czwartek, 21 czerwca 2012

Lee Scratch Perry - Rise Again, czyli legenda reggae nadal czaruje

Jakiś czas temu wydawało mi się, że to czerwiec będzie miesiącem gdy nie mając czasu na lekturę i filmy, będę więcej pisał o płytach, bo przecież ich słucham cały czas (nawet wpisując ankiety w domu). A tu posucha. No dobra przynajmniej o kilku warto wspomnieć i jak to u mnie - nie zawsze będą to nowości! Chociaż ta dzisiejsza w miarę świeża. Mówi Wam coś ten wykonawca? Ja przyznam się, że wiedziałem o nim niewiele - nawet gdy przewijało mi się jego nazwisko na innych płytach nigdy nie pokusiłem się żeby sięgnąć po jego produkcje autorskie. A przecież Lee Scratch Perry to chodząca legenda muzyki reggae (i ojciec dub-reggae). Przypadek sprawił, że wrzucając różne informacje na Facebookowy profil Notatnika (jak zwykle zapraszam) znalazłem informację, że przyjeżdża on na koncert do Polski (Dni województwa Śląskiego) i tak najpierw pojedyncze utwory, a potem wsiąkłem całkowicie w jego ostatnią płytę.
Facet, który ma 75 lat wciąż jest kopalnią muzycznych pomysłów i bynajmniej nie ma zamiaru sprzedawać jakichś best-of. Tworzy.
A do współpracy tym razem zaprosił naprawdę niezły zestaw gości - jest i Shakira, Matisyahu (muszę wreszcie kiedyś się zebrać i napisać o jego płycie, która też wciąż powraca do odtwarzacza), jest Tricky, a na producenta wybrał inną legendę - Billa Laswella.
W efekcie otrzymaliśmy świetną muzę - troszkę oldschoolowe i niespieszne dźwięki - mieszanka klasycznego reggae, funky, jazzu, elektroniki i elementów muzyki afrykańskiej. Naprawdę fajna energia w połączeniu z niesamowitą charyzmą Perry'ego, jego szalonymi pomysłami, w efekcie dają płytę, która się nie nudzi, fascynuje i wciąga. Pewnie będę wracał do tych bitów jeszcze przez dłuższy czas. Nie jest to pop-reggae bujające jakiego coraz więcej, tu oprócz melodii jest też sporo eksperymentowania, zabawy, ale też dzięki temu całość jest ciekawsza, bardziej fascynująca.
Żałuję tylko, że nigdzie nie mogę znaleźć tekstów do tych kawałków, bo czuję, że będą równie odlotowe jak i sama muzyka. Wyobraźcie sobie piosenkę o ET :)
    

   

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza