środa, 17 kwietnia 2013

Rezerwat, czyli tam czas płynie inaczej

Miało być o muzyce, ale to może przełożę na chwilę - ostatnio mniej słucham, za to filmów i lektur pod dostatkiem :) Z ciekawostek zachęcam Was do polskiej muzy - dwie ciekawe składanki do ściągania legalnie i za free - pierwsza od Tego słucham, a druga od wydawnictwa Thin Mac Records - jak znacie więcej takich miejsc dajcie znać. Warto słuchać krajowej muzy i wspierać/reklamować naszych rodzimych wykonawców.
A dziś - jak widać obok - będzie o "Rezerwacie".
Kto jeszcze filmu nie widział, polecam gorąco. A te kilka słów na temat filmu dedykuję wszystkim znajomym z tamtego brzegu Wisły, których poznałem m.in. poprzez Hattricka. Łażenie po nocy po Grochowie, imprezy w takim towarzystwie - bezcenne (za resztę możesz zapłacić kartą, albo i nie, bo tu liczy się gotówka i kumple)... 
Prawdę mówiąc chyba dopiero gdy się pozna trochę bliżej  to środowisko, jak zdobędzie akceptację i szacunek, dopiero wtedy człowiek odkrywa ile pod tą dziwną, czasem menelską otoczką jest serca, swojskości, życzliwości. I o tym też jest ten film.

Można by opowiadać samą fabułę - historię fotografa, który tracąc pracę szuka taniej kwatery i ląduje na warszawskiej Pradze, tego jak trudne są jego początki i jak powoli przekonuje się, że to nie jest żadna patologia, przed którą się ucieka. Ale to co świadczy o uroku tego filmu to moim zdaniem nie tylko sama fabuła i kilka postaci nakreślonych na tym tle (np. ciekawa rola fryzjerki - Sonia Bohosiewicz, albo nastoletniego urwisa ze smykałką do zdjęć - Grześ Palkowski), ale samo tło - ci ludzie, którzy zagrali samych siebie, bez specjalnego napinania się, udawania - to jest tak naturalne jakby ktoś kręcił to ukrytą kamerą. Scenki z życia codziennego, soczysty język, fantastycznie pokazany klimat tej dzielnicy (ten dla swoich i ten dla obcych) - to nie tylko ubaw po pachy, ale i czasem okazja do refleksji i nostalgii. Zniszczone kamienice, podwórka, na których tętni jeszcze życie (bo na zamkniętych osiedlach prawdziwego życia już nie ma), trzepaki, sklepy, w których można jeszcze pogadać... Kto wie ile jeszcze przetrwa taka Praga - tam też wkraczają już duże pieniądze, deweloperzy, banki, którzy spychać będą rdzennych mieszkańców coraz dalej. 
Rezerwat? Mimo, że to rzeczywiście obrazki jakie odchodzą już w przeszłość, w tym filmie podoba mi się to, że opowiedziane jest to z życzliwością, z tak ogromnym szacunkiem dla tych ludzi, ich zasad. Bohater od nich przecież uczy się na nowo etyki swojego zawodu, trochę inaczej ustawia swoje priorytety w życiu, odkrywa przyjaźń. Że bieda? Że alkohol? No dobra, a czy przypadkiem oni trochę nie zostali wepchnięci w takie koleje losu - niczym Indianie z rezerwatu?
Łukasz Palkowski zrobił słodko-gorzki film, który dla mnie spokojnie może trafić na półkę obok takich kultowych obrazów jak "Rejs", czy filmy Barei. Nie tylko zabawne, ale i dopracowane, świeże... A zrobił to człowiek, który nie skończył szkoły filmowej. Szkoda, że potem chyba dał się wciągnąć w dziwne produkcje.      
Ale ten film po prostu kapitalny i pewnie nie raz do niego wrócę. Scenarzyści Rancza i panowie z ławeczki niech się schowają ze wstydu przed naturszczykami. Panie Łukaszu: brawa na stojąco!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza