sobota, 8 sierpnia 2026

Dungeon Crowler Carl - Matt Dinniman, czyli bez spodni, za to z kotem na ramieniu

W trakcie długiej podróży autkiem czas umilał mi tom drugi, a tu jeszcze nie napisałem o pierwszym... Nadrabiam więc szybko. W ramach LitRPG pojawia się u nas coraz więcej pozycji, a niektóre jak się okazuje zyskują na tyle dużą popularność, że biorą je na warsztat producenci filmowi czy gier. Cóż - jak się okazuje wystarczą dość sympatyczne postacie, trochę czarnego humoru, spora ilość akcji. Oczywiście trudno oceniać całość po pierwszym tomie (drugi już trochę mam wrażenie zmienia klimat), ale trudno oprzeć się wrażeniu że to żartobliwa wariacja na temat końca świata, pełnymi garściami czerpiąca pomysły z tego co wymyślili inni. 

Oto świat jaki znamy dobiega końca, bo kosmici w kilka chwil niszczą całą powierzchnię, a uratowanych zmuszają by walczyli o życie w lochu, który dla kosmitów jest czymś w rodzaju widowiska jak nasze programy rozrywkowe. Nie wiadomo czy czuć wdzięczność do losu, że akurat wyszedłeś z domu, gdy wszystkie budowle spłaszczono niczym pudełka z kartonu, skoro teraz musisz zabijać i wciąż walczyć z jakimiś potworami, żeby zadowolić widzów. Jeżeli nie będziesz mieć fanów i sponsorów, twoje szanse są marne. A ten kto przeżyje i dotrze najdalej być może będzie miał szansę negocjować dalsze losy naszej planety. 



Carl, wydawałoby się typ przegrywa życiowego, któremu mało co wychodzi, ma jednak kupę szczęścia, że w momencie apokalipsy był w towarzystwie kotki swojej byłej dziewczyny i uznano ich za drużynę. Z jednej strony - katastrofa, bo wiadomo że koty mają o sobie wysokie mniemanie i Pączuś nie jest wyjątkiem, w Lochu więc tytułowani są jako Królowa Pączuś i jej służący/lokaj Carl, co wiadomo że jest jakimś obciachem. Z drugiej strony gadająca kotka ma niesamowitą charyzmę i nie dość że potrafiła im zapewnić dość szeroką rozpoznawalność, to i do walki ma też serce, stanowią więc drużynę, która może i wygląda dziwnie, ale mimo wszystko pokonuje kolejne poziomy, kolejnych wrogów, realizuje postawione przed nimi zadania i radzi sobie całkiem nieźle. 

Nie będę opisywał ich różnych pomysłów, forteli i dialogów, bo tu czasami sporo czarnego humoru, przekomarzanek i elementów, które ich odróżniają od reszty graczy. Jest w tym trochę zabawy i dobrych pomysłów, słabiej póki co jest z tłem, czyli próbą pokazania skąd ci kosmici i czemu tak się bawią. Autor tak jakby stawia przed nami jakiś świat i mało interesuje go nasza ciekawość do detali, raczej stwarza namiastkę dobrego przygotowanie, co i rusza dorzucając kolejne opisy stworów, magii i metod walki, półgębkiem jedynie sugerując jakieś konflikty na szczytach władzy międzyplanetarnych frakcji, ras i koncernów.  


Do tego dodajcie to co w LitRPG stanowi ważny aspekt, czyli wciąż rosnące skille, dodatkowe bonusy, jakieś nagrody za misje, które potem można wykorzystać w walce. Niby nic odkrywczego - chyba nawet opublikowano to początkowo jako fanowski twór w sieci, ale ktoś dostrzegł szansę że to może być przebój no i proszę... Czy i Was rozbawi gość w bokserkach (bo wyszedł przed dom bez spodni) i kotka uwielbiająca bycie podziwianą? Sprawdźcie sami. 

Uwaga, chwilami można mieć wrażenie chaosu i nadmiaru informacji, a poza przemocą spodziewajcie się że chwilami będzie trochę obscenicznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz