Rano niby marudziłem że czasem tempo akcji nie wystarczy by mieć satysfakcję, człowiek szuka oryginalności, zagadki, a nie jedynie dynamiki i pewnie to samo co przy powieści duetu Horst i Edger, mógłbym powiedzieć o najnowszej powieści Grzegorza Mirosława. W tym przypadku jednak trzeba przyznać, że mroczna atmosfera i tajemnica dodaje trochę zarówno do oryginalności jak i satysfakcji.
W warunkach polskich góry ostatnio stały się modnym miejscem jako tło dla kryminałów i thrillerów, z totalnie dziką przyrodą kojarzymy jednak głównie Bieszczady czy Beskid Niski. A tu proszę Beskid Żywiecki odmalowany tak że ciarki chodzą po plecach. Oszast to nie tylko szczyt, ale całe pasmo, rezerwat będący fragmentem pierwotnej Puszczy Karpackiej. Czy to możliwy by w tych ostępach kryły się miejsca, w które ludzie nie zaglądają albo jak zajrzą, to już z nich nie wracają? Brzmi mało prawdopodobnie, prawda? Autor jednak kreśli tak barwne opisy, że czujemy się jakby to były tereny w których można błądzić tygodniami i we wszystko można by uwierzyć.
Zgrabnie wplata też wątki historyczne, w tym przypadku klęskę głodu w Galicji w XIX wieku, która podobnie jak w Irlandii spowodowana była zarazą ziemniaków, stanowiących podstawę diety i podobnie jak tam skończyła się śmiercią wielu ludzi i emigracją kolejnych tysięcy.
Początek niezły, wciąga i intryguje: oto na drodze, prawie potrącony zostaje mężczyzna który jak twierdzi przeżył wypadek samochodowy, ale w aucie zostały jego żona i malutkie dziecko. Gdy udzielono mu pierwszej pomocy, odkryto iż po rodzinie nie ma śladu, za to w bagażniku znajduje się ciało. Jeżeli ktoś nie chce zbyt długo ciągnąć sprawy, to przy takim dowodzie, dość szybko może zbudować sobie jakieś podejrzenie, a potencjalny sprawca sam wpadł mu w ręce. I tu zaczyna się rozgrywka między złym i dobrym gliną, nie tylko w trakcie przesłuchań, ale i poza nimi, jedno ma już podejrzanego i nie chce więcej szukać, drugie zaś ufa odnalezionemu i pragnie mu pomóc. A gdy ów mężczyzna wraz z zaprzyjaźnionym leśnikiem ruszy na poszukiwanie rodziny, nie do końca będzie wiadomo czy ich ścigać czy ratować z powodu potencjalnego niebezpieczeństwa jakie może wisieć nad nimi gdy dojdą po śladach do kogoś kto mógł porwać kobietę z dzieckiem.
Mam co prawda wrażenie że mimo niezłego tempa, w pewnym momencie trochę spada napięcie i nasze zainteresowanie, finał też pozostawia pewien niedosyt, trzeba jednak przyznać że oderwać się od lektury dość trudno, czyli rzecz jest jak to mówią "mało odkładalna". Jeżeli się do czegoś przyczepiać to ewentualnie do trochę sztucznych niektórych dialogów i mało realistycznego zachowania niektórych bohaterów. Niby potem od razu autor przygotował nam możliwość zerknięcia w ich przeszłość, wyjaśnienia pewnych traum, jednak jakieś zdziwienie co do braku profesjonalizmu, ale i prawdopodobieństwa pozostało.
Na pewno jedna z bardziej zaskakujących przesyłek do recenzji jaką dostałem – książka którą musiałem wygrzebać z worka wypełnionego ziemią. Okrzyk "Co tu się..." wtedy cisnął się na usta. Choć chwilami przy lekturze też. Może już nie jest tak bardzo zaskakująca, ale to nieźle pomyślany thriller kryminalny. Na plus klimat, na niewielki minus poprowadzenie intrygi i psychologiczne portrety bohaterów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz