Poza pisaniem o nowszych rzeczach, muszę znaleźć też miejsce na wrzucenie notek o rzeczach starszych, które gdzieś mi mignęły, a ponieważ staram się pisać o wszystkim, to nie mam zamiaru odkładać w nieskończoność, bo już parę rzeczy mi w ten sposób umknęło...
W najbliższych tygodniach więc będzie trochę tego typu wrzutek, w tym pewnie zbiorczy jeden albo dwa posty o spektaklach Teatru Telewizji.
A dziś filmy.
Jeden polecam drugi odradzam, sami zobaczycie który... Do komedii w ogóle naszych krajowych podchodzę jak do jeża bo mam wrażenie że są na żenującym poziomie, a aktorzy tam mocno szarżują albo znowu grają jak kołki iż aż żal na to patrzeć.
I w sumie w pierwszym przypadku, czyli "Seksu dla opornych" to się niestety potwierdza. Pal licho zapowiedzi że to niby takie kapitalne, przełomowe, obalające tabu itp. Jeżeli leży scenariusz i dialogi, to i aktorzy nic nie wyrzeźbią. Dla porównania mógłbym opowiedzieć o najnowszej premierze teatralnej Teatru Polonia "Co po Lucy" ale to pewnie na dniach, wypatrujcie więc notki.
Basia (Ilona Ostrowska) i Grzegorz (Piotr Adamczyk) świętują 25-lecie małżeństwa. No ale wiecie jak to bywa - dzieci już dorosłe, praca, obowiązki i sprawy życia codziennego zaprzątają na tyle głowę, że już nie ma tyle ognia i nieustannego podniecenia w związku. I nawet jeżeli jedno pragnie tego bardziej, to drugie może odbierać to jako jakąś natarczywość i zbywać zmęczeniem. Bo bliskość, robienie czegoś razem już jej/mu wystarcza. To nawet nie jest nuda, ale po prostu jakiś inny poziom relacji, choć pewnie seks przydałby się od czasu do czasu bo każdy go potrzebuje. Ale przecież nie o seks w tym filmie chodzi, nawet jeżeli parze wydaje się że po prostu muszą znaleźć jakiś sposób na to by go ożywić i wyjść z rutyny. I tak wiadomo że dojdziemy do momentu gdy zrozumieją iż chodzi głównie o komunikację, o to by nic nie ukrywać, by szczerze mówić o swoich pragnieniach i uczuciach. Zanim do tego dojdą będą musieli zrobić z siebie pajaców...
Tłem będzie luksusowy hotel SPA, czyli zdaniem twórców filmu to obraz i problemy "przeciętnego Polaka" a uwaga widzów będzie skupiona głównie na parze głównych bohaterów, co niestety mimo prób wikłania ich wciąż w nowe sytuacje (choć tak naprawdę jedną powtarzaną na wiele sposobów) szybko robi się nudne.
W teatrze to podobno wypadało wszystko świetnie i humor nie był wymuszony, w filmie niestety to kompletnie mam wrażenie nie wyszło, mimo że Ostrowska i Adamczyk stają na głowie żeby było zabawnie.
Szkoda czasu.
W Przepiękne! chwilami też wchodzimy w sceny słabsze, trochę żenujące, ale mimo wszystko jest w tej produkcji dużo więcej ciepła, jakiejś empatii i szczerości. Może dlatego że tych wątków i historii jest więcej, nasza uwaga się rozkłada i możemy z większym zainteresowaniem śledzić jedną, czy dwie, a machnąć ręką na to co nas drażni.
A może to kwestia dużo mnie nachalnego humoru? Katarzyna Priwieziencew raczej chce zainteresować nas losem swoich bohaterek, sprawić byśmy im kibicowali mimo tego iż czasem popełniają błędy, a nie obśmiewać ich życie. Ono jest czasem wystarczająco pozbawione radości żeby jeszcze się z tego śmiać. Kobiety w różnym wieku, z różnymi problemami - traktujące idealne ciało jako sposób na karierę, pełne kompleksów po porodzie czy jako nastolatki nie tak idealne jak koleżanki, zdecydowane na to by w życiu się z nikim nie wiązać na stałe, czy pragnące zainteresowania i bliskości, których nie otrzymują po wielu latach małżeństwa stają przed nami i tak jakby mówiły: świat kreuje jakieś wzorce, a my z jakiegoś powodu do nich nie pasujemy, ale czy to znaczy że jesteśmy gorsze? Mniej piękne? Nie zasługujące na uwagę, na czułość, na akceptację?
Faceci, zwykle trochę mniej uważni na takie sygnały i emocje, muszą czasem dostać trochę wyraźniejszy znak, żeby zrozumieć :) a może obejrzenie filmu otworzy na jakąś szczerą rozmowę? Nawet jeżeli można by uznać tą produkcję za coś w stylu komedii romantycznej, gdzie wszystko ma się dobrze kończyć i szczęśliwie rozwiązywać każdy problem, nawet jeżeli to kopia jeden do jednego hitu niemieckich kin, to jak i tak ją polubiłem. Widzę w niej więcej prawdy o życiu niż w tym sztucznym koszmarku jakim był pierwszy wspominany film.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz