niedziela, 30 marca 2025

Zmęczenie materiału - Marek Šindelka, czyli ile jeszcze możesz wytrzymać

Marzec kończę książką i to niełatwą. Pozostawia ona jednak po sobie tyle emocji, że postanowiłem nie odkładać dłużej pisania o niej, może ktoś po nią wkrótce sięgnie. Temat wciąż na czasie - nasz stosunek do imigrantów, do tych którzy szukają tu jakiegoś sposobu na poprawę swojego losu. Niby napisano już trochę na ten temat, ale ta na poły poetycka, trochę niedopowiedziana powieść, w dziwny sposób porusza serce. 
 

Tak blisko nas. I podobne rzeczy dzieją się i u nas. A my wolimy nie widzieć, przyklaskując rządowi, który nie tylko uprawia podobną politykę jak i poprzedni jeżeli chodzi o blokowanie granicy z Białorusią i pushbacki, to teraz dokłada kolejny niehumanitarny gest. To już nie tylko brak pomocy medycznej, brak szansy na ośrodek, ale nawet ci, którzy już znajdą się po naszej stronie, nie będą mogli złożyć wniosku o status uchodźcy. Nikogo nie interesuje twoja historia. Twój ból. Ważne są wybory, samozadowolenie i argument zagrożenia jakim podobno są dla naszego poczucia bezpieczeństwa wszyscy imigranci. 

Kobiety i dzieci również? 

sobota, 29 marca 2025

Nie smućcie się. Ja zawsze będę z Wami, czyli jesteś wybrana i wyjątkowa

Nieodmiennie namawiamy do korzystania z wydarzeń festiwalu Nowe Epifanie, który jeszcze trwa, ale niestety sami trochę z opóźnieniem piszemy o spektaklach jakie mogliśmy zobaczyć. Dziś gościnnie teatr im. S. Jaracza z Olsztyna. I notka dialogowana - lubimy w ten sposób czasem pospierać się z M.

***


MaGa: Kilkakrotnie, wiele lat temu spędzałam urlop w willi tuż za kaplicą pod wezwaniem Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej w Kirach, niemal przy wejściu do Doliny Kościeliskiej. Zapamiętałam ją, bo w żaden sposób nie mogłam zatrzymać w pamięci tej nazwy i z trudem ją czytałam. Z niczym mi się nie kojarzyła, a jako ateistka, nie czułam potrzeby dowiadywania się o niej coś więcej. A tu proszę, powróciła do mnie w spektaklu Teatru im. S. Jaracza z Olsztyna w ramach tegorocznych Nowych Epifanii. Dopiero teraz dowiedziałam się, że w Gietrzwałdzie były objawienia i to takie, które swoim autorytetem uznał Kościół Katolicki.


Robert: Tematem jednak nie są same objawienia, ale fakt iż choć Matkę Boską widziały dwie dziewczynki, do historii przeszła jedynie jedna. Dla twórców spektaklu to stało się kanwą do rozważań na temat roli kobiet, oczekiwań wobec tego jak ma wyglądać życie bogobojne i kto ma zasługiwać zdaniem Kościoła na to by objawieniem zostać obdarowanym.

czwartek, 27 marca 2025

Konklawe, czyli walka o władzę, czy o własne sumienie

Co prawda wczoraj zaproponowałem ten tytuł jako poboczną lekturę na DKK (ostatnio wybieramy obok tytułu głównego coś lżejszego, żeby każdy mógł sobie wybrać co mu bardziej leży), ale po filmie nawet nie wiem za bardzo czy chcę to czytać. Znam już wszystkie pomysły fabularne, postacie i ich charakterystykę, czym więc mógłby zaskoczyć mnie Robert Harris? 


Od początku jednak miałem wrażenie, że cały ten krzyk o obalaniu jakichś sekretów Watykanu, kontrowersje itp. to jedynie teatrzyk by wypromować kolejny thriller sensacyjny, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Chodzi o to, że to nie reportaż i nie szukajcie tu faktów, nawet nie oczekujcie tego, że autor zrobił reaserch - to jego wyobrażenia i fantazje na temat rozgrywek pomiędzy hierarchami Kościoła Katolickiego i niczego więcej nie oczekujcie.

Konklawe, czyli wybór nowego papieża. Wiadomo, że to trudny czas, bo często dochodzi do zmian w narracji, polityce - nowa głowa Kościoła to często nowe porządki. Nic więc dziwnego, że po ludzku to czas jakichś zmagań frakcji i grup interesów, nie tylko narodowych (słynne - papież powinien był Włochem), ale i światopoglądowych. Niby nauczanie oficjalne Kościoła jest jedno, wiadomo jednak, że są kardynałowie bardziej konserwatywni, tradycjonaliści z lękiem i grozą patrzący na wszystko co nowoczesne i bardziej liberalni, może są nawet tacy, którzy byliby za rezygnacją z celibatu i bardzo radykalnymi zmianami. Papież może wszystko.

środa, 26 marca 2025

Bądźmy poważni na serio, czyli na malutkiej scenie dzieją się cuda

MaGa: Miło nam donieść, że właśnie wróciliśmy z Londynu, z National Theatre. Uśmiechnięci i wyluzowani, bo oglądaliśmy tam „Bądźmy poważni na serio”, sztukę napisaną przez Oscara Widle’a w 1895r. Ramotka teatralna, ale jak zrobiona!!!

Robert: Hola, hola 😊. Byliśmy tam dzięki cyklowi pokazów NT Live, a oglądaliśmy go nie wydając ani złotówki na podróż do Londynu, bo w Multikinie Złote Tarasy. Ale przyznaję rację – bawiliśmy się świetnie, nawet w drodze powrotnej, wciąż omawiając sobie różne detale, które nas urzekły.

MaGa: I nie my jedni. Po raz kolejny mocno zapełniona widownia śmiała się tak serdecznie z tego co wyczyniali na scenie aktorzy. A dawali z siebie wszystko.

Robert: Dawno nie widziałem tak świetnie zrobionej komedii. Niby tekst stary, epoka już mocno odległa, ale… jak się ma pomysł, świetnych aktorów to wszystko się uda. A my, zanurzeni w wygodnych fotelach, za cenę niższą niż w większości warszawskich teatrów, mamy możliwość oglądania na scenie aktorów wysokiej klasy, takich jak Sharon D. Clarke (wielokrotnie nagradzana nagrodą Oliviera), Ncuti Gatwa (znanego z Sex Education i Doctor Who) czy Amandę Lawrence (seria Gwiezdne wojny). No i mogliśmy zachwycać się fantastyczną robotą wykonaną przez cały zespół twórców, czyli reżysera, ludzi od scenografii, kostiumów, muzyki i całej reszty. Na malutkiej scenie dzieją się cuda! 

niedziela, 23 marca 2025

Kwiaty dla Algernona - Daniel Keyes, czyli co wy mi zrobiliście?

Na półce prawie cała seria Wehikuł Czasu od Wydawnictwa Rebis, od czasu do czasu będę więc podrzucał nowsze i starsze tytuły z tego cyklu, bo mimo że nie przepadam za ich okładkami, to wybór autorów i tytułów jest zacny. Dziś chyba jeden z pierwszych wydanych w ramach tej serii - "Kwiaty dla Algernona" Daniela Keyesa. Rok 1966 i powieść, która powstała na bazie wcześniejszego opowiadania - przy lekturze możecie nawet zastanawiać się co tam jest fantastyczno-naukowego, ale jak na tamte czasy pytania były jak najbardziej futurystyczne. Dziś neurochirurgia poszła tak daleko, że pewnie niejednego pisarza S-F zaskakują dokonania specjalistów, ale autor "Kwiatów" pyta w swoim tekście nie tylko o to czy można komuś poprawić IQ, sprawić by ktoś z niepełnosprawnością intelektualną stał się chodzącym geniuszem. Bardziej interesujące są tu pytania o konsekwencje takiej zmiany, jej odbiór społeczny i o to czy jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkie elementy takiego procesu. 

sobota, 22 marca 2025

Kaori - Marta Sobiecka, czyli to może być wcale nieodległa przyszłość

Fajna okładka i całkiem przyjemna zawartość. Nie znam poprzednich tekstów Marty Sobieckiej, domyślam się jednak że swoje zainteresowanie Japonią i S-F łączy w pewne tło, na którym umieszcza swoich bohaterów.

Tak też jest i w Kaori. Na pierwszy rzut oka - kryminał. Ponieważ jednak akcja dzieje się futurystycznej przyszłości, już mamy trochę zmianę perspektywy, co sprawia że czyta się to z zainteresowaniem. Tych elementów fantastycznych nie ma jakoś bardzo wiele - postęp tak szybko idzie do przodu, że roboty, hologramy, to kwestia pewnie nieodległego nam czasu. Dziś jednak stanowi to jakiś detal, który stanowi fajne urozmaicenie. Dość już gliniarzy "ratujących" samotność alkoholem albo dragami. Kaori Nakamura, policjantka z wydziału do spraw cyberprzestępczości również ma sekret, którym niechętnie się dzieli, do naszej oceny czy jest on równie destruktywny. Po śmierci swojego brata, nie potrafiła pogodzić się z jego odejściem, więc zainwestowała duże pieniądze, by zawsze przy niej był - jako hologram. Rozmawia z nim, radzi się go, nie bardzo potrafi wyobrazić sobie rezygnację z tego wsparcia, ale oczywiście ukrywa to przed przełożonymi, bo szybko skierowali by ją do psychologa i odsunęli od służby. 

Technologie są akceptowane, wciąż jednak uważa się że w pewien sposób powinna zostać zachowana nad nimi jakaś kontrola, nie powinniśmy im ufać do końca. Firmy produkujące różne nowinki oczywiście za wszelką cenę próbują przekonać społeczeństwo że to bezpieczne i ma same plusy, policja jednak powinna być ostrożna w oddawaniu pola na obecność cyber rzeczywistości w swojej pracy i życiu. Zresztą sprawa którą zajmuje się bohaterka jest tu dobrym przykładem tego, że warto zachować pewien dystans i podejrzliwość.

czwartek, 20 marca 2025

Ferdydurke, czyli kto nie widział ten trąba

Och Teatr po Władcy much, Zemście, czy Stowarzyszeniu umarłych poetów, znowu sięga po literaturę mając nadzieję na przyciągnięcie do siebie nie tylko starszych ale i młodszych widzów. Wszak uczniom szkół średnich przyda się Gombrowicz na lekcje polskiego, a że to nie jest lektura łatwa, może rzeczywiście jakimś rozwiązaniem jest zobaczenie tego na scenie? Może to być dobry pomysł, bo adaptacja przygotowana przez Mariusza Malca mam wrażenie, że jest dość wierna, zawiera wszystko co najważniejsze i robi to w czytelny sposób.  


Wszyscy oczywiście mamy jakieś skojarzenia z Ferdydurke - pamięta się upupianie, gęby, krytykę szkoły (no jak zachwyca skoro nie zachwyca), ale czy tekst sprzed 90 lat można jakoś odnosić do współczesności? Co zostało dla nas tam ważnego?

Musisz dorosnąć, musisz być odpowiedzialny, przestań być dzieckiem - tylko jak tu podejmować samodzielne decyzje, osądy, wybory, skoro wcześniej nikt tego nie uczy i nie wspiera takiej umiejętności? Zarówno szkoła, jak i dom, raczej tępią przejawy samodzielnego myślenia, karzą iść utartymi torami, nawet jeżeli nie bardzo pasują one do szybko zmieniającej się rzeczywistości.

środa, 19 marca 2025

Dojrzewanie, czyli co przegapiliśmy

Skoro wszyscy prawie już napisali o tym serialu, choć można go zobaczyć dopiero od kilku dni, to i na Notatniku o Dojrzewanie choć kilka zdań. 

Na wstępie parę uwag. Nie wierzcie że to będzie kryminał albo thriller. Mimo że pierwszy odcinek, może jeszcze drugi trochę obiecują w tym względzie, nie o to tu chodzi.
Nie spodziewajcie się napięcia, zwrotów akcji ani generalnie jakiegoś super tempa. Nic z tych rzeczy. Rzeczywiście początkowo produkcja robi wrażenie (całe odcinki kręcone jednym ciągłym ujęciem), ale to towarzyszenie postaciom w każdym ich kroku, geście, przechodzenie między lokacjami raczej spowalnia wszystko, a nie przyspiesza. Dzięki temu jednak jeszcze bardziej sugeruje nam się, że wchodzimy jakby w prawdziwe życie, w świat żywych ludzi, którzy przeżywają prawdziwe emocje. Wkurzają się, wątpią, dopada ich rezygnacja, boją się albo oddychają z ulgą. Próbują czasem zagłuszyć to co się w nich kotłuje, zwolnić, zmienić temat albo chłodem i profesjonalizmem walczyć z potrzebą wybuchu. Po prostu życie. Ono nie składa się tylko z rzeczy, słów, gestów, które mają znaczenie i posuwają fabułę do przodu.

Mimo że tak niewiele się tu dzieje (ach ten zaskakujący czwarty odcinek), to emocji tu jest tyle, że aż wylewają się z ekranu. A widz z nimi zostaje, bo zamiast odpowiedzi i wszystkiego podanego na tacy zostaje z pytaniami, niedokończonymi wątkami, z niejednoznaczną wizją tego co się stało. 

wtorek, 18 marca 2025

Na popiół - Jiří Březina, czyli człowiek człowiekowi wilkiem

Pachnące jeszcze farbą drukarską, świeżutkie czeskie krymi. Na kolejną książkę wypatrzoną na ich rynku wydawniczym przez Wydawnictwo Afera czekamy czasem po kilka miesięcy, ale zdecydowanie warto - tu raczej nie ma zawodu jak często zdarza się z tym gatunkiem u nas. Ilość rzadko przekłada się na jakość.
 
Autora już znałem wcześniej - bo lektury Przedawnienia i Południcy (uwaga - lepiej czytać w odwrotnej kolejności) dały sporą frajdę i pozwoliły poznać bohatera. Tomáš Volf wreszcie ma szansę wyrwać się trochę z policyjnego archiwum, znowu dostał szansę, wraca do Pragi, choć na razie na peryferia i jako nowy raczej nie cieszy się zbytnią sympatią i zaufaniem. Przełożony widzi w nim raczej kogoś kto pozwoli mu porządkować papiery by dobrze wypaść przed kontrolą, a stare wygi nie bardzo chcą z nim pracować, nie znając jego możliwości, podejrzewając też jakieś kumoterstwo w jego przeniesieniu. Może i jego osobowość trochę tu może mieć znaczenie - nie dość że woli luźne podkoszulki z ulubionymi zespołami blackmetalowymi niż mundur, to i nie bardzo potrafi pracować w zespole, najlepiej czuje się sam, niczym pies wypuszczony jakimś tropem. Wtedy jego upór i przeczucia bardzo się przydają.

Właśnie znalazł sprawę, którą wszyscy inni najchętniej by zostawili w cholerę, ale on konsekwentnie do niej wraca, bo nie daje mu ona spokoju. W jednej z szemranych kamienic znaleziono zwłoki kobiety, spalone doszczętnie, choć samo mieszkanie wcale jakoś nie ucierpiało od ognia. Trudno więc uwierzyć w to, że chodziło o wypadek, zaprószenie ognia. Czy naprawdę człowiek może spłonąć tak że nie zostanie nic poza popiołem, bez czyjejś pomocy?

Święto ognia, czyli kilka słów o książce i filmie

Niby wtorki miały być na blogu na filmy, ale dziś notka łączona. Zaczynam od filmu, bo też taką miałem kolejność z tym tytułem - najpierw ekranizacja, potem będę trochę wplatał wrażeń z powieści Kuby Małeckiego.


Kinga Dębska przyzwyczaiła nas do tego, że jej filmy nawet jeżeli dotykają spraw trudnych, to i tak jest w nich tyle ciepła, empatii, nawet poczucia humoru, że można przełknąć najbardziej gorzką pigułkę z uśmiechem na ustach.

I tak trochę jest też ze Świętem ognia. Mam wrażenie, że choć niby jest wszystko to samo co w powieści, to w samej konstrukcji postaci, grze aktorskiej (brawa dla fenomenalnej jak zwykle Kingi Preis w roli sąsiadki i ciepłego i słodkiego jak budyń ojca którego gra Tomasz Sapryk), jest tyle jakichś pozytywnych wibracji, że nie czuje się ciężaru jaki jest w tej historii. Nie można przecież udawać, że wychowywanie dziecka z porażeniem mózgowym jest sielanką i nie bywa trudne. A gdy dziecko staje się już dorosłą kobietą - tym bardziej nie jest łatwiej. A tu proszę - wspomina się, że ojciec Anastazji (Nastki granej poruszająco przez Paulinę Pytlak) nie ma za bardzo dla siebie czasu, że odreagowuje w nocy uciekając w ramiona pań na telefon, że czuje się samotny, ale w dzień prezentuje nam uśmiech, cierpliwość anioła, pełne zaangażowanie i profesjonalizm. Ćwiczenia, opieka, ogarnianie spraw domowych, przyjemności - nic go nie przerasta :) Trochę upraszczam, ale to tego typu opowieść - ma być uśmiech, nawet gdy jest ciężko. Damy radę! Zdamy maturę, wywalczymy główną rolę w balecie (to starsza siostra) i generalnie wszystko będzie świetnie. Po co zadawać pytania o to co trudne, bolesne, np. wracać do zniknięcia żony i matki dziewczynek. Ale nawet pęknięcie z tym tematem też nie jest tragedią, tylko daje ukojenie.
Słodko? Nie za bardzo? Mam wrażenie że trochę znika świat Nastki, jej perspektywa, choć to ona przecież jest narratorką. Czy dla niej też wszystko jest takie idealne, nie złości się na nic, nie jej nie brakuje? No jakoś aż zbyt idealnie.

poniedziałek, 17 marca 2025

Na prochach, czyli sprzedawcy marzeń i iluzji

Dziś muzycznie, ale nie płyta czy koncert tylko musical. Oto dwie recenzje - tym razem nie w dialogu - z najnowszego spektaklu Teatru Syrena. Spieraliśmy się trochę po przedstawieniu na temat tego co nam się podobało, a co nie, mam nadzieję, że odnajdziecie trochę tych różnic w naszych dwóch głosach. Najpierw M., potem coś ode mnie.

***

We współczesnym świecie nałogi stają się śmiertelnym zagrożeniem. Uważam, że im więcej przestróg, im więcej rozmów, spektakli tym większa nadzieja, że te sygnały ostrzegawcze trafią do większej liczby osób, szczególnie młodych. Szybkość z jaką zmienia się świat powoduje u wielu dyskomfort. Umysł i ciało odpowiadają chorobami lub bólem, a przemysł farmaceutyczny na wszystko ma tabletki. Łatwość i dostępność do nich budzi obawy, ale reklama to dalej dźwignia handlu, a jej przedstawiciele dbają o to by rozwiewać wszelkie wątpliwości co do ich produktów. Dlatego jestem na TAK jeśli chodzi o nowy spektakl Teatru Syrena „Na prochach”. Jak sama nazwa wskazuje chodzi zarówno o leki jak i narkotyki, a stworzony został w oparciu o prawdziwą historię uzależnienia ogromnej części społeczeństwa amerykańskiego od leku przeciwbólowego, który zawierał syntetyczne opioidy. Jego odstawienie było niemal niemożliwe – był tak silnie uzależniający, że osoby które go brały znajdowały się bez własnej woli w szponach nałogu i sięgały po coraz twardsze narkotyki. Spektakl pokazuje mechanizmy rynkowe i sposób myślenia (również bezduszność) producentów tych leków, ich hipokryzję, liczenie się jedynie z zyskami ze sprzedaży oraz sposób korumpowania ludzi odpowiedzialnych za dopuszczanie leków do sprzedaży i sporej części samych medyków. Fabuła oparta na autentycznych historiach ludzi, którzy uwierzyli w reklamę i bez podejrzeń brali leki przeciwbólowe, by po kilku miesiącach stawać się ćpunami, doświadczającymi najgorszych skutków wiary w te leki.

niedziela, 16 marca 2025

Jeden dzień z życia Abeda Salamy - Nathan Thrall, czyli żyjemy obok siebie, ale po dwóch stronach muru

Sięgasz po książkę skuszony nagrodą Pulitzera, czytasz i trochę się męczysz, bo napisane dość drętwo, a mimo to poleciłbyś ten tytuł każdemu kto choć trochę lubi reportaże. Jak to możliwe?

Ano właśnie tak jest. Mimo wszystkich wad tej pozycji, przeskakiwania z postaci na postać, sięgania głęboko w przeszłość, choć przecież punktem wyjścia jest dość współczesne wydarzenie - niewiele jest pozycji, które by tak mocno nie uświadamiały nam tego co leży u źródła konfliktu pomiędzy Palestyną i Izraelem. Nie chodzi bowiem o to co wydarzyło się rok, dwa lata temu, czy nawet 10 - wszystko ma swoje korzenie w sytuacji która rozpoczęła się tuż po powstaniu państwa żydowskiego na ziemiach Palestyny. Od początku przyjęta strategia polegała na wyrzucaniu z terenów, które Izrael uznał za swoje wszystkich dotychczasowych mieszkańców, potem wielokrotnie łamano wszystkie ustalenia i granice, teren wciąż się poszerzał, a lokalna ludność spychana była do niczym do getta, traktowana była jako obywatele drugiej kategorii. Gdy czytasz o tym jak nawet nie możesz dojechać do ziemi swoich przodków, która została wam odebrana, bo nie masz odpowiedniego dokumentu jak "element podejrzany", czyli Palestyńczyk, jak czytasz o drogach, które są dostępne tylko dla obywateli Izraela, o punktach kontrolnych i posterunkach na których po raz kolejny każdy jest sprawdzany, o domach które są wyburzane by zbudować kolejne osiedle dla osadników żydowskich, by jeszcze bardziej rozszerzać strefę wpływu - przestajesz się dziwić napięciom i nienawiści, która jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Niewiele jest rodzin w których ktoś z mężczyzn (czy nawet chłopców) nie siedział w więzieniu - tu nie trzeba zarzutów, wystarczy podejrzenie lub chęć zmuszenia do zeznań. Ilość przemocy, przejawów polityki siły, poniżania ludności tych ziem ze strony Izraela jest potworna

Cyganeria, czyli Werona na wyciągnięcie ręki

Zdumiewające jak można zmienić nasze zapatrywania na obcowanie z kulturą. Teatr i opera zawsze jawiły mi się jako spektakle, które powinno oglądać się „na żywo”. Z tego powodu długo nie chodziłam na wydarzenia jakie oferowały wybrane kina w ramach projektu nazywowkinach.pl. Do czasu, aż mocno namawiana poszłam na operę transmitowaną z nowojorskiej MetOpera w Multikinie. Od tamtej pory jestem miłośniczką tej formy przekazu.


Kiedyś marzyłam o wyjeździe do Werony, ale nie wchodziło to w grę, bo była za „żelazną kurtyną”. Teraz wiek mi nie pozwala na dłuższe wojaże, a i emerytura nie pozwala na takie „ekstrawagancje”. A tu proszę… Werona przybyła do mnie. Amfiteatr w Weronie (popularnie zwany Areną) to trzeci co do wielkości starożytny amfiteatr włoski. Kiedyś odbywały się tu walki gladiatorów, teraz jest areną dla śpiewaków światowej sławy. Bowiem Arena jest miejscem gdzie niemal corocznie od 1913 roku odbywają się Festiwale Operowe pod gołym niebem dla widowni, która jest w stanie pomieścić ponad 20 tysięcy osób.

sobota, 15 marca 2025

Puste miejsca, czyli 270 gramów rzeczywistości

Festiwal Nowe Epifanie odsłona druga - ponownie teatr Wybrzeże, o ile jednak za pierwszym razem mieliśmy na scenie samych mężczyzn, to tym razem królowały kobiety.

Sztuka autorstwa Clàudii Cedó to zresztą temat, który w szczególny sposób będzie poruszał kobiety - w końcu to one noszą w sobie nowe życie, to ich organizm współodczuwa z tym co rodzi się im pod sercem. Gdy ciąża jest zagrożona, to obawy dzielą oboje małżonkowie, ale jednak trochę inaczej się to przeżywa gdy tak naprawdę rzecz dotyczy również ciebie. Lekarze mogą podsuwać informacje, mówić o ryzyku, jednak wyborów pomiędzy życiem dziecka a własnym, decyzji dotyczących tego ile można jeszcze czekać ze sztucznym wywoływaniem porodu nie podejmuje się łatwo, gdy wiesz że to twoje życie i część ciebie...

 

To spektakl o traumie, o cierpieniu i o szukaniu ukojenia. Ukojenia w opowiadaniu o każdym detalu, przypominaniu sobie wszystkich tych chwil, by wreszcie przestać się obwiniać, by zdjąć z siebie ten ciężar. Tu nie chodzi o czyjś błąd, tu nie chodzi o to że podjęłaś błędną decyzję. 

Duch z wyspy - Krzysztof A. Zajas, czyli przyjedź, pomóż, pomścij...

Jeżeli pamiętacie moją recenzję Oszpicyna (kliknij tu) Krzysztofa A. Zajasa i jeżeli lubicie mieszankę grozy, thrillera, zagadek z przeszłości i małomiasteczkowego klimatu, łapcie kolejną nowość od tego autora. Uwaga - tym razem wydana zdaje się jedynie jako audiobook i ebook, więc bez wersji papierowej. Może ze względu na niedużą objętość? W końcu minipowieści nie sprzedają się u nas tak dobrze, królują grubaśne tomiszcza, a przecież papier coraz droższy.

Duch z wyspy ma w sobie coś zbliżonego do tego co udało się uchwycić już w Oszpicynie - bohater otrzymuje jakieś znaki z zaświatów, by zainteresować się pewną sprawą, a przyjeżdżając do niewielkiej społeczności, wchodzi w zagmatwaną plątaninę układów, napięć i zależności. Niby sam niewiele może - to po stronie lokalsów jest siła i nie zawahają się jej użyć jeżeli będzie im mieszał w interesach. Ale jeżeli pomoże mu trochę jakaś paranormalna siła...

Bez jej pomocy jest trochę jak dziecko we mgle - w końcu nawet nie miał ochoty wracać w rodzinne strony. Wyjechał, skończył studia, ma swój świat, a tu jakby czas trochę się zatrzymał. Dla tych z którymi się wychowywał, było tak jakby ich zostawił, jakby uciekł, po co więc wraca, skoro nie ma o czym z nimi rozmawiać. Chce ich pouczać? Jak mógłby im pomóc. I jak wyjaśnić to wszystko co tu go spotyka, bez zaakceptowania że mogą działać tu siły, których kompletnie sobie nie wyobrażał albo czytał o nich w literaturze klasy B. Teraz dotyka ich namacalnie.

czwartek, 13 marca 2025

Last showgirl, czyli czy wciąż mogę się podobać

Gdy pisałem o Anorze, wściekając się: za co te nagrody, w głowie miałem jeszcze jeden film, który lada chwili pojawi się na ekranach. I choć o nim też można powiedzieć "nic wyjątkowego", to jednak postawiłbym go dużo wyżej niż ten obsypany Oscarami Seana Bakera. Zawsze możliwość powrotu na ekran dla aktorów, którzy wydają się mieć najlepsze lata za sobą, danie im szansy zagrania czegoś w kontrze ich dawnych kreacji, przykuwa naszą uwagę. Tak było choćby z Zapaśnikiem, tak też jest i tu. Pamela Anderson wciąż zachwyca figurą, świadoma jest jednak tego, że nie będzie już grać młodej seks bomby. 

Grana przez nią postać, wciąż jednak chciałaby przykuwać uwagę mężczyzn, występować, tak jakby nie do końca akceptowała że mogą oni szukać jednak młodszego ciała, jakiejś nowości. Od kilku dekad występuje na scenie rewii wystawianej w jednym z kasyn Las Vegas. Wiecie - pióra, skąpe stroje, taniec, nieskomplikowane choreografie. Niby nic co można by uznać za wielką karierę, ale ona wybrała właśnie takie życie, uwielbiała być oklaskiwana, tańczyć tak by się podobać. Dla tańca porzuciła kiedyś córkę i dlatego teraz ma z nią słaby kontakt. To cały jej świat i miała nadzieję, że będzie trwać i trwać.

środa, 12 marca 2025

W zmowie z mordercą - Bartłomiej Kowaliński, czyli po co to ruszać?

Skoro środa to i czas na kryminał. Kolejne spotkanie z autorem, którego dotąd nie znalem a tu już parę pozycji na koncie. Po rekomendacji znajomej no i skuszony motywem górskim wziąłem na warsztat. I w sumie nie żałuję, bo to całkiem sprawnie napisany thriller kryminalny.


Sprawę sprzed lat, gdy w Zakopanem odnalezione zostaje ciało nastoletniej dziewczynki, a o jej zamordowanie oskarżony zostaje sąsiad, wygrzebuje dziennikarz śledczy z Krakowa. Początkowo może i miał to być tekst typu true crime, ale zbyt wiele tu łuk i nieścisłości by nie wzbudziły one wątpliwości. Trzeba więc samemu zbadać sprawę. Tylko z kim rozmawiać skoro dla wszystkich to temat zakończony. Choć zanim wniesiono oskarżenie, po wstępnym przesłuchaniu podejrzany popełnił samobójstwo, jakoś nikt nie miał wątpliwości i ludzie nie chcą do tego wracać.

wtorek, 11 marca 2025

Anora, czyli po cholerę szukać tu jakiejś głębi

Będę szczery: kompletnie nie rozumiem Oscarów i innych nagród dla tej produkcji ani zachwytów nad nią. Przecież ta historia jest pusta jak wydmuszka, a dorabianie do zagubienia dwojga młodych ludzi jakiejś głębi psychologicznej jest tu nie na miejscu. W scenariuszu po prostu nie zostawiono na to miejsca - no może ostatnia scena zasługuje nad nią żeby się zatrzymać. Cała reszta to jakieś oczywistości i grubą kreską rysowane bajki o rosyjskich oligarchach i ich sługusach. 


Ona od dawna wie, że żeby utrzymać się na powierzchni, jakoś zarabiać, musi wykorzystać wszystkie swoje możliwości. A że nic nikt jej nie dał, jedyne co ma to młode i w miarę zgrabne ciało. Tańczy więc w klubie nocnym, obsługuje klientów i nie czuje w związku z tym żadnego obrzydzenia czy wyrzutów sumienia. Praca.

On - kompletnie rozkapryszony dzieciak, który ma wszystko i nikt mu nie odmawia, ze względu na bogatego ojca, który mógłby spokojnie kupić pół miasta w którym aktualnie syn przebywa. Bawi się, korzysta z życia, jest pełen entuzjazmu dla nowości i nie uwzględnia odmów. Skoro chce mieć coś/kogoś na wyłączność, zapłaci każdą cenę, a żeby podkręcić emocje jest gotów nawet na oświadczyny i ślub. Konsekwencje? A co to takiego? Przecież nawet jak nabroi rodzice go z tego wyciągną.

Magiczne eliksiry i nic poza tym, czyli Księgarnia napojów księżyca i Great Library of Tomorrow (księga mądrości1)

Dużo ciekawych szkiców o spektaklach, książkach i filmach jeszcze przede mną, kilka takich gdzie koniecznie chcę napisać mimo że chcę pomarudzić, ale jest też garść rzeczy, które wpadają jakoś tak przy okazji i w sumie dla zasady powinienem o nich coś napisać. Nie mogę się jednak jakoś zmusić do tego, a potem jak poczekają trochę, to już niewiele nawet pamiętam, tak szybko ulatują z pamięci, bo nie ma w nich wiele wartego uwagi. 

Raz na jakiś czas wrzucę więc i taką notkę. Dziś dwie pozycje powiedzmy, że raczej z obszaru YA czy fantasy, cholernie popularnego, natomiast mam wrażenie, że mimo ilości ukazujących się pozycji coraz trudniej znaleźć tam coś oryginalnego. 

Ot choćby Księgarnia napojów księżyca Seo Dongwon - przecież to jedynie trochę podkręcone magią i udziwnione Zanim wystygnie kawa. Kto przeczytał tamto, raczej nie będzie zaskoczony, choć moja starsza córa na przykład stwierdziła że to lepsze. Co kto woli - tam było bardziej realnie, emocjonalnie. A tu niby wciąż krąży się wokół emocji, wokół żalu, tęsknoty, chęci naprawy przeszłości, ale to wszystko jest oblane sporą dawką jakiejś kosmicznej historii, w której lokal prowadzony dla ludzi potrzebujących takiego doświadczenia jest jedynie jakimś niedużym fragmentem. Jakieś książki z naszymi życiorysami, jacyś strażnicy bibliotek, wróżki, opiekunki gwiazd... Rety - gdyby może to rozbudować może i mogłaby z tego wyjść jakaś historia, ale tu w efekcie jest jakiś dziwny miszmasz z którego niewiele wynika.

poniedziałek, 10 marca 2025

Para nasycona, czyli nie będziemy wiecznie młodzi

Marian Opania mimo wieku nie traci energii i do repertuaru Teatru Ateneum, to kilku monodramów, w tym również śpiewanych, do kilku wybornych swoich rol (Cesarz!) dokłada kolejną rzecz, w której macza palce. Można by rzec, że to taki jego wieczór autorski, tyle że zaprosił do udziału w projekcie również gości. Pomiędzy piosenki wplata jakieś krótkie wprowadzenie, jakąś anegdotę, każdy spektakl może więc być trochę inny.

Znajdzie się tu miejsce i na uśmiech i na refleksję. Na bardzo ciekawym plakacie (obraz p. Grażyny Lubaszki) mamy człowieka ciągnącego na wózku anioła i diabła - oto ciekawy obraz ludzkiego żywota, w którym pokusy i chwile słabości przeplatają się z tym co wzniosłe i wspaniałe. I tak też miłości i ludzkim wyborom przyglądamy się poprzez teksty utworów dobranych na ten wieczór. Wszystkie piosenki są autorstwa Jana Wołka, a za kompozycje większości odpowiada Jerzy Satanowski (ale są również autorstwa np. Zbigniewa Wodeckiego). Co ciekawe, choć Pan Jan miał na koncie sporo znanych tekstów, Marian Opania zdecydował się na wybór mniej oczywisty. Chyba tylko "Szparka sekretarka" to jeden z tych utworów tego wieczoru, które znają wszyscy. Reszta, może być miłą niespodzianką. A jest tego materiału sporo, bo to łącznie aż 22 utwory (choć jeden deklamowany, a nie śpiewany)!

niedziela, 9 marca 2025

Bez alko i dragów jestem nudna - Marta Markiewicz, czyli droga w dół, droga w górę

Obiecywałem sobie, że notki będą przeplatane - trochę świeżo przeczytanych, czy obejrzanych i coś z końca kolejki, co długo już czeka na opisanie - w tym przypadku ponad miesiąc. I trochę jest z tą książką problem, no bo jak oceniać świadectwo czyjegoś życia, czyjeś doświadczenie, przeżycie? Negować? Argument: ja to widzę inaczej, przecież nie ma sensu, bo jednocześnie nie przekreśla prawa do innego spojrzenia autorki.

Marta Markiewicz, którą być może kojarzycie z imprez i ruchu Sober Rave (duże imprezy klubowe bez kropli alkoholu) dzieli się swoją drogą do trzeźwości. Bez silenia się na pouczanie, bez upiększania i bez straszenia. Każdy sam może stwierdzić czy jej doświadczenie bycia sobą przed odrzuceniem substancji psychoaktywnych i po tej decyzji, oceniać będziemy tak samo jak ona. 


Tytuł jest oczywiście przewrotny, ale oddaje to co często powstrzymuje ludzi od rezygnacji z picia, czy z brania innych wspomagaczy. To obawa, że bez tego nie będziemy tak bardzo wyluzowani, zabawni, akceptowani, że nie będziemy potrafili się bawić, a jednocześnie i nikt nie będzie chciał nas znać. Narkotyki i alkohol w dziwny sposób łączą, a refleksja że to było tylko na chwilę, że wiele z tego było kłamstwem albo że nawet czegoś nie pamiętamy, przychodzi następnego dnia. A ponieważ niepokoi, pojawia się np. wstyd, jakaś obawa, a nie znamy innego sposobu na swoje lęki niż kolejna dawka chemii, sięgamy po nią coraz szybciej. Niektórzy mogą sobie to załatwiać poprzez jedzenie (albo kontrolowanie jedzenia), zakupy czy jeszcze czymś innym, ale chemia często pojawia się i tak gdzieś w tle, często jako jedna z pierwszych metod jakich się uczymy by radzić sobie z tym co trudne.

sobota, 8 marca 2025

Ciemności kryją ziemię, czyli gdy dadzą ci władzę osądzania

Otwarcie festiwalu Nowe Epifanie i kolejny dowód na to jak ciekawie można dobrać różne tematy, by zadawać pytania o wartości, ważne sprawy, jednocześnie nie opowiadając oczywistości.

"Ciemności kryją ziemię" na podstawie powieści Jerzego Andrzejewskiego to historia mroczna, jak i wieki o jakich opowiada - czasy inkwizycji, czasy lęku i przemocy. Nie chodzi jednak o samo potępienie metod jakimi posługiwali się słudzy Kościoła, o mechanizmy trzymania ludzi w atmosferze podejrzliwości i zastraszenia. Dużo ciekawsze jest przyglądanie się o to jak rodzi się w człowieku poczucie władzy, jak ono go zmienia. 


Nawet jeżeli masz w sobie jakieś ideały, przekonania o miłości bliźniego i daleki jesteś od doszukiwania się w otoczeniu zła, to wcale nie możesz by pewien tego, że gdy dostaniesz narzędzia, by oceniać innych, nie będziesz miał pokusy by z nich korzystać. Przecież to dla ich dobra...

piątek, 7 marca 2025

American Fiction, czyli o czym wy wszyscy pieprzycie?

Na blogu znowu mam klęskę urodzaju i odkładam niektóre notki całymi tygodniami, bo nawet gdybym pisał po dwie dziennie i tak na jakiś czas by starczyło materiału. Zanim jednak znowu o kilku spektaklach teatralnych, coś filmowego. I to sprzed ponad roku, choć to film oscarowy. Tegoroczne jednak częściowo przede mną i szczerze - wcale mnie nie zachwycają. 


Natomiast o American Fiction mogę powiedzieć tak: brakuje nam czegoś takiego u nas. Czy można śmiać się z przerysowanej poprawności politycznej, uwielbienia dla tego co nowoczesne, co wpisuje się w promowane normy, a jednocześnie nie popadać w wulgarność, dęte tony pełne nienawiści, pluć jadem... Można. 

I to jak fantastycznie!

czwartek, 6 marca 2025

Przełamując fale, czyli ja go tak bardzo kocham

Dziś kapitalne otwarcie festiwalu Nowe Epifanie (kliknij by dowiedzieć się więcej - bo są jeszcze ostatnie miejsca na inne wydarzenia), czyli spektakl Ciemności kryją ziemię, ale o nim napiszę na spokojnie pewnie w sobotę. Dziś coś innego, łączy jednak obie sztuki miejsce, czyli Teatr Powszechny, który gości niektóre wydarzenia Festiwalu. 

Dawno tam nie byłem postanowiłem więc wybrać coś z repertuaru, a że film Larsa von Triera dobrze pamiętam, byłem ciekaw jak też wypadnie on w wersji scenicznej. 


Cóż - wiadomo, że sama historia jest dość kontrowersyjna, więc specjalnie nie da się jej wygładzić. Ale na co położyć nacisk? Znika trochę środowisko - konserwatywne, religijne, purytańskie - pozostają pojedyncze osoby. Wiara - jedynie w głowie bohaterki, jako dziwne dialogi i kolejne ofiary składane by osiągnąć swój cel.
Nie ma też oczywiście tych surowych plenerów skandynawskich, jest dużo bardziej klaustrofobicznie. Niby współcześnie, ale i dziwnie (ten Krecik w telewizorze). Ewa Platt reżyserująca spektakl postanowiła skupić się na swojej bohaterce, na tym jak bardzo pragnie ona miłości, uczucia, jak spala się w tym czego doświadcza.

środa, 5 marca 2025

Prawda - Igor Brejdygant, czyli nikt nie miał wątpliwości...

Zaczynam trzydniowy maraton teatralny, więc pewnie na notki nie będzie dużo czasu, rzucam więc jeszcze jeden wpis - skoro środa to kryminalnie.
Igora Brejdyganta poznałem już poprzez kilka powieści, zawsze trzyma niezły poziom, nie spodziewałem się więc jakiejś wtopy. Ale szczerze - rewelacji też nie ma. To fabuła trochę w stylu Mroza, tyle że zamiast prawniczki, mamy policjantkę, która mimo tego że wszyscy każą jej sprawę zostawić, ona wciąż drąży. Skoro wszystko wydaje się oczywiste, sama zebrała dowody, facet się niespecjalnie broni, to czemu w takim razie ma wątpliwości?
A jednak je ma. 

wtorek, 4 marca 2025

Symfonia o umieraniu, czyli chłód też może być okrutny

 Do tytułów oscarowych pewnych jeszcze wrócę, na swoją kolej czeka też The last showgirl, który niedługo na naszych ekranach, dziś jednak coś bardzo pasującego do moich zapowiedzi, że we wtorki będzie coś dla wytrawnych kinomaniaków. Symfonia... to seans cholernie ciekawy, ale na pewno warto ostrzec wszystkich, że też bardzo dołujący. I nie chodzi jedynie o poruszany temat odchodzenia, ale też dziwny chłód jaki temu towarzyszy.
Czy jeżeli prosi cię przyjaciel, byś towarzyszył mu przy samobójstwie, to spełniasz jego prośbę czy jednak za wszelką cenę chcesz go od tego odwieźć? A czy jeżeli odchodzi ktoś z rodziców, to czy nie starasz się choć trochę spędzić przy nim czasu, by nie umierał w samotności?
Tu prawie każdy jest sam.

poniedziałek, 3 marca 2025

Siódemka. Szós Polskich Królowa czyli no to w drogę, taką naszą, znajomą, przaśną...

Miało być coś muzycznego na dziś, ale nie mam siły, a tekst od M. o spektaklu, który widzieliśmy dwa tygodnie temu już czeka. Łapcie więc, bo naprawdę było dla nas miłe zaskoczenie i polecamy gorąco! Ja już nawet upolowałem tekst Ziemowita Szczerka, który stał się inspiracją dla twórców "Siódemki", więc będzie czytane. Ciekaw jestem czy tam będzie jeszcze więcej obrazów, które znam ze swoich wojaży.  
***

MaGa: Co za wspaniałe przedstawienie w Teatrze Ochoty! Myślę, że będzie to hit teatralny tego sezonu, bo spektakl serwuje widzom dwugodzinną jazdę bez trzymanki w oparciu o tekst Ziemowita Szczerka; „Siódemka”. Śmiejemy się głośno, momentami wzruszamy a najczęściej zderzamy z naszymi rodzimymi „urokliwymi miejscami”, „nieszablonowym” sposobem myślenia czy innymi „specyfikami” polskiego krajobrazu.


Robert: Nie wiem czy rzeczywiście będzie to hit sezonu, ale ci którzy się wybiorą, nie będą żałować. Ciekawe jak ten tekst będą odbierać młodzi, bo moje pokolenie, które "siódemką", czyli trasą Kraków-Warszawa jeździło nie raz i pamięta jak ona wyglądała zanim zrobiono z niej na dużej części autostradę, będzie miało kupę zabawy z rozpoznawania lokacji. Spieszmy się przyglądać tej trasie bo zmienia się błyskawicznie i niedługo czekają nas tylko kilometry ścian z ekranami...
Żartobliwa opowieść o drodze do Stolicy, by załatwić jakąś ważna sprawę, staje się okazją by pośmiać się z tego jak widzą nas inni i tego jak my widzimy innych. Czy to jedynie pusta beka? Ano jak się okazuje na koniec, to nie tylko okazja do śmiechu, ale i do refleksji. 

niedziela, 2 marca 2025

Ostatni - Maciek Bielawski, czyli co się z nami stało?

Powieści współczesnych o problemach kobiet jest na rynku co niemiara, a historii o facetach? No to podrzucam przynajmniej jeden przykład.

Grupka kolegów ze szkoły średniej i spotkanie po dwudziestu latach od matury. Gdzie jesteśmy? Co osiągnęliśmy? Jak wygląda nasze życie rodzinne? Czy wszystko potoczyło się tak jak sobie wyobrażaliśmy?

Dla jednych to okazja by się trochę popisać, a może do tego, by załatwić jakiś dodatkowy interes, namówić na inwestycję. Tak też dzieje się i tu - gdy pada pomysł funduszu, na który będą wpłacać comiesięczną składkę, choć to wydaje się szalone, jednak nikt się nie wyłamuje. Całość ma przejąć ten z nich, kto będzie żył najdłużej. Choć to przecież jeszcze odległa perspektywa, zwariowany pomysł trochę kusi, bo przecież sporo może tam przez te lata narosnąć.

Przebłyski, czyli ja bez Ciebie nie chcę już żyć

Trochę sypnęło spektaklami więc robią mi się zaległości w opisywaniu, nie dziwcie się więc, że będzie teraz trochę więcej notek teatralnych.

"Przebłyski" łączą z nie tak dawno opisywanym "Niespodziewanym powrotem" trzy rzeczy - autor sztuki, czyli Serge Kribus. Teatr Gudejko, który stoi za produkcją obu spektakli oraz Daniel Olbrychski, który pojawił się w obu w roli głównej. Spraw wspólnych pewnie można by wskazać więcej, dłubiąc w treści sztuki, ale te trzy niech się pojawią jako dość istotne. Podobno autor sztuki widział polską wersję "Niespodziewanego powrotu" i na tyle spodobał mu się Olbrychski, że kolejną napisał specjalnie z myślą właśnie o nim. I tak, po francusku powstały "Przebłyski", a nasz aktor pewnie będzie grał w obu wersjach. 

Podobnie jak inne spektakle Teatru Gudejki ten również będzie wędrował po kraju, a premierę można było zobaczyć w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Ciekaw jestem odbioru przez publiczność, która chętniej do domów kultury w całym kraju uczęszcza na komedie i lżejsze przedstawienia. "Przebłyski" do lekkich nie należą.
Czy wystarczą nazwiska Daniela Olbrychskiego oraz Jadwigi Jankowskiej-Cieślak, żeby zadowolić masowego odbiorcę? Czas pokaże. Grają wybornie, ale tekst nie należy do łatwych i przyjemnych.

sobota, 1 marca 2025

Grom. Wojna runów - Marcin Mortka, czyli przeciągnąć na swoją stronę Ukryty Lud

Marcina Mortkę kojarzymy w ostatnich latach z powieściami pełnych humoru, przygód i akcji, ale ci którzy znają jego wcześniejsze pisarskie próby, pewnie pamiętają trylogię nordycką i jego dwie pasje: zainteresowanie historią II wojny światowej oraz mitologią skandynawską. Raz na jakiś czas powraca do pewnych wątków (choćby w "Pasie Ilmarinena"), ale oto pojawia się okazja by powrócić do tamtych pierwszych historii, w trochę odświeżonym wydaniu. 

Wznowienie "Wojny runów" ze zwróceniem uwagi w tytule na Grom to świetna propozycja dla tych, którzy lubią połączenie powieści wojennej oraz odrobiny fantastyki. Raczej przewaga jest tego pierwszego w pierwszej połowie książki, wszystko jest bardzo w poważnych tonach (w odróżnieniu od "Pasa..." gdzie trochę tego humoru było), nacisk jest na oddanie realnej atmosfery konkretnych wydarzeń pierwszych miesięcy wojny. Marcin Mortka jednak nie byłby sobą gdyby nie dodał do tego trochę fantazji na temat zmagań ludzi wywiadu, którzy mają za zadanie zajmować się poszukiwaniem artefaktów i ludzi z mocami paranormalnymi. Gdyby tak zdobyć takie siły dla swojego kraju (ale i dla siebie), jakaż władza byłaby w twoich rękach... 

Ziemia trwa - George R. Stewart, czyli nowy początek, czy po prostu pogodzenie się z upadkiem

Wydawnictwo Rebis zrobiło wznowienie pozycji, którą wydało ciut wcześniej, licząc na to że serial przyciągnie na nowo uwagę i rozpali wyobraźnię. Niby jest spory potencjał - zagadkowa pandemia wybijająca prawie całą ludzkość, przerażająca wizja świata, który nagle zmienia się się na naszych oczach, garstka ocalałych i próby budowania na nowo zasad jakiejś społeczności.

Pisana niedługo po wojnie, gdy ludzie pewnie chcieli nowej nadziei i odpoczynku, na powrót stawiały pytanie o to czy możemy czuć się bezpiecznie w swoim komfortowym życiu, czy jest to coś niezmiennego, co przekażemy dzieciom, wnukom, a one wciąż i wciąż będą to jeszcze unowocześniać, ulepszać, dla wygody kolejnych pokoleń.


Postapokaliptyczne wizje zwykle w literaturze i filmie są spektakularne, a tu wszystko jest takie... zwyczajne.