piątek, 15 marca 2013

Irina Palm, czyli czy to zasługuje na zgorszenie czy wdzięczność?


Zamiast PS dziś wzmianka na początku: pojawiło się notka o filmie Jeden dzień. Znajdziecie ją w miejscu gdzie było rozstrzygnięcie rozdawajki, ale to bynajmniej nie jest zapchajdziura. A przy okazji zdałem sobie sprawę, że niezauważalnie przekroczyłem liczbę 800 notek na blogu. Uff. Chyba muszę to gdzieś zarchiwizować by gdyby blogspot sprawił psikusa (raz już mi zrobił) to byłoby mi bardzo szkoda tego wszystkiego... Ciekawych odsyłam do spisów notek, czyli: przeczytane, przesłuchane, obejrzane - oprócz kilku ostatnich notek na bieżąco to uzupełniam.
 
A teraz o filmie "Irina Palm".
Pełne zaskoczenie. Znana aktorka/wokalistka w takiej roli? Po wstępnym ostrzeżeniu, że treść raczej przeznaczona dla osób dorosłych, mogę uchylić rąbka tajemnicy. Oto historia starszej pani, której wnuczek choruje na ciężką chorobę (podejrzewam pewną odmianę białaczki, ale nie wychwyciłem o co chodziło). Całe dnie ona, jej syn wraz żoną spędzają albo w szpitalu, albo kombinując skąd by tu jeszcze wytrzasnąć kasę na leczenie. Bohaterka o imieniu Maggie sprzedała już swój dom, brała wszelkie możliwe kredyty, ale oto znowu pojawia się szansa na eksperymentalną terapię, tyle że trzeba zapłacić za lot i pobyt na miejscu. Zaczyna się jak dobrze znany dramat. Ale kobieta tułając się w poszukiwaniu pracy trafia do Soho - dzielnicy, w której królują przybytki uciech i rozrywek dla panów. Chce zostać hostessą (czyli w jej mniemaniu parzyć i podawać kawę albo sprzątać), nie wiedząc, że tutaj to słowo znaczy coś zupełnie innego.
Właściciel klubu postanawia starszej pani  (no nie jest stara, ale tak się zachowuje i tak się czuje od śmierci męża) dać szansę - widząc jak gładką ma skórę i jak delikatne ręce obiecuje jej sporą kasę. No i tu drugie zaskoczenie - podobno to nie jest żaden wymysł, tylko patent przeniesiony z Japonii i rzeczywiście takie usługi są/były oferowane. Otóż Maggie siedzi przy dziurze z żelem i chusteczkami, robiąc dobrze panom, którzy stają z drugiej strony... Trudno się nie uśmiechnąć widząc naszą bohaterkę jak próbuje "oswoić" to swoje nowe miejsce pracy, jak do niej podchodzi, jakie ma problemy (łokieć penisistki) i jaką później robi karierę. 
Słodko gorzki i o dziwo bardzo subtelny film o tym ile człowiek jest w stanie poświęcić by ratować kogoś bliskiego. A także o tym, że nawet wykonując taką "pracę" można pozostać wrażliwym człowiekiem.
Nie jest to może jakiś wielki film, ale choćby po to by zobaczyć Marianne Faithfull w takiej roli - warto.    

2 komentarze:

  1. Faktycznie, to film słodko-gorzki - dobrze powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się bardzo ten film podobał.

    OdpowiedzUsuń