sobota, 19 września 2026

Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian - Jerzy Strzelczyk, czyli no to pokażcie mi te pisma i dowody

Na bazie rosnącej mody na książki nawiązujące do słowiańskiej mitologii, wierzeń i rytuałów, Wydawnictwo Rebis zrobiło manewr pod względem komercyjnym pewnie genialny (ich zdaniem), ale różnie może być odebrany przez czytelników. 
Trudno odmówić wiedzy autorowi, bo profesor mógłby pewnie zagiąć pewnie niejednego miłośnika takich lektur, czy rodzimowiercę. Warto chyba jednak uprzedzać czytelników (a przynajmniej kiedyś kultura wydawnicza tak nakazywała) i wyraźnie zapowiadać z czym ma się do czynienia gdy sięga się po ten tytuł. Obecnie większość osób kupuje w sieci, ba, kupuje na podstawie tytułu i okładki. Informacja iż to leksykon, rozbudowany słownik i to dotyczący nie tylko wierzeń, ale przede wszystkim historii i prób jej odmitologizowania, myślę że byłby ważnym komunikatem, choć być może mógłby odrobinę obniżyć sprzedaż. 

Warto też dodać iż to wznowienie, rozszerzone co prawda, ale jednak publikacja mająca już trochę lat. Czy wpłynęłoby to na jej zawartość, czyli można doszukać się w niej błędów? Nie sądzę. A mimo to, gdy widzę jak zestawia się tą okładkę choćby z serią Wydawnictwa Replika, mam wrażenie że trochę pogrywa się z oczekiwaniami czytelniczymi. 



Nie jest to bowiem barwna i żywa opowieść o naszych przodkach, a raczej próba uporządkowania wiedzy (a może niewiedzy?) na temat ich życia, wiary, przesądów. Ba, nawet na temat ich władców i historii. Profesor Strzelczyk bierze bowiem na warsztat sporo haseł, które jak udowadnia niewiele mają wspólnego z jakimiś potocznymi przekonaniami. Analizuje podania i konfrontuje je z badaniami na źródłach, wielokrotnie powraca do przodków Mieszka I, do legend o Lechu i jego braciach, o Kraku, Popielu i rozkłada te historie na czynniki pierwsze. Również wierzenia poddane są podobnym analizom, by nie powtarzać bajek o Światowidzie (posąg z rzeki Zbrucz), by nie mylić bóstw z różnych regionów, bo co warto podkreślić Słowiańszczyzna jest tu traktowana bardzo szeroko - od wschodu do zachodu, a na południe aż po basen Morza Śródziemnego, choć głównie skupiamy się na terenie niegdysiejszej Polski, dawnej Rusi, ziem czeskich i Słowian połabskich.  
I to jest właśnie wartość tej lektury - raczej nie nadaje się do czytania od deski do deski, ale raczej do postawienia na półce i sprawdzania sobie informacji gdy jej potrzebujemy. Sporo tu sprostowań zafałszowanych przez wieki informacji, gdzie jakaś interpretacja sprawiła że historycy potem wszyscy poszli tym samym torem. Ba, czasem kronikarz z różnych powodów pofantazjował trochę a wszyscy uznali to za potwierdzone informacje. 

Zaskakiwać mogą hasła związane z postaciami biblijnymi, ale jak widać nasi przodkowie lubowali się w mieszaniu wiary, przekazów ustnych z porządkowaniem dziur w wiedzy, więc budowali genealogię albo do Rzymian albo nawet i do Biblii. Zaskakująco mniej miejsca poświęca temu co wydawało by się powinno w takich książkach być najważniejsze, czyli hasłom takim jak Perun, Weles, Mokosz i podobnym, ale wynika to z podejścia autora: pisze o tym co nam wiadomo, co potwierdzone, a nie o bajkach i przypuszczeniach, bez folkloryzacji, fabularyzowania i kolorowania. To leksykon z informacjami mającymi pokrycie w źródłach, w archeologii. 

I nic to że czyta się trochę sucho. Dla zainteresowanych tematem myślę że to publikacja wartościowa. 

1 komentarz:

  1. Nie czytałam wprawdzie tej pozycji Strzelczyka, ale zdradzę Ci pewną tajemnicę archeologów. Otóż większość źródeł, które wymykały się prawdopodobnym interpretacjom, lubiano określać jako obiekty związane z kultem, czy też ówczesnym sacrum. I tak np. relikty budowli (i mam tu na myśli nie tylko widoczne ruiny, ale również zarysy i wypełniska ziemne) o niejasnym przeznaczeniu, myk, już są obiektem kultu, drobne artefakty, których nie było do czego odnieść, tak, owszem, to są przedmioty kultu:) Nie przez przypadek najczęściej używanymi słowami w archeologii są: prawdopodobnie, wydaje się, przypuszczalnie, hipotetyczne, domniemane i cała reszta synonimów. Owszem, źródła archeologiczne opowiadają historię, ale tylko historię materialną. Nie odtworzymy na ich podstawie "duchowości" plemiennej, choć badacze w mniej lub bardziej prawdopodobny sposób próbują. A ja życzę swoim kolegom powodzenia:) Barbara

    OdpowiedzUsuń