Zdaje się, że czeka Was do soboty seria notek "luźniejszych", czyli nie spodziewajcie się rzeczy jakoś super wartościowych, czasem jednak do obejrzenia w wolnej chwili do zrelaksowania jak znalazł. Tak m.in. odbieram serial, który jesienią na Netflixie przez chwilę pikował w oglądalności - niezły thriller, który ogląda się z pewnym zaskoczeniem w stylu "co oni tu wymyślili".
Rzecz bowiem niby nie jest szczególnie zawiła, ale wikłają je sami bohaterowie wciąż udowadniając nam że kłamią, coś ukrywają i generalni zamiast tych którzy mieliby łapać sprawcę, sami wydają się coś ukrywać. Oto dziennikarka przybywa do miasteczka z którego pochodzi, by w swoim ostrym stylu poprowadzić śledztwo w sprawie zamordowanej kobiety. Ewidentnie gra na nerwach lokalnemu komendantowi, ale moglibyśmy jeszcze to zrzucić na to, że kiedyś byli małżeństwem i mają do siebie jakieś żale. Dalej jednak jest jeszcze lepiej...
Bo tu prawie wszyscy się znają, znali, kiedyś mieli konflikt, jakieś zatargi i jedyna osoba, która jest spoza miejscowości, policjantka która ma współpracować z komendantem aż dziw że nie zwariowała i nie pozamykała ich wszystkich profilaktycznie. Nawet jak nie są winni tego co już się wydarzyło, to potencjalnie mogą za chwilę kogoś zabić albo za to że ktoś rzuca na nich podejrzenie albo po prostu ot tak. Atmosfera niczym na wulkanie.
I mimo pewnych niedoskonałości i uproszczeń w scenariuszu trzeba przyznać że to się ogląda całkiem nieźle. Rzadko kiedy mamy okazję do podejrzewania aż tylu bohaterów i to włączają w to prowadzących śledztwo. Wszyscy coś ukrywają, a odsłanianie przed nami przeszłości ma powolutku wyjaśnić nie tylko sprawcę ale i jego motywację... A może sprawców?
Za tempo i ilość WTF na odcinek można by w sumie dać i nagrodę pozytywną jak i jakąś złotą malinę, ostatecznie więc to nie taki wielki hit na jaki ten serial kreowano, mnie finał raczej rozczarował, jak ktoś lubi rzeczy mniej wymagające będzie się jednak dobrze bawił.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz