wtorek, 11 sierpnia 2026

Ciche miejsce. Dzień pierwszy, czyli znowu na paluszkach

Dwa razy już pisałem o ciekawej mieszance horroru i SF czyli Cichym miejscu, to i dorzucam najnowszą odsłonę tego formatu. Pomysł ten sam: obcy atakują ziemię, a jedyną formą ratunku dla ludzi jest zachowanie ciszy - obcy nie widzą, ale reagują na dźwięki. O ile w poprzednich częściach akcja działa się w niewielkich miasteczkach, to tu mamy Nowy Jork. Kupa ludzi, wielkie budynki, metro, tunele, jak tu zachować ciszę? 

 

To taki niby prequel skupiający się jedynie na pierwszej dobie ataku, pokazujący jak ludzie musieli szybko nauczyć się pewnych zachowań. Inaczej by nie przeżyli. Niby wielkie miasto, ale film zachowuje pewną kameralność - kamera skupia się nie na wielkich scenach akcji, a na parze postaci, dość przypadkowo spotykających się ludzi. Kobieta choruje na raka, wciąż musi brać silne leki przeciwbólowe, nie ma już bliskich poza kotem. A mężczyzna? Jakoś błąkał się bo nie znał miasta, był przybyszem i uznał chyba że idąc za nią ma większe szanse na przeżycie.



Obcy jak zwykle robią sieczkę i jest kilka scen napięcia, ale to nie jest typowe kino akcji, nie dowiemy się o nich nic więcej poza tym co już pokazano w poprzednich częściach (a szkoda). Przechodzenie z nastroju pełnego nostalgii, gdy kamera wędruje przez miasto pokazując zniszczenia, do prób zmylenia potworów i pościgów, chwilami może zostawić wrażenie niespójności, jakby to były dwa filmy, a nie jeden. Uznajmy jednak że po prostu: zależy kto czego się spodziewa. 

Nie ma co prawda poświęcenia dla bliskich, ale to może nawet ciekawsze - czy w obliczu apokalipsy jesteśmy w stanie pomóc komuś zupełnie obcemu? Bohaterka niby nie ma wiele do stracenia, ale i tak odczuwa strach i nie chce umrzeć tak od razu...
 
Każdy krok, słowo, szelest, trzask, może sprowadzić na ciebie całe stado potworów, które cię rozszarpią - ten efekt wciąż tu jest i mimo że nie ma zaskoczenia po pierwszej części, to wciąż jakoś trzyma nas w napięciu. Spokojnie więc można zobaczyć, choć raczej zachęcam od zaczynania od jedynki. A na nielogiczności (statki miałyby wylądować jedynie w jednej części miasta i obcy mieli by nie znaleźć sposobu by przejść przez rzekę), po prostu przymknijcie oko.  


Za tydzień prawdopodobnie notka o nowym filmie Almodovara, a na dniach pewnie jeszcze wcisnę wreszcie Odyseję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz