątków z życia Cloclo! W wersji dla polskiej widowni oczywiście obcięto jedną scenę, a mianowicie pościg z 26. 06. 1977 roku, w którym strzelano do samochodu Claude'a. Zapraszam chętnych na mój blog, którego już w sumie nie prowadzę, ale jest tam sporo wiadomości z życia i twórczości Claude'a Francois.
    http://jacjan66-claudefrancois.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń