czwartek, 20 sierpnia 2026

Upiór w kuchni, czyli tym razem w podwójnej dawce z Teatru Telewizji

Do niektórych sztuk powracam kilkukrotnie, zwykle jednak towarzyszy temu spora przerwa, która nie odbiera przyjemności oglądania tego samego po raz wtóry. Tym razem jednak postanowiłem zrobić sobie "seans porównawczy" i z repertuaru Teatru Telewizji (wiadomo gdzie oglądać online prawda?) a dokładniej z sekcji Kobry, czyli Teatru Sensacji wybrałem sobie dwie wersje "Upiora w kuchni". W dodatku obie w reżyserii Janusza Majewskiego tyle że różni je prawie 20 lat. A dla tych, którzy chcą to zobaczyć na żywo wciąż zdaje się jeszcze gra to Teatr Kamienic (pisałem o nim tak). 

To zabawne doświadczenie, gdy słyszysz ten sam tekst słowo w słowo, ale widzisz jak dużo też może włożyć od siebie aktor i pewnie swoje dokłada reżyser. No i autor, który ukrywa się za pseudonimem Patrick G. Clark, by jeszcze bardziej sprawiało to wrażenie brytyjskiej czarnej komedii w starym stylu. 


Wersja z roku 1993 jest odrobinę dłuższa, zawiera kilka dodatkowych scen i wątków, których nie było w pierwszej wersji (m.in. scena w barze z Markiem Kondratem w roli barmana i trochę doklejona na siłę scena z pastorem i jego towarzyszem), ale tak to można powiedzieć, że powtarzają się nie tylko słowa, ale i konkretne sceny i ruchy. Ach no i łączy je postać Wiktora Zborowskiego, który w roku 1976 grał młodego policjanta, a potem już "awansował" na inspektora :) 

 

Trudno dokonywać porównań kreacji aktorskich, bo wiadomo że to mimo wszystko kwestia pewnego podejścia (np. mimo całej sympatii do Leonarda Pietraszaka, to jednak Wilhelmi w pierwszej wersji jest dużo bardziej przekonujący, no i jak on gra pijanego :)) i naszych uczuć wobec jakiegoś aktora/aktorki. I tak na pewno stawiam na duet Irena Kwiatkowska i Hanna Śleszyńska w rolach najważniejszych, czyli kobiet prowadzących pensjonat, w którym w dziwny sposób umierają kolejni goście. Są po prostu dużo bardziej żywiołowe, zabawne. Za to w rolach policjantów mimo wszystko ciekawsi są chyba ze starszej wersji Jan Machulski i Marek Walczewski. Dylemat spory i ciekaw jestem Waszych wrażeń. 


Nawet znając tekst i pamiętając że to dość prosta ramotka, to i tak można mieć zabawę obserwując znane twarze w tych charakterystycznych rolach. No i często w dużo młodszych wersjach :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz