czwartek, 28 maja 2026

Łup, czyli przecież nam się należy

Matt Damon i Ben Affeck - już te dwa nazwiska mogą wywołać wypieki u niejednego widza i chęć na seans. A jeżeli to jest sensacja, to już obiecujemy sobie coś więcej niż jakieś "zabili go i uciekł". Trochę jednak ten "Łup" przekombinowany - długo buduje się napięcie, jakąś zagadkową atmosferę, a potem zbyt szybko i zbyt łopatologicznie próbuje się to wszystko rozwiązać w dodatku podkręcając tempo. 

Niby ogląda się to całkiem fajnie, ale gdzie tam do tej ekscytacji jaka towarzyszyła nam kiedyś przy seansach Infiltracji czy Gorączki. "Łup" w porównaniu z klasykami wypada dość blado, po prostu jak kolejna historyjka o twardych facetach narażonych na dużej pokusy. Gdy jesteś gliną i dostaniesz cynk o baaardzo dużej kasie z narkotyków, to nie masz chęci by choć trochę przytulić dla siebie? W końcu płacą ci marnie, a wciąż narażasz życie. 

 

Każdy tu patrzy na siebie więc trochę podejrzliwie - ile zgłosiłeś przełożonym, a może w ogóle nie wiedzą, że taka akcja się odbywa? Zwijać się jak najszybciej czy może jednak walczyć bo wtedy będzie okazja by usunąć wszystkich świadków i jeszcze wyjść na bohatera...

Cała zabawa w grze pozorów, w tym że ktoś zachowuje się podejrzanie nie z powodu złych intencji, tylko by sprawdzić partnerów, by wreszcie wyhaczyć kreta, który bez litości potrafi strzelić w plecy kolegi czy koleżanki w mundurze. Tyle że jeżeli to ma się sprowadzić do mruknięć i spojrzeń spod oczu, męskich przepychanek, bez jakiejś podbudowy psychologicznej, to choćbyśmy spodziewali się w każdej minucie wjazdu bandytów albo jednostki specjalnej, nasze zainteresowanie jest co najwyżej letnie. I to jest problem tej produkcji. Dziury logiczne, słaby scenariusz i dialogi. Sam finał tu nie da efektu wow! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz