Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
W zamierzeniach autora powieść miała być epitafium dla tragicznie zmarłych rodziców Pereca. To zniknięcie, pragnienie przywrócenia do porządku chaosu jaki się pojawił, zapełnienie braku, jest tu kluczem do odczytania całości a wszystkie detale poszczególnych wątków nie są nawet aż tak bardzo istotne.
Choć bowiem chodzi o pewnego rodzaju "śledztwo" i rozwiązanie zagadki jak w kryminale, to przecież nie chodzi o prawdziwe poszlaki, jakieś dowody i realizm, sny i opowieści są również ważne jak i decyzje podejmowane przez grupę przyjaciół, a całość coraz bardziej przypomina opowieści Szeherezady albo pełne fantastycznych przygód historie dla młodzieży niż logiczną fabułę.
Czytanie "Zniknięć" może więc stanowić wyzwanie ale i jednocześnie frajdę, gdy już trochę oderwiemy się od naszych oczekiwań, a damy się porwać kolejnych zdaniom i akapitom. Jest to bowiem podróż gdzie litery i słowa układają się w pewną strukturę, którą nie da się chłonąć tak jak kryminałów czy powieści obyczajowych, rejestrując jedynie sens, bez zatrzymywania się i analizy tego co czytamy. Pewnie wielu z Was, podobnie jak ja, często fotograficznie przelatuje kolejne strony. Tu raczej tak się nie da. A może się da, ale nie będzie takiej przyjemności. Doceniasz humor, wyobraźnię, kolejne połączenia, jednocześnie cały czas pamiętając o mistrzowskich umiejętnościach które trzeba mieć, by czytelnik nawet nie odczuł braku najważniejszej, najczęściej używanej litery. W dodatku poszlaki do rozwiązania zagadki mogą mieć dość ukryte znaczenie, bardziej matematyczne niż wskazane wprost w tekście, a to już przy zachowaniu ciągłości opowieści jest i dla autora i dla tłumacza naprawdę jazdą bez trzymanki.
Nie ukrywam, że chwilami czułem się już zmęczony tą lekturą, ale wynikało to głównie z tego, że trudno ją czytać tak jak wiele "czytadeł" w każdych warunkach i z doskoku.