czwartek, 14 maja 2026

Strzępy - Izabela Grabda, czyli ech rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady

Pamiętam jaki byłem zaskoczony, gdy wydawnictwo PulpBooks, które od początku stawiało na literaturę gatunkową, rozrywkową, thrillery, fantastykę, kryminały, nagle opublikowali książkę z okładką jak z romansu, sztampową aż do bólu. "Odłamki" Izabeli Grabdy okazały się lekturą tyleż lekką, co wykraczającą trochę poza schematy, w ciekawy sposób łączącą pewną narrację bliską powieściom obyczajowym z pewną tajemnicą, odrobiną napięcia i sympatyczną bohaterką (pisałem o tej książce tak). 

I oto pojawia się jakby kontynuacja, ale w sumie wcale nią nie jest. Co prawda znowu pojawiają się Bieszczady, pojawia się również Irmina, którą poznaliśmy w poprzedniej książce, stanowi tu jednak postać raczej poboczną, pojawiającą się dość późno i nie aż tak ważną. "Strzępy" to historia osobna, mająca może w pierwszej połowie podobną narrację, czyli wyczuwalna tajemnica, ale to po prostu opowieść zakochanego mężczyzny. Owszem wyczuwamy, że jego partnerka coś knuje, to wciąż jednak mógł być po prostu jakiś melodramat. 

Bieszczadzkie szlaki i miłość do tych gór znowu będą stanowić ważny element historii, bo to miejsce które w szczególny sposób kocha bohater. Karol Hefner, to obdarzony genialnym umysłem wynalazca urządzeń medycznych. Wciąż rozpamiętuje zakończony dawno temu romans z Marynią. W wyjściu z załamania psychicznego pomógł mu jego przyjaciel, który nie zrobił tego jednak zupełnie bezinteresownie - dzięki pomysłom Karola, rozkręcił firmę i zbił spory majątek. Gdy Karol w trakcie wędrówek poznaje Marcelinę, kobietę łudząco podobną do swojej poprzedniej miłości, znowu zadurza się aż po same uszy, ku wielkiemu zaniepokojeniu przyjaciela. Przecież trwały związek i zrealizowanie dawnego marzenia by przeprowadzić się na stałe w Bieszczady, przerwie tak dobrze działający mechanizm zarabiania kasy. Karol wymyśla, a on to wdraża i sprzedaje... 

Od początku jednak czujemy że Marcelina coś kombinuje. O ile w jego zachowaniach jest coś dziwnego, zwalamy to na karb dawnego załamania psychicznego, tym jednak większa obawa że to się powtórzy. 

Izabela Grabda postanowiła jednak zafundować nam niezłą przewrotkę fabularną i choć może w thrillerach czasem już spotykaliście takie rozwiązania, pewnie nie będziecie rozczarowani. Czy jest realistycznie to rzecz może drugorzędna, ważny jest efekt. 
Po raz drugi całkiem fajna, spójna opowieść, może przez długi czas bez fajerwerków, ale i tak wciąga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz