piątek, 11 lutego 2011

Ajami, czyli smutny obraz Ziemi Obiecanej

Mocna rzecz! I nawet nie dlatego, że jest tu jakos dużo tej przemocy, ale dlatego, że wciąż ona wisi w powietrzu, jest tak podskórnie obecna w tym funkcjonowaniu obok siebie dwóch (a może nawet trzech bo i wśród arabów są zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie) narodów. Tak jakby to tkwiło gdzieś we krwi tych ludzi, przekazywane z pokolenia na pokolenie niczym jakiś zaklęty krąg, z którego strasznie trudno się wyrwać. Obraz Ziemi Obiecanej brutalny i smutny zarazem, ziemi rozdartej konfliktem, podziałami - między religiami, między dzielnicami, między bogatymi i biednymi. Palestyńczyk Scandar Copti i żyd Yaron Shani nakręcili film trochę zbliżony do "Miasta Boga" - pełen ludzi, którzy próbują walczyć ze swoim losem wykorzystując każdą szansę, a i tak wszystkie drogi zmierzają do porażki, do przemocy i śmierci.
Nie widać tu szansy na jakieś lepsze jutro, a dzieciak będący narratorem opowieści przeczuwa od początku tragiczny finał. Film rozpoczyna się od wątku dwóch młodych chłopaków (Nasrie oraz jego starszy brat Omar), których życie stało się zagrożone - ich wuj zabił ściągajacego haracze bandytę, a teraz klan tamtego zażądała ogromnej sumy jako rekompensaty lub śmierci Omara jako "głowy" rodziny. Teraz muszą zdobyć pieniądze (a tu wchodzi tylko i wyłącznie łamanie prawa) lub uciekać. Potem obserwujemy jeszcze cztery inne historie (np. rodziny izraelskiego zaginionego żołnierza, czy wątek narkotyków, których sprzedaż może przynieść sporą sumkę i spełnienie marzeń), które w finale łączą wszystkich bohaterów.
Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie żyją tu wprawdzie po sąsiedzku, ale ich światy z rzadka się stykają - tradycja, rodzina, posłuszeństwo ojcu to wszystko sprawia, że nawet miłość nie ma szans na to by pokonać podziały. Jaffa (i jej największa dzielnica arabska Ajami) oraz Tel Awiw, gangi, policja, granica, którą wciąż trzeba pokonywać (choćby i nielegalnie) to wszystko tło bo ten film tworzą przede wszystkim zwyczajni ludzie i ich opowieści. Co jeszcze ciekawsze podobno w filmie grają sami amatorzy, którzy w trakcie warsztatów filmowych uczestniczyli w tworzeniu tych historii wkładając tu jeszcze wiecej autentyzmu.
Mocne kino. I warte obejrzenia.    trailer

4 komentarze:

  1. Dzięki za recenzję, zachęca do obejrzenia. Z palestyńskimi Arabami to nie jest jasne, czy są narodem Arabów czy np. Palestyńczyków (zależy, jak kto się poczuwa). Poruszyłeś ciekawą kwestię: czy tamtejsi muzułmanie i chrześcijanie to ten sam naród? Język wspólny, granice też, pewnie jakieś interesy i znajomości, ale czy to wystarcza? Pozdrawiam, M.I.T.

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas jest sporo stereotypów - wszystkich arabów wrzuca sie do jednego worka, mało znamy inne kultury a nawet jak Polacy gdzieś jeżdżą to poznają te kraje "po wierzchu" czyli tylko fasadę dla turystów... czy w ten sposób jesteśmy w stanie zrozumieć sposób życia innych? zrozumieć ich problemy i wartości?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomyślałem o przedwojennej Polsce. Żyd mówiący w jidisz to raczej nie ten sam naród (nawet język inny), ale żyd mówiący po polsku? Z wyznania żyd, a narodowość? Albo luteranin czy tatar, mówiący tylko po polsku, ale żyjący z sporej izolacji. A prawdziwy Ślązak lub Kaszub? Góral?

    A my sami, czy jesteśmy bardziej narodowo bliżsi dresowi kradnącemu samochody lub np. chłopu spod Biłgoraju, czy ludziom z bliskich nam środowisk z Berlina, Pragi lub Stambułu? Tak jak dawna arystokracja, która czuła się, nawet z racji pokrewieństwa, bardziej związana z arystokracją z Francji czy luterańskich Niemiec, niż z własnym chłopem, z którym łączyła ją historia, język, wiara, miejsce zamieszkania - a i to nie wystarczało do wytworzenia się więzi cechującej naród.
    MIT

    OdpowiedzUsuń
  4. ano chyba warto by spytać każdego do jakiego narodu mu bliżej - ten żyd mówiący po polsku pewnie też odpowiedziałby różnie (przecież byli też żydzi komuniści którym w ogóle nie na rękę było pojęcie narodu). mimo róznych spięć wtedy jednak się udało to państwo zbudować - czy lepiej sie teraz udaje Niemcom czy Francuzom? Czy państwo wielu narodów jest jeszcze możliwe? Czy meksykanin gdy już uda mu się osiąść w Stanach staje się Amerykaninem? W którym pokoleniu mozna uznac że imigrant jest już Polakiem - a może wcale nie musi się nim czuć? może po prostu chodzi o to by się czuł dobrze i nie izolował się od innych, ani żeby jego nie izolowano.
    Mimo tego że pewnie fajnie by mi się rozmawiało (może nawet lepiej niż jak piszesz z chłopem z Biłgoraja) z ludźmi z innych krajów żyjącymi w dużych miastach i posiadającymi podobne zainteresowania to jednak we mnie jest dość silne poczucie jedności z każdym kto czuje się Polakiem - bo tu nie chodzi tylko o zainteresowania, pracę, kasę i sposób zabawy a raczej o wspólne korzenie, pamięć o naszych przodkach, trochę pewnie też tradycję, mniej o wiarę. To się na pewno powoli zaciera ale ciekawe jak by nas postrzegali Ci o których jest ten film - czy wiedzieliby w nas podobne podziały, wpływ środowiska, rodziców, religii, tradycji.

    OdpowiedzUsuń