Autorzy kryminałów przyzwyczaili nas już do mieszania perspektyw czasowych i łączenia niewielkich fragmentów historii, by potem zobaczyć jak przeszłość wpłynęła na jakiś wątek współczesny. Bartosz Szczygielski zaproponował nam jednak coś zupełnie innego. Dwie historie, ale pozornie niczym nie połączone. Najpierw jedna. Potem druga. Najpierw lata 90 i historia dwóch młodych chłopaków, którzy wpadają w poważne problemy gdy próbują zdobyć trochę gotówki. Potem przenosimy się o 20 lat, by wejść w środowisko bogatych kolekcjonerów staroci, ludzi którzy zbudowali już potężne kapitały i funkcjonują już w zupełnie innych sferach niż ci, którzy tuż po '89 próbowali zrobić szybką karierę, nie zawsze przejmując się legalnością biznesów.
Dwie historie. A gdzie ich połączenie? Może je dostrzeżecie, a może nie ma go wcale.
Ważna jest nie tylko sama intryga, gdzie bohaterów wciąż coś zaskakuje i muszą szybko zmieniać plany, improwizować, ale również atmosfera w jakiej się znajdują. Stan napięcia, zagrożenia, a jednocześnie jakaś determinacja, która nie pozwala im się wycofać.
Czasem do działania popycha ich pragnienie zmiany swojego losu, a czasem coś bardzo prozaicznego: zemsta albo nienawiść. Jeżeli myślisz sobie, że już nie powrócisz do dawnego życia, jesteś bardziej skłonny ryzykować, nawet swoim życiem. Wciąż myślisz że jakoś ci się uda, a co potem, będziesz zastanawiać się potem... Tylko czy jesteś w stanie przewidzieć wszystko co się może wydarzyć?
Chyba bardziej podobała mi się część pierwsza, z lat 90, ale każda coś w sobie ma, no i jeżeli książkę może obrócić i czytać od drugiej strony, to w końcu nie wiesz która jest pierwsza :) Nietypowe, bo nie ma tu prostego schematu jaki znamy z thrillerów, jakiegoś super tempa, zakończenia mogą wydawać się urwane. To właśnie jednak świadczy o oryginalności tego konceptu i nie odbieram tego jako wadę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz