Sięgasz po książkę skuszony nagrodą Pulitzera, czytasz i trochę się męczysz, bo napisane dość drętwo, a mimo to poleciłbyś ten tytuł każdemu kto choć trochę lubi reportaże. Jak to możliwe?
Ano właśnie tak jest. Mimo wszystkich wad tej pozycji, przeskakiwania z postaci na postać, sięgania głęboko w przeszłość, choć przecież punktem wyjścia jest dość współczesne wydarzenie - niewiele jest pozycji, które by tak mocno nie uświadamiały nam tego co leży u źródła konfliktu pomiędzy Palestyną i Izraelem. Nie chodzi bowiem o to co wydarzyło się rok, dwa lata temu, czy nawet 10 - wszystko ma swoje korzenie w sytuacji która rozpoczęła się tuż po powstaniu państwa żydowskiego na ziemiach Palestyny. Od początku przyjęta strategia polegała na wyrzucaniu z terenów, które Izrael uznał za swoje wszystkich dotychczasowych mieszkańców, potem wielokrotnie łamano wszystkie ustalenia i granice, teren wciąż się poszerzał, a lokalna ludność spychana była do niczym do getta, traktowana była jako obywatele drugiej kategorii. Gdy czytasz o tym jak nawet nie możesz dojechać do ziemi swoich przodków, która została wam odebrana, bo nie masz odpowiedniego dokumentu jak "element podejrzany", czyli Palestyńczyk, jak czytasz o drogach, które są dostępne tylko dla obywateli Izraela, o punktach kontrolnych i posterunkach na których po raz kolejny każdy jest sprawdzany, o domach które są wyburzane by zbudować kolejne osiedle dla osadników żydowskich, by jeszcze bardziej rozszerzać strefę wpływu - przestajesz się dziwić napięciom i nienawiści, która jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Niewiele jest rodzin w których ktoś z mężczyzn (czy nawet chłopców) nie siedział w więzieniu - tu nie trzeba zarzutów, wystarczy podejrzenie lub chęć zmuszenia do zeznań. Ilość przemocy, przejawów polityki siły, poniżania ludności tych ziem ze strony Izraela jest potworna.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
niedziela, 16 marca 2025
Jeden dzień z życia Abeda Salamy - Nathan Thrall, czyli żyjemy obok siebie, ale po dwóch stronach muru
niedziela, 16 lutego 2025
Drobny szczegół - Adania Shibli, czyli spójrz choć raz z drugiej strony
Co prawda wcześniej miałem pisać o pewnym reportażu, który już w mocny sposób przypomniał mi o sytuacji Palestyńczyków coraz bardziej traktowanych przez Izrael jako naród drugiej kategorii, ale o nim może za tydzień. Dziś miniaturowa powieść.
Zarówno jej objętość, jak i sama historia, mogą na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie mało satysfakcjonujących. Suchy opis zdarzeń. Rozkazy. Kolejne kroki, czynności. Chwilami to aż mało ludzkie, jakby automatyczne, bez emocji. Nie wiemy nic o tym co dzieje się w środku, widzimy jedynie to co na zewnątrz.
Ale wiecie co? To wystarcz. I gula rośnie w gardle.
Dużo zamieszania wokół tej książki pojawiło się gdy na targach książki we Frankfurcie odwołano spotkanie z autorką - przecież gdy porwano kilkuset zakładników z Izraela, nie wypada rozmawiać o opowieści kobiety z Palestyny, która opisuje zbrodnię dokonaną przez Żydów u zarania tego państwa. To tylko jednak pokazuje cały absurd i hipokryzję społeczności międzynarodowej. Gdy każdego dnia giną lub są prześladowani rodowici mieszkańcy tych ziem, gdy są z niej wyrzucani, świat milczy. Izrael ma monopol na mówienie kto jest ofiarą i komu należy się współczucie. Choć od początku używają siły do tego umocnić swoją państwowość, rozszerzyć terytorium, usunąć z niego wszystkich, którzy nie pasują im do kategorii dobrego obywatela państwa żydowskiego, narracja cały czas wskazuje na to, że to działania obronne, prewencyjne. Nie jest istotna skala przemocy - za jedną ofiarę po ich stronie może być i 100 ofiar po drugiej, świat ma jako terrorystów wskazywać jedynie Palestyńczyków. Pytania kto tak naprawdę się broni, a kto atakuje, pytania o źródła tego konfliktu nie zadaje nikt. I nikt nie szuka równowagi w szukaniu rozwiązania.
niedziela, 4 czerwca 2023
Mój mąż Żyd. Historie Polek w Izraelu - Sylwia Borowska, czyli i słodko i cierpko
wtorek, 12 lipca 2016
Wchodzi koń do baru - Dawid Grosman, czyli wykrzyczeć ból
Tyle, że w takim państwie jak Izrael chyba trudno pisać, zupełnie ignorując otaczającą rzeczywistość, sprawy społeczne, politykę. Grosman angażuje się więc w działania antywojenne, również przez to co pisze.
"Wchodzi koń do baru", choć jest bardzo osobistą, szczerą opowieścią o życiu pojedynczego człowieka, to w jego słowach nie raz zabrzmią tony, które są dość bolesnym grzebaniem w świadomości przeciętnego Izraelczyka, w jego uprzedzeniach, jego dobrym mniemaniu o sobie, ale jednocześnie w jego przeszłości, o której niektórzy chętnie by zapomnieli. Przecież okropieństwo holocaustu nie dotyka młodych bezpośrednio, a jednak wciąż coś w nich tkwi. Wzrastali w domach, gdzie pewne rzeczy się wyczuwało, o niektórych nie mówiło albo wręcz odwrotnie: mówiło nieustannie. To pobrzmiewa w tej dziwnej opowieści, będącej jakby rozliczeniem z samym sobą i ze światem.
wtorek, 24 lutego 2015
Izrael oswojony - Ela Sidi, czyli wcale nie tak jednolity jak by się nam wydawało

piątek, 20 lutego 2015
Viviane chce się rozwieść, czyli spojrzenia, słowa, emocje
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Omar, czyli wybór między uczuciem i obowiązkiem
niedziela, 24 sierpnia 2014
Rock the Casbah, czyli konflikt, który nie ma końca
Dziś podwójnie - wreszcie jest czas by powoli uzupełniać różne luki po zakończonych konkursach. Zapraszam więc do zerknięcia na notkę o filmie poniedziałek, 26 maja 2014
Tempero, muzyka klezmerska, krakowski wieczór i załamka frekwencją wyborczą. Czyli czy ja muszę coś dodawać?
Wolę pisać o Krakowie. Mam nadzieję, że oprócz dzisiejszego wieczoru uda się jeszcze trochę zakosztować kultury w jakiś wieczór, ale póki co, już się cieszę! W biegu, bo ledwie w hotelu zostawiliśmy walizy, a trzeba było lecieć zaraz na koncert, ale warto było. I nawet nie będę marudził już tak bardzo na cenę (a mówią, że to Warszawa jest droga?!?). Choć moim zdaniem koncerty odbywające się w kościołach, czy synagogach regularnie, z powtarzanym programem nie powinny kosztować za wstęp po 60 zł. Płyta za 80? No chyba kogoś pogięło. Ja rozumiem - macie turystów z całego świata, ale chyba nie tylko dla nich są takie wydarzenia organizowane?
środa, 21 maja 2014
Dotknij wiatru, dotknij wody, czyli odkryć formułę nieskończoności
wtorek, 6 maja 2014
5 rozbitych kamer, czyli dlaczego warto oglądać dokumenty
środa, 23 kwietnia 2014
Opowieści o miłości i mroku - Amos Oz, czyli z narodu wybranego się wywodzisz
wtorek, 1 października 2013
Konserwator, czyli ten świat już odchodzi... I wyniki rozdawajki
niedziela, 2 września 2012
Przyjeżdża orkiestra, czyli spotkanie przed duże S. I odrobina porządków
Im więcej oglądam, tym później mam kłopot by na bieżąco od razu robić jakieś notatki. A przecież już nie raz doświadczyłem tego, że najlepiej pisać na gorąco, bo potem z głowy ulatuje. Mogę więc z ręka na sercu powiedzieć Wam, że tuż po obejrzeniu tego filmu bylem zachwycony. Ale teraz jak to po kilku dniach ubrać w słowa i Wam wytłumaczyć dlaczego?Punkt wyjścia "Przyjeżdża orkiestra!" wydaje się dość komediowy. Oto ośmioosobowa orkiestra policjantów z Egiptu przyjeżdża na zaproszenie do Izraela. Mają zagrać na otwarciu Centrum Kultury Arabskiej w Petah Tikvah, tyle, że na skutek pomyłki językowej trafiają do Bet Hatikvah, czyli na jakieś betonowe pustkowie. Ostatni autobus odjechał, oni nie znają języka, kasy też niewiele. Tak zaczyna się ta historia - cudowna, prosta i kameralna opowieść o spotkaniu grupy ludzi. Wiele ich dzieli, ale jak pokazuje też ten jeden wieczór i jedna noc, poranek, wiele też może ich łączyć, upodabniać do siebie.
sobota, 28 lipca 2012
Pizzeria Kamikaze - Etgar Keret, czyli gdy masz już dość
Gdybym był w stanie realizować wszystkie swoje "chciałbym przeczytać" zapisywane na różnego rodzaju karteczkach i w notesach to musiałbym wziąć chyba roczny urlop i zaszyć się gdzieś na bezludnej wyspie. Pomarzyć. Jest dokładnie tak jak pisze Fadiman - nie starczy życia by przeczytać to co by się chciało. Ale próbować można, nie? Przy każdej wizycie w bibliotekach wynoszę oprócz planowanych zwykle jeszcze kilka rzeczy nadprogramowych - książki kusza mnie dużo bardziej niż produkty w hipermarkecie. O Kerecie u nas ostatnio było głośno, więc jak tu nie spróbować?piątek, 11 lutego 2011
Ajami, czyli smutny obraz Ziemi Obiecanej
Mocna rzecz! I nawet nie dlatego, że jest tu jakos dużo tej przemocy, ale dlatego, że wciąż ona wisi w powietrzu, jest tak podskórnie obecna w tym funkcjonowaniu obok siebie dwóch (a może nawet trzech bo i wśród arabów są zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie) narodów. Tak jakby to tkwiło gdzieś we krwi tych ludzi, przekazywane z pokolenia na pokolenie niczym jakiś zaklęty krąg, z którego strasznie trudno się wyrwać. Obraz Ziemi Obiecanej brutalny i smutny zarazem, ziemi rozdartej konfliktem, podziałami - między religiami, między dzielnicami, między bogatymi i biednymi. Palestyńczyk Scandar Copti i żyd Yaron Shani nakręcili film trochę zbliżony do "Miasta Boga" - pełen ludzi, którzy próbują walczyć ze swoim losem wykorzystując każdą szansę, a i tak wszystkie drogi zmierzają do porażki, do przemocy i śmierci. 








