Pewnie odsłanianie przez rok kolejnych utworów z płyty też nie było najlepszym pomysłem, bo gdy wydano cały album nie było już niespodzianek, ale kto zabroni artyście...
Mimo wszystko to ciekawa płyta i na pewno zasługuje na to by po nią sięgnąć.
Peter Gabriel ma swój styl i gdyby odtworzyć sobie jego pomysły muzyczne obecne i te sprzed kilku dekat, pewnie nie byłoby wielkich różnic (może poza nielicznymi wyjątkami). Są tu trochę staromodne ballady z pianinem czy smyczkami, to jednak ten głos i teksty robią klimat i sprawiają że nawet tego co wydaje się schematyczne, słucha się z przyjemnością. Zwykle jednak kojarzymy go z trochę mocniejszymi numerami, chwilami aspirującymi nawet do bycia przebojami i tej odsłony Gabriela też można tu znaleźć. Co prawda ich styl dziś już pewnie nie przyniesie im tak wielkiej popularności, zgrabna melodia to dziś ciut mało, to nie znaczy jednak że to złe numery.
Muzyk pozostaje sobą, wciąż ma mocny głos, jego sposób śpiewania, chwilami bardziej recytacja niż wokaliza jest trudny do podrobienia. Czy to jednak krążek jedynie dla tych, którzy Petera Gabriela już znają i lubią? Tego nie wiem. Może sami spróbujcie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz