Dziś we wtorkowym kąciku wytrawnych kinomaniaków dwie produkcje, które niby się różnią, znowu jednak w zagadkowy sposób się dla mnie łączą, bo dotyczą życia uczuciowego, tego jak szukamy, jak czasem czujemy się zagubieni, nie bardzo potrafiąc podjąć decyzję.
MIŁOŚĆ Daga Johana Haugeruda to część jego większego projektu, trylogii w której wciął na warsztat temat przeżywania miłości, emocji. Skandynawowie potrafią opowiadać o takich sprawach bez specjalnego skrępowania – seks bez zobowiązań wydaje im się taką samą opcją jak i przysięga małżeńska. Wszystko zależy od Ciebie: czego potrzebujesz i na co jesteś gotowy. I nie myśl o tej drugiej połowie, bo to Ty jesteś najważniejszy. Brzmi egoistycznie? Ktoś inny by powiedział że to droga do lepszego zdrowia psychicznego, tylko pytanie czy na pewno daje to szczęście, czy sprawia że mamy w sobie mniej obaw, mniej kompleksów, czy jakoś z większą odwagą staramy się zawalczyć o uwagę kogoś kto wpadł nam w oko.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
wtorek, 14 kwietnia 2026
Czego tak naprawdę chcę, czyli Miłość i Przepis na szczęście
poniedziałek, 13 kwietnia 2026
Hańba! Hioba Dylana w Hydrozagadce, czyli za kim idziesz ziom?
Drugie spotkanie na żywo z zespołem Hańba! tym razem jednak w zupełnie innym klimacie, bo współpraca z Hiobem Dylanem sprawiła, że ich wspólna trasa nie odbiera im energii, na pewno jednak trochę zmienia nastrój i muzykę.
Zamiast jednego koncertu mamy więc aż 3 odsłony: najpierw Hiob Dylan ze swoim repertuarem, potem Hańba! z tym do czego nas już przyzwyczaiła, a na końcu grają razem numery ze wspólnej płyty. Folkowa melodia i punkowska energia w połączeniu z country i folkowymi, prostymi numerami opartymi na banjo? Okazuje się że to wcale nie tak niemożliwe jak by się mogło wydawać. Co prawda wspólny repertuar to głównie zasługa gościa, który jest znany z tego że występuje w głowie wilka, mam wrażenie że chłopaki jednak fajnie poczuli się w tej trochę innej odsłonie muzycznej i dołożyli do tego trochę swojej wściekłości.
I wiecie co? Aż trudno mi powiedzieć która z tych 3 części koncertu była najlepsza.
niedziela, 12 kwietnia 2026
Null - Szczepan Twardoch, czyli brutalność i szaleństwo wojny
Ta wojna pokazuje też jak bardzo zmieniają się zasady jej prowadzenia i jej realia. Śmierć może przyjść zupełnie z zaskoczenia z powietrza, choć jest wymierzana bardzo celnie, nie na ślepo jak kiedyś. To już nie są bomby i rakiety, ale drony, kamery, satelity. Armie zamiast się przesuwać raczej tkwią w miejscu, tygodniami siedząc w okopach i schronach, po jednej i po drugiej stronie linii frontu. Sukces pójścia do przodu jest pozorny, bo w każdej chwili możesz zostać odcięty od jakichkolwiek dostaw, zdany na siebie, sam już nie wiedząc czy lepsza będzie śmierć na miejscu czy tortury, które czekają jeńców.
sobota, 11 kwietnia 2026
Samotni bohaterowie, czyli Projekt Hail Mary i Niebo o północy
O filmie z Ryanem Goslingiem jest głośno i trzba przyznać, że wizualnie robi on wrażenie. Po Marsjaninie kolejna ekranizacja powieści Andy’ego Weira może okazać się sporym przebojem, mimo tego, że fabularnie jest to dość miałkie. No nie obrażajcie się, ci którym się to podobało, którzy się wzruszali na filmie, ale naprawdę historia jest dość prosta, nie ma w niej jakichś większych zaskoczeń, a to balansowanie między komedią a tragedią wiszącą nad ziemią, wcale nic dobrego nie wnosi. Ten humor może i wnosi trochę luzu, skutecznie jednak likwiduje jakiekolwiek napięcie, którego w sumie po filmie z wątkiem katastroficznym raczej bym oczekiwał.
Fizykiem nie jestem więc nie wypowiem się na temat naukowego prawdopodobieństwa, podejrzenia mam jednak spore, że to wszystko mocno wyssane z palca.
piątek, 10 kwietnia 2026
Podlasie, czyli to tak jak z disco polo
Podlasie dość powszechnie jest krytykowane i to nie tylko za kulturowe przekłamania, ale i za miałkość scenariuszowo i niski poziom żartów, a Polacy i tak masowo to oglądają, co niestety wróży kolejną część być w może wyprodukowaną w przyszłości. To tak jak z disco polo - możesz się nabijać, ale skoro się ludzie bawią i im się to podoba, to nic nie zrobisz.
A przecież już poprzednia część tej historii, czyli Nic na siłę (pisałem o niej tak), raczej nie powalała, była słabiutką komedią "romantyczną" z dość drętwą parą aktorską. Przełożono może więc trochę akcenty, większą przestrzeń oddano aktorom, których Polacy kochają, czyli Arturowi Barcisiowi i Annie Seniuk, ale reszta postaci i tło zostało podobne, czyli to taka wizja Podlasia jako zadupia, gdzie niby niewiele jest, za to ludzie żyją trochę wolniej i bardziej szczęśliwie. Ale cała reszta identyczna, czyli cerkwi nie zobaczysz choćbyś wypatrywał, gwara jakaś taka bliska temu co i na Mazowszu usłyszysz, a jak dodasz do tego boćki i ducha puszczy to każdy westchnie do tej sielskiej krainy. Albo i nie westchnie bo szlag go trafi że nawet nie chciało się twórcom zadbać o zdjęcia w plenerze i musieli zwierzęta w komputerze robić (przyjrzyjcie się tym jeleniom i bocianom).
No z całą sympatią dla aktorów, ale część nawet nie za bardzo miała co grać i się marnują (Żak), część zachowuje się jakby to była bajka dla dzieci w której trzeba mówić i grać jakby na zwolnionych obrotach (Zborowski), a całość ani specjalnie nie bawi, ani kupy się trzyma.
czwartek, 9 kwietnia 2026
Zabójcza przyjaźń, czyli wszyscy kłamią i coś ukrywają
Rzecz bowiem niby nie jest szczególnie zawiła, ale wikłają je sami bohaterowie wciąż udowadniając nam że kłamią, coś ukrywają i generalni zamiast tych którzy mieliby łapać sprawcę, sami wydają się coś ukrywać. Oto dziennikarka przybywa do miasteczka z którego pochodzi, by w swoim ostrym stylu poprowadzić śledztwo w sprawie zamordowanej kobiety. Ewidentnie gra na nerwach lokalnemu komendantowi, ale moglibyśmy jeszcze to zrzucić na to, że kiedyś byli małżeństwem i mają do siebie jakieś żale. Dalej jednak jest jeszcze lepiej...
środa, 8 kwietnia 2026
A może by tak do Pieskowej Skały, czyli Potrójny blef i Podwójny wstrząs Karoliny Morawieckiej
To może by tak dla równowagi coś kryminalnego i mniej mojego marudzenia? Otóż powiem Wam, że z przyjemnością zanurzyłem się w fabułę dwóch tomów nowej serii Karoliny Morawieckiej, w których zabiera czytelników do międzywojnia i w okolice pięknego zamku w Pieskowej Skale. Pamiętam autorkę z innego cyklu, kryminałów z motywem kulinarnym, które też wspominam miło, ale zanurzenie się w tą zupełnie inną atmosferę, wyobrażanie sobie strojów, konwenansów, budynków, wystrojów, mam wrażenie daje dodatkową przyjemność z lektury. Połknąłem w trakcie przygotować przedświątecznych w kuchni (pichcenia było sporo) w wersji audio, ale oba tomy chyba również do zdobycie jak najbardziej w papierze. Napiszę o nich łączną notkę, choć warto je czytać w kolejności.
Co je łączy a co różni?
Szpieg Boga - Juan Gómez-Jurado, czyli traumy, grzechy i tajemnice
Dodajcie do tego jako tła wyboru nowego papieża i już macie w miarę sensacyjne tło.
wtorek, 7 kwietnia 2026
Nie ma jak rodzina, czyli Żegnaj June i Dobra siostra
Z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciach... Ale czy musi tak być? Bywa niełatwo i tym razem w kąciku filmowym dwie produkcje, które wokół tego tematu krążą.
Żegnaj June, debiut reżyserski Kate Winslet choć bardziej by się nadawał na seans w Boże Narodzenie a nie przy Wielkiej Nocy, polecam bo to film przy którym może zakręcić się łezka wzruszenia w oku. No i ta obsada! Ale jak się jest gwiazdą, pewnie łatwiej namówić przyjaciół na to by razem stanąć przed kamerą.
Spotkanie rodzinne na szybko zwołane z powodu kryzysowej sytuacji rodzinnej, czyli nagłego pogorszenia się zdrowia mamy. Punkt wyjścia niby znany i ograny, jednak Kate Winslet potrafi to pokazać tak, że nie czujemy znużenia. Jest w tym i humor, jest i dramat, jest miejsce na żal, na pojednanie i na spokój. Bo pewnie w sytuacji gdy rodzic czuje, że jego dzieci nie do końca się ze sobą dogadują, porównują się, dogryzają, obgadują za plecami, jego jednym z największym marzeń jest to, żeby jednak się pojednali. Wtedy może odchodzić ze spokojem. Przecież śmierć jest czymś naturalnym, a gdy przychodzi ból, nawet czasem czymś mocno wypatrywanym.
poniedziałek, 6 kwietnia 2026
Dziewczyna, która płakała perłami, czyli doceńmy ten kunszt i wrażliwość
Korzystając z okazji, że legalnie i za darmo możemy na stronach telewizji ARTE obejrzeć "Dziewczynkę, która płakała perłami" (kliknij tu) postanowiłem choć kilka zdań poświęcić filmowi, których w tegorocznych Oscarach okazał się zaskakującym polskim akcentem.
Za tą produkcją stoi duet Chris Lavis i pochodzący z Polski Maciek Szczerbowski, facet który od lat pracuje w Kanadzie i to właśnie ten kraj zgłosił ten film do kategorii krótkometrażowa animacja. I choć trudno upierać się przy tym, by Polska była kolebką animacji lalkowych, to ci którzy pamiętają różne dawne produkcje, poczują pewnie znajome emocje. To nie dzieło komputera, ale wielu godzin pracy całej ekipy, łącznie z delikatnym manewrowaniem każdej lalki. Raptem 17 minut, więc nie mówcie więc że nie macie czasu - to lepsze niż niejeden serial na Netlfixie. Docenicie nie tylko samo wykonanie, poklatkową animację, ale i niebanalny scenariusz, który może stać się okazją do fajnej rozmowy w domu z młodszymi widzami. Widziałem już nawet w sieci scenariusze do pracy z klasą dla nauczyciela przy wykorzystaniu tego seansu (polecam bo jestem fanem takiej pracy z wykorzystaniem filmów, spektakli, książek).
Raper w sutannie - Ks. Jakub Bartczak i Maciej Rajfur, czyli na scenie czy w kościele?
I trudno powstrzymać się przy czytaniu tej rozmowy, nawet jeżeli dotąd nie znaliście ks. Jakuba Bartczaka, by nie sprawdzić sobie w sieci jego nagrań i nie zrozumieć o czym mówi, gdy z jednej strony podkreśla że nie przestaje być księdzem, a z drugiej że kocha muzykę na której się wychował.
Chłopak z blokowiska, jak pewnie wielu, czuł że właśnie rapowanie pozwala im się nie tylko jakoś identyfikować się z tymi tekstami i muzyką lecz również pozwala im się wypowiedzieć na własny sposób. Przecież wiele nagrań w latach 90 powstawało w mieszkaniach i nikt jakoś nie narzekał na ich jakość. Liczył się tekst, podkład, autentyczność.
niedziela, 5 kwietnia 2026
Lato marnotrawnych - Barbara Kingsolver, czyli ciekawe ale raczej nie porywa
Drugie spotkanie z Barbarą Kingsolver, ciekawe, choć jednak ciut słabsze niż "Demon". Może dlatego że po lekturze powieści Powersa już trudno mnie zaskoczyć wątkami miłości do przyrody, tego jak natura może wpływać na nasz los. W Lecie marnotrawnych również wybrzmiewają te nuty które można by nazwać świadomością ekologiczną, budzącą się fascynacją z prostego życia na farmie. A jeżeli tym mnie specjalnie autorka nie zaskoczyła i Powersa nie przebiła mocnymi historiami, to zostaje z tego jedynie otoczka obyczajowa, samotność, tęsknota za kimś kogo się straciło. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni słabiej. I oto Kingsolver zbiera kilka takich historii, przeplata je ze sobą, tworząc dość ciekawą całość.
Ciekawą, ale nie porywającą. Mimo nastroju, refleksyjności, pięknych opisów przyrody rejonu Apallachów, czegoś może jednak Wam w tym brakować. A przynajmniej mi brakowało.
czwartek, 2 kwietnia 2026
Dasz radę, czyli i lektura i życzenia z okazji Wielkiej Nocy
To już notatnikowa tradycja, by na początku Triduum znikać na ten wyjątkowy czas i próbować złapać choć trochę ciszy, resetu również od sieci i od komputera. Zostawiam Wam zawsze wtedy zarówno życzenia jak i lekturę. A wrócę w niedzielę, kiedy tak naprawdę część Polaków święta zaczyna, zapominając że to co najważniejsze do świętowania to się właśnie skończyło.
Czego Wam życzyć? Możesz zacznę od tytułu dzisiejszej notki i tytułu dzisiejszej lektury.
Aby słowa Dasz radę albo Dam radę zawsze były w Waszych sercach, byście nie poddawali się trudnościom, lękowi, ciemnościom, zwątpieniu, cierpieniu, myśląc że nie ma już nic więcej. Bo zawsze jest.
Abyście trzymali się nadziei i szukali choćby tej odrobiny światła w sobie i wokół siebie, która na nowo rozpali chęć do życia, do działania.
Te dni, tak ważne dla wielu ludzi przeżywających święta Wielkiej Nocy, obserwowanie nowo rodzącego się życia wraz z wiosną, niech i Wam dają siłę, nadzieję i radość życia. Tego się mocno trzymajmy. Dobrych chwil, chwil gdy możemy coś przeżyć, gdy możemy zrobić coś dobrego, możemy poczuć sens.
Pokój i dobro niech będą z Wami.
środa, 1 kwietnia 2026
Hrabia, czyli jak ukraść pół miasta - Jacek Getner, czyli jakie to Swojskie jest swojskie
Czytałem tą powieść kilka lat temu, gdy autor pokazał mi ją jeszcze jako materiał z szuflady, wtedy jednak nie mogłem o niej napisać, skoro nie była wydana. Ale już mogę! I przeczytałem ją z przyjemnością po raz drugi.
Pozornie Jacek Getner podrzuca nam kolejną komedię napisaną w swoim dość charakterystycznym stylu, tym razem może nie tyle kryminalną jak cykl o Detektywie Jacku Przypadku, a bardziej społeczno-polityczną. Jeszcze wyraźniej niż w innych jego książkach za tym co zabawne stoi jednak całkiem poważna refleksja nad tym jak świat się zmienia i czy rzeczywiście wszystkie te opisywane absurdy powinny nas bardziej bawić czy smucić. To wołanie o to by nie popadać w mody, nie wierzyć w to że wszyscy muszą tak samo, że tak a nie inaczej trzeba myśleć i się zachowywać. A czemu nie inaczej? Bo świat uzna nas za naiwnych, za niedzisiejszych, za nienowoczesnych? Mody się zmieniają i może to ci, którzy dziś piją matchę, za jakiś czas będą passe. Bo ktoś nagle rzuci w przestrzeń, że jakiś składnik jest szkodliwy, że może zbierany w warunkach urągających sprawiedliwości społecznej i wszyscy odrzucą ze wstrętem to co dziś uznawane jest za zdrowe, modne i godne tego żeby się chwalić. Ach dziwne czasy.
Akcja Hrabiego, choć nie dzieje się w wielkim mieście i nie zawiera może takich hipsterskich czy celebryckich obrazków, tu w niewielkim miasteczku Swojskie też możemy odnaleźć tą samą nostalgię za normalnością, za uczciwością, za tym by tak bezczelnie nie wciskać ludziom kłamstw, nie oczekiwać że będą jak pelikany łykać wszystko co im się powie. Przyzwyczajamy się niestety nie do tego co dobre, a do wszechobecności różnych układów, niejasnych interesów i decyzji, do tego że politykom nie wolno wierzyć i nie ma co się spodziewać z ich strony żadnych wielkich zmian w dobrą stronę. I to jest bardzo smutne.
wtorek, 31 marca 2026
Dobry chłopiec, czyli robimy to dla Ciebie
Marzec zamykam bardzo dobrym filmem. Niby Jan Komasa przyzwyczaił nas do mocnych akcentów fabularnych, nie powinniśmy być więc zaskoczeni, a mimo to chyba znowu mu się trochę to udało. Jest w tym jakaś przewrotność Mechanicznej Pomarańczy, jest trochę absurdu, ale mimo przerysowań reżyser funduje nam całkiem ciekawe pytania. Nie odbierałbym tej produkcji jako pochwały "surowej ręki rodzica", ale na pewno uderza to w jaki sposób udało się z więźnia uczynić kogoś kto mimo wszystko poczuł coś więcej, poczuł się kochany. Może po raz pierwszy w życiu.
Dotąd wszystko przecież traktował tak jak nauczył go świat: płytko, szybko, aby wykorzystać, aby się popisać, powygłupiać, odlecieć. I nagle Tommy, który tak lubił zaszaleć, budzi się po kolejnej nocy imprezowej i widzi że jest w nowym miejscu, z obręczą na szyi, przykuty łańcuchem do ściany. Jak na pierwsze kilka minut filmu przyznacie że grubo.
poniedziałek, 30 marca 2026
Chamowo, czyli wielka płyta i prywatny kosmos poety
Robert: Przeprowadzić się ze Śródmieścia, pewnie nie tylko od różnych rozrywek i miejsc dobrze znanych, ale i od znajomych, od życia towarzyskiego, komuś znanemu nie było łatwo. Zwłaszcza że to nie była jak dziś kwestia decyzji i zorganizowania przewozu rzeczy, ale i całej urzędniczej przeprawy, by wszystkich formalności dopełnić. Ten dziennik, spisywany przez pierwszy rok życia w nowym miejscu, to jednocześnie fajna fotografia tamtych czasów, a jednocześnie możliwość przyglądania się niebanalnej osobowości, introwertyka, człowieka mającego już swoje lata, po zawale, szanowanego pisarza i próbującego odnaleźć się w zupełnie nowych warunkach.
niedziela, 29 marca 2026
Prawdziwi Amerykanie, czyli czemu taka/taki właśnie jestem?
A dziś o kolejnej powieści od Filii Literackiej. Powieść ciekawa, choć początkowe wrażenie było powiedziałbym średnie – co to znowu mamy do czynienia z romansidłem dla którego cała reszta staje się jedynie dodatkiem? Na szczęście jednak nie, kolejne rozdziały kompletnie zmieniają naszą perspektywę i nawet powiedziałbym że zostawiają nas z pewnymi wątpliwościami co do powodów pewnych decyzji. Trochę tak jakby autorka w pewnym momencie uznała iż bardziej interesuje ją jakieś fatum wiszące nad bohaterami niż oni sami.
Rachel Khoung stawia przed nami pytania o amerykański sen, o jego znaczenie dla tych, którzy przybywają do tego kraju, o to jakie wartości przekazują swoim dzieciom, a jak to odbierają kolejne pokolenia imigrantów.
piątek, 27 marca 2026
Anioł i twardziel. Biografia Romana Wilhelmiego - Magda Jaros, czyli porywczy, zapatrzony w siebie, czy tak naprawdę mało szczęśliwy
Nie tak dawno powtórka z biografii Zbyszka Cybulskiego, a tu kolejne biografie aż wołają z półek: teraz mnie, teraz mnie! Sięgnąłem po biografię Romana Wilhelmiego, człowieka który zdecydowanie odszedł zbyt wcześnie, mógł jeszcze wiele pokazać i wiele osiągnąć. Pojawiają się podobne refleksje - alkohol, jakiś pęd ku autodestrukcji, nie zawsze konstruktywne decyzje i wybory, brak umiejętności budowania związków... Niełatwy charakter i jakiś magnetyzm, który często czuło się z ekranu, dążenie do perfekcji - te określenia często pojawiają się we wspomnieniach i nic dziwnego, że pojawią się również i tu, przywoływane w rozmowach z osobami które Romana Wilhelmiego znały.
To nie pierwsza książka biograficzna Magdy Jaros z którą się stykam i mam wrażenie że mimo iż czyta się to całkiem przyjemnie, pozostawiają one sporo niedosytu. To takie ślizganie się po życiorysie, pomijanie wielu etapów kariery albo i ról. Wiele z nich zasługiwało by na całe rozdziały, bo to przecież nie tylko praca nad graną postacią, ale i potem to co działo się wokół jej odbioru, jak ludzie często mogli identyfikować aktora właśnie z granym bohaterem. A przecież Wilhelmi takich wielkich ról, które potem na długo były z nim kojarzone miał całkiem sporo.
środa, 25 marca 2026
Surowa północ, czy park narodowy, czyli W pułapce zbrodni oraz Dzikość
Obie dzisiejsze produkcje są co najwyżej średniakami, więc jeżeli macie niewiele czasu, spokojnie można sobie je darować.
W przypadku produkcji islandzkiej może lepiej mi było zacząć od serialu "W pułapce", trafiłem jednak na coś co Netflix wyświetla jako osobny serial, a jest tak naprawdę trzecim sezonem z tymi samym bohaterami. Może dwa poprzednie sezony byłyby ciekawsze?
Na pewno może się podobać klimat, bo jednak ta Islandia zawsze wywołuje trochę ciarki na plecach i sprawia że każda zbrodnia wydaje się bardziej surowa. Ci ludzie też jacyś tacy...
wtorek, 24 marca 2026
Bugonia, czyli czy czujesz nadciągającą apokalipsę?
Powiedzieć że filmy Yorgosa Lanthimosa są wyjątkowo pokręcone to w sumie nawet mało. Reżyser pozostaje wciąż jednym z większych oryginałów, za każdym razem zaskakując nawet swoich fanów. Mogą jedynie zgadywać czy tym razem poziom dziwnych pomysłów będzie większy czy mniejszy niż ostatnio.
Bugonia mówi całkiem sporo o kondycji współczesnych umysłów i o ich zawartości, pewnie równie dużo jak i Jedna bitwa po drugiej. I choć to historie o Stanach, ta przedziwna mieszanka teorii spiskowych, niechęci do władzy i do bogaczy, nieufności, jakiegoś sentymentu do tego że "dawniej było lepiej", jest przecież dość wyraźna prawie na całej kuli ziemskiej.
Ci którzy uważają iż "wiedzą więcej", czyli rozpoznają zagrożenia i identyfikują ich źródła, często wskazują palcem na te same problemy jak i ci których krytykują, czyli np. radykalne ekologowie. Ten głos: obudźmy się, bo zbliża się zagłada świata jaki znamy, robi się coraz potężniejszy, a mimo to z powodu niektórych form protestu, czy radykalizmu niektórych haseł, pozostaje częściej ignorowany i wyśmiewany niż aprobowany. Oczywiście można by w dwóch bohaterach, którzy postanawiają dokonać śmiałego czynu, można by widzieć jedynie dwóch świrów, pogubionych ludzi, którzy uwierzyli w jakieś bzdury, ale może doprowadzeni do desperacji rzeczywiście niektórzy sięgają po najbardziej dziwne metody, bo chcą wykorzystać jakąkolwiek szansę na zmiany?
poniedziałek, 23 marca 2026
Na niebie czarnej tarczy - Henry no hurry, czyli zwolnić tempo
Na kilka dni muszę zwolnić tempo, zregenerować siły, a więc muzycznie też będzie zwolnienie tempa. O tym artyście u siebie już pisałem, choć mam wrażenie że wciąż nie przebił się ona jakoś do powszechnej świadomości, piszę więc o kolejnym krążku z dużą przyjemnością. Może ktoś go dzięki temu odkryje jak ja kiedyś?
Wawrzyniec Dąbrowski bo to on kryje się za nazwą Henry No Hurry, już od dłuższego czasu wędruje po naszym kraju ze swoją muzyką, robi to jednak w swoim własnym stylu i ze swoją wrażliwością. To często kameralne spotkania w niewielkich klubach, czasem nawet w mieszkaniach prywatnych. Wzruszające teksty, delikatny podkład muzyczny i ten głos, w którym jest tyle subtelności, delikatności. A mimo skromnej warstwy muzycznej, te kawałki naprawdę potrafią oczarować.
niedziela, 22 marca 2026
Monolok - Paweł Sołtys, czyli tylu historii wysłuchałem, a dziś tylko wspominam
Resztkami sił jeszcze szybko na koniec niedzieli i notka na temat jednej z ostatnio czytanych powieści.
Będzie chyba krótko, bo mam wrażenie że trudno o niej opowiadać, to jest coś trochę nieuchwytnego, co jednych zachwyci, a innych pozostawi obojętnymi. Przypominało trochę Zytę Rudzką i opowieści jej bohaterek, tyle że u Pawła Sołtysa nie ma jednego bohatera, a przynajmniej nie stoi on w centrum. Czeka na swoich klientów w salonie fryzjerskim, a tam już toczą się różne opowieści, czasem wspomnienia, refleksje na temat tego jak wszystko się zmienia. Ludzie odchodzą, ale kiedyś przynajmniej zostawała po nich jakaś historia, ktoś ich pamiętał, nawet jeżeli potem opowieść obrastała w różne dopowiedzenia, zmiany i stawała się np. ostrzeżeniem przed wyborami jakich nie należy dokonywać.
Czego tu nie ma: tęsknota, zazdrość, miłość ta szczęśliwa i ta trochę mniej, pieniądze i ich brak, uzależnienia, destrukcje, a przede wszystkim jest świat w którym oni wszyscy żyją, znają się i stąd każdy może opowiedzieć o tym drugim choć trochę. Bo dobra historia jest w cenie. A słyszeliście o... A znacie... A wiecie że...
piątek, 20 marca 2026
Dom numer pięć - Justyna Bednarek, czyli liczy się nie tylko ciało ale i charakter!
Choć w dużej mierze akcja dzieje się w świecie wyobraźni, czy też snu, jakimś świecie równoległym, ważne jest to jaki jest początek tej historii oraz jak zmieniają się bohaterowie. Można trochę upraszczając sprawę powiedzieć, że to lekcja dotycząca hejtu, oceniania, i nietolerancji, może nawet prześladowania kogoś słabszego, odróżniającego się od reszty dzieciaków. Równie dobrze można jednak stwierdzić, że to lekcja nabierania pewności siebie, odwagi, poczucia wartości, przełamywania lęków. Bo zmiana następuje zarówno w tym kto był prześladowcą, jak i w tym kto tego doświadczał.
Piotrek, który w wyniki postępującej choroby powoli traci wzrok i musi nosić coraz silniejsze okulary, trochę pogodzić się z tym, że nie może być tak aktywny jak jego rówieśnicy i osiągać podobnych wyników. A może mu się tylko tak wydaje? Gdy nauczyciel wychowania fizycznego daje mu szansę, pokazuje że bynajmniej nie odstaje od nich i to dzięki niemy jego drużyna wygrywa. Niestety nie bardzo podoba się do klasowego osiłkowi, który znalazł się wśród przegranych i poczuł się upokorzony.
czwartek, 19 marca 2026
Reminders of him. Cząstka ciebie którą znam, czyli lepsza książka Colleen Hoover czy film
Tak się zastanawiam czy zacząć od wrażeń z książki czy filmu. Nie ukrywam, że mimo iż zwykle dużo lepiej wypada lektura niż jej ekranizacja, to w tym przypadku...
No właśnie. Chyba pewne rzeczy lepiej wypadają na ekranie. I mimo całego schematyzmu, niekoniecznie porywającego aktorstwa w tej produkcji, ogląda się to jakoś bez poczucia straty czasu. No oczywiście jeżeli ktoś nie ma alergii na rzewne historie.
Taka ona właśnie ma być. Z jednej strony próba rozpoczęcia od nowa, poukładania się z przeszłością, która doprowadziła młodą dziewczynę do pięcioletniego pobytu w więzieniu, pełna wspomnień, kopniaków od życia i niechęci tych, którzy nie mogą jej wybaczyć. Z drugiej... tak, oczywiście domyślacie się prawidłowo, to historia o tym iż ktoś jej daje drugą szansę, na zakochuje się w niej na zabój i ofiarowuje dużo więcej niż oczekiwała. No i już może ktoś się wzruszył bo lubi takie historie.
środa, 18 marca 2026
Algorytm - W. P. Rdzanek, czyli zdradził czy też stał się ofiarą?
Całkiem niezły debiut. Może kojarzyć się z trylogią Szamałka "Ukryta sieć" bo i tu od razu jest informacja że to będą przynajmniej trzy części (ale długo na szczęście nie trzeba będzie czekać) no i te technologie cyfrowe i zagrożenia z nimi związane na pierwszym planie. Bliżej jednak tej powieści powiedziałbym chyba nawet do Severskiego - do prowadzenia sprawy przez policję, ale we współpracy ze służbami wywiadu zarówno po polskie jak i amerykańskiej stronie. W końcu jeżeli jest podejrzenie wycieku cennych danych i dochodzi do zaginięcia informatyka pracującego nad tajnym projektem, rzuca się wszystkie ręce na pokład, prawda?
Genialny programista Karol Koppel już dawno zwrócił uwagę służb amerykańskich, a od niedawna pracował dla nich nad bardzo interesującym programem, który miał pomóc w błyskawiczny sposób w wyszukiwaniu osób, łącząc informacje z różnych baz danych, ich wygląd oraz wszelkie podejrzane aktywności lub poglądy. ZEUS miał być już prawie gotowy, gdy informatyk znika. W poszukiwania i wyjaśnienie sprawy poza służbami angażują się też wuj chłopaka, były wojskowy, a obecnie znany prawnik, pracowniczka jego kancelarii i od niedawna dziewczyna Karola oraz kobieta, która ma na zlecenie CIA przyjrzeć się im z bliska czy przypadkiem sami nie byli zaangażowani w tą alarmującą sytuację.
wtorek, 17 marca 2026
Twoją historię i tak opowiedzą po swojemu, czyli Czarna śmierć i Ołowiane dzieci
We wtorkowym kąciku dla kinomaniaków pisałem o różnych filmach, rzadko jednak o serialach. Ponieważ trochę jednak mi się tego uzbierało, poświęćmy im trochę czasu. Zwłaszcza że powodów do tego by poświęcić na nie kilka godzin swojego czasu nie brakuje – również w Polsce seriale robimy coraz lepsze. Wiele z nich oparte jest na jakichś wydarzeniach historycznych i tu na szczęście odchodzimy od martyrologii, dęcia w trąby, szukamy bohaterów którzy noszą w sobie pęknięcia. Liczy się atmosfera i opowieść, a nie jedynie wierność faktom. Może to oburzać, bo przecież drugi serial nie powstanie, ale po prostu uznajmy, że jeżeli kogoś zainteresuje jakaś historia, sięgnie po dokumenty, pogrzebie głębiej. Jeżeli uzna fabułę za prawdę, cóż... najwyraźniej wiele jeszcze musi się nauczyć.
Dziś więc o dwóch tego typu serialach. Czarna śmierć przyciągnęła przed ekrany sporo ludzi, bo to w końcu TVP, co dziwne bo choć temat ciekawy, sama konstrukcja tego obrazu wcale nie była typowa i oczywista, jak lubi widz masowy. Mnie co prawda wkurzały tu pewne rzeczy – od tytułu począwszy (kto wprowadza widza w błąd skoro historia jest o czarnej ospie a oni używają nazwy czarna śmierć używanej przy dżumie) i takiego sobie aktorstwa, wcale ta produkcja nie rozczarowała.
poniedziałek, 16 marca 2026
The Finest Hour - Oudeziel, czyli to jakaś kapela ze Stanów, prawda?
Kolejne wypatrzone polskie wydawnictwo muzyczne, które nie ukrywam że trochę mnie zaskoczyło. Jak przeczytacie notkę nie będziecie mieli takiej zaskoczki jak ja, ale po kolei. Oudeziel to w miarę nowy zespół z Gdańska grający muzykę artrockową, ale muzycy występowali już wcześniej w innych projektach i mają nawet doświadczenia międzynarodowe. I powiem że to słychać. Często bowiem polskie kapele idą trochę na żywioł, szukają pomysłu jak by tu przebić się do radia, na siłę znaleźć przebój. Tworzenie projektów, w których muzycy, producent pracują nad jakąś wspólną wizją można by ze świecą szukać.
I choć The Finest Hour to nie do końca moja muzyczna bajka - albo za dużo elektroniki, albo wokal trochę bez pazura, to jednak muszę przyznać: czuć że to jest muzyka, która bez wstydu mogłaby powstać i być grana za granicą. I przy pierwszym odsłuchu od razu bym stawiał, że to jakaś kapela ze Stanów.
niedziela, 15 marca 2026
To był zwykły przypadek, czyli nie musimy być tacy sami
Pozwólcie że zanim napiszę o kolejnym obrazie przed wieczorem Oscarów, przypomnę Wam jeden tekst sprzed lat 8 - ZNAK wznowiło ten tytuł i powiem że przypomniałem sobie go z przyjemnością. Chodzi o biografię Zbyszka Cybulskiego, kto lubi aktora, będzie miał okazję wrócić do jego produkcji a jego samego zobaczyć w trochę innym świetle. Amant? Gwiazdor? Człowiek rozkochujący w sobie kobiety?
***
A dziś zabieram Was do Iranu. Choć Jafar Panahi nie może kręcić u siebie, wciąż opowiada o ludziach którzy zostali w kraju, o ich emocjach i zwykle robi to bardzo celnie.
Wyobraźcie sobie ludzi, którzy trafiają, niejednokrotnie bez żadnego powodu do aresztu reżimu, który oskarża ich o zdradę kraju i torturami zmusza do zeznań. Macie to? No to zapomnijcie o swoich oczekiwaniach. Bo choć ten film jest mocnym uderzeniem w autorytarny system, to jego fabuła może nieźle zaskoczyć. Chwilami miałem wrażenie że akcenty komediowe są aż przesadzone, że warto by było mocniej, bardziej poważnie. A mimo to może właśnie dlatego ostanie minuty zostają nam w głowach tak mocno, to przesłanie głęboko ludzki głos ofiar dociera do nas tak wyraźnie.
sobota, 14 marca 2026
Miasteczko Nonstead - Marcin Mortka, czyli inspirując się najlepszymi
Niewielkie miasteczko w Stanach, niczym właśnie z książek obydwu wymienionych panów, mieścina w której dzieją się dziwne rzeczy, mieszkańcy zdaje się jednak już trochę się do tego przyzwyczaili. Taki urok, że czasem wychodzą na jaw jakieś mroczne sprawy, ale ponieważ każdy coś takiego posiada, lepiej nie komentować ani nie rozmawiać na ten temat.
Komuś z zewnątrz wydawałoby się że będzie trudno zdobyć zaufanie ludzi, a jednak główny bohater Nathaniel McCornishe - pisarz uciekający trochę przed sukcesem który go przerósł, dość szybko nawiązuje kilka kontaktów, a potem przez wplątany jest w dość naturalny sposób we wszystko co się tu dzieje.
piątek, 13 marca 2026
Cuda za rogiem - Keigo Higashino, czyli czasem wystarczą małe gesty
Cuda za rogiem wpisują się za to w pełne ciepła historie typu comfort books, gdzie nawet trudne życiowe sprawy udaje się załatwić za pomocą odrobiny życzliwości, empatii, czasem wybaczenia. Odrobina magii, otwarte serca i to wystarczy by działy się cuda.
Tą odrobinę magii tym razem zapewni nam niewielki sklepik, którego właściciel postanowił kiedyś poza handlowaniem, udzielać też porad potrzebującym. Początkowo to miał być żart, coś raczej przyciągającego uwagę, nic na serio, jak się okazało jednak w ludziach jest głęboka potrzeba czasem poszukania anonimowo pomocy. A szczerość, życzliwość może okazać się wystarczająca by komuś pomóc.
czwartek, 12 marca 2026
A jak tam u was z prochami, czyli seriale Grupa zadaniowa i Krwawe wybrzeże
Najpierw Grupa zadaniowa od HBO. Naprawdę miodzio! Dobrze poprowadzone historie nie tylko śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy, ale i tych będących po drugiej stronie. Coś co miało być sposobem na utarcie nosa motocyklowym i narkotykowym gangom, prywatną zemstą i pomysłem na zdobycie gotówki, przerodziło się w totalną rozpierduchę i spowodowało, że ściga cię zarówno policja jak i bandziory.
środa, 11 marca 2026
Uważaj na psychopatów, czyli dwupak kryminalny
Dziś trochę starsze tytuły ściągnięte gdzieś z półek, z drugiego rzędu, gdzie dawno nie zaglądałem. Żeby nie było że czytam same nowości.
Lissy i nowy dla mnie autor Luca D'Andrea. Facet rozkochany w północnych Włoszech i to właśnie w górskich terenach umieszcza akcję swoich powieści. Na chłodniejsze wieczory takie rozgrzewające thrillery wielu czytelników przyjmie z radością. I pewnie Lissy może znaleźć swoich zwolenników. Choć może nie porwie szybką akcją, autor przygotował kilka niespodzianek, tajemnic, a przede wszystkim zadbał o klimat.
Oto od bogatego mężczyzny, ucieka dużo młodsza żona. By zabezpieczyć swoją przyszłość, postanawia ukraść mu coś, co tak naprawdę nie należy do niego. Facet od lat budował swoją pozycję niekoniecznie uczciwymi metodami, a kolekcję diamentów otrzymał od ludzi tworzących tzw. konsorcjum, którzy trzęsą całą północną częścią kraju. Miał je spieniężyć, by zdobyć ich zaufanie i wejść na kolejny poziom interesów, tymczasem żona pokrzyżowała mu wszystkie plany. Należy więc ją ukarać, najlepiej razem z kochankiem, który na pewno stał za jej decyzją.
wtorek, 10 marca 2026
Wartość sentymentalna, czyli te ściany tyle już widziały
Starszy facet, uznany reżyser, który swój ostatni film zrobił lata temu, postanawia zrobić jeszcze jeden obraz, niejako domykający jego karierę. Całość chce nakręcić w starym domu, gdzie obie siostry się wychowały, budynku w którym pokolenia zmagały się z różnymi dramatami. Można by się domyślać, że powraca w nim do własnego dzieciństwa, do relacji z matką, jak się okazuje w tej historii jest jeszcze coś bardzo istotnego.
Tajny agent, czyli trupy i karnawał
Za kilka dni już nic oscarowa, więc pora jeszcze na szybko napisać o kilku tytułach jakie mi zostały do opisania. Wśród nich: Tajny Agent - obraz który można zobaczyć u nas na razie jedynie przedpremierowo, bo oficjalnie na nasze ekrany trafi dopiero pod koniec miesiąca. Okrzyknięty czarnym koniem wyścigu po nagrody, pewnie bardziej zachwyci koneserów, zdjęciami, klimatem, bo mam wrażenie że fabularnie ta historia może trochę rozczarować. I może nawet bardziej niż o opowiedzenie jakiejś zamkniętej historii twórcom zależało bardziej na tym by pokazać tło - końcówkę lat 70 w Brazylii, gdy wojskowa dyktatura powoli chyli się ku upadkowi, wciąż jednak ludzie czują lęk. To jest esencja Tajnego agenta - ta niepewność, czy przypadkiem my albo ktoś obok nas nie zniknie z ulicy na zawsze. I lepiej niech nikt nie pyta o los takiej osoby, żeby i samemu nie narazić się na kłopoty.
Co ciekawe, to nie jest kino w którym by jakoś starano się pokazać kulisy tego reżimu - są jakieś migawki, ale nie poznajemy szczegółów, nawet przy historii głównego bohatera przez prawie dwie godziny nie wiemy nic. Jedzie przez pół kraju, ukrywa się, ktoś wysyła za nim płatnych morderców, ale dlaczego...
poniedziałek, 9 marca 2026
Starzyński, czyli odważna decyzja repertuarowa i za to szacunek
Najnowszy musical w Teatrze Syrena może zaskoczyć, bo u nas wciąż kojarzy się ten gatunek z rozrywką, a nie ze spektaklami, które na poważnie opowiadają o jakimś tragicznym życiorysie. To dość odważny ruch, choć pamiętając o wsparciu, które można uzyskać sięgając po takie tematy oraz o tym, że szkoły mogą być zainteresowane taką formą obcowania ze sztuką, a jednocześnie lekcją historii, ten ruch może im zaprocentować.
Nie znam niestety jeszcze powieści Grzegorza Piątka, która stała się podstawą scenariusza - ostatnich dni rządzenia miastem przez legendarnego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Może wtedy łatwiej byłoby mi zrozumieć pewne rozwiązania i je oceniać w takim zestawieniu z materiałem oryginalnym. Nie znam, odnosić się będę więc jedynie do emocji jakie wzbudził we mnie ten spektakl.
niedziela, 8 marca 2026
Dziki, mroczny brzeg - Charlotte McConaghy, czyli naciągane to wszystko i tyle
I w sumie na tym mógłbym skończyć notkę. Kilka zdań jednak czuję, że powinienem dopisać.
Wierzymy Ci, czyli czy to naprawdę musi tyle trwać
Nie chcę odkładać tego filmu, bo mimo wszystkich wad jakie ma, poruszył mnie bardzo. Z kamerą śledzimy tak naprawdę coś w rodzaju postępowania sądowego i etap wstępny, przesłuchania. Każda ze stron przedstawia swoje zdanie, trzeba cierpliwie znosić to, że słyszysz na swój temat jakieś przykre, krzywdzące rzeczy - przed sądem rodzinnym, gdy toczy się walka o o dzieci, to niestety wcale nie rzadkie.
Czemu więc ten surowy, kameralny obraz, choć tak niewiele się w nim dzieje, a całą historię znamy jedynie ze słów wypowiadanych przez adwokatów albo przez rodziców, tak bardzo mnie poruszył.
sobota, 7 marca 2026
Anihilacja - Jeff VanderMeer, czyli hipnotyczny sen i misja której nikt nie rozumie
Trochę dziwna sytuacja gdy wydawca polski decyduje się na wznowienie cyklu którego już wypuścił kilka tomów, ale z innymi tytułami - tak się stało z serią Southern Reach.
Gdy pisałem o pierwszym tomie (kliknij tu) obecnie noszącym tytuł "Anomalia" wspominałem o tym iż był to tytuł który wzbudził trochę konsternacji. Tam klimat tajemnicy, atmosfera była istotniejsza niż fabuła, niewiele zyskaliśmy odpowiedzi, a żeby było śmieszniej drugi tom też ich zbyt wiele nie udziela.
Skończyła się wyprawa, której byliśmy świadkami do Strefy X, poza biolożką możemy podejrzewać że nikt inny nie przeżył, chyba że powrócą w trochę innej formie cielesnej i duchowej. Każdy kto powraca się zmienia, wielu wcale nie wraca, a mimo to wciąż organizowane są kolejne ekipy, by dowiedzieć się może ciut więcej niż dotąd.
Tom drugi związany jest z tym pierwszym, ale jedynie pośrednio, bo chodzi o to, że towarzyszymy kontrolerowi, który m.in. ma prowadzić przesłuchania biolożki.
piątek, 6 marca 2026
Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień - Yuta Takahashi, czyli była kawa, teraz cały posiłek
Wszyscy którzy pokochali historie z cyklu "Zanim wystygnie kawa", czyli comfort books (czy też healing books jak niektórzy je określają choć tam raczej widziałbym poradniki jakich też coraz więcej) pewnie z radością sięgną po coś w podobnym stylu, ale innego autora, więc z dużą gwarancją że to nie będą odgrzewane kotlety. Pisząc w podtytule "była kawa, teraz cały posiłek" nie przesadziłem, bo w tej historii potrawy mają podobne znaczenie jak kawa w serii, którą Polacy tak pokochali. To pewnego rodzaju symbol, specjalny posiłek przygotowywany jako wspomnienie kogoś kto odszedł, potrawy jakie lubił, ale w tym konkretnym miejscu, w dość wyjątkowych okolicznościach, dopóki nad daniem unosi się para, pojawia się okazja by zobaczyć tą osobę raz jeszcze. Coś powiedzieć, coś usłyszeć, ten jeden ostatni raz.
Pewnie każdy tak ma że czasem czuje tęsknotę, może chciałby jeszcze coś powiedzieć, za coś podziękować lub przeprosić, bo nie było okazji, śmierć przyszła zbyt szybko. Takie spotkanie, choć krótkie może dać nam ulgę, spokój, a może odpowiedzi na jakieś nasze pytania.
czwartek, 5 marca 2026
LARP. Miłość, trolle i inne questy, czyli humor i brak spiny
Na tle różnych polskich produkcji, szczególnie tych, które aspirują do miana komedii, produkcja w reżyserii Kordiana Kądzieli, mocno się wyróżnia jakąś świeżością. I nie chodzi bynajmniej jedynie o odwagę, by dotknąć troszkę innych grup młodzieży, nie tylko tej bananowej, czy hiphopowej, ale również tych uznawanych za dziwaków czy nerdów. Chodzi też o luz, z jakim to jest zrobione, podobnie jak w przypadku serialu 1670, w którym gościu też maczał palce. Tu nie czuć spiny i może dlatego też nie ma takiego poczucia zażenowania jak przy większości polskich komediopodobnych koszmarków.
Czy muszę wyjaśniać pojęcie LARPA? Live action role-playing to gra na żywo, odgrywanie jakiejś historii, ale co ważne w rolach, próbując jak najbardziej wejść w jakiś świat. Fantasy, historia, S-F i co tam tylko wyobraźnia podpowie. Oczywiście o ile nie natrafisz na radykałów, którzy powiedzą że wampiry nie mogą na jednym planie stanąć z elfami, bo w rzeczywistości (sic!) nie współistniały.
No więc tak: Sergiusz i jego przyjaciele uwielbiają LARPy, książki fantasy i wszystkie fantastyczne historie. Cóż im się dziwić - dorastając w niewielkim miasteczku, gdzie jedną z większych atrakcji jest pewnie budka z hot-dogami, czy boisko o ile ktoś grywa w gałę, nie ma się wiele do roboty. Rodzice powinni nawet się cieszyć, że dziecko nie przesiaduje z piwem na ławce w parku i nie rozrabia po pijaku :) W każdym razie Sergiusza tata raczej się nie cieszy. W końcu jest komendantem, wychowuje synów sam, bo matka zginęła w tragiczny sposób, więc chciałby widzieć w nich twardzieli i szybciutko przygotować jakieś ciepłe posadki u siebie. Taka to rzeczywistość.
Dziki, czyli a weźcie sobie cały ten rozmach i szeroki format jeżeli fabuły brak
Ten tytuł czekał na swoją kolej już chyba dwa miesiące, a ja ciągle to odkładam, uznając że mam ciekawsze rzeczy do opisania. Z Dzikim niestety mam więc problem. I chyba nie tylko ja. To jest projekt przygotowany w sposób postawiony na głowie - większość budżetu dajemy na technologię, a scenariusz, aktorstwo, fabuła i reżyseria to już wszystko zrobione na kolanie, bo przecież film i tak się sprzeda, bo będzie miał ładne zdjęcia, widoczki i zadbamy o trochę akcji. No nie, drodzy filmowcy to tak nie działa.
Gdyby jeszcze chodziło o brak spójności, absurdy, zawsze można by to jeszcze podkręcić i zrobić niczym kampową zabawę motywami kina gatunkowego. Wiecie - krew się leje, topory latają w powietrzu, głowy spadają... A i jeszcze wykrzywione gęby. Koniecznie na zbliżeniach. Jak najwięcej. Przerażenie. Wściekłość. Wytrzeszczone oczy. Takie dzikie grymasy. A czarny charakter będzie tak komiksowy, że raczej będzie bawił a nie straszył, z minami niczym Nicolas Cage w najgorszych ze swoich produkcji.
Problem jest jednak jeszcze głębszy. Bo dodajcie jeszcze drętwe dialogi, dziwny montaż i już nic się w tym nie będzie trzymało kupy. Jakby po pijaku ktoś to sklejał i mówił, a tu dziurę zakleimy jakimś widoczkiem, a potem przeskok o ileś lat i znowu widoczki, przecież one tu najważniejsze.
środa, 4 marca 2026
Morderstwa w Marble Hall - Anthony Horowitz, czyli czemu chcesz do tego wracać?
Jeżeli zerkniecie na spis przeczytanych książek (na górze bloga) łatwo znajdziecie kilka innych książek Anthony'ego Horowitza oraz moje zachwyty nad ich oryginalnością. Szczególnie dotyczyło to właśnie serii Morderstwa w... którego trzeci tom jest tematem dzisiejszej notki.
Co od początku zwróciło moją uwagę? Ano fakt, iż mamy do czynienia z książką w książce, czyli zamiast jednej zagadki kryminalnej mamy aż dwie, w pewien sposób połączone. Bohaterka cyklu Susan Ryeland jest bowiem redaktorką, która kocha swoją pracę nad kryminałami, ale wciąż wplątywana jest w jakieś dziwne historie, które zmuszają ją nie tylko do zabawy w detektywa, ale i walki o życie. Skoro opinia publiczna już wie, że to za jej przyczyną trafił do więzienia wydawca, z którym pracowała, a autor wplątał się w paskudną aferę, najwyraźniej są osoby, które specjalnie mogą sobie zażyczyć współpracy właśnie z nią nad ich książkami. Tym razem niby nie po to, by ją zabić, gdy zbliży się za bardzo do prawdy, ale nawet jeżeli nie autorowi przyjdzie to do głowy, to może komuś innemu, komu zależy na tym by książka się nie ukazała...
wtorek, 3 marca 2026
Bez wyjścia, czyli muszę sobie poradzić...
Park Chan-Wook zaskoczył nas kiedyś "Parasite" i choć przecież ma na swoim koncie fabuły w zupełnie innym stylu chyba właśnie z tamtym połączeniem czarnego humoru, zbrodni i pewnych obserwacji społeczno-psychologicznych jest kojarzony. I w sumie "Bez wyjścia" trochę w ten schemat się wpisuje, choć tu akurat problem jest trochę inny: chodzi o zmianę statusu i sytuacji materialnej po utracie pracy. Co zrobisz by to przywrócić, by te chwile upokorzenia jak najszybciej zapomnieć? Ano zrobisz prawie wszystko. A może nawet wszystko.
A przecież w dobie komputeryzacji, AI, nacisku na oszczędności, na nowe technologie, nawet ludzie z doświadczeniem już nie są tak cenieni jak dawniej. Ten tradycyjny model, do którego byliśmy przyzwyczajeni, gdy młodsi uczyli się od starszych, od mistrzów, odchodzi do lamusa, a oczekuje się, że to ci bardziej doświadczeni, po kilku dekadach mają zasiadać w ławkach i przed ekranami by uczyć się przystosowania do "nowej rzeczywistości".
poniedziałek, 2 marca 2026
Full HD - Spięty, czyli jest gdzieś wyjście gdzie można wyjść na ludzi
Śledziłem z uwagą to co nagrywało Lao Che, doceniając różnorodność muzyczną, zaskakiwanie i choć nie mogę odżałować iż to koniec formacji, to Spięty na szczęście pokazuje że solowo może zaproponować rzeczy równie ciekawie. Zawsze ważne były jego teksty, przewrotne, kapitalne zabawy słowne, a na to na szczęście wciąż możemy liczyć!
Po krążku który pokochałem, czyli trochę nostalgicznym "Heatrcore", nowy materiał znowu jest powrotem do melodii i dźwięków bardziej tanecznych, skocznych, ale nie tak agresywnych jak np. na "Black Mental". I po raz kolejny mam tak, że tego materiału można słuchać raz za razem, bo tu każda linijka, jakiś fragment, który wcześniej może umknął, odkrywa się dopiero przy kolejnym przesłuchaniu. I to jest fajne.
niedziela, 1 marca 2026
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos - Tom Wolfe, czyli zapisać się w historii
Temu tematowi właśnie poświęcił Tom Wolfe swoją opowieść - beletryzowany reportaż, w którym skupił się na pierwszym etapie tego wyścigu o to kto pierwszy znajdzie się w przestrzeni kosmicznej. To już chyba trzecie wydanie tej pozycji w Polsce (pierwsze było jeszcze w latach 90 pod tytułem S-Kadra), a możecie też kojarzyć film, który powstał na jej podstawie.
piątek, 27 lutego 2026
Grzesznicy, czyli czosnkiem, kołkiem i gitarą
Ryan Coogler zabawił się niczym Tarantino i zagrał trochę wszystkim na nosie. Pokazuje napiętą atmosferę amerykańskiego południa, niewolnictwo i niewielką przestrzeń wolności jaką Afroamerykanie wespół z innymi mniejszościami próbują sobie tworzyć - choćby w muzyce. A jednocześnie mimo pewnego realizmu, szuka jakiegoś wyładowania napięcia w scenach nie tylko pełnych przemocy, ale i przewrotnie odwracających role - teraz to ludzie Klanu mają być tymi błagającymi o litość. Bawi się też muzyką, zawieszaniem na chwilę czasu i miejsca, by zafundować nam coś bardziej odjechanego. To wszystko może się podobać, ogląda się fajnie, tylko pytanie czy rzeczywiście można doszukiwać się tu czegoś wielkiego i przełomowego.
czwartek, 26 lutego 2026
Do zobaczenia za rok, czyli czemu to dla nich tak ważne
A potem widziałem jak z każdym kwadransem mina jej rzednie.
To nie znaczy, że nie ma co porywać się na teksty już znane z innych inscenizacji, że nie ma co próbować szukać nowych pomysłów. Teatr Gudejko tym razem chyba spodziewając się, że ma pewnego rodzaju samograj, zbyt mało pracy włożył w przygotowania, by rzeczywiście wykorzystać cały potencjał jaki tkwi w tym tekście. Z jednej strony zabawnym, ale i przesyconym nostalgią, jakąś dziwną zadumą nad dokonywanymi przez nas wyborami.
poniedziałek, 23 lutego 2026
Springsteen: Ocal mnie od nicości, czyli walcząc z demonami
Oto artysta, który zyskał już pewną popularność i mógłby spokojnie odcinać od niej kupony, produkując kolejne wpadające w ucho piosenki, a zamiast tego zamyka się w domu na odludziu, by pisać i przygotowywać numery, które raczej dalekie są od przebojowości. To historie o ludziach prostych, często nieszczęśliwych, o takich, którzy nosili w sobie jakieś szaleństwo. Powraca motyw jego własnego dzieciństwa, przemocowego ojca, chwil strachu, ale i takich gdy był szczęśliwy.
















































