Strony

sobota, 30 maja 2026

Za tobą - Kelly Luce, czyli być "obcym" nigdy nie było łatwo

Okładka zdawać by się mogło zapowiada jakiś kryminał albo thriller, obiecuje tajemnicę, tymczasem "Za Tobą" ma więcej wspólnego z powieścią obyczajową, może z mocnym wątkiem psychologicznym, niż z jakąś intrygą. Tajemnica niby jest, choć ona dość szybko przed nami jest odsłonięta, bo to raczej otoczenie nie wie wszystkiego o bohaterce, a my czytelnicy znamy jej przeszłość i rozumiemy też dlaczego chce ją ukrywać.  

Dziś Rio wiedzie szczęśliwie życie. Ma rodzinę, spełnia się zawodowo, biega maratony. Z Japonią, w której się urodziła i wychowała wiążą ją jedynie rysy twarzy. Gdy pewnego dnia otrzymuje list z zawiadomieniem o śmierci ojca, Rio, a właściwie Chizuru, bo takie jest jej oryginalne imię które potem zmieniła, będzie musiała wrócić do domu i stawić czoła temu, o czym przez całe życie usiłowała zapomnieć. 

Jej ojciec był dumą narodową - muzykiem, który wzruszał i poprzez swoją niepełnosprawność dawał przykład tego że pracą można osiągnąć wszystko. Niestety nie tylko był człowiekiem, który trochę potwierdzał stereotypy o surowych, nie okazujących uczuć Japończykach, ale perfekcjonistą oczekującym iż ze względu na miejsce zamieszkania córka będzie starała się przyjąć kulturę i zasady jego, a nie matki, wolnego ducha, artystki ze Stanów Zjednoczonych. 

czwartek, 28 maja 2026

Łup, czyli przecież nam się należy

Matt Damon i Ben Affeck - już te dwa nazwiska mogą wywołać wypieki u niejednego widza i chęć na seans. A jeżeli to jest sensacja, to już obiecujemy sobie coś więcej niż jakieś "zabili go i uciekł". Trochę jednak ten "Łup" przekombinowany - długo buduje się napięcie, jakąś zagadkową atmosferę, a potem zbyt szybko i zbyt łopatologicznie próbuje się to wszystko rozwiązać w dodatku podkręcając tempo. 

Niby ogląda się to całkiem fajnie, ale gdzie tam do tej ekscytacji jaka towarzyszyła nam kiedyś przy seansach Infiltracji czy Gorączki. "Łup" w porównaniu z klasykami wypada dość blado, po prostu jak kolejna historyjka o twardych facetach narażonych na dużej pokusy. Gdy jesteś gliną i dostaniesz cynk o baaardzo dużej kasie z narkotyków, to nie masz chęci by choć trochę przytulić dla siebie? W końcu płacą ci marnie, a wciąż narażasz życie. 

środa, 27 maja 2026

Złoty róg - Maryla Szymiczkowa, czyli skandal sezonu i ten szalony Wyspiański

Z dużą przyjemnością wracam do tego cyklu ze śledztwami profesorowej Szczupaczyńskiej, choć nie ukrywam że trochę zaskoczył mnie ten tom. Może ze względu na to że dotąd różne smaczki historyczne były jedynie dodatkiem do kryminalnej intrygi, a teraz "Wesele" stało się kanwą całej fabuły. Bohaterka uczestniczy w pamiętnym wydarzeniu, które potem zostało opisane w dramacie, większość postaci znamy właśnie z tekstu Wyspiańskiego, a różne komentarze profesorowej pozwalają na wyobrażenie sobie jak "elita" krakowska na to wszystko patrzyła. Rewolucjoniści? A fe... Po co taki nieporządek. Jak świat światem pewna klasowość była podstawą ich życia, a najjaśniejszy Pan Franciszek Józef był rękojmią zachowania tego ładu i powolnego rozwoju. 


Ale jest coś jeszcze. Wyobrażałem sobie Szczupaczyńską jako stateczną matronę, dbającą o opinię i pozory, a tu autorzy (bo za pseudonimem Szymiczkowej kryją się Dehnel i Tarczyński) wrzucają bohaterkę w romans i porywy serca. Ach, jakże to tak? Aż się boję co wymyślą w kolejnym tomie, który już jest opublikowany, ale jeszcze jest przede mną. 

wtorek, 26 maja 2026

Prałat, czyli nie zasługujesz na spektakl o sobie

Zbieram się i zbieram do napisania o "Prałacie" z Teatru TV, spektaklu dyskutowanym, chwalonym, a ja mam jakoś mieszane odczucia wobec niego. To nie jest tak, że postać Księdza Henryka Jankowskiego nie zasługuje na ostrą ocenę czy obronę, jednak pewne zabiegi zastosowane przez Michała Kmiecika i Marcina Libera nie do końca rozumiem. 

Przecież próba zmiany perspektywy: powiedzmy coś wreszcie z punktu widzenia ofiar, a nie sprawcy, nie czyńmy go najważniejszą i najciekawszą postacią i tak nie do końca się udaje - to właśnie jego postać grana przez Rafała Dziwisza stoi w centrum, nawet jeżeli próbujemy ją ośmieszać i czynić słabą. Ba, powiem nawet więcej: narracja "to ja jako diabeł go namówiłem" i Jankowskiego "to nie moja wina", raczej powiedziałbym że rozmywa zbrodnie i całe czynione zło, niż je podkreśla. 

Postać "Złego" (Juliusz Chrząstowski), który czuje się dumny z tego jak wodzi na pokuszenie i podsuwa różne swoje wskazówki by rozszerzać ciemność na ziemi może i jest ciekawa, stawianie jednak znaku równości pomiędzy pedofilią, strzelaniem do robotników czy wyborem papieża jako przejawami zła, wydaje się słabym żartem albo grubą prowokacją.  
Brawa na pewno za podjęcie tematu. Zobaczenie postaci trzęsącej się ze strachu, tłumaczącej, zamiast pełnego pychy prałata (on nigdy nie przepraszał za swoje słowa i czyny) daje też jakąś satysfakcję - nie umknął on sprawiedliwości jak w rzeczywistości. 

niedziela, 24 maja 2026

Reporterki - Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, czyli czemu właśnie non-fiction

Jakiś czas temu pisałem o wywiadzie rzece z Małgorzatą Szejnert i od razu wspominałem, że powróci ona wkrótce na Notatnik nie tylko ze swoimi reportażami, ale w jeszcze jednej publikacji poniekąd wspomnieniowej. Tym razem jednak nie sama. Magdalena Wdowicz-Wierzbowska zebrała w swojej publikacji ponad 20 autorek literatury non-fiction, z różnych pokoleń i z różnym dorobkiem. Kiedyś przecież jedynie niektórym udawało się opublikować książki, w większości ich praca ograniczała się do mniejszych form, do prasy. Dziś ten gatunek sprzedaje się jak ciepłe bułeczki więc i nie trzeba panikować że nie ma się etatu i zaczepienia w konkretnej redakcji. 

"Reporterki" mogą zaciekawić, bo to chyba pierwsze zebranie postaci kobiecych wykonujących prace reporterek. Dotąd może o nich wspominano, zawsze jednak na tle mężczyzn. Teraz mogą też opowiedzieć o tym jak było im jako kobietom, w zawodzie gdzie przez długi czas dominowali faceci. 

Ciekawa jest również koncepcja jaką przyjęła Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, tak jakby prezentując sylwetki swoich bohaterek, robiąc im cudowne portrety fotograficzne, ale wycofując się zupełnie ze swoją obecnością z samych rozmów. Możemy się jedynie domyślać w jaki sposób podsuwała tematy i wątki, w teście bowiem widzimy jedynie rwane na różne fragmenty słowa samych reporterek. Tak jakby od jakiegoś skojarzenia, rzuconego słowa, przechodziły z jednej historii do drugiej, nie łącząc ich w żaden sposób. 

sobota, 23 maja 2026

Umińska, czyli kochałam, zabiłam, a sama żyję choć nie wiem po co

Wśród różnych wypadów teatralnych zdarza mi się korzystać z zaproszeń na spektakle, które można nazwać bardziej "efemerycznymi", czyli granymi na zaprzyjaźnionych scenach, rzadko, na niewielkich salach. Czasem nawet czuję się rozdarty - jak mam coś polecać innym, skoro nie wiadomo czy dadzą radę w ogóle to gdzieś upolować. W przypadku "Umińskiej" wiem o jeszcze jednym terminie tj. 19 czerwca i w sprawie wejściówek warto uderzać do Białołęckiego Ośrodka Kultury "Przystań" na Modlińskiej w Warszawie. Czy będą kolejne pokazy nawet nie wiem. 


Nie mówi Wam nic nazwisko wymienione w tytule? Tym bardziej ukłony dla twórców spektaklu i Fundacji Związek Impulsywny za opowiedzenie tej historii, bo też jest ciekawa jak mało która. Stanisława Umińska była utalentowaną aktorką w latach 20-stych XX wieku Teatru Polskiego Arnolda Szyfmana w Warszawie. Zdolna, młodziutka dziewczyna zwróciła na siebie uwagę, dość szybko jednak nawiązała związek, który naznaczył jej całe życie. Zakochana z wzajemnością w jednym z najbardziej utalentowanych artystów tego czasu – Janie Żyznowskim (dziś też mało znanym, bo cenzura w PRL zacierała ślady po jego twórczości podobnie jak np. w przypadku Ossendowskiego), mężczyźnie sporo starszym od siebie, miała nadzieję na bajkę...

piątek, 22 maja 2026

To nie jest rozmowa na telefon - Jakub Bączykowski, czyli czy mam jeszcze prawo żyć po swojemu

Jakub Bączykowski w ubiegłym roku gdy skrzyknął w Warszawie grupkę swoich czytelników, trochę ciągnął nas za język dopytując o nasze zdanie: czy dziadkowie mają prawo odmówić pomocy swoim dzieciom przy wnukach. I proszę - oto widzę jak wykorzystał pomysł który wtedy chodził mu po głowie i nurtujące go pytania. Pewnie w zależności od wieku i od swoich doświadczeń i wy byście odpowiedzieli różnie: "co to za problem na emeryturze pomóc swoim dzieciom" albo "nie jestem darmową siłą roboczą, teraz chcę odpoczywać bo już swoje w życiu zrobiłam". Przyglądanie się takim refleksjom które chodzą po głowie bohaterce, wyrzutom sumienia, miłości do wnuków ale i złości czy frustracji, która czasem przychodzi, jest nawet ciekawe, więc mimo że nie znajdziecie w tej powieści wielkich dramatów, pewnie lektura Was nie rozczaruje. 

To wszystko jest takie... Zwyczajne. Życiowe sprawy, rozmowy, obawy o najbliższych, marzenia, plany, a potem jakieś kłopoty które to wszystko niszczą. Bączykowski już kilka razy udowodnił że potrafi pisać historie, które są gdzieś na pograniczu literatury obyczajowej, ale z dobrze rozbudowanym tłem psychologicznym. A może powinienem napisać emocjonalnym? 

czwartek, 21 maja 2026

Breslau, czyli niby klimat jest...

Disney plus jakiś czas temu wypuścił mocno reklamowany serial Breslau, chyba próbując udowodnić że może robić produkcje równie ciekawe i omawiane przez widzów jak i Netflix czy HBO, im też przecież nie zawsze się udaje, więc nie ma co rozdzierać szat, tylko szukać nowych okazji i unikać błędów. Breslau bowiem przypomina trochę produkcje TVP, czyli niezła obsada, słabszy scenariusz, niby dba się o lokacje i detale, ale nie ma to klimatu i przypomina 100 innych produkcji, które widziało się wcześniej. Te same pozy hitlerowców, te same miny, te same ujęcia aut... Ciut za mało, by to był serial wielki. Bo prawda mam jeszcze do nadrobienia Erynie według prozy Krajewskiego i mam nadzieję, że tam będzie lepiej, Breslau jednak przypomniał mi jak często te nasze "retro kryminały" filmowe nie wychodzą poza estetykę Teatru Telewizji. I mam obawy. No nic, może w najbliższych miesiącach sprawdzę i napiszę.  

środa, 20 maja 2026

Spadek po mojemu - Mieczysław Gorzka, czyli a dotąd żyłem sobie tak szczęśliwie

Zachęcony jednym z komentarzy sięgnąłem po najnowszą powieść Mieczysława Gorzki, sprawdzają jak też sobie poradzi w komedii kryminalnej. I jako odskocznia, lekka lekturka bez konieczności analizowania każdego detalu fabuły, sprawdza się to całkiem nieźle. Jako komedia, może nie porywa, bo tego humoru aż tak wiele nie ma, raczej chodzi o zwariowany ciąg zdarzeń w jaki wpadają bohaterowie niż o zabawne dialogi czy sytuacje. Gdyby było więcej tych ostatnich, może byłoby jeszcze lepiej? W końcu postać nastoletniego i rezolutnego ministranta pokazuje że autor ma dar do wymyślania postaci wnoszących sporo akcentów humorystycznych. 
Pozostałe postacie, nawet jeżeli bowiem coś zrobią, pomyślą lub powiedzą co może wywołać uśmiech, nie mają aż takiego potencjału komediowego. Ot, choćby dwa bracia, którzy dotąd dość swobodnie trwonili majątek swojego ojca, nie czując wielkiej potrzeby by utrzymywać ścisłe relacje, a potem wrzuceni w ciąg tak szybkich zdarzeń i takie sytuacje, które wcześniej by im do głowy nie przyszły. Jeden jest księdzem, który musi przekroczyć przykazania i własne sumienie, bo inaczej zostanie bez grosza albo a drugi zdeterminowanym utracjuszem ściganym za hazardowe długi, który musi wykazać się odpowiedzialnością. Sympatyczni, to nie są jednak postacie, które by wnosiły dużo humoru. Może czasem napięcia między nimi go dają, to też jednak niewiele...

wtorek, 19 maja 2026

Buen Camino, czyli jak szalonym trzeba być...

Ja właśnie zaczynam wędrowanie, a tu tuż przed wyjazdem otrzymałem jeszcze cynk o tym że na temat Camino pojawiła się jakaś produkcja filmowa i czy nie chcę jej obejrzeć. No to chciałem. Ale nie wiem czy to był dobry pomysł. W zalewie głupawych komedii czy filmów romantycznych motyw wędrowania do Santiago de Compostela już się pojawiał i nigdy to nie było nawet w ułamku dotknięcie atmosfery pielgrzymki. Zwykle schemat - trud, surowe warunki ale i ucztowanie przy winie każdego wieczora, to taki stereotyp, skoro Hiszpania to musi być radośnie, słonecznie i tylko nie pokazujcie żadnych krzyży, świątyń, symboli i gestów, chyba że żartobliwie je komentując jakie to są passe. Aż się dziwie ile trudu trzeba włożyć by nakręcić czasem tyle ujęć, a jednocześnie nie pokazać tego co przecież widzi się na każdym kilometrze szlaku. Ale nic to... Można mieć tylko nadzieję, że każdy kto wejdzie na drogę, z czasem doświadczy tego wymiaru duchowego, a nie tylko czegoś co próbuje się nam wmówić: to jedynie przygoda i możesz ją zacząć nawet bez żadnego przygotowania... A potem rozczarowania, że "nic nie poczułem", jakby to miały być skarpetki, a nie coś bardzo osobistego. Zabawne jest to że pokazuje się tu wędrówkę jako natychmiastowe zawieranie znajomości, jakby chodziło o zbieranie pospolitego ruszenia, w którym zaczynasz sam a potem masz setki przyjaciół i wędrujecie już razem. Tak bywa, choć nie ma aż takiego wymiaru jak nam się pokazuje...

poniedziałek, 18 maja 2026

Wolny wybieg - Dezerter, czyli zanim uwierzysz w bajkę, zobacz kto na niej zarabia

Ja dziś oddalam się na dwa tygodnie od komputera, ale notek trochę przygotowałem i zobaczymy czy starczy ich na cały ten czas. Może będą krótsze, może będą to rzeczy starsze, ale w czerwcu pewnie powrócę z nową energią... 
 
Dziś choć nie mam ostatnio nastroju na muzę bardzo ostrą, postanowiłem jednak wspomnieć o krążku, po który warto sięgnąć. Płyta króciutka - niecałe 30 minut, ale za to ile energii i jakie przesłanie. Panom trudno odmówić pewnej konsekwencji i wierności swoim zasadom - od 45 lat stanowią idealny przykład tego jak punk rock może nie tylko być wyrazem wściekłości, ale i łączyć ludzi w staraniach o jakieś zmiany. Dezerter to nie są ludzie, którzy by krzyczeli No future i nic więcej. Ich teksty to od lat krytyka wielkich korporacji, bezwzględności kapitalizmu, bezdusznego systemu i skorumpowanej władzy, ale też tego co sami robimy ze sobą, dla siebie, dla swojego otoczenia. 

niedziela, 17 maja 2026

Sweetland - Michael Crummey, czyli piękne choć depresyjne

Jak pisałem jakiś czas temu o powieści "Dziki, mroczny brzeg", która była tak bardzo chwalona, pisałem że mnie jakoś rozczarowała i dokonałem na swój użytek wtedy porównania ze Sweetlandem Crummeya, który czytaliśmy na DKK. Mija długi czas a ja sobie uświadamiam że jeszcze o niej nie napisałem. No to nadrabiam choć kilka zdań. 

Czym mnie urzekł Crummey? Klimatem. Cholera naprawdę człowiek czuje ten wiatr, te fale, to zimno. Czuje głód, samotność, a jednocześnie poczucie szczęścia, że nie ma piękniejszego miejsca. Na wyspie gdzie wszyscy się znają po prostu niewiele może się zdarzyć niespodziewanego, nie zostaniesz zdradzony, oszukany przez kogoś obcego. Nawet jak nosisz za coś urazy, to nie znaczy że będziesz tego kogoś unikał, bo tu wszyscy muszą jakoś być dla siebie wsparciem w razie trudności. Tak surowa idylla z wyboru, bo każdy z nich może kiedyś marzył o innym życiu, ci którzy tego próbowali wcale jednak nie byli szczęśliwi i myśleli jedynie o powrocie. 
 

Gdy jednak społeczność robi się coraz starsza, pojawia się taka myśl, że może jednak warto wyjechać. Dla młodych by mieli szansę i edukację, dla chorych by mieli opiekę, a może i dla siebie by iść za innymi, by nie zostać samemu. 

sobota, 16 maja 2026

Zapętlona, czyli ból jest zawsze, ale cierpienie jest opcjonalne

Najnowsza premiera w Teatrze Polonia to kolejna świetna rola Krystyny Jandy, więc zapowiada się że to będzie spektakl na który bilety będą znikać jak świeże bułeczki (tak jak na Żar).


Jak się dostanie dobry scenariusz, mięsiste dialogi, to i aż przyjemność w tym grać! A "Zapętlona" autorstwa Matthew Lombardo i w świetnym tłumaczeniu Andrzeja Kłosińskiego to wszystko ma. Janda może nie zaskakuje czymś zupełnie nowym, ale wkłada tyle emocji i życia w tę rolę, że ma się ochotę bić brawa na stojąco. Postać Tallulah Bankhead, onegdaj sławnej amerykańskiej aktorki filmowej i teatralnej, dziś pewnie u nas raczej nie budzi żadnych skojarzeń, może jednak właśnie dzięki temu nie oglądamy jedynie portretu konkretnej osoby, a pewien model (niestety powtarzalny), w którym odbija się wiele karier, które skończyły się za szybko. Alkohol, leki, imprezowy styl życia, nieustanny wyścig z czasem, bo to przecież urodzie i młodości zawdzięczało się początek kariery... A potem? Potem najczęściej już jedynie plotki, współczucie albo obgadywanie za plecami. I pustka, której nie zawsze potrafi się zapełnić. 

czwartek, 14 maja 2026

Strzępy - Izabela Grabda, czyli ech rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady

Pamiętam jaki byłem zaskoczony, gdy wydawnictwo PulpBooks, które od początku stawiało na literaturę gatunkową, rozrywkową, thrillery, fantastykę, kryminały, nagle opublikowali książkę z okładką jak z romansu, sztampową aż do bólu. "Odłamki" Izabeli Grabdy okazały się lekturą tyleż lekką, co wykraczającą trochę poza schematy, w ciekawy sposób łączącą pewną narrację bliską powieściom obyczajowym z pewną tajemnicą, odrobiną napięcia i sympatyczną bohaterką (pisałem o tej książce tak). 

I oto pojawia się jakby kontynuacja, ale w sumie wcale nią nie jest. Co prawda znowu pojawiają się Bieszczady, pojawia się również Irmina, którą poznaliśmy w poprzedniej książce, stanowi tu jednak postać raczej poboczną, pojawiającą się dość późno i nie aż tak ważną. "Strzępy" to historia osobna, mająca może w pierwszej połowie podobną narrację, czyli wyczuwalna tajemnica, ale to po prostu opowieść zakochanego mężczyzny. Owszem wyczuwamy, że jego partnerka coś knuje, to wciąż jednak mógł być po prostu jakiś melodramat. 

Made in Poland, czyli ile można czuć się wkurwionym

Jutro coś nowszego, w sobotę może kolejny spektakl, jednak cykl notek teatralnych zaczynam od czegoś starszego. Jak patrzyliśmy na naszą rzeczywistość na przełomie lat 90 i 2000, jak to się zmieniło dziś. Spektakl pełen emocji, języka ulicy, buntu, a jednocześnie mający w sobie prostotę bajki, która stawia bohatera przed wyborami dobra i zła. Tyle że gdy jest totalnie zagubiony, wcale niełatwo mu wybrać. Szuka autorytetów i wciąż się zawodzi, szuka kogoś kto go pokocha, ale czy potrafi to docenić, uszanować...  

Made in Poland w reżyserii Przemysława Wojcieszka ma w sobie surowość, choć dziś pewnie ona nie zaskakuje tak bardzo. Film chyba nas oswoił z brutalnością, ponad 20 lat temu taki spektakl mógł jednak nieźle szokować. 

Zachęcam więc do tego żeby go odnaleźć - jest w całości nagranie profesjonalne dokonane chyba dla telewizji i dostępne na platformie na Y. 
Kapitalna obsada i możliwość zobaczenia ludzi, których znamy potem z zupełnie innych ról, to ogromna frajda. 

środa, 13 maja 2026

Martwa jesteś piękna - Belinda Bauer, czyli to wcale nie morderca musi być najciekawszą postacią

Wreszcie może trochę opróżnię listę thrillerów i kryminałów, które wciąż czekały na opisanie, bo jak się czyta jeden za drugim (teraz Mieczysław Gorzka) to i się zbiera trochę tego. 

"Martwa jesteś piękna" może wydawać się dość schematyczne - seryjny morderca i dziennikarka, którą sobie upodobał i tylko jej podrzuca jakieś wskazówki, z jednej strony pomagając w karierze, z drugiej zaś coraz bardziej ją przerażając. Przecież nikt chyba o zdrowych zmysłach nie chce mieć takiego nieobliczalnego "przyjaciela"... Gdy jednak cisną cię przełożeni, a sprawa staje się tematem numer jeden w mieście, trudno też nie wykorzystać tej szansy, nawet jeżeli ktoś widzi w tym żerowanie na czyjejś śmierci. 

Zabójca ewidentnie gra sobie z policją i społeczeństwem, podrzuca wskazówki, tyle że mało kto potrafi je odczytać. Dopiero bohaterka potrafi rozpoznać to co chce on powiedzieć. 

Zuza Lewandowska. Początek - Jacek Ostrowski, a tak to się zaczęło

Piętnasty tom serii o mecenas Zuzie Lewandowskiej tak naprawdę powinien być tomem pierwszym. Tyle że nie wiem czy wtedy seria miałaby aż tylu fanów. Jej niezaprzeczalną mocną stroną jest bowiem humor, dość ostry charakterek bohaterki, jej stosunek do komuny oraz upodobanie do śledztw kryminalnych. Jacek Ostrowski robi duży krok wstecz, by pokazać nam jak Zuza znalazła się w Płocku, jej pierwsze miesiące rozpoznawania środowiska, pierwszą sprawę kryminalną, znajomości z postaciami, które zajmują dość znaczące miejsce w kolejnych powieściach. I jest to świetny pomysł! Tyle że...

poniedziałek, 11 maja 2026

Momoko Gill w podwójnej dawce, czyli Clay i Momoko

Miało być muzycznie coś ostrzejszego, ale jak to zwykle u mnie bywa, czasem zmieniam coś nawet na ostatnią chwilę. Nie mam nastroju na ostre granie, więc napiszę parę słów o odkryciu sprzed tygodnia, o głosie Momoko Gill. Chyba najpierw trafiłem na jej album solowy zatytułowany po prostu Momoko, fajną mieszankę jazzu, odrobiny jakby etnicznych elementów, soulu. I zachwycił mnie ten głos, jakiś spokój jaki w nim wyczuwam, lekkość z jaką buduje swoje melodie, tak wpadające w ucho, a zarazem w warstwie muzycznej pełne improwizacji, czasem nawet dysharmonii. Jest bardzo ciekawie! I potem dopiero zacząłem grzebać na Spotify że żadna z niej debiutantka, że nagrywała już w wielu składach, choć to rzeczywiście pierwszy jej w pełni solowy projekt. 
No i postanowiłem wspomnieć też o poprzednim krążku, tak innym a zarazem pokazującym jak wokalistka otwarta jest na różne eksperymenty. 

niedziela, 10 maja 2026

Ta kurewska miłość - Petr Šabach, czyli któż nie tęksni za bliskością

Zastanawiałem się czy zaraz po wywiadzie z Szejnert nie dać też inne książki, w której owa bohaterka się znalazła, ale może zostawię sobie to na kolejny tydzień. Dziś zaś jeszcze Šabach. Czytałem chyba wszystkie tomiki wydane przez Wydawnictwo Afera Šabacha, odkrywając jego twarze, zarówno tą bardziej kpiarską, jak i tą bardziej refleksyjną. Taka to już trochę uroda czeskiego humoru, że on jest przesiąknięty takim trochę filozoficznym podejście do życia - obśmiać nawet to co boli, zalać robaka, zagadać, bo może zrobi się ciut lżej, nie być samotnym w tym co wydaje się trudne. Poprzednie książki znajdziecie w notkach na blogu lub w spisie przeczytanych, a ja dziś zapraszam do lektury najnowszego zbiorku opowiadań, już niestety zbiorku pośmiertnego. Tym razem pochylił się nad tematem miłości i jak zwykle zrobił to trochę po swojemu, z empatią przyglądając się naszym zranieniom, z ironią zaś patrząc na nasze oczekiwania, złudzenia i nadzieje.

Jak przeżyć ten przedziwny stan, który odbiera nam czasem zdrowy rozsądek i popycha do najdziwniejszych decyzji? 

Chłodnia czyli grzejnia - Małgorzata Szejnert w rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem, czyli czy byłam zbyt surowa?

ZNAK wydał w ładnej oprawie zbiór reportaży Małgorzaty Szejnert z PRL i chwała za to, a jako pewnego rodzaju bonus równolegle został wydany wywiad rzeka z legendarną reporterką i współtwórczynią polskiej szkoły reportażu. W rozmowie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem może znajdziecie jakichś rewolucji i sensacji, będziecie mogli za to trochę lepiej poznać p. Małgorzatę. I w sumie tyle wystarczyłoby za całą notkę o tym tytule. Spora garść wspomnień, zarysowana droga do Gazety Wyborczej, trochę zdjęć, refleksji bohaterki na temat tego co jest ważne w budowaniu ciekawej historii, w rozmawianiu z ludźmi. I tyle. Dla niektórych pewnie będzie to "tylko tyle" a dla innych "aż tyle".

Wiadomo że dla ludzi interesujących się literaturą faktu to postać dość wyjątkowa, ucząca się od najlepszych, ale i ucząca kolejne pokolenia reportażystów, znajdziecie tu więc masę nazwisk, które być może macie na półkach. Raczej nie jako ploteczki, a raczej jakieś wspomnienia, przebłyski z nimi związane.
O cenzurze, o szukaniu tematów, o błędach i sukcesach...

sobota, 9 maja 2026

Mrokowisko - Julia Halladin, czyli nigdy nie zapomnę, nigdy nie wybaczę...

Pomysł na "Mrokowisko" naprawdę może się podobać. Oto dom z mroczną przeszłością, który omijają miejscowi z daleka, piękny ale i noszący w sobie jakąś tajemnicę. Piętnaście lat stał pusty, a oto ktoś próbuje dać mu nowe życie, nie zważając na to, że najwyraźniej obudził jakieś ciemne moce.
 
Matka z córką wchodzą w tą sytuację z jakąś dziwną determinacją, każda widzi w tym jakąś swoją szansę. Starsza chce wyremontować dom i na tym zarobić, choć wymaga to sporo pracy, młodsza początkowo sceptyczna, z czasem dostrzega też dla siebie szansę. Tyle że ją interesują tajemnice domu, a nie remont. Prowadząc podcast o tajemniczych sprawach ma nadzieję, że przyciągnie dużo więcej ludzi, bo tu ma historię na wyłączność. Zaczyna od zaginięcia młodej dziewczyny, zdarzenia które zmieniło los rodziny dawnych właścicieli i przyczyny tego iż dom stał przez tyle lat pusty. 

piątek, 8 maja 2026

Doktórka od familoków - Magdalena Majcher, czyli huta dba o ludzi, ale będzie starać się jeszcze bardziej

No i obiecywany jakiś czas temu ciąg dalszy tematu "Ołowianych dzieci". Znajdziecie więc na blogu w tym roku już serial, reportaż napisany przez człowieka, który był jednym z "ratowanych" dzieci, no i teraz powieść. Reklamowana mi jako najlepsza w tym temacie, ale wiecie co?

czwartek, 7 maja 2026

Kobieta z kabiny dziesiątej, czyli nie wmawiajcie mi paranoi

Wyciągam różne notki starsze i w pierwszej kolejności będzie trochę tego typu tytułów. Będzie też teatru sporo, głównie rzeczy z Teatru Telewizji o których zawsze pisanie odkładałem, fakt iż znikam na pół miesiąca pomoże mi więc wreszcie sięgnąć po archiwalia i nie pozwolić mi zupełnie o nich zapomnieć. 

Czy będą rzeczy nowe? Będę się starał. Czas na pisanie mam do 17 maja, więc co się uda zaplanować to będzie się pojawiało, potem powrót dopiero w czerwcu. W zanadrzu jeszcze dwie rzeczy teatralne, trzecia na horyzoncie ale nie wiem czy zdążę napisać, w tv prawie nic nie oglądam, jedynie Nesbo zaczęty, no i rzucam okiem po raz pierwszy na Love is blind, bo wszyscy gadają a ja nigdy nie widziałem. Nie moja bajka, ale wciąga, no i nie jest tak puste jak wszystkie te wyspy...


Nie rozgadujmy się jednak, idźmy do konkretów, a dziś konkretem jest film, ekranizacja thrillera autorstwa Ruth Ware, która kiedyś z tego co pamiętam całkiem mi przypasowała. Niestety mam wrażenie że w takich trochę bardziej klasycznych intrygach kryminalnych i w dość zamkniętej przestrzeni trzeba mieć naprawdę dobrze dobraną obsadę i tak zbudowany scenariusz, by jakoś przyciągnąć uwagę widza i jej nie stracić do końca. 

środa, 6 maja 2026

Rok zmian - Mieczysław Gorzka, czyli uważaj czego sobie życzysz

Mieczysław Gorzka pojawia się w krótkim okresie czasu na moim blogu już po raz trzeci, tym razem to efekt sprawdzania tytułów i autorów, którzy otrzymywali jakieś nagrody w ramach gatunku. Chyba jednak na razie zrobię sobie przerwę i nie będę szukał kolejnych pozycji. Niby doceniam fakt iż nie powtarza jakiegoś schematu, wciąż szuka nowych pomysłów fabularnych, jakoś jednak Rok zmian mi nie podszedł. Może dlatego że chyba mam przesyt do historii pełnych przemocy i jakichś chorych scen z zachowaniami psychopatów, zwłaszcza gdy autorzy z upodobaniem zapraszają nas do ich głów i każą się w tym brudzie taplać. 
 
Co prawda tu jest to tylko jeden z wątków, bo jest kilka równoległych, które się przeplatają i dwa pozostałe już dotyczą "normalnych" osób, przeżywających różne trudności i wrzuconych w sytuację zmuszającą ich do wybierania między dobrem a złem, mimo wszystko jednak to faceta mordującego kobiety zapamiętuje się szczególnie mocno. 

Góra Synaj - Krzysztof Koziołek, czyli myśl, mów i rób to czego chcemy

Kolejny autor "sprawdzany", bo też nie da się nadążyć nawet czytając sporo kryminałów, by nadążyć za wszystkim co się wydaje. Czasem jednak coś zapadnie w pamięć i sięga się mimo upływu kilku lat od premiery. Na półce jeszcze kontynuacja Góry Synaj, w podobnym klimacie i pewnie jeszcze w tym roku zostanie połknięta. Retro kryminały bowiem lubię bardzo, a jeżeli dzieje się to w ciekawym miejscu, w ciekawych czasach, to i smakuje to podwójnie dobrze. Może i nie zrobiło takiego efektu wow jak kiedyś powieści Bochusa, ale czyta się naprawdę fajnie, a i intryga jakoś bardzo nie rozczarowuje. Może i chciałoby się trochę poznać lepiej bohaterów, bo tu akurat nie udaje się za bardzo z nikim polubić, nie można jednak oczekiwać wszystkiego. A może można? Góra Synaj dostałaby pewnie w dawnej skali ocen 2-5, powiedzmy 4 z minusem, zdarzały się powieści lepsze, zdarzały się jednak też dużo słabsze. 


Glogau, Neusalz - mówi Wam to coś? Ano to dzisiejszy Głogów, Nowa Sól, dawniej część regionu Dolnego Śląska, dziś podzielone granicą na dwa województwa. To właśnie tu w końcówce lat 30 dzieje się akcja powieści zbudowana wokół tajemniczych śmierci dzieci. 

poniedziałek, 4 maja 2026

White room - Bokka, czyli energia i wrażliwość

Odkrywania nowej dla mnie muzy i artystów ciąg dalszy. Co prawda nazwa Bokka już przewijała mi się od kilku lat w różnych podsumowaniach, ale przyznam ze wstydem że nie sprawdzałem ich nagrań. A tu proszę! Zachwyt na miarę tego jakim kiedyś był dla Bass Astral i Igo. Wciąż powtarzam - słucham trochę intuicyjnie, czasem wchodzi coś od razu, a czasem coś zgrzyta. Wokal, czasem coś w klimacie... A tu proszę - niby nie moja bajka muzyczna, ale naprawdę pełen zachwyt! 

 
Niby elektronika, mam jednak wrażenie że więcej tu tajemnicy niż chamskiego tanecznego i powtarzalnego rytmu. Buja za to cudownie. Energia, ale i wrażliwość, ten wokal i syntezatory tworzą jakąś przestrzeń którą określiłbym jako zmysłową ale i ulotną. Nawet więc jeżeli fragmenty (np. chórki) będą Wam coś przypominać, być ukłonem w stronę muzyki sprzed lat, to przecież jest to jednocześnie coś świeżego, fajnie łączącego różne estetyki. Powiedziałbym bowiem że więcej tu odwołań i tajemniczości rodem ze stajni 4AD niż klubowego grania do tańca.

niedziela, 3 maja 2026

Raczej bohater - Anna Burns, czyli jak tu uniknąć własnego powołania i zmienić los zdarzeń

Zaskoczyła mnie ta powieść, zarówno objętością, jak i zawartością. Po Mleczarzu chyba spodziewałem się czegoś bardziej serio, w podobnym klimacie, niby z ironią, ale nie aż tak pokręconego. 

Tymczasem Raczej bohater to groteskowa opowieść o tym jak to jest być superbohaterem. Czujesz w sobie jakąś presję, obowiązki, czyhają na twoje życie wrogowie, a ty nie wiesz za bardzo komu zaufać. Da się tak żyć na dłuższą metę? Jeżeli wszędzie dopatrujesz się podejrzanych interesów i ukrytych zamiarów, starasz się zabezpieczyć na wszystkie strony, a potem i tak przychodzi chwila, gdy atak przychodzi z zupełnie innej strony. Przecież nawet superbohater może się mylić, popełniać błędy, dać się zaskoczyć... 

No i w życiu uczuciowym też nie jest tak, że może sobie skakać z kwiatka na kwiatek bez konsekwencji, nie pragnąć samemu jednak czegoś więcej. Anna Burns pisze nie tyle pastisz opowieści o superbohaterach, a raczej własną wersję takiej historii - pełną szalonych zupełnie motywów, działań, postaci, a centrum stawiając femme fatale, zakochaną w superbohaterze. 

Ostatni ludzie Czarnobyla - Krystian Machnik, czyli zona i ci którzy postanowili tam żyć

Moja córa od wielu lat fascynuje się tematem Czarnobyla, więc to za jej namową zainteresowałem się tą pozycją. Obejrzała wszystkich filmy na ten temat, dość regularnie śledzi też Napromieniowani.pl dla niej więc może nie być tu wielu nowych informacji. Ba, przecież z filmów zna większość postaci samosiołów, czyli ludzi którzy po katastrofie wrócili do skażonej strefy, bo Krystian Machnik od lat angażuje się w pomoc dla nich. Pewnie więc za jakiś czas dopiszę do swojej notki również jej opinię, której jestem bardzo ciekaw.  

A ja? Cóż. Może nie jestem tak wielkim pasjonatem, raczej nie marzę o tym, by pojechać do strefy, nie fascynują mnie aż tak bardzo foty tego jak zmieniają się zarówno opuszczone miasta, jak i tereny zajmowane coraz bardziej przez przyrodę. Nie jest to jednak dla mnie zupełnie nowy temat, zresztą pewnie jak dla każdego z pokolenia co musiało połykać jod w przychodni. Opowiadając więc o historii, o tym jak doszło do wybuchu, mam wrażenie że Machnik nie odkrywa nic nowego, pisze dość pobieżnie, czasem nawet o ciekawych sprawach, ale ich nie rozwija. 

Co innego jest jednak siłą tej książki. 

sobota, 2 maja 2026

Dzień zero, czyli wskażcie wroga a naród się zjednoczy

Robert de Niro, którego bardzo lubię za różne role, na stare lata niestety rozmienia się coraz bardziej w jakieś żenujące produkcje, z tym większą przyjemnością zerknąłem na jego rolę w Dniu Zero, bo wreszcie pokazał trochę więcej klasy. Może nie rzuca na kolana, ale rola byłego prezydenta, który podejmuje zadanie by stanąć na czele komisji wyjaśniającej jeden z największych zamachów na USA, ma w sobie coś interesującego. Grany przez niego bohater posiada sporo charyzmy, uporu a jednocześnie pokory, że już nie młodzieniaszkiem i być może ma jakieś problemy demencyjne... Tylko jak się do tego przyznać, skoro już się podjęło zadania. Jako jeden z nielicznych został zapamiętany jako prezydent który odchodził z klasą, na własne życzenie, z powodu problemów rodzinnych, dlatego to do niego zwrócono się gdy ktoś nagle w całym kraju wyłączył prąd na kilka minut. Co prawda ofiar nie było aż tak wiele, ale przecież wszyscy sobie zdają sprawę że to mógł być jedynie pokaz siły - skoro ktoś jest w stanie zrobić to raz, kto powstrzyma go by zrobić to ponownie na dłużej? Padną banki, internet, media, komunikacja... Przecież to będzie paraliż kraju. 

piątek, 1 maja 2026

Lapis Lazuli - Krzysztof Bochus, czyli zaginione dzieło czy genialny falsyfikat?

Pamiętam jak kiedyś marudziłem gdy Krzysztof Bochus, autor którego czytałem od pierwszej książki, porzucił nagle kryminały retro i zabrał się za pisanie książek dużo bardziej w klimacie sensacyjnym, niż kryminalnym. Po prostu mam wrażenie że w tych współczesnych historiach dużo trudniej o oryginalność, popada się dużo łatwiej w jakieś schematy. I trochę pozostaję przy swoim zdaniu, choć widzę że w tej chwili pomysł na Adama Berga pojawił się taki, by mocniej pokazać jego dziadka, czyli Christiana Abella, policjanta służącego na Pomorzu w latach 30. Dzięki temu iż ominąłem kilka tomów serii mogłem jakby na nowo poznawać bohatera, dziennikarza który zdobył międzynarodową sławę jako ten który do dzieł sztuki ma wyjątkowego nosa. W tej chwili może już działać jako wolny strzelec, bardziej detektyw niż ktoś rozliczany z pracy nad konkretnym tekstem i tematem. Adam Berg ładuje się w kolejne kłopoty, wciąż na pierwszym miejscu stawiając prawdę a nie pieniądze. I nie wszystkim się to podoba. 

A wspomniany Abell? Ano jest tu postacią równie ważną. To wątek historyczny i listy pisane przez policjanta, który zdecydował się odejść ze służby za rządów Hitlera do zaprzyjaźnionego malarza, będą stanowić tu klucz do rozwiązania zagadki. 

Dwa miliony za Grunwald - Joanna Jodełka, czyli ratować przed zniszczeniem

Maj zaczynam wpisem starszym, którym czekał długo na swoją kolej i zaraz po nim wieczorem pojawi się coś nowszego, świeżo czytanego. Obie pozycje łączy malarstwo, dzieła sztuki i fakt iż napisali je polscy autorzy. Sporo je też jednak różni. 
 
O ile bowiem tytuł powieści Joanny Jodełki trochę obiecuje jakąś powieść kryminalno-sensacyjną, zawartość może trochę rozczarować. Nie ma tu bowiem specjalnie miejsca na zagadkę, a i trudno zbudować napięcie jeżeli zna się dalsze losy obrazu. Chodzi bowiem o obraz dla Polaków tak ważny, a przez Niemców znienawidzony i który jako jeden z pierwszych obiektów znalazł się na ich liście do zdobycia i zniszczenia. Jak wszyscy wiemy wisi w naszym Muzeum Narodowym w Warszawie, skoro więc udało się go uratować, choćby nie wiem jak podkręcać fabułę trudno zaskoczyć czytelnika. Choć pewnie Amerykanie film nakręciliby taki, że byśmy szczęki zbierali z podłogi, choć niekoniecznie zgodny z faktami. Autorka jako że studiowała na Wydziale Historii Sztuki, to i stara się dość wiernie odtworzyć tą historię, choć na pewno jest to fabularyzowana wersja, chwilami może i łapiąca trochę kolorów. 

wtorek, 28 kwietnia 2026

Milcząca przyjaciółka, czyli co nam umyka, co pozwoli nam się zatrzymać...

Kwiecień kończę jeszcze kolejną notką na wyciszenie, filmem którzy niektórzy recenzenci nazywają medytacją wypełniającą spokojem jaki daje kontakt z naturą. W dystrybucji chyba od końcówki maja ale już można go upolować na jakichś pokazach specjalnych, a myślę że wytrawni kinomaniacy ceniący sobie klimat, zdjęcia i scenariusz, a nie tylko akcję, będą mieli z seansu sporo frajdy. 

Węgierska reżyserka Ildikó Enyedi przygląda się kilkorgu bohaterów na przestrzeni wielu dekad, a łączy ich wszystkich pewne miejsce, może trochę sytuacja w jakiej się znaleźli, potrzeba odkrycia na nowo swojego miejsca w świecie, znalezienia sensu. 


Akcja rozgrywa się w uniwersyteckim ogrodzie botanicznym, w którego centrum rośnie okazały miłorząb japoński (gingko biloba). Na początku XX wieku o prawo do traktowania na równi z mężczyznami walczy tu młoda kobieta, która jako pierwsza w historii dostała stanowisko asystentki na wydziale botaniki. To samo drzewo przygląda się młodemu chłopakowi studiującemu literaturę w latach 70, to pod nim odpoczywa, czyta i marzy o dziewczynie która wpadła mu w oko. I wreszcie współcześnie, tuż przed wybuchem pandemii na uniwersytet przybywa profesor z Japonii, by prowadzić wykłady na temat swoich badań nad biochemią mózgu. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

All Your Fears, All Your Hopes - Maciej Tubis, czyli ukoić smutek, odzyskać harmonię...

Po informacji o śmierci Łukasza Litewki szukałem czegoś muzycznego co by mnie trochę wyciszyło i oto efekt tych poszukiwań: odkrycie polskiego artysty, który czaruje na fortepianie jak mało kto. Zerkam więc cały weekend na stream Łatwoganga i moje serce się raduje. Już nie smuci, bo mam wrażenie, że jak w niewielu sytuacjach zjednoczyliśmy się mocno. Wokół dobra. A mi dodatkowo trochę ten smutek łagodziła też muzyka... Bo świadomość istnienia czegoś pięknego co po nas zostaje, jakoś pozwala pogodzić się ze stratą. 


Maciej Tubis nagrywał już kompozycje Komedy, eksperymentował trochę z elektroniką, generalnie jednak to wciąż muzyka gdzieś z pogranicza muzyki którą uważamy za klasyczną, a nastrojowymi, refleksyjnymi, bardziej nowoczesnymi melodiami. Fortepian, syntezator, wystarczą by stworzyć całą muzyczną opowieść, w której można zanurzyć się na długie kwadranse. 

sobota, 25 kwietnia 2026

Hungerstone - Kat Dunn, czyli czego tak naprawdę pragniesz?

Do końca miesiąca na Notatniku już tylko 3 notki, warto więc wykorzystać weekend i znowu zrobić sobie przegląd o czym chcę pisać w pierwszej kolejności. Spacer zaliczony, co prawda oglądanie streemu Łatwoganga kusi, bo to jakieś wariactwo pozytywne, no ale jak odłożę pisanie to potem w tygodniu jeszcze mniej czasu.

A dziś powieść gotycka. Z ciekawym klimatem, pełna dość mrocznych, chwilami dość obrzydliwych opisów, kobieca, ale to nie znaczy że nie brakuje w niej siły. Czy nazwałbym ją powieścią grozy, czy horrorem? Chyba nie w takim dzisiejszym rozumieniu, to raczej niepokój, tajemnica są tu kluczem niż sam strach i jakieś zagrożenie. 

Poznajemy Lenorę, która mogłoby wydawać się ma w życiu prawie wszystko. Bogaty mąż, pieniądze, stabilizacja, a do tego już wcześniej posiadany tytuł, status. Jak to jednak często w przeszłości bywało, małżeństwo było bardziej efektem kontraktu niż porywu uczuć. Mąż to jeden z tych, którzy na rewolucji przemysłowej i produktach z metalu dorobił się olbrzymiego majątku, potrzebował więc kontaktów, wprowadzenia w środowisko, co mogła mu zapewnić żona z tytułem. A ona? Wychowywana przez ciotkę, bez majątku, raczej nie mogła liczyć na wielu kandydatów do jej ręki. I początkowo wszystko się jakoś układało. On zachowywał pozory że mu na niej zależy, ona starała się nie tylko realizować jego prośby, ale i je wyprzedzać, dbając o to żeby jego pieniądze robiły jeszcze większe wrażenie i przyciągały kolejne zamówienia i znajomości. 

piątek, 24 kwietnia 2026

Co po Grace? czyli koniec jednego to początek nowego

MaGa: Kolejna udana premiera w Teatrze Polonia. Tym razem w reżyserii Krzysztofa Dracza. Efektowna i jednocześnie emocjonująca sztuka Carey Crim rozpoczyna się jak komedia romantyczna. Oto budzi się obok siebie w łóżku dwoje dojrzałych osób, które spotkały się dzień wcześniej w kościele, na pogrzebie Grace.


Robert: To że dojrzałych, już jest trochę przełamaniem schematu, bo przecież w komediach romantycznych zawsze mamy bohaterów pięknych i młodych. A tu? Powiedzmy że doświadczonych życiowo. Ale czy nie wolno im się czasem zapomnieć, zatracić, iść na całość? Może tego właśnie potrzebowali. I choć cała sytuacja mogła wydawać się mało romantyczna, wszystko odczytywali jako znaki, że to właśnie miał być ten wieczór. 
A gdy już trochę trzeźwiejsi budzą się rano, może i nie żałują, ale zaczynają się zastanawiać że może warto było choć trochę o tym drugim się dowiedzieć. Nawet jeżeli więcej mają się nie spotkać. 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Co możemy zmienić, czyli Seks dla opornych i Przepiękne!

Poza pisaniem o nowszych rzeczach, muszę znaleźć też miejsce na wrzucenie notek o rzeczach starszych, które gdzieś mi mignęły, a ponieważ staram się pisać o wszystkim, to nie mam zamiaru odkładać w nieskończoność, bo już parę rzeczy mi w ten sposób umknęło... 
 

W najbliższych tygodniach więc będzie trochę tego typu wrzutek, w tym pewnie zbiorczy jeden albo dwa posty o spektaklach Teatru Telewizji. 
A dziś filmy. 

Jeden polecam drugi odradzam, sami zobaczycie który... Do komedii w ogóle naszych krajowych podchodzę jak do jeża bo mam wrażenie że są na żenującym poziomie, a aktorzy tam mocno szarżują albo znowu grają jak kołki iż aż żal na to patrzeć. 


I w sumie w pierwszym przypadku, czyli "Seksu dla opornych" to się niestety potwierdza. Pal licho zapowiedzi że to niby takie kapitalne, przełomowe, obalające tabu itp. Jeżeli leży scenariusz i dialogi, to i aktorzy nic nie wyrzeźbią. Dla porównania mógłbym opowiedzieć o najnowszej premierze teatralnej Teatru Polonia "Co po Lucy" ale to pewnie na dniach, wypatrujcie więc notki. 

środa, 22 kwietnia 2026

Ostatni gasi światło - Richard Osman, czyli dzień dobry, czy handluje pan kokainą?

Moi ulubieńcy z Czwartkowego Klubu Zbrodni, w nie wiem czy nie najlepszej jak dotąd odsłonie. Może dlatego że trochę już ich znam, może dlatego że i oni nabrali pewności siebie, a może dlatego że niefrasobliwość z jaką potrafią zadawać pytania i wbijać na spotkania z podejrzanymi osiąga poziom prawie absurdalny i rozkłada na łopatki nawet największych gangusów? 

Tym razem sprawa dotyczy śmierci starszego pana, pracownika antykwariatu, który najwyraźniej pechowo wplątał się w przemyt narkotyków. Ponieważ nie był on dla naszych bohaterów kimś obcym, za punkt honoru uznali że sprawcę muszą odnaleźć. Tym razem będą nawet mieli wsparcie dwójki lokalnych policjantów, którzy odsunięci od śledztwa przez zespół ze stolicy, poczuli się zwolnieni z wszelkich zasad. Mając doświadczenie że staruszkowie potrafią rozwiązać sprawy szybciej od policji, postanowili zabawić się w dochodzenie mniej oficjalne razem z nimi. 

Śnieg przykryje - Michał Śmielak, czyli ponury las a w nim...

Dziś znowu podwójna dawka, tym razem jednak kryminałów. Na początek autor którego trochę "testuję", bo wiem że był laureatem nagród w konkursach, a mi długo jakoś nie wpadał w ręce. Po "Osadzie", która miała klimat, ale okazała się dość prosta, znowu mamy coś podobnego - historię rozciągniętą w czasie, z tajemnicą i w której na pierwszy rzut oka więcej jest jakiejś psychologicznej rodzinnej dramy i traum, niż śledztwa i napięcia. Najważniejsze są emocje, jakaś chwila w której już nie dało się ich powstrzymać, a potem pozostaje już tylko ukrywanie tego co się stało i życie w cieniu konsekwencji. A gdy już wydawało się, że minęło tyle lat, iż nikt się do niczego nie dogrzebie, koszmar powraca i znowu trzeba podjąć pewne decyzje. 

Wszystko zaczyna się od tego, że po 25 latach od zaginięcia odnajduje się pewien mężczyzna. Twierdzi że nie pamięta co się z nim działo, co wydarzyło się przed ćwierć wiekiem ani jak się znalazł w miejscu gdzie go spotkano. Wiemy za to, że żona ani dorosły syn jakoś wcale nie ucieszyli się na powrót ojca do żywych. 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Zmienić coś w życiu, czyli Młode matki i Łobuz

Dziś podwójna dawka filmów dla wytrawnych kinomaniaków, może coś Was zainteresuje, to pozycje świeże które albo dopiero się pojawiają albo wkrótce będą na ekranach. 
 

Bracia Dardenne przyzwyczaili nas do historii, które niektórym mogą przypominać jakieś paradokumentalne seriale telewizyjne, w których podglądamy życie zwyczajnych ludzi, ich dramaty. Tyle że ich nie interesuje jedynie "dobra historia", wzruszenie widza, raczej chcą wzbudzić empatię, zainteresować tym, że ktoś wokół nas może przeżywać jakieś trudne sytuacje, no i czasem punktuje luki w systemie pomocy. Choć akurat mam wrażenie że nie w tym przypadku. Tu wsparcie jest potężne, ale bohaterki czasem są tak pełne lęku, wiary w siebie, że niestety nie wszystkie wychodzą na prostą i próbują zbudować coś dla siebie i dla tej małej istoty, którą noszą pod sercem.  

To co chyba najbardziej uderza nas to fakt iż wiele z tych dziewczyn, powiela losy swoich matek, które je porzucały albo fundowały dzieciństwo którego nikomu by się nie chciało polecić. Czy więc można się dziwić, że czasem wolą zrobić to samo, mając nadzieję, że w rodzinie ich dzieci znajdą więcej szczęścia niż one? 

Wolność po włosku, czyli nie mówcie mi jaka mam być

Muzycznie od wczoraj wciąż w kręgach funkowych, ale dziś plan był by napisać o dwóch albo trzech filmach, a tu 21 i nie mam ani zdania napisanego. No to hop hop hop, biegusiem...

"Wolność po włosku" od Gutek Film to rzecz raczej dla wytrawnych kinomaniaków, zresztą chyba jak każda z dzisiejszych pozycji jakie wybrałem na Notatnik. Ciekawa scenariuszowo, aktorsko, bo już wizualnie i montażowo nie ma tu fajerwerków. Goliarda Sapienza chyba nie jest u nas jakoś bardzo znana, choć jej powieść wydana pośmiertnie uznawana jest w niektórych środowiskach za rzecz kultową. Czy rzeczywiście jej życiorys zasługuje na uwagę, na opowiadanie? Przyznam że jest na tyle niebanalny że tak. To kobieta dojrzała, wyzwolona, dumna. Wyrok jaki musiała odsiedzieć w więzieniu gdy została uznana za złodziejkę nie złamał jej, a raczej otworzył oczy na ludzi, którzy mieli w życiu jeszcze mniej szczęścia, jeszcze bardziej zagubionych. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Cosmic Griots - The Afronauts, czyli gdy wszystko dołuje i idzie źle...

Wczoraj już brak sił na pisanie kolejnej notki, dziś też, ale może muzyczna energia jakoś naładuje i chociaż jutro będę jakoś bardziej pozytywnie nastawiony do pisania. Odrobina funku, dziwnej mieszanki jazzu, Afryki i to tworzonej u nas, niech dziś Wam wystarczy za całą notkę.

Niewiele mądrego chyba bym więcej napisał. Jest kolorowo, energetycznie, a klimaty jakie od czasu do czasu nasi artyści przemycali na swoich krążkach (choćby współpraca Voo Voo z Mamadou Diouf z Senegalu) tu po prostu stanowią centrum tego materiału. Zdziwienie może przyjść jak nagle słyszycie w niektórych numerach polskie słowa :) Ale to pozytywne zdziwienie, nie ma w tym wygłupu, naśladownictwa, a raczej konglomerat muzyków z różnych krajów, których połączyła miłość do muzyki i fascynacja rytmami pochodzącymi z Afryki. Wokalista jest zdaje się z Maroka, ale większość muzyków pochodzi z Polski i tu właśnie funkcjonują. Warto więc może rozejrzeć się za jakimś ich koncertem? 

 
Sprawdźcie czy Wam również się spodoba. wystarczy kliknąć więcej i znajdziecie trochę muzy... Ten saksofon naprawdę robi tu fajną robotę.

niedziela, 19 kwietnia 2026

Ołowiane dzieci - Michał Jędryka, czyli epidemia, która miała wpływ przez lata

Post możecie potraktować jako dodatek do notki o filmie z Netflixa, o którym pisałem tu. Na nowo przypomniano historię, zaczęto dyskutować o tym na ile można sobie w scenariuszu pomijać czyjeś zasługi, a Ślązacy poczuli się obrażeni tym jak się ich przedstawia. I niby w reportażu Michała Jędryki, który sam był jednym z dzieci ratowanych przed ołowicą przez doktor Wadowską-Król, niby można znaleźć tam większość obrazów i jakie opowiada nam trochę podkręcając fabułę film, ale już o mentalności "prostych" ludzi, którzy nic nie rozumieją, twórcy trochę przesadzili. 

Co prawda wszyscy mi mówią że najlepiej tą historię opisano w powieści obyczajowej Magdaleny Majcher, jednak najpierw wpadł mi w ręce właśnie ten reportaż. I choć historię znałem, nie odkryłem w nim nic nowego, to jednak nie żałuję lektury. Może dlatego że Jędryka daje nam spojrzenie świadka, co prawda po wielu latach, a opowiada o tym jak odbierał wszystko jako dziecko któremu nie zawsze wszystko tłumaczą, czasem raczej domyślając się lub dopowiadając sobie różne rzeczy. Co ciekawe, jest to też spojrzenie na Śląsk który się tak mocno już zmienił, z żalem o tych którzy wtedy byli ofiarami przemysłu który dawał pracę, ale jednocześnie truł bez litości. Szczerze jednak również autor pisze o dalszych losach większości swoich kolegów i koleżanek z Szopienic, osiedla położonego najbliżej huty i miejsca gdzie dzieci narażone były nie tylko na objawy które da się wychwycić szybko lecz i te długofalowe. Pisze o uzależnieniach, braku wykształcenia, życiu w biedzie, o ludziach którymi opiekuje się pomoc społeczna. tego w serialu nie zobaczycie, a to takie postscriptum. 

piątek, 17 kwietnia 2026

Retro Queen – Danuta Rinn, czyli kto ma tyle wdzięku co ja?

MaGa: Klub Tragediowy przy Teatrze Rampa stworzył przemiłe „spotkanie po latach” z Danutą Rinn, aktorką pierwszego zespołu Teatru na Targówku, późniejszą piosenkarką estradową, której piosenki nuciła cała Polska. Nie nazwę go muzodramem, bo choć były tam i refleksyjne tematy to całość utrzymana była w tonacji „lekkiej, łatwej i przyjemnej”, a w rolę Danuty Rinn wcieliła się Agnieszka Masłowska, która z niebywałym wdziękiem unosiła nad sceną zarówno charyzmę jak i tuszę niegdysiejszej wykonawczyni „Biedroneczki są w kropeczki” i innych przebojów.


Robert: Zaskakująco sympatyczny to był wieczór, choć pewnie najlepiej będą bawić się ludzie, którzy choć troszkę pamiętają Panią Danutę, czyli tych którzy urodzili się i wychowywali choćby w latach 70 czy 80. Z jednej strony brawa za przypomnienie repertuaru i osobowości artystki, ale jest coś jeszcze mam wrażenie, co sprawia że to nie tylko samo wspomnienie. Życiorys Rinn posłużył tu bowiem do refleksji nad tym jak radzić sobie w życiu z różnymi niepowodzeniami, kompleksami, szufladkami w które cię wpychają, hejtem czy śmiechem. 

czwartek, 16 kwietnia 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono, czyli Nie oceniaj. Słuchaj!

Odnoszę wrażenie, że ten spektakl przekazał mi większą wiedzę o autyzmie niż niejedna książka czy wykład na ten temat. Ten spektakl chłonie się przez skórę, wydobywa wiedzę z kakofonii dźwięków i ciszy, z krzyków i szeptów.


To opowieść matki autystycznej córki. Opowieść trudna, bolesna i pełna miłości. Oparta na autobiograficznej książce Elizy Kąckiej o tym samym tytule. Anna Augustynowicz – reżyserka stworzyła spektakl niepowtarzalny, inny od dotychczas oglądanych, wypełniony dźwiękami, które rozkładają nierówno emocje, raz są za a raz przeciw bohaterkom na scenie.

23 i pół godziny, czyli reszta to niepewność

M wraca do pisania więc doklejam jej wpis nt. A planety szaleją, które z małej sceny przeszły teraz na dużą w Teatrze Współczesnym i niedługo od niej jeszcze jeden, a potem jeszcze dwa dialogowane. 

***

Po drodze mi z Jarosławem Tumidajskim i jego sposobem prowadzenia narracji sztuk teatralnych. Lubię jego dbałość o wszystko co się dzieje na scenie, sposób prowadzenia aktorów, czy choćby oprawę muzyczną, której sam dokonuje. Nie dziwi więc, że i ten spektakl Teatru Współczesnego - w moim mniemaniu - jest „całkowity” i bardzo dobry. Dotyka tematu molestowania i przemocy seksualnej wobec kobiet, który w niedalekiej przeszłości przybrał formę międzynarodowej, głośnej akcji Me Too. Autorka sztuki, Carey Crim, była jedną z pierwszych, które nagłośniły ten temat, jednocześnie pokazując i analizując wszystkie aspekty powstałej akcji. Minęło od niej kilka lat i już wiemy, że pod jej szyldem działy się sprawy, których być nie powinno, choć tych prawdziwych, potwierdzonych faktami było zdecydowanie więcej. Jednakże zdarzały się oskarżenia zupełnie bezpodstawne, powodowane złością, zazdrością, zemstą, lecz również chęcią zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi, które powodowały natychmiastowe i bardzo dotkliwe skutki dla posądzonych a hałas wywoływany przez media biegnące za sensacją powodował, że zasada „domniemanej niewinności” przestawała funkcjonować. I co wówczas?

środa, 15 kwietnia 2026

Oszast - Grzegorz Mirosław, czyli co tu się...

Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Enger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.  

W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć. 

Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy. 

Punkt zero - Jørn Lier Horst, Thomas Enger, czyli czy nie za bardzo to amerykańskie?

Postanowiłem wrócić do autora, którego śledziłem przez długi czas, od pierwszej powieści wydanej w Polsce, ale potem jakoś straciłem z oczu. Wiem że wydaje się go sporo i to nie tylko kryminałów ze świetnej serii, którą pokochałem z inspektorem Williamem Wistingiem, ale też jakaś seria dla młodzieży, pojawiły się również thrillery sensacyjno-kryminalne pisane wraz z Thomasem Engerem. I właśnie ten cykl postanowiłem wziąć na warsztat. 

Zawsze ceniłem Horsta za realizm z jakim odtwarzał pracę policjanta, te papiery, przesłuchania, żmudne śledztwo, stawianie hipotez i czasem błądzenie po omacku. W tej nowej serii też tak bywa, mam jednak wrażenie że to książki pisane trochę bardziej "po amerykańsku", czyli jednak dużo większy nacisk jest na tempo, na to żeby cały czas zaskakiwać czytelnika. Do tego że mamy dwie perspektywy: policjanta oraz dziennikarki autor już zdążył nas przyzwyczaić, teraz tylko trochę te media się zmieniają, raczej chodzi o dziennik internetowy, a nie o prasę. No i bohaterka nie jest jego córką, choć córka też się pojawia. W pierwszym tomie cyklu poznajemy oboje, czyli komisarza Blixa oraz młodą blogerkę Emme Ramm, która początkowo będzie trochę go drażnić, potem jednak wymiana informacji mocno ich zbliży. 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Czego tak naprawdę chcę, czyli Miłość i Przepis na szczęście

Dziś we wtorkowym kąciku wytrawnych kinomaniaków dwie produkcje, które niby się różnią, znowu jednak w zagadkowy sposób się dla mnie łączą, bo dotyczą życia uczuciowego, tego jak szukamy, jak czasem czujemy się zagubieni, nie bardzo potrafiąc podjąć decyzję.


MIŁOŚĆ Daga Johana Haugeruda to część jego większego projektu, trylogii w której wciął na warsztat temat przeżywania miłości, emocji. Skandynawowie potrafią opowiadać o takich sprawach bez specjalnego skrępowania – seks bez zobowiązań wydaje im się taką samą opcją jak i przysięga małżeńska. Wszystko zależy od Ciebie: czego potrzebujesz i na co jesteś gotowy. I nie myśl o tej drugiej połowie, bo to Ty jesteś najważniejszy. Brzmi egoistycznie? Ktoś inny by powiedział że to droga do lepszego zdrowia psychicznego, tylko pytanie czy na pewno daje to szczęście, czy sprawia że mamy w sobie mniej obaw, mniej kompleksów, czy jakoś z większą odwagą staramy się zawalczyć o uwagę kogoś kto wpadł nam w oko.  

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Hańba! Hioba Dylana w Hydrozagadce, czyli za kim idziesz ziom?

Drugie spotkanie na żywo z zespołem Hańba! tym razem jednak w zupełnie innym klimacie, bo współpraca z Hiobem Dylanem sprawiła, że ich wspólna trasa nie odbiera im energii, na pewno jednak trochę zmienia nastrój i muzykę. 

Zamiast jednego koncertu mamy więc aż 3 odsłony: najpierw Hiob Dylan ze swoim repertuarem, potem Hańba! z tym do czego nas już przyzwyczaiła, a na końcu grają razem numery ze wspólnej płyty. Folkowa melodia i punkowska energia w połączeniu z country i folkowymi, prostymi numerami opartymi na banjo? Okazuje się że to wcale nie tak niemożliwe jak by się mogło wydawać. Co prawda wspólny repertuar to głównie zasługa gościa, który jest znany z tego że występuje w głowie wilka, mam wrażenie że chłopaki jednak fajnie poczuli się w tej trochę innej odsłonie muzycznej i dołożyli do tego trochę swojej wściekłości. 

I wiecie co? Aż trudno mi powiedzieć która z tych 3 części koncertu była najlepsza.