niedziela, 19 kwietnia 2026

Ołowiane dzieci - Michał Jędryka, czyli epidemia, która miała wpływ przez lata

Post możecie potraktować jako dodatek do notki o filmie z Netflixa, o którym pisałem tu. Na nowo przypomniano historię, zaczęto dyskutować o tym na ile można sobie w scenariuszu pomijać czyjeś zasługi, a Ślązacy poczuli się obrażeni tym jak się ich przedstawia. I niby w reportażu Michała Jędryki, który sam był jednym z dzieci ratowanych przed ołowicą przez doktor Wadowską-Król, niby można znaleźć tam większość obrazów i jakie opowiada nam trochę podkręcając fabułę film, ale już o mentalności "prostych" ludzi, którzy nic nie rozumieją, twórcy trochę przesadzili. 

Co prawda wszyscy mi mówią że najlepiej tą historię opisano w powieści obyczajowej Magdaleny Majcher, jednak najpierw wpadł mi w ręce właśnie ten reportaż. I choć historię znałem, nie odkryłem w nim nic nowego, to jednak nie żałuję lektury. Może dlatego że Jędryka daje nam spojrzenie świadka, co prawda po wielu latach, a opowiada o tym jak odbierał wszystko jako dziecko któremu nie zawsze wszystko tłumaczą, czasem raczej domyślając się lub dopowiadając sobie różne rzeczy. Co ciekawe, jest to też spojrzenie na Śląsk który się tak mocno już zmienił, z żalem o tych którzy wtedy byli ofiarami przemysłu który dawał pracę, ale jednocześnie truł bez litości. Szczerze jednak również autor pisze o dalszych losach większości swoich kolegów i koleżanek z Szopienic, osiedla położonego najbliżej huty i miejsca gdzie dzieci narażone były nie tylko na objawy które da się wychwycić szybko lecz i te długofalowe. Pisze o uzależnieniach, braku wykształcenia, życiu w biedzie, o ludziach którymi opiekuje się pomoc społeczna. tego w serialu nie zobaczycie, a to takie postscriptum. 



Lektura mało porywająca, może to jednak też kwestia tego jak wiele już o samym temacie wiemy. Trochę w tym sentymentalnego powrotu do lat dzieciństwa, do pierwszej miłości, kolegów, zabaw, zainteresowań, Michał Jędryka nie zapomina jednak o tym, że przede wszystkim powinien przybliżyć nam tło, głównych rozgrywających (w tym wojewodę) oraz kulisy całej historii. Lekarka z lokalnej poradni Jolanta Wadowska-Król oraz dr Bożena Hager-Małecka ze szpitala gdzie trafiały dzieci, musiały bardzo ostrożnie (nie tak jak w serialu) próbować polepszyć ich sytuację, jednocześnie nie atakując wprost zakłady tak ważnego dla władzy. 

Dostaniecie więc więcej informacji niż w serialu, szkoda jednak, że napisane to jest dość sucho.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz