środa, 8 kwietnia 2026

Szpieg Boga - Juan Gómez-Jurado, czyli traumy, grzechy i tajemnice

Po Czerwonej Królowej nazwisko Juana Gómeza-Jurado dołączyło do topki sprzedażowej kryminałów, tym bardziej jednak trzeba dość ostrożnie podchodzić do kolejnych tytułów, żeby oczekiwania i obietnice nie przyniosły potem rozczarowania. Niestety Szpiega Boga raczej nie zaliczyłbym do najbardziej udanych thrillerów kryminalnych, no chyba że nie czytaliście niż Dana Browna i generalnie dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym gatunkiem. Wtedy może się to podobać, choć pewnych niedoskonałości fabularnych można by wskazać sporo, a każdy kto zna trochę środowisko kościelne sporządzi jeszcze dłuższą listę uproszczeń, pomówień i przerysować na tematy religijne i około religijne. Niestety o ile czasem podkreśla się konieczność dobrego researchu również w kryminałach, to często kończy się to na lokacjach, a cała reszta to poziom dziennikarskich artykułów powtarzających jako prawdę objawioną jakieś pojedyncze historie i generalizowanie obrazu całego duchowieństwa. Wiecie - pedofilia, spiski, tajne organizacje mordujące ludzi, zakłamanie, wielkie pieniądze itp. itd.    
Dodajcie do tego jako tła wyboru nowego papieża i już macie w miarę sensacyjne tło. 

I tak to mniej więcej się rysuje - psychopatyczny morderca, piękna policjantka której pomaga m.in. ksiądz współpracujący z CIA (?), bieganie po Rzymie i rozliczne sugestie na temat różnych skrywanych tajemnic duchowieństwa i Watykanu. Mordy muszą odpowiednio okrutne, rytualne tortury sugerują dodatkowy podtekst zemsty, a molestowanie powraca co kilka stron jako jeden z tak licznych grzechów ludzi kościoła, że mogłoby się wydawać iż jego ofiarą padło przynajmniej 50% populacji w każdym pokoleniu. Wiadomo iż na samą myśl w każdym rodzi się sprzeciw na samą myśl o takich czynach, więc podkręćmy atmosferę i rzućmy podejrzenie nie na jednostki a na wszystkich duchownych, co się będziemy ograniczać. 
Już choćby za to autor miał u mnie minusa, ale tu takich uproszczeń faktograficznych i fabularnych jest sporo, całość mam wrażenie pisana była trochę na kolanie, byle szybciej, byle mocniej, a że nie trzyma się tu logiki to już nie istotne. 

Szkoda, bo w efekcie mamy lekturę tyleż samo intrygującą co irytującą. Niby modny temat, postać papieża Jana Pawła II wzbudzi w Polsce dodatkowe emocje, ale naprawdę są ciekawsze powieści na rynku, nawet krajowych autorów, więc nie ma co rzucać się na "wielkie nazwiska" bo niby Netflix już podpisał kontrakt. To akurat nie jest dowód na bycie dobrym pisarzem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz