Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2025

Jeden dzień z życia Abeda Salamy - Nathan Thrall, czyli żyjemy obok siebie, ale po dwóch stronach muru

Sięgasz po książkę skuszony nagrodą Pulitzera, czytasz i trochę się męczysz, bo napisane dość drętwo, a mimo to poleciłbyś ten tytuł każdemu kto choć trochę lubi reportaże. Jak to możliwe?

Ano właśnie tak jest. Mimo wszystkich wad tej pozycji, przeskakiwania z postaci na postać, sięgania głęboko w przeszłość, choć przecież punktem wyjścia jest dość współczesne wydarzenie - niewiele jest pozycji, które by tak mocno nie uświadamiały nam tego co leży u źródła konfliktu pomiędzy Palestyną i Izraelem. Nie chodzi bowiem o to co wydarzyło się rok, dwa lata temu, czy nawet 10 - wszystko ma swoje korzenie w sytuacji która rozpoczęła się tuż po powstaniu państwa żydowskiego na ziemiach Palestyny. Od początku przyjęta strategia polegała na wyrzucaniu z terenów, które Izrael uznał za swoje wszystkich dotychczasowych mieszkańców, potem wielokrotnie łamano wszystkie ustalenia i granice, teren wciąż się poszerzał, a lokalna ludność spychana była do niczym do getta, traktowana była jako obywatele drugiej kategorii. Gdy czytasz o tym jak nawet nie możesz dojechać do ziemi swoich przodków, która została wam odebrana, bo nie masz odpowiedniego dokumentu jak "element podejrzany", czyli Palestyńczyk, jak czytasz o drogach, które są dostępne tylko dla obywateli Izraela, o punktach kontrolnych i posterunkach na których po raz kolejny każdy jest sprawdzany, o domach które są wyburzane by zbudować kolejne osiedle dla osadników żydowskich, by jeszcze bardziej rozszerzać strefę wpływu - przestajesz się dziwić napięciom i nienawiści, która jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Niewiele jest rodzin w których ktoś z mężczyzn (czy nawet chłopców) nie siedział w więzieniu - tu nie trzeba zarzutów, wystarczy podejrzenie lub chęć zmuszenia do zeznań. Ilość przemocy, przejawów polityki siły, poniżania ludności tych ziem ze strony Izraela jest potworna

niedziela, 16 lutego 2025

Drobny szczegół - Adania Shibli, czyli spójrz choć raz z drugiej strony

Co prawda wcześniej miałem pisać o pewnym reportażu, który już w mocny sposób przypomniał mi o sytuacji Palestyńczyków coraz bardziej traktowanych przez Izrael jako naród drugiej kategorii, ale o nim może za tydzień. Dziś miniaturowa powieść. 

Zarówno jej objętość, jak i sama historia, mogą na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie mało satysfakcjonujących. Suchy opis zdarzeń. Rozkazy. Kolejne kroki, czynności. Chwilami to aż mało ludzkie, jakby automatyczne, bez emocji. Nie wiemy nic o tym co dzieje się w środku, widzimy jedynie to co na zewnątrz. 
Ale wiecie co? To wystarcz. I gula rośnie w gardle.


Dużo zamieszania wokół tej książki pojawiło się gdy na targach książki we Frankfurcie odwołano spotkanie z autorką - przecież gdy porwano kilkuset zakładników z Izraela, nie wypada rozmawiać o opowieści kobiety z Palestyny, która opisuje zbrodnię dokonaną przez Żydów u zarania tego państwa. To tylko jednak pokazuje cały absurd i hipokryzję społeczności międzynarodowej. Gdy każdego dnia giną lub są prześladowani rodowici mieszkańcy tych ziem, gdy są z niej wyrzucani, świat milczy. Izrael ma monopol na mówienie kto jest ofiarą i komu należy się współczucie. Choć od początku używają siły do tego umocnić swoją państwowość, rozszerzyć terytorium, usunąć z niego wszystkich, którzy nie pasują im do kategorii dobrego obywatela państwa żydowskiego, narracja cały czas wskazuje na to, że to działania obronne, prewencyjne. Nie jest istotna skala przemocy - za jedną ofiarę po ich stronie może być i 100 ofiar po drugiej, świat ma jako terrorystów wskazywać jedynie Palestyńczyków. Pytania kto tak naprawdę się broni, a kto atakuje, pytania o źródła tego konfliktu nie zadaje nikt. I nikt nie szuka równowagi w szukaniu rozwiązania. 

niedziela, 4 czerwca 2023

Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu - Sylwia Borowska, czyli i słodko i cierpko

Kto lepiej opowie o różnicach kulturowych, mentalnych, o wadach i zaletach życia w innym kraju, jak ktoś kto doświadcza tego na co dzień? Nie tylko jako ekspat czy emigrant, w warstwie zewnętrznych kontaktów z innymi ludźmi, ale w każdej chwili swojego życia, czyli dokonując wyboru by również życie rodzinne było strefą gdzie te różnice są obecne. Sylwia Borkowska w swojej książce przytacza nam historie Polek (ale i jednego Polaka), które miłość zaprowadziła do Izraela. Co ciekawe, jest to pełen przekrój przez różne doświadczenia, bo świadomie autorka dobrała te historie tak, by bohaterki (i bohater) były w różnym wieku, miały odmienny staż małżeński, ale i długość pobytu w tym kraju. Dzięki temu możemy wyłapać nie tylko to co być może jest aktualne teraz, ale i te zmiany, które przecież zachodzą również w samym Izraelu. Te doświadczenia są istotne również ze względu na postrzeganie wielu spraw: bezpieczeństwa, obowiązkowej służby wojskowej (gdy muszą iść do niej dzieci), zwyczajów, czy nawet patrzenia na historię. Różne fale emigracji zmieniały również rzeczywistość zastawaną przez tych, którzy przybywali po nich. Dziś mimo całej egzotyki i naszych skojarzeń z Izraelem, większość mieszkańców wcale nie jest jakoś mocno zaangażowana w praktyki religijne, a wielu z nich jest ateistami. Czemu więc postanowili tam zostać, mimo tego, że wiele sfer życia jednak wciąż mocno jest powiązana z konserwatywnymi rozwiązaniami rodem z nakazów religijnych?

wtorek, 12 lipca 2016

Wchodzi koń do baru - Dawid Grosman, czyli wykrzyczeć ból

Oprócz Kereta i Amosa Oza chyba nie znam innych pisarzy z Izraela. Ale przecież wszystko do nadrobienia, prawda? Ta niepozorna książeczka dostarczyła mi tyle emocji, że intensywnością przebija wiele innych, dużo bardziej wypasionych tomów. Przed lekturą sięgnąłem do sieci i dowiedziałem się, że Dawid Grosman to izraelski dziennikarz i pisarz, w Polsce chyba znany jest bardziej ze swoich książek dla dzieci. 
Tyle, że w takim państwie jak Izrael chyba trudno pisać, zupełnie ignorując otaczającą rzeczywistość, sprawy społeczne, politykę. Grosman angażuje się więc w działania antywojenne, również przez to co pisze. 
"Wchodzi koń do baru", choć jest bardzo osobistą, szczerą opowieścią o życiu pojedynczego człowieka, to w jego słowach nie raz zabrzmią tony, które są dość bolesnym grzebaniem w świadomości przeciętnego Izraelczyka, w jego uprzedzeniach, jego dobrym mniemaniu o sobie, ale jednocześnie w jego przeszłości, o której niektórzy chętnie by zapomnieli. Przecież okropieństwo holocaustu nie dotyka młodych bezpośrednio, a jednak wciąż coś w nich tkwi. Wzrastali w domach, gdzie pewne rzeczy się wyczuwało, o niektórych nie mówiło albo wręcz odwrotnie: mówiło nieustannie. To pobrzmiewa w tej dziwnej opowieści, będącej jakby rozliczeniem z samym sobą i ze światem.

wtorek, 24 lutego 2015

Izrael oswojony - Ela Sidi, czyli wcale nie tak jednolity jak by się nam wydawało


Prawie cały luty zapełniony notkami filmowymi, może więc chociaż w marcu uda się wprowadzić trochę urozmaicenia. Póki co mam jeszcze trzy premierowe filmy do opisania, a potem może zrobię serię książkową... Na dziś rzecz przeczytana jeszcze w ubiegłym roku - ale jakoś nie mogłem się zebrać do napisania o niej zbyt szybko. To nie znaczy, że to kiepska książka, bo czyta się ją dobrze, a dowiedzieć się z niej można więcej. Po prostu się nie zeszło. Mając mało czasu na pisanie łapię pierwszy szkic notki z brzegu, a omijam to co wymaga trochę dłuższego skupienia.
Ale już pora. To właśnie z "Izrael oswojony" dowiedziałem się o rozwodach, które potem tak mną wstrząsnęły w filmie Viviane chce się rozwieść. I całej masy innych rzeczy.

piątek, 20 lutego 2015

Viviane chce się rozwieść, czyli spojrzenia, słowa, emocje

Wczoraj o filmie bajkowym, pięknym, wysmakowanym, a dziś trochę dla kontrastu coś bardzo surowego, kameralnego, a jednocześnie jak dla mnie chyba nawet bardziej wartościowego. To trochę jak z klasykiem: 12 gniewnych ludzi - choć cały film dzieje się w jednej sali, oparty jest tylko na dialogach, to jest w nim tyle emocji, że zapamiętujesz go na długie lata.
Właśnie tak mam z "Viviane chce się rozwieść". Film dziś ma premierę kinową (pewnie tylko kina studyjne) i gorąco namawiam, by na niego polować. To przejmująca opowieść o walce kobiety o godność, niezależność, w kraju, który na pozór jest nowoczesny, a okazuje się, że wciąż obowiązują w nim prawa i zwyczaje niczym ze średniowiecza.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Omar, czyli wybór między uczuciem i obowiązkiem

Wczoraj film twórcy z Izraela, to dziś kolej na Palestyńczyka. W nagrodzonym w Cannes "Omarze" Hany Abu Assad opowiada nam historię miłości dwojga młodych ludzi. Pięknych jak z obrazka :) Ale nie jest to bynajmniej jedynie romans, czy melodramat, choć uczucia są tu jak najbardziej prawdziwe. W sytuacji gdy do ukochanej trzeba przedostać się przez ośmiometrowy mur i w każdej chwili możesz być złapany przez patrol żołnierzy, to miłość ma ewidentnie "pod górkę". Życie w cieniu muru i "opieki" Izraela, komplikuje wszystko. Choć chłopak ciężko pracuje, by zapewnić dom i przyszłość ukochanej Nadii, choć wydaje mu się bardzo przychylna, niestety nie wystarczy to, by być pewnym otrzymania jej ręki.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rock the Casbah, czyli konflikt, który nie ma końca

fceab444-8f67-49e8-8058-bd24e6d3c9ab.jpgDziś podwójnie - wreszcie jest czas by powoli uzupełniać różne luki po zakończonych konkursach. Zapraszam więc do zerknięcia na notkę o filmie
A drugi obraz, o którym chcę dziś napisać, właśnie od piątku gości na ekranach kin studyjnych. Jak widać w wakacje nie jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na kino rozrywkowe, kto chce czegoś bardziej do myślenia też znajdzie coś dla siebie. 
Rock the Casbah opowiada co prawda o latach 80-tych, ale przecież to co dzieje się ostatnio w Strefie Gazy, nie pozostawia złudzeń, że konflikt zmierza ku końcowi. Mimo wielu środków, które Izrael wkłada, by złamać opór, swoim działaniem raczej jedynie podsyca ogień. Przemoc rodzi przemoc. Pogarda i prześladowanie rodzi pragnienie zemsty, nawet kosztem swojego życia. 
Film daje do myślenia, bo choć nakręcił go Izraelczyk, to kolejne świadectwo tego, że nawet żołnierze z pierwszej linii nie rozumieją tego konfliktu, wcale go nie chcą, ale wypełniając rozkazy i próbując dotrwać do końca swej służby, powoli obojętnieją na zło, przemoc. 
To jutro umówmy się dla odmiany, spojrzenie z drugiej strony muru...

poniedziałek, 26 maja 2014

Tempero, muzyka klezmerska, krakowski wieczór i załamka frekwencją wyborczą. Czyli czy ja muszę coś dodawać?

Notka trochę wyjątkowa, bo choć i tak moja pisanina jest odległa od klasycznych recenzji, to dziś jeszcze bardziej będzie to próba uchwycenia jakiejś chwili, niż merytoryczna relacja z jakiegoś wydarzenia. Ale kulturalny bohater notki będzie. Nie martwcie się. O polityce też nie będę pisał, wystarczy to co napisałem w tytule. Załamka po prostu. Jeżeli ludzie psioczą na wyniki, na ludzi którzy są wybierani, nich się wreszcie obudzą, bo ignorowaniem wyborów nic nie zmieniają, sprawiają jedynie, że wygrać je (np. idiotom) jest jeszcze łatwiej - przy niskiej frekwencji różne cuda są możliwe.
Wolę pisać o Krakowie. Mam nadzieję, że oprócz dzisiejszego wieczoru uda się jeszcze trochę zakosztować kultury w jakiś wieczór, ale póki co, już się cieszę! W biegu, bo ledwie w hotelu zostawiliśmy walizy, a trzeba było lecieć zaraz na koncert, ale warto było. I nawet nie będę marudził już tak bardzo na cenę (a mówią, że to Warszawa jest droga?!?). Choć moim zdaniem koncerty odbywające się w kościołach, czy synagogach regularnie, z powtarzanym programem nie powinny kosztować za wstęp po 60 zł. Płyta za 80? No chyba kogoś pogięło. Ja rozumiem - macie turystów z całego świata, ale chyba nie tylko dla nich są takie wydarzenia organizowane?
Ale miałem nie marudzić.
Przy różnych wyjazdach na konferencję zwykle udaje się choć jeden wieczór wygospodarować na jakieś wyjście. W ub. roku był Janusz Radek, w tym roku minęliśmy się o włos z Kroke, a po długich wahaniach zrezygnowaliśmy z Cezika i poszliśmy na koncert muzyki klezmerskiej w synagodze Izaaka. I wszyscy uważamy, że to był dobry wybór. 

środa, 21 maja 2014

Dotknij wiatru, dotknij wody, czyli odkryć formułę nieskończoności



Po lekturze powieści Amosa Oza nawet nie sądziłem, że tak szybko będę miał okazję wrócić do jego twórczości. Tym razem dzięki Teatrowi Żydowskiemu, który przygotował premierę sztuki opartej na jego powieści "Dotknij wiatru, dotknij wody". Taką prozę na pewno niełatwo przenieść na deski teatru - jest pełna historii ludzkich, małych i dużych, czasem miesza rzeczywistość realną z magiczną. Trudno to odegrać, a przecież trudno postawić na scenie aktorów, którzy mają tekst jedynie recytować.

wtorek, 6 maja 2014

5 rozbitych kamer, czyli dlaczego warto oglądać dokumenty

Zanim przejdę do pisania notki, chciałbym podzielić się z Wami szkicem różnych wydarzeń z jednego tygodnia (a dokładnie 5 dni) - po przejrzeniu różnych zaproszeń wpływających na skrzynkę pocztową lub na profil na FB (to dla mnie argument dla wszystkich krytyków, którzy twierdzą, że Facebook to samo zło), spróbowałem je spisać i uporządkować. Pewnie i Wy otrzymujecie masę zaproszeń, propozycji egzemplarzy do recenzji (te muszę coraz bardziej selekcjonować), więc ciekaw jestem na ile udaje się Wam z różnych rzeczy korzystać, jak sobie radzicie z kalendarzem. Niestety coraz częściej stwierdzam, że doba jest zdecydowanie za krótka, albo powinienem przejść na jakiś inny tryb pracy (np. w domu, by rodzina mnie od czasu do czasu widywała za dnia). Oto przegląd najciekawszych zdarzeń z Warszawy, o których dostałem informacje (bo inne pomijam będąc realistą). Jak tu się rozdwoić, by skorzystać choć z części?

środa, 23 kwietnia 2014

Opowieści o miłości i mroku - Amos Oz, czyli z narodu wybranego się wywodzisz

Gdy ujrzałem tę cegłę i usłyszałem, że mamy ją przeczytać na spotkanie DKK, to mnie trochę zmroziło - tyle innych rzeczy mam do lektury, a powieść Amosa Oza nie wyglądała na lekką i do szybkiego łyknięcia. Poszedłem więc trochę na łatwiznę - przecież minimum dwie godziny dziennie spędzam w drodze na przystanek, czekając, albo jadąc komunikacją - załadowałem więc tomiszcze na komórkę i postanowiłem w ten sposób przejść powieść. Bez dźwigania i pokusy by sięgnąć po coś innego (lżejszego nie tylko na ciężar).
O jak się bardzo myliłem...

wtorek, 1 października 2013

Konserwator, czyli ten świat już odchodzi... I wyniki rozdawajki


Dziwny film. Do oglądania takiego kameralnego kina trzeba mieć nastrój, a i tak nie zawsze coś do nas przemówi. Tym razem mimo wielu nagród i dużej ciekawości, niestety rozczarowanie. Zbyt wiele tu spraw i wątków, które sprawiają wrażenie kompletnie nie połączonych i w dodatku nie zakończonych. Ale jedną rzecz będę wspominał miło (o niej na koniec).

Yaakov Fidelman (Sasson Gabai - pamiętam tego aktora z "Przyjeżdża orkiestra") to troszkę mrukliwy starszy pan, który prowadzi warsztat konserwatora antyków. Jak się domyślamy, interes mało dochodowy, ale to ważne dla niego miejsce i za nic nie chce się z nim rozstać. Dotąd ludzi ze zleceniami jakoś ściągał do nich przyjaciel Yaakova - lubiany w okolicy Max. Niestety po jego śmierci, wszystko zaczyna się sypać i to nie tylko finansowo...

niedziela, 2 września 2012

Przyjeżdża orkiestra, czyli spotkanie przed duże S. I odrobina porządków


Im więcej oglądam, tym później mam kłopot by na bieżąco od razu robić jakieś notatki. A przecież już nie raz doświadczyłem tego, że najlepiej pisać na gorąco, bo potem z głowy ulatuje. Mogę więc z ręka na sercu powiedzieć Wam, że tuż po obejrzeniu tego filmu bylem zachwycony. Ale teraz jak to po kilku dniach ubrać w słowa i Wam wytłumaczyć dlaczego?
Punkt wyjścia "Przyjeżdża orkiestra!" wydaje się dość komediowy. Oto ośmioosobowa orkiestra policjantów z Egiptu przyjeżdża na zaproszenie do Izraela. Mają zagrać na otwarciu Centrum Kultury Arabskiej w  Petah Tikvah, tyle, że na skutek pomyłki językowej trafiają do Bet Hatikvah, czyli na jakieś betonowe pustkowie. Ostatni autobus odjechał, oni nie znają języka, kasy też niewiele. Tak zaczyna się ta historia - cudowna, prosta i kameralna opowieść o spotkaniu grupy ludzi. Wiele ich dzieli, ale jak pokazuje też ten jeden wieczór i jedna noc, poranek, wiele też może ich łączyć, upodabniać do siebie.

sobota, 28 lipca 2012

Pizzeria Kamikaze - Etgar Keret, czyli gdy masz już dość

Gdybym był w stanie realizować wszystkie swoje "chciałbym przeczytać" zapisywane na różnego rodzaju karteczkach i w notesach to musiałbym wziąć chyba roczny urlop i zaszyć się gdzieś na bezludnej wyspie. Pomarzyć. Jest dokładnie tak jak pisze Fadiman - nie starczy życia by przeczytać to co by się chciało. Ale próbować można, nie? Przy każdej wizycie w bibliotekach wynoszę oprócz planowanych zwykle jeszcze kilka rzeczy nadprogramowych - książki kusza mnie dużo bardziej niż produkty w hipermarkecie. O Kerecie u nas ostatnio było głośno, więc jak tu nie spróbować?
"Pizzeria Kamikaze" to zbiorek czterech opowiadań, a raczej jednego dłuższego i trzech miniaturek.

piątek, 11 lutego 2011

Ajami, czyli smutny obraz Ziemi Obiecanej

Mocna rzecz! I nawet nie dlatego, że jest tu jakos dużo tej przemocy, ale dlatego, że wciąż ona wisi w powietrzu, jest tak podskórnie obecna w tym funkcjonowaniu obok siebie dwóch (a może nawet trzech bo i wśród arabów są zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie) narodów. Tak jakby to tkwiło gdzieś we krwi tych ludzi, przekazywane z pokolenia na pokolenie niczym jakiś zaklęty krąg, z którego strasznie trudno się wyrwać. Obraz Ziemi Obiecanej brutalny i smutny zarazem, ziemi rozdartej konfliktem, podziałami - między religiami, między dzielnicami, między bogatymi i biednymi. Palestyńczyk Scandar Copti i żyd Yaron Shani nakręcili film trochę zbliżony do "Miasta Boga" - pełen ludzi, którzy próbują walczyć ze swoim losem wykorzystując każdą szansę, a i tak wszystkie drogi zmierzają do porażki, do przemocy i śmierci.