Wciąż zastanawiam się czy w ogóle próbować z Lalką na Netflixie, chyba się wstrzymam jeszcze chwilę, ale póki co przeszukując szkice znalazłem jakąś głupotkę, która czeka jakiś czas na swoją kolej do opisania, więc niech leci...
Nie wiem czy kojarzycie pierwszy film "Oszukać przeznaczenie" i scenę z wypadkiem na drodze, gdy bele zsuwają się z samochodu by zapoczątkować cały karambol i dziesiątki ofiar. Potem jeszcze kilka razy próbowano powrócić z tymi samymi schematami - przeczucie, a potem scena po scenie odtworzenie tej samej wizji prowadzącej do śmierci i pytanie czy można odwrócić bieg wydarzeń. Niedawno ukazała się już szósta odsłona cyklu, a ja choć nie przepadam za takimi obrazami obejrzałem do z jakąś dziwną masochistyczną przyjemnością. Znam ludzi, którzy wybierają takie obrazy jako komedie i rechoczą im bardziej z widowiskowym rodzajem śmierci mają do czynienia. Taka to właśnie dziwna mieszanka - niby horror, ale tak przerysowany i w sumie też przewidywalny (to akurat wada), że aż staje się komiczny.
Tu nie wystarczy jakieś standardowe pokazania umierania, musi być makabrycznie, tak żeby było jak najwięcej krwi, odłamków kości, flaków, a najlepiej poza samym zgonem trzeba jeszcze zmasakrować ciało: nabić na coś, zmiażdżyć albo coś w tym stylu.
Choć znajdziecie opinie że to i tak jedna z lepszych części tej serii, to fabułą raczej nie zawracajcie sobie głowy - wiadomo przecież iż chodzi o to że ktoś raz oszukał śmierć, ale z tą lepiej nie igrać. Skoro nie dopadła cię kiedyś, to wyeliminuje po kolei w widowiskowy sposób wszystkich tych, którzy pojawili się w twoim życiu (np. dzieci i wnuki), by wyrównać rachunki zanim dopadnie już definitywnie i ciebie. ich miało nie być na świecie, więc mają zniknąć. I choćby nie wiem jak się starali, doprowadzą jedynie do bardziej absurdalnej okoliczności swojego zgonu.
Jak żyć z taką świadomością? A może jednak jeżeli ktoś nadal w rodzinie ma takie przeczucia, da się jednak uniknąć tego co nieuchronne?
Nic to że chwilami jest absurdalnie i aż zakrawa to na parodię. Nic to, że trzeba być odpornym na dość obrzydliwe sceny. Po prostu: musisz wiedzieć czego się spodziewać, a potem jeżeli tylko zaryzykujesz i czarny humor oraz krew cię nie odrzuca, będziesz miał jazdę bez trzymanki aż do napisów końcowych.
Raczej dla widzów dorosłych. Mam wrażenie, że młodzi faszerowani tego typu obrazami (znam te argumenty, że nie takie rzeczy widzieli), jeszcze bardziej się z nimi oswajają i tracą empatię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz