Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania grzegorczyk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania grzegorczyk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lutego 2013

Cudze pole - Jan Grzegorczyk, czyli czy jest nadzieja

Trzeci tom domykający serię "Przypadki księdza Grosera". Co prawda jest jeszcze jedna świeżutka książka, ale opowiada ona o wydarzeniach wcześniejszych, nie wiemy więc czy będzie jakaś kontynuacja losów różnych bohaterów. Grzegorczyk zamaszyście kreśli różne wątki, natomiast często ich nie kończy, urywa, pozostawia z niedosytem. Nie wiem jak inni, ale ja czasem mam ochotę poznać ciąg dalszy, nawet jeżeli nie będzie on po mojej myśli. Duża ilość różnych sytuacji i postaci pozwala na pokazanie różnych problemów, ale jakoś chciałoby się aby one trochę się łączyły, chce się zobaczyć jakieś światełko w tym tunelu.
Tym bardziej mnie to smuci, że chyba ta część jest najbardziej pesymistyczna, dająca po głowie. Dałem się wciągnąć w te powieści i ich klimat, więc chciałbym więcej i więcej, trudno pogodzić się z tym, że koniec jaki otrzymujemy jest tak niedomknięty, pozostawiający nas nie tylko z pytaniami, ale jakąś goryczą, smutkiem.

sobota, 24 grudnia 2016

Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera - Jan Grzegorczyk, czyli specjalnie na Wigilię

Dla wszystkich zaglądających na Notatnik, z okazji Bożego Narodzenia, życzę przede wszystkim wiele ciepła, rodzinnego czasu spędzonego w atmosferze miłości i pojednania. Ten czas zachęca nas do czynienia dobra, do stawania się lepszymi, otwierania serca. Więc zróbmy wszystko, aby go dobrze wykorzystać.
Aha, oczywiście życzę również wielu dobrych lektur pod choinką. Nie dostaliście? To może warto zrobić sobie prezent nawet po Świętach?

Co roku w Wigilię zostawiam Was z jakimś wpisem ku zadumie, zwykle były to rzeczy religijne, a dziś trochę z innej bajki. Grzegorczyk pisze powieści po prostu ludzkie. O słabych ludziach, którzy upadają, błądzą, mają wątpliwości. Ale jednocześnie jest w tych książkach bardzo wiele nadziei. W różnych, czasem bardzo porozwalanych związkach i doświadczeniach, nagle okazuje się, że relacja z Panem Bogiem, z siłą wyższą, jest bardzo ważna, bo tylko ona pozwala się nie załamać, sprawia, że potrafimy się zmienić, wyjść ze swoich lęków, niemocy, obwiniania. 
Mimo więc, że to powieści takie bardziej obyczajowe i trudno na pierwszy rzut oka znaleźć w nich wskazówki do naśladowania, właśnie przez to, że bohaterami są zwykli ludzie, tacy jak my, możemy zobaczyć, że wiara nie jest wcale sprawą tak bardzo abstrakcyjną, przeznaczoną dla jakichś świętych z obrazka.
Autor ten już kilkukrotnie już u mnie gościł - możecie zerknąć na recenzje. Szczególnie zachwycił mnie cykl z księdzem Groserem, a "Perła" stanowi właśnie piąty tom tego cyklu. Książki są połączone ze sobą, ale prawdę mówiąc chyba da się też to czytać bez zachowania kolejności. Bo nawet nie ciąg wydarzeń jest tu najbardziej istotny, ale to jak z różnymi trudnościami radzą sobie bohaterowie.

sobota, 8 marca 2014

Chaszcze - Jan Grzegorczyk, czyli nie poddać się rezygnacji

Ostatnio seria notek filmowych, ale mimo że ich sporo jeszcze czeka, nie mogę narobić sobie podobnych zaległości z pisaniem o książkach. A jutro pewnie relacja z dzisiejszego koncertu...
Grzegorczyka polubiłem za książki o księdzu Groserze. Jakoś bardzo mi spodobał się ten klimat "normalnego życia", bohaterów podobnych do tych, których spotykamy na ulicach, a nie jakichś ideałów, jak z telenoweli. Tyle, że trylogia już za mną, pozostało mi więc sprawdzanie czy inne powieści tego autora mają podobny klimat.

sobota, 26 stycznia 2013

Trufle.Przypadki księdza Grosera - Jan Grzegorczyk, czyli nie tylko o budowaniu

Wciągnął mnie bardzo ten pomysł by pisać o trudnych sprawach dotyczących kapłaństwa i dylematów ludzi wierzących w formie lekkiej powieści, bez tonu sensacji, oskarżeń ale inspirując jakieś przemyślenia. Już kiedy czytałem pierwszy tom napisany przez Jana Grzegorczyka, czyli Adieu, wiedziałem że na pewno sięgnę po kolejne. Napisać w sposób przystępny, tak swobodnie jakby to była telenowela o sprawach niełatwych i takich o których zwykle  mało się mówi, tak żeby pokazać nie tylko coś powierzchownie, ale zastanowić się co w głębi - to naprawdę niełatwe. I mimo całej tej warstwy obyczajowej, pewnych uproszczeń i różnych kwiatków niczym z telenoweli Grzegorczyka się nie tylko dobrze czyta, ale coś tam zostaje w głowie i w sercu. Czemu tak szybko rodzi się nasza sympatia czy zrozumienie dla jego bohaterów? Może dlatego, że są tak ludzcy. Przeżywają słabości, zwątpienie, własne nie zawsze łatwe emocje, ambicje, wpadają w pułapkę pokus. Ale w tym wszystkim w odróżnieniu do tylu powieści gdy nad złem przechodzi się do porządku dziennego, gdy obojętniejemy albo gdy już nie możemy ścierpieć jego bezmiaru to potępiamy, tu jest coś odmiennego co przyciąga i fascynuje. Może właśnie dlatego tak chętnie tyle osób po te książki sięga tęskniąc za Dobrą Nowiną, ale nie potrafiąc jej dostrzec w swoim życiu, nie potrafią nią żyć w dzisiejszym świecie.

wtorek, 25 grudnia 2012

Adieu. Przypadki księdza Grosera - Jan Grzegorczyk, czyli ksiądz też człowiek

Mimo, że gdzieś tam obijały mi się jakieś opinie o książkach z księdzem Groserem w roli głównej (chyba już są 4) jakoś nigdy mnie nie kusiło aby po nie sięgnąć. Ale gdy teraz przeczytałem pierwszy tom, zaczynam rozumieć ludzi, którzy łyknęli bakcyla i chcieli czytać kolejne, nalegając na autora. To rzeczywiście czyta się nieźle i trzeba przyznać, że powieści o takiej tematyce u nas nie było. 
Dla wielu ludzi zalew książek, filmów, seriali gdzie "normalne życie" abstrahuje od jakiegokolwiek życia religijnego, jest trudny do zaakceptowania - to trochę tak jak z dziennikiem telewizyjnym gdzie tęsknisz za dobrymi wiadomościami, bo czujesz, że jesteś non stop bombardowany tylko wojną, wypadkami, aferami. Odczucie, że bohaterowie żyją jakimś sztucznym życiem, dziwnymi problemami, które jak się nam wmawia są tą normą, którą mamy zaakceptować jest bardzo silne i równie silna jest tęsknota, by wreszcie poczytać (lub coś obejrzeć) o ludziach, dla których podobnie jak dla nas w życiu liczą się nie tylko pieniądze, miłości i rozrywki, ale również jakieś wartości. 
Grzegorczyk - choć księdzem nie jest, pisze o tym co dobrze zna - mając wielu znajomych i przyjaciół w tych kręgach, na pewno nasłuchał się niejednego. Ale choć bohaterem tej książki jest kapłan, to powieść po prostu o normalnych ludziach, którzy mają różne problemy, radości, smutki i przeżywają je nie tylko na płaszczyźnie psychicznej, ale i duchowej (która zwykle jest rugowana jako mało interesująca, spłycana lub ośmieszana). I to chyba stanowi o pewnym fenomenie tej książki.      

sobota, 10 lutego 2018

Dasz sobie radę, czyli Szepty stepowe i Słońce umiera i tańczy Ewy Cielesz.

W ciągu kilku godzin "wciągnąłem" od wczoraj "Szepty stepowe", czyli drugi tom nowego cyklu Ewy Cielesz i ze zdumieniem odkryłem, że nie napisałem nic o pierwszym. Ale może to dobrze? W sumie mam wrażenie, że jej powieści najlepiej czytać w całości, bo przy dłuższej przerwie między tomami, emocje gdzieś ulatują i potem trzeba chwili, żeby powrócić do jej bohaterów. Teraz poszło w miarę szybko, przypominałem sobie niektóre sceny z tomu pierwszego, czyli "Słońce umiera i tańczy" i powiem Wam, że nawet oceniam całość wyżej niż po przeczytaniu pierwszego tomu. Może dlatego, że wtedy porównywałem to ze świetną trylogią "Córka cieni", a tu historia osadzona była w całości współcześnie i jakoś za bardzo nie porywała. A teraz zaczynam patrzeć na nią trochę inaczej.

środa, 31 grudnia 2014

Przeczytane 2014, czyli koniec podsumowań i to na bogato


Czas domknąć rok 2014. Notka na blogu numer 1461 w tym roku 365, a więc jutro świętowanie 4 urodzin Notatnika! Coś co miało być prywatne, kameralne i jak wiele moich rzeczy, po jakimś czasie umarło by śmiercią naturalną, zmieniło się w ogromną pasję. 
I sobie i Wam na ten nowy rok życzę właśnie pasji w życiu! Wielu pozytywnych emocji z kontaktu z innymi ludźmi (nie tylko przez blog) i z obcowania z kulturą. Film, książka, muzyka, naprawdę wnosi w nasze zabieganie wiele radości i światła. A jak znajdziemy kogoś z kim tą radość możemy dzielić, to już w ogóle pełnia szczęścia! Najlepszego!

Gdyby porównywać rok do roku, to wydaje się, że ten był jakiś szczególnie bogaty w różne przeżycia, ale może to subiektywne, bo wiele rzeczy jest na świeżo. W ilości przeczytanych książek (przekroczyłem setkę, ale kilka jeszcze czeka na notki) różnic nie widać, ale za to wokół lektur sporo było fajnych wydarzeń: rozwija się akcja wymiankowa, dużo satysfakcji dają oba kluby DKK gdzie mamy spory wpływ na listę lektur, miłym doświadczeniem było spotkanie blogerów w Agorze, pod koniec roku pojawiła się też szansa na pierwsze poważniejsze pieniądze z tej mojej pisaniny blogowej. Działo się... I niech się dzieje dalej! 

Z ciekawością zaglądam na Wasze podsumowania i spisuję wiele tytułów - wciąż widzę ile mam zaległości i ile rzeczy kusi, woła żebym ich nie odkładał. Te listy robią się coraz dłuższe i ich końca nie widać. Postanowienie, by więcej nowych tytułów zdobywać na czytnik (bo na półkach już miejsca nie ma), a czytać również starsze rzeczy, odświeżać lub zawierać znajomość z autorami jeszcze mi nie znanymi (tyle osób np. mówiło mi o Cherezińskiej), pozostaje aktualne na rok 2015. Trzeba chyba też będzie mocno pilnować się, by nie brać zbyt wiele do recenzji, bo niestety wtedy nie starcza czasu na nic innego. Trochę żal, bo przecież i tak wybieram z tych propozycji już prawie same smakołyki. 
A tak wyglądały podsumowania na blogu w latach: 2011, 20122013

Jaki był ten rok?

sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane 2016, czyli oby przyszły rok równie interesujący

Ostatnie podsumowanie tego roku i to właśnie ono najbardziej mnie cieszy. O ile bowiem w tym kończącym się szóstym roku blogowania zmniejszyła się liczba wpisów na temat muzyki, pojawiło się sporo teatralnych, to jeżeli chodzi o lektury to był bardzo dobry rok. I nie mówię tu wcale o ilości (133 - było trochę więcej, ale nie o wszystkich jeszcze pisałem), ale wśród tych stosów trafiło mi się naprawdę sporo bardzo dobrych tytułów. Cały czas rośnie pula książek do recenzji i wydawców, chętnych do współpracy, i choć staram się trochę ograniczać, robić selekcję, to mam przecież z tego nie tylko stres (na widok stosów), ale i frajdę. Wszystkim, którzy podsuwali mi różne tytuły (szczególnie klubom DKK), dawali rekomendacje, kusili na różne sposoby - po prostu wielkie dzięki.
Trudno mój wpis nazwać podsumowaniem wydawniczego roku, bo przecież czytam mnóstwo staroci, wcale nie przejmując się tym czy jestem "na bieżąco". Ale jeżeli jesteście ciekawi: oto moje osobiste podsumowanie i wybór tego co najciekawsze dla mnie w tym roku.

piątek, 28 grudnia 2012

Przeczytane 2012, czyli podsumowań część 2


Dopiero patrząc się wstecz na różne notki mogę zobaczyć jak dużo udało się przeczytać, a jednocześnie jak inny był ten rok od poprzedniego. Zanim przejdę do konkretnych tytułów książek, kilka ogólnych refleksji. Tak ja w roku ubiegłym miałem czasem poczucie, że się nie wyrabiam z czytaniem i że stosy rosną - to rok 2012 pokazał mi, że to była dopiero przygrywka... Uwielbiam czytać, ale te liczba rzeczy do recenzji, rzeczy pożyczonych i do przeczytania na już, przekroczyła już ponad 30. A to już nie tylko wyrzut sumienia, a raczej jakiś koszmar co się śni po nocach. Muszę coś z tym zrobić, bo czytanie ma być przecież przyjemnością. Nie mogę dopuścić do tego by w każdym tygodniu pojawiało się 3-5 nowych pozycji, bo w takim tempie to życia nie starczy. 
Z braku czasu odpuściłem niestety wiele fantastycznych okazji i wyzwań - jeden klub dyskusyjny on line co prawda umarł śmiercią naturalną, ale do Ani  zaglądam nadal, żałując strasznie, że nigdy nie mogę się wyrobić z lekturą. Zapisuję tytuły i lista różnych rzeczy podpatrzonych na innych blogach robi się coraz dłuższa. Ale to tylko radość - przy każdej wizycie w bibliotece człowiek przeżywa dreszcz przyjemności i nie mam problemów z tym by coś wybrać. A to wszystko również dzięki Wam - którzy piszecie o książkach, dyskutujecie, dzielicie się opiniami. Cieszę się, że wszedłem w ten "światek", wciąż poznaję nowe osoby, nowe blogi. Bogactwo w różnorodności :) I dlatego nie specjalnie mnie interesują nagrody, konkursy na najlepszy blog.
Przyjemnością pozostają kluby dyskusyjne - pozostałem w dwóch, trzeci na razie poszedł w odstawkę - to fajne doświadczenie nie tylko czytania ciekawych lektur, po które nie wiem czy bym sięgnął tak szybko (Colas Breugnon, Fabryka muchołapek, Korczak - próba biografii, czy Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów), ale przede wszystkim okazja do spotkania i rozmów z fajnymi ludźmi. 
Udało się przeczytać 85 tytułów. Gatunkowo...