wtorek, 25 sierpnia 2015

Przychodzi facet do lekarza, czyli do szufladki: filmy jednego aktora

I znowu muszę namieszać w planowanej kolejności. Wybieram rzecz, która bardziej mi na tę chwilę "leży" i szybko się o niej pisze. Ale spokojnie - zarówno film "Miłość", jak i najnowszy Woody Allen doczekają się pewnie w tym tygodniu swojego miejsca na blogu. Może też najnowszy kryminał Horsta.
A na dziś coś bardzo specyficznego. Kto pamięta naprawdę uroczą komedię "Jeszcze dalej niż północ" bez trudu rozpozna obu panów ze zdjęcia. Ale tym razem to nie jest film, w którym byśmy zapamiętali ich obu. Dany Boon ma chyba ambicję zostać następcą
de Funesa - zagrania całą uwagę na ekranie, ale i sam sobie przygotowuje te role, pisząc scenariusz i reżyserując. Człowiek... Nie lepiej będzie powiedzieć komik orkiestra.  



photo.titleBoon wciela się w postać hipochondryka, który jest nie do zniesienia dla swojego otoczenia, nikt się nie dziwi, że taki upierdliwi facet w wieku lat 40 wciąż jest samotny. A jeżeli się ktoś czemuś dziwi, to faktowi, że lekarz, który od lat musi znosić takiego pacjenta, jeszcze nie zakazał mu wstępu do gabinetu. Mało tego, pozwala dziwakowi uważać się za swojego przyjaciela.
Cały ciąg wydarzeń zapoczątkowany dość przypadkową zamianą dokumentów z przybyłym do Francji imigrantem, będzie dla bohatera takim wstrząsem, że dość dość skutecznie wyleczy się ze swoich fobii. Mamy tu i elementy komedii romantycznej, trochę akcji rodem z wczesnego Bonda (Czerkistan choć leży na Bałkanach bardzo przypomina ZSRR), ale przeważają gagi, w których w centrum jest cały czas komik. Skacze, umiera, płacze, rechocze, przebiera się, użala, przeżywa strach i napady szału... No po prostu cały katalog umiejętności gdy miną i całym ciałem. Kto lubi tego typu filmy i dużą dawkę błazenady, będzie miał frajdę.
Ja chyba jednak wolę coś bardziej inteligentnego, z dialogami i humorem mniej prostackim. Tu dość szybko przyzwyczaiłem się do dziwactw bohatera i jego przesadnej wiary w dezynfekcję.
Ogląda się sympatycznie, ale co to za komedia, która cię jakoś mało śmieszy. Choć prawdę mówiąc i tak stawiam ją wyżej niż amerykańskie produkcje tego typu, które moim zdaniem żenadą sięgają już dna.

2 komentarze:

  1. Złe to nie było, i tak śmieszniejsze niż "Nic do oclenia" z Boonem. Fajna jest za to włoska wersja "Jeszcze dalej niż północ" - "Witaj na południu", z epizodycznym pojawieniem się tegoż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo to włoskiej wersji nie widziałem, musze sprawdzić. A Nic do oclenia rzeczywiście średnie, może dla nich b zabawne

      Usuń