Tym razem lektura od Włodka, ale pozwalam sobie dać słowo wstępu. Po prostu po rozmowie z nim, byłem ciekaw na ile będziemy się różnić w opiniach. Dopisuję więc (już po przeczytaniu, po kilku tygodniach) kilka zdań od siebie. Spodziewam się czegoś osobistego w stylu Miłości z kamienia, a nie powieści obyczajowej...
Książki o
problemach kobiet są w Polsce pisane według standardowego schematu: kobieta ma
problemy emocjonalne, porzucił ją mężczyzna, straciła pracę i sens życia.
Wyjeżdża więc na wieś, nad rozlewisko, do rodziców (niepotrzebne skreślić),
gdzie w krótkim czasie nie tylko godzi się ze światem i z samą sobą, ale
znajduje wielką miłość. Jakże często tak to właśnie jest, prawda?
Grażyna Jagielska
napisała zatem całkowicie niestandardową książkę poświęconą swoim problemom.
Podróżniczka, żona Wojciecha Jagielskiego, przez całe lata nie potrafiła poradzić sobie z pasjami męża. Obawy
o jego życie paraliżowały ją, a niemożność poradzenia sobie z problemami
codzienności doprowadziły do półrocznego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.
Książka jest zapisem
sposobu, w jaki autorka starała się powrócić do rzeczywistości po pobycie w „psychiatryku”.
Okazuje się, że najlepszą metodą na odnalezienie siebie, jest bardzo daleka
podróż. Pisarka wyrusza więc w wymarzoną jeszcze w dzieciństwie podróż w głąb
amazońskiej dżungli, w górę Rio Negro. Ta podróż ma jej przypomnieć, kim jest,
a także: co przynosi szczęście… Czy ta
przygoda faktycznie pozwoli jej dotrzeć do źródeł swoich problemów i
unicestwić je? Musicie przeczytać książkę, by się tego dowiedzieć.