piątek, 24 kwietnia 2026

Co po Grace? czyli koniec jednego to początek nowego

MaGa: Kolejna udana premiera w Teatrze Polonia. Tym razem w reżyserii Krzysztofa Dracza. Efektowna i jednocześnie emocjonująca sztuka Carey Crim rozpoczyna się jak komedia romantyczna. Oto budzi się obok siebie w łóżku dwoje dojrzałych osób, które spotkały się dzień wcześniej w kościele, na pogrzebie Grace.


Robert: To że dojrzałych, już jest trochę przełamaniem schematu, bo przecież w komediach romantycznych zawsze mamy bohaterów pięknych i młodych. A tu? Powiedzmy że doświadczonych życiowo. Ale czy nie wolno im się czasem zapomnieć, zatracić, iść na całość? Może tego właśnie potrzebowali. I choć cała sytuacja mogła wydawać się mało romantyczna, wszystko odczytywali jako znaki, że to właśnie miał być ten wieczór. 
A gdy już trochę trzeźwiejsi budzą się rano, może i nie żałują, ale zaczynają się zastanawiać że może warto było choć trochę o tym drugim się dowiedzieć. Nawet jeżeli więcej mają się nie spotkać. 




MaGa: Dołącza do nich Ollie, sąsiad Angusa i przyjaciel Abigail. Jego niejednoznaczna postać i zaplątanie w sytuację wywołuje śmiech, a znajomość z Grace – zdziwienie. Wyjaśnianie wzajemnych powiązań z Grace z czasem przechodzi w odkrywanie życia trójki bohaterów sztuki. Każde z nich jest na swój sposób dziwne, każde z nich jest inne i niesie inny bagaż doświadczeń, ale są jednocześnie sympatyczni i rozbrajający. Ich spotkanie, mimo początkowego chaosu, dąży w stronę wzajemnego zrozumienia i wzajemnej pomocy. Duża tu zasługa tekstu i świetna reżyseria.


Robert: To prawda, w tekście jest nie tylko trochę miejsca na śmiech, ale i na refleksję. Przyglądamy się tym postaciom z sympatią i po prostu ich lubimy. Próbują poukładać swoje życie po jakichś zakrętach, cieszyć się jeszcze tym co im zostało, realizując swoje marzenia, a w dupie mając oczekiwania innych ludzi. Czy to łatwe? Nie zawsze. To chyba jednak najlepszy sposób na to być szczęśliwym - nie myśleć już o tym co za mną, nie martwić się o to co przed nami, nie dać się złym myślom tu i teraz. 
Tęsknota, żal, złość, jakieś zranienia, mogą mocno nas zatruć i odebrać radość życia, a my musimy nauczyć się z tym sobie radzić. 

fot. Katarzyna Kural-Sadowska za stroną Teatru
MaGa: Intryga jest niezwykła, a jednocześnie bardzo życiowa. Po nagłej śmierci żony, Angus odkrywa, że jego szczęśliwe życie było takie tylko na pozór. Aby ukoić swój smutek, podejmuje decyzje o jednonocnej przygodzie z Abigail. Rankiem dołącza do nich Ollie, którego imię niefortunnie zaczyna się na literę, którą podpisuje się kochanek Grace. Początkowy, zabawny ciąg zdarzeń, wraz z rozwojem akcji staje się opowieścią o tęsknocie, zdradzie, stracie, nadziei. Każdy z bohaterów odsłania swoją historię życia i nagle okazuje się, jak niewiele wiemy o sobie nawzajem, nawet żyjąc blisko siebie.


Robert: Co ich łączy? A co różni? Wiek. Wykształcenie. Praca. Zainteresowania. Majątek. Okazuje się że czasem to ktoś kogo poznałeś dopiero niedawno może okazać się osobą, która akurat będzie ci mogła najbardziej pomóc. Carey Crim wrzuciła tu sporo wydawałoby się kontrowersyjnych tematów: od homofobii, używek, przygodny seks, lekceważenie żałoby, a wszystko zgrabnie spina klamrą: nie słuchaj tych co ci mówią że musisz się wstydzić i żałować, słuchaj siebie, bo inaczej będziesz zgorzkniały i spędzisz życie pod koniec być może stwierdzając że nic nie było warte. 

MaGa: Nieobecna Grace wspominana w tytule w dziwny sposób spaja życia tych trzech osób ze sobą. I to jak skutecznie! Niby już zmarła, ale jednak jej duch ma wpływ na tych co zostali na ziemi. I jak mówi Abgail, trzeba otworzyć swoje serca i umysły w inny niż dotychczas sposób aby móc iść naprzód. Bo czymże jest śmierć Grace jak nie kolejną szansą na nowe, choć inne życie. Angus może spełniać się u boku innej kobiety, Abigail może w końcu zdoła otworzyć się na innych, a Ollie stawi czoło swojemu tchórzostwu. A i nam, widzom, dać spojrzenie na nowe początki z uśmiechem, humorem, czułością i nadzieją.


Robert: Można odbierać całość jedynie na poziomie komediowym i się dobrze bawić, myślę że jednak wartość tej sztuki to umiejętność dostarczenia przy okazji pewnego przekazu: niezależnie od tego jak czasem drażnią cię inni ludzie, warto się na nich otworzyć, dać się poznać i poznać ich, poprosić o pomoc, by nie być z tym co nas trawi samemu. Proste? Może i tak. A i tak o tym zapominamy. 
No i dodajmy: jak to fajnie jest zagrane! Czujemy że cała trójka, czyli Hanna Śleszyńska, Krzysztof Dracz i Andrzej Zieliński, dość swobodnie weszli w te role, z jakąś naturalnością i luzem. Potrafią fajnie przejść od scen pełnych energii do wyciszenia, a dobrze napisane dialogi przeskakują między nimi niczym iskry. Z dużą przyjemnością patrzy się na aktorów, których znamy od lat, lubimy, jak szczerze potrafią się śmiać ze swojego wieku, z tego jak myśli się o ludziach przekraczających 50, 60 czy 70 lat.   

Polecamy

Teatr Polonia – Co po Grace?
więcej o spektaklu tu
Tytuł oryginalny: Morning after Grace
Tłumaczenie: Bogusława Plisz-Góral
Reżyseria: Krzysztof Dracz
Scenografia, kostiumy, reżyseria światła, projekcje: Michał Dracz
Asystent scenografa i kostiumografa: Małgorzata Domańska
Realizacja dźwięku: Michał Tatara
Realizacja światła: Rafał Piotrowski
Realizacja projekcji: Paweł Nowicki
Producentka wykonawcza: Magdalena Kłosińska
Obsada:
Hanna Śleszyńska, Krzysztof Dracz, Andrzej Zieliński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz