Nie tak dawno pisałem o pierwszym tomie cyklu, a tu trafiła się dłuższa podróż autem i audiobook z dwójką okazała się w sam raz na samotną jazdę. Odpowiednia dawka akcji, humoru, a jednocześnie nic na tyle skomplikowanego by nie tracić wątku gdy przez moment jesteś bardziej skupiony na tym co dzieje się na drodze.
Zerknijcie w spisie przeczytanych na notkę o tomie pierwszym, bo nie mam zamiaru streszczać, a Sądny dzień Carla to kontynuacja którą trudno czytać w oderwaniu - będziecie zbyt pogubieni. No bo jak zrozumieć ten dziwny duet: facet i gadający kot, którzy nagle mają możliwość znaleźć się w pierwszej dziesiątce graczy uwięzionych w podziemiach? Ludzi którzy walczą o przejście na kolejne poziomy i próbują nie zginąć jest jeszcze chyba kilkaset tysięcy, więc to osiągnięcie jak się patrzy. Fakt - są oryginalni, a kotka ma taką charyzmę, że potrafi każdego przegadać i liczba ich fanów wciąż rośnie. Ale też narobili sobie trochę wrogów, więc wciąż muszą walczyć o życie z coraz trudniejszymi przeciwnikami, a wychodzą z tego raczej cudownym trafem niż siłą i sprytem. A tu przecież trzeba spektakularnie wygrywać, żeby nie tracić zainteresowania podglądających ich walki...
O ile kotka dba o to jak wypadają w mediach, Carl coraz bardziej się buntuje i ma chęć zagrać na nosie twórcom Lochu, zdaje sobie sprawę że są po prostu niczym zwierzątka na wybiegu i wcale mu się to nie podoba. Walczy o życie, zależy mu na tym by Królowa Pączuś (prawda że ładne imię dla kotki?) przetrwała, kombinuje więc jak potrafi i już nie ma wyrzutów sumienia gdy musi zabijać. Ale nie chce robić tego dla zabawy.
Długi rozbieg tym razem, bo wybieranie rasy, rozdzielanie punktów, kombinowanie co im najbardziej może się przydać, a potem znowu zaczyna się zabawa - niespodzianki jakie szykuje im gra, misje które podrzuca i które wcale nie są proste do zrealizowania. Oboje nawet zdaje się zaopiekowali się kolejną po staruszkach osobą i ich drużyna może trochę urośnie. Na razie wciąż to jednak ta dwójka rządzi, iskrzy od ich przekomarzanek, plany i potem improwizacje dostarczają sporo frajdy. No i jest ich dinozaur, ale to wciąż jedynie dodatek, nie ma aż takiego wielkiego znaczenia w fabule.
Oczywiście trzeba to lubić, czyli przemocy jest sporo, a fabuła jest właśnie skoncentrowana na realizacji zadań, zdobywaniu punktów, nagród i potem kombinowaniu jak je wykorzystać. O samym uniwersum wciąż nie dowiem się zbyt wiele, poza tym, że rysują się już jakieś konflikty i zdaje się Carl swoimi wypowiedziami podgrzewa nastroje buntownicze w społeczeństwie. Jaki to będzie miało ciąg dalszy możemy jedynie się domyślać.
Trzeba to polubić - ten humor, fraki, ostry język. I nawet jeżeli to już nie jest taki rollercoaster jak część pierwsza, trochę więcej jest główkowania, rozwiązywania zagadek, to nadal jest literatura prosta i rozrywkowa. Taka właśnie ma być.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz