Moi ulubieńcy z Czwartkowego Klubu Zbrodni, w nie wiem czy nie najlepszej jak dotąd odsłonie. Może dlatego że trochę już ich znam, może dlatego że i oni nabrali pewności siebie, a może dlatego że niefrasobliwość z jaką potrafią zadawać pytania i wbijać na spotkania z podejrzanymi osiąga poziom prawie absurdalny i rozkłada na łopatki nawet największych gangusów?
Tym razem sprawa dotyczy śmierci starszego pana, pracownika antykwariatu, który najwyraźniej pechowo wplątał się w przemyt narkotyków. Ponieważ nie był on dla naszych bohaterów kimś obcym, za punkt honoru uznali że sprawcę muszą odnaleźć. Tym razem będą nawet mieli wsparcie dwójki lokalnych policjantów, którzy odsunięci od śledztwa przez zespół ze stolicy, poczuli się zwolnieni z wszelkich zasad. Mając doświadczenie że staruszkowie potrafią rozwiązać sprawy szybciej od policji, postanowili zabawić się w dochodzenie mniej oficjalne razem z nimi.
Oszuści, fałszerze, handlarze narkotyków kontra Czwartkowy Klub Zbrodni. Ha! to się nie może skończyć dobrze dla tych pierwszych, bo przecież nikt jakoś nie kwapi się by podejrzewać albo mordować starszych państwa, nawet jak zadają denerwująco trafne pytania. Przyjaciele, z których każdy jest trochę inny i ma swój kapitalny udział w realizowanych planach potrafią rozbawić nas prawie do łez.
Cały jednak urok tej serii, że to nie jest jedynie komedia, że ci emeryci pokazują nam również wszystkie cienie życia gdy przestajesz już być czynny zawodowo, gdy przestajesz mieć tyle zdrowia i energii, gdy różne rzeczy odkładasz nie z lenistwa a bardziej z powodu braku sił, chęci albo zapominania. Kolejne osoby z twojego otoczenia znikają, a ty jesteś świadom że i ty jesteś aktywny głównie dzięki przyjaciołom, którzy dają ci poczucie misji gdy rozwiązujecie trudne sprawy kryminalne.
Humor, który nie jest głupawy, poplątana i szalona intryga mogą się podobać, ale to świetnie nakreśleni bohaterowie i ich pomysły są siłą tego cyklu. Już rozglądam się za tomem piątym!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz