piątek, 22 maja 2026

To nie jest rozmowa na telefon - Jakub Bączykowski, czyli czy mam jeszcze prawo żyć po swojemu

Jakub Bączykowski w ubiegłym roku gdy skrzyknął w Warszawie grupkę swoich czytelników, trochę ciągnął nas za język dopytując o nasze zdanie: czy dziadkowie mają prawo odmówić pomocy swoim dzieciom przy wnukach. I proszę - oto widzę jak wykorzystał pomysł który wtedy chodził mu po głowie i nurtujące go pytania. Pewnie w zależności od wieku i od swoich doświadczeń i wy byście odpowiedzieli różnie: "co to za problem na emeryturze pomóc swoim dzieciom" albo "nie jestem darmową siłą roboczą, teraz chcę odpoczywać bo już swoje w życiu zrobiłam". Przyglądanie się takim refleksjom które chodzą po głowie bohaterce, wyrzutom sumienia, miłości do wnuków ale i złości czy frustracji, która czasem przychodzi, jest nawet ciekawe, więc mimo że nie znajdziecie w tej powieści wielkich dramatów, pewnie lektura Was nie rozczaruje. 

To wszystko jest takie... Zwyczajne. Życiowe sprawy, rozmowy, obawy o najbliższych, marzenia, plany, a potem jakieś kłopoty które to wszystko niszczą. Bączykowski już kilka razy udowodnił że potrafi pisać historie, które są gdzieś na pograniczu literatury obyczajowej, ale z dobrze rozbudowanym tłem psychologicznym. A może powinienem napisać emocjonalnym? 



W końcu to właśnie w emocje wgłębiamy się najbardziej i bynajmniej nie tylko te związane z partnerem, czy mężem, ale również z dziećmi, z innymi osobami które są dla nas ważne. Przecież na emeryturze świat się nie kończy, a może nawet czasu na realizację różnych marzeń jest więcej niż dotąd. Bohaterka kocha książki, założyła dyskusyjny klub książki, ma swoje pasje, uczy się włoskiego i gotowania kuchni śródziemnomorskiej, tylko jak to połączyć z tym że nie zawsze emerytury starcza na wszystko, czasem trzeba pomóc synowi, któremu się nie układa finansowo albo pomóc córce przy wnukach. To ostatnie, choć niby naturalnym odruchem jest odciążanie młodych, by mieli trochę czasu na swoje sprawy, wcale nie da się zawsze realizować tak bez wysiłku. Można kochać wnuki, ale przecież można też czuć zmęczenie i pragnąć odpoczynku. W końcu życie wciąż należy do nas, a nie musi być podporządkowane rodzinie...  

Pewnie bardziej w tej historii odnajdą się osoby starsze, które mają już np. dzieci, może jednak to właśnie młodsi powinni sięgnąć po taką opowieść pokazującą inny punkt widzenia? Jak dbać o własny komfort, jak komunikować granice, jednocześnie nie obawiając się, że ktoś poczuje się zraniony, odrzucony.


Trochę zabrakło mi tym razem jakiegoś mocnego akcentu w fabule, wszystko snuje się tak jakoś aż zbyt zwyczajnie, wokół codziennych problemów. Tak jakby ta strzelba wisząca na ścianie, po prostu przez całe przedstawienie nie wystrzeliła. Drażnić może też ciągłe wchodzenie z kolejnymi historiami, jakby każde spotkanie wymagało od razi opowiadania życiorysu osoby napotkanej. Jest to okazja oczywiście do kolejnych ciekawych wątków do refleksji, nie spina się jednak z główną opowieścią taką dobrze jak w poprzednich powieściach. 

Czy polecam? Tak, choć nadal moje serducho jest przy "Zadzwoń zanim dojedziesz".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz