środa, 20 maja 2026

Spadek po mojemu - Mieczysław Gorzka, czyli a dotąd żyłem sobie tak szczęśliwie

Zachęcony jednym z komentarzy sięgnąłem po najnowszą powieść Mieczysława Gorzki, sprawdzają jak też sobie poradzi w komedii kryminalnej. I jako odskocznia, lekka lekturka bez konieczności analizowania każdego detalu fabuły, sprawdza się to całkiem nieźle. Jako komedia, może nie porywa, bo tego humoru aż tak wiele nie ma, raczej chodzi o zwariowany ciąg zdarzeń w jaki wpadają bohaterowie niż o zabawne dialogi czy sytuacje. Gdyby było więcej tych ostatnich, może byłoby jeszcze lepiej? W końcu postać nastoletniego i rezolutnego ministranta pokazuje że autor ma dar do wymyślania postaci wnoszących sporo akcentów humorystycznych. 
Pozostałe postacie, nawet jeżeli bowiem coś zrobią, pomyślą lub powiedzą co może wywołać uśmiech, nie mają aż takiego potencjału komediowego. Ot, choćby dwa bracia, którzy dotąd dość swobodnie trwonili majątek swojego ojca, nie czując wielkiej potrzeby by utrzymywać ścisłe relacje, a potem wrzuceni w ciąg tak szybkich zdarzeń i takie sytuacje, które wcześniej by im do głowy nie przyszły. Jeden jest księdzem, który musi przekroczyć przykazania i własne sumienie, bo inaczej zostanie bez grosza albo a drugi zdeterminowanym utracjuszem ściganym za hazardowe długi, który musi wykazać się odpowiedzialnością. Sympatyczni, to nie są jednak postacie, które by wnosiły dużo humoru. Może czasem napięcia między nimi go dają, to też jednak niewiele... 

Obaj mają otrzymać spory spadek po ojcu, pod warunkiem jednak że spełnią jego przedśmiertnie spisane zadania. Staruszka najwyraźniej ruszyło sumienie i zapragnął naprawić błędy młodości, gdy był jednym z najbardziej poszukiwanych złodziei dzieł sztuki. Bracia mają oddać skradzione dzieła z przeprosinami, ale tak by tożsamość sprawcy tego czynu nie została ujawniona. 
I tu następuje ciąg planów, prób i dość szalonych projektów, w których co i rusz coś idzie nie tak, a w międzyczasie na obu mężczyzn polują bandyci zainteresowani przejęciem obrazów oraz policjantka, mająca zdaje się jakąś urazę do ich ojca.

Czyta się szybko i lekko, choć jak wspominałem powodów do prawdziwego śmiechu tu aż tak wiele nie ma. Ot, kryminałem na luzie, ze zwariowaną fabułą, w której im dalej, tym więcej nieprawdopodobieństw, przypadków i niespójności. 
 
Mafia, kościół, policja - wszyscy mają oko na obu braci, a oni muszą mimo wszystko zrealizować postawione przed nimi zadanie... Inaczej ze spadku nici.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz