czwartek, 21 maja 2026

Breslau, czyli niby klimat jest...

Disney plus jakiś czas temu wypuścił mocno reklamowany serial Breslau, chyba próbując udowodnić że może robić produkcje równie ciekawe i omawiane przez widzów jak i Netflix czy HBO, im też przecież nie zawsze się udaje, więc nie ma co rozdzierać szat, tylko szukać nowych okazji i unikać błędów. Breslau bowiem przypomina trochę produkcje TVP, czyli niezła obsada, słabszy scenariusz, niby dba się o lokacje i detale, ale nie ma to klimatu i przypomina 100 innych produkcji, które widziało się wcześniej. Te same pozy hitlerowców, te same miny, te same ujęcia aut... Ciut za mało, by to był serial wielki. Bo prawda mam jeszcze do nadrobienia Erynie według prozy Krajewskiego i mam nadzieję, że tam będzie lepiej, Breslau jednak przypomniał mi jak często te nasze "retro kryminały" filmowe nie wychodzą poza estetykę Teatru Telewizji. I mam obawy. No nic, może w najbliższych miesiącach sprawdzę i napiszę.  



Breslau to przede wszystkim kolejna niezła rola Tomasza Schuchardta - 2025 to był dla niego ewidentnie bardzo dobry czas. Gra tu komisarza policji, mającego pochodzenie polskie i nie specjalnie lubianego przez nową władzę we Wrocławiu (rok 1936), ale szanowanego za skuteczność i chronionego przez przełożonego. Dodajmy że człowieka szaleńczo zakochanego w żonie, która ewidentnie nudzi się w domu i szuka rozrywek, a jego doprowadza to do szału i do rozpijania się co wpływa też na pracę. Wiecie - klimat noir, tajemnicze morderstwa, presja by szybko upolować sprawcę, a tu śledczy owładnięty swoimi demonami, prowadzi dochodzenie nawet wbrew woli władzy, która wolałaby mieć inne wyniki...

Realizacja może nie ma wielkiego rozmachu, ale jest całkiem niezła, za to drugoplanowe postacie w większości snują się bez sensu, a scenariusz nie powala delikatnie mówiąc. Intryga po prostu jakoś nie jest szczególnie ekscytująca, czarne charaktery nie straszą, a dodatkowo jeszcze wikłani jesteśmy w niepotrzebne, pourywane wątki. No szkoda. Niby klimat jest, ale do "Króla" to jednak twórcy nawet nie doskoczyli a co dopiero mówić o przeskoczeniu. Klisze są aż nadto wyraźne - od prozy Krajewskiego po "Babylon Berlin". Może warto było iść jednak własną drogą? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz