Zachęcony różnymi recenzjami, czekając też na kontynuację (bo kupuję wszystko od ArtRage), sięgnąłem po Krzywdę Pawła Rzewuskiego. I przyznaję - szkatułkowość, klimat, naprawdę mogą się podobać!
Nie porównujcie tego z Komudą i jego podobnymi powiastkami przygodowymi jakie wydaje Fabryka Słów, bo pierwsze skojarzenia jak słyszy się: Rzeczpospolita, szlachta, Sarmaci, to dziś już nawet nie Sienkiewicz a właśnie Towarzystwo spod znaku fantasy. Rzewuski niby też gęsto wplata tu różne przygody, nawet odrobinę magii, jakieś potyczki, biesiady, ale u niego to wydaje się tylko okazją do tego, by pobawić się gatunkiem, wciągnąć w jakąś opowieść, a przy okazji pokazać nam trochę odmitologizowane spojrzenia na tamte czasy.
Wychowani na trylogii w głowach mamy sporo mitów, jakie to piękne były czasy, ludzie wspaniali, tylko zdrajcy i słabi monarchowie niestety doprowadzili kraj do upadku. A tu proszę - u Rzewuskiego mamy cały wręcz maraton pijaków, awanturników, utracjuszy, zatwardziałych katolików, co to chcą wszystkich szabelką za to że są inni. Generalnie po prostu uważają, że oni są najlepsi, a inni to im mogą buty lizać.
Ale żeby też nie było tak, że to jakiś skrzywiony obraz w drugą stronę i że po prostu autor ma jakiś uraz do tamtych czasów, doszukując się w nich jedynie tego co złe. To po prostu powieść. W dodatku szkatułkowa, gdzie z jednej historii od razu prawie zaczyna się kolejna. I pozornie niewiele mają ze sobą wspólnego, choć łączy je mimo odległości czasowej jedno: każda zawiera niewielki fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
Prowadzi nas przez te opowieści niewidomy szlachcic, przemierzający kraj wraz ze swym niemym towarzyszem, wielkim chłopem ale o sercu dziecka. Wydawałoby się, że po prostu odwdzięcza się historiami za gościnę, tu jednak nie ma przypadku i każde miejsce i czas dobrze on sobie wybiera, realizując krok po kroku pewną misję, które opowiadane zdarzenia mogą pomóc nam zrozumieć.
Żmudź, Prusy i Kresy Wschodnie, Karpaty - jego wędrówka wydaje się piekielnie rozległa i pewnie wymagająca, nie pozbawiona niebezpieczeństw, jednak jego determinacja pomaga pokonać wszystkie przeciwności.
Niech nie przerażają Was jakieś demony, elementy magiczne, słowiańskie legendy, to nie jest fantasy, bajka pełna elementów przemocy i erotyki (Fabryka w takich się lubuje), którą szybko się zapomni. Tu jest zagadka, jest ciemność, są dylematy i dramaty. Po prostu zanurzcie się w tą opowieść, bo nawet tam gdzie wydawałoby się racjonalny umysł, mocno zakorzeniona wiara, zawsze istnieje przecież również przestrzeń na jakiś mrok, na pokusy, a jak już otworzy się im drzwi...
Piękne językowo, bogate w detale, ciekawe połączenie grozy i mitologii, a jednocześnie po prostu powieść o moralności, o ludzkich wyborach. A że znawcy epoki wytknęli jakieś błędy? Cóż... Miejmy nadzieję, że autor dołoży większej staranności przy kontynuacji bo podobno powstaje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz