niedziela, 24 maja 2026

Reporterki - Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, czyli czemu właśnie non-fiction

Jakiś czas temu pisałem o wywiadzie rzece z Małgorzatą Szejnert i od razu wspominałem, że powróci ona wkrótce na Notatnik nie tylko ze swoimi reportażami, ale w jeszcze jednej publikacji poniekąd wspomnieniowej. Tym razem jednak nie sama. Magdalena Wdowicz-Wierzbowska zebrała w swojej publikacji ponad 20 autorek literatury non-fiction, z różnych pokoleń i z różnym dorobkiem. Kiedyś przecież jedynie niektórym udawało się opublikować książki, w większości ich praca ograniczała się do mniejszych form, do prasy. Dziś ten gatunek sprzedaje się jak ciepłe bułeczki więc i nie trzeba panikować że nie ma się etatu i zaczepienia w konkretnej redakcji. 

"Reporterki" mogą zaciekawić, bo to chyba pierwsze zebranie postaci kobiecych wykonujących prace reporterek. Dotąd może o nich wspominano, zawsze jednak na tle mężczyzn. Teraz mogą też opowiedzieć o tym jak było im jako kobietom, w zawodzie gdzie przez długi czas dominowali faceci. 

Ciekawa jest również koncepcja jaką przyjęła Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, tak jakby prezentując sylwetki swoich bohaterek, robiąc im cudowne portrety fotograficzne, ale wycofując się zupełnie ze swoją obecnością z samych rozmów. Możemy się jedynie domyślać w jaki sposób podsuwała tematy i wątki, w teście bowiem widzimy jedynie rwane na różne fragmenty słowa samych reporterek. Tak jakby od jakiegoś skojarzenia, rzuconego słowa, przechodziły z jednej historii do drugiej, nie łącząc ich w żaden sposób. 



Otrzymujemy więc przeplatane wspomnienia, z jakimiś refleksjami na temat przygotowywania tematu i pisania reportażu, z migawkami z otoczenia rozmówczyń, gdy opowiadają o jakichś przedmiotach lub zwierzętach. To spotkania zwykle dość krótkie, może i nawet pozostawiające spory niedosyt, a jednak o każdej z tych kobiet już możemy mieć jakieś własne wyobrażenie, poznać ją trochę bliżej. Intymnie, choć o pracy, bez szukania sensacji i kontrowersji. 


Od legend polskiego reportażu - Hanny Krall i Małgorzaty Szejnert - po młodsze, nagradzane autorki non-fiction - Olgę Gitkiewicz i Małgorzatę Rejmer. Projekt był realizowany na długiej przestrzeni, więc część rozdziałów poświęcona jest już zmarłym postaciom przez ostatnie 10 lat, takim jak Wiesława Grochola, Irena Morawska, Lidia Ostałowska i Agnieszka Wróblewska. Tym bardziej czyta się je ze wzruszeniem. 

Najciekawsze fragmenty to chyba te, gdy rozmówczynie próbują wrócić do jakiego podejmowanego przez siebie tematu albo postaci, mówią czemu zostały one w ich głowach nawet po tylu latach. Czy można było napisać coś inaczej? Przewidzieć konsekwencje tekstu? Kiedyś pisał o tym Mariusz Szczygieł i mam wrażenie że to temat który warto podejmować.

Można czytać sobie powolutku, smakować, a potem sięgać po reportaże dawne i nowsze napisane przez bohaterki tej książki. Ich spojrzenie na świat, ich wrażliwość czy dociekliwość, inspirowały kolejnych reportażystów, poruszały serca i umysły wielu ludzi, a dla nas czytelników mimo upływu czasu, nadal mają taką moc choćby już nie nosiło to znamion interwencji i ważnej debaty społecznej.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz