poniedziałek, 15 października 2012

Maximo Oliveros rozkwita, czyli kolejny film, kolejna kultura i kolejne pytania

Kolejny seans z iplexem. Jak to miło, że nawet na wyjazd nie muszę już ze sobą targać ciężkiego sprzętu i płyt, albo liczyć na to, że hotel ma jakieś sensowne kanały telewizyjne. Proszę jest wolny wieczór, dostęp do sieci i możemy kolejny wieczór spędzić na poszukiwaniu rzeczy ciekawych. Tym razem trafiłem ciekawie, choć zważywszy na moje dość konserwatywne poglądy nie jest to film, który by leżał na półce ulubionych. Zdecydowanie podejmowanie tematyki odmiennych preferencji seksualnych, szczególnie gdy jest z założenia tematem głównym i idzie to w stronę filmu "wojującego", (czyli mającego udowadniać wszystkim heteroseksualnym zaściankowość, nietolerancję itp.) zwykle mnie do siebie nie przekonuje, drażni wąskim podejściem do tematu i z góry założoną tezą. Ale czasem trafia się coś co jednak zaciekawia. I tak było z tym filmem - często wymienianym w różnych środowiskach jako jeden z lepszych filmów queerowych. Miejscami drażnił, ale chyba głównie słabościami technicznymi scenariusza i samej produkcji, ale też niesamowicie przyciągał głównym bohaterem, jego innością i pobudzał do zadawania sobie pytań.
Maximo ma 12 lat i mieszka z ojcem i dwoma starszymi braćmi w slamsach Manilii. Chłopak nie odczuwa jednak nędzy - żyją całkiem nieźle, bo jego rodzina dobrze się ustawiła - żyją z kradzieży, paserstwa i są szanowani w okolicy. Po tym jak zmarła jego matka Maximo ewidentnie przejął jej rolę w domu - to on dba o dom, gotuje, sprząta. Ale jest jeszcze coś - chłopak uwielbia się malować, przebierać za dziewczynę, oglądać filmy o miłości i marzy o silnym męskim ramieniu. Obiektem jego westchnień stał się młody policjant Victor, który pojawił się w ich dzielnicy. Niestety obiekt upodobań długo będzie dość chłodny wobec jego sympatii, na dodatek dojdzie do konfliktu na linii interesy rodziny i policjant, który chce przestrzegać prawa.
Nie chcę zbyt wiele Wam zdradzać, zresztą to nie sama akcja jest tu najważniejsza (nawet bym się czepiał, że jest w niej sporo nielogiczności). To co najciekawsze to sama rola Maximo - to jak żyje, co go cieszy, jak podchodzi do jego zachowań, czy ubiorów rodzina, najbliższe i dalsze otoczenie. Interesujące jest to jak taki wrażliwy chłopak, brzydzący się przemocą jednocześnie wyrasta w świecie gdzie jest ona normalna i ją akceptuje jako sposób na zarabianie. No i wreszcie cały wątek przyjaźni i uczuć wobec młodego stróża prawa... Nie dość, że mamy wątek homoseksualny, to jeszcze relacja dorosły-dziecko. Delikatnie to wszystko zarysowane, z dużym skoncentrowaniem na psychice, wyobrażeniach i wrażliwości 12-latka. Cała ta historia jest tak inna od tego co można by sobie wyobrażać w naszej kulturze, gdy słyszymy o takiej historii. Inna mentalność? W tej kulturze transwestytyzm chyba jest spotykany dość często, ale jak jest rozumiany? Ale różnych refleksji i pytań jest więcej. Na przykład: jeżeli film ma być lekcją tolerancji, jak w takim razie tłumaczyć sobie zakończenie filmu? Czy miałoby wskazywać na przemianę chłopaka, czy też jedynie na jego "dostosowanie się" do potrzeb otoczenia? 
Dobra dziecięca rola, reszta zagrała dość naturalnie, ale momentami moim zdaniem sztywno. Może to zresztą kwestia scenariusza i dość specyficznego sposobu opowiadania tej historii, jakby specjalnie niestarannych zdjęć. Ale i tak warto zobaczyć. To trochę inny obraz Filipin i życia tam, niż ten powierzchowny z migawek w dziennikach telewizyjnych.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza