Johna Irvinga polubiłem czytając tak znane
książki, jak choćby „Hotel New Hampshire” czy „Świat według Garpa”, dlatego
nikogo zapewne nie zdziwi, że spodobała mi się także najnowsza powieść autora,
wydana w tym miesiącu przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka: „Aleja tajemnic”.
Już
pierwszy rozdział podniósł mi ciśnienie, gdy przeczytałem, ze na wysypisku
książki są najlepszym sposobem na rozpalanie ognia. Ile książek tam się zmarnowało?
– pomyślałem od razu? Dłuższej chwili wymagało dojście do siebie na tyle, by zrozumieć,
ze to przecież tylko fikcja literacka. Niby tak, ale słabo mi się robi na myśl
o tych wszystkich spalonych cudeńkach…
„Aleja
tajemnic” to nieźle napisana historia Juana Diego, pisarza, który wychował się
na wysypisku śmieci w Meksyku. Mocna historia. Trudno, żeby takie dzieciństwo
nie wywarło wpływu na psychikę, zwłaszcza, że na wysypisku wiele się dzieje i
Czytelnik (tak mówią o nim współmieszkańcy tego miejsca o wątpliwych walorach
wychowawczych) już jako czternastolatek ma za sobą utratę matki, prostytuującej
się, by przeżyć, a sam ulega wypadkowi, którego efektem jest bardzo
wyniszczające organizm zmiażdżenie nogi.