Idealna propozycja na wtorkowy kącik wytrawnego kinomaniaka, bo Quentin Dupieux to twórca na tyle specyficzny, że niby wszystkich może bawić, ale w większej dawce jednak sporo ludzi będzie się drapać po głowie i narzekać że to jednak zbyt dziwne.
W przypadku Wypadku fortepianowego w sumie nawet tego śmiechu nie będzie aż tak dużo, to rzecz w której nawet jeżeli się on pojawia, schodzi potem on z twarzy. Obserwujemy kobietę, która przyjeżdża do willi na odludziu, czujemy że ma kasę i może realizować wszystkie zachcianki, ma w sobie jednak nie tylko jakieś odpychające prostactwo ale i przewrażliwienie na swoim punkcie. Ona - wielka artystka jest kimś ponad przeciętność, zdaje sobie sprawę ze swojej popularności, ale nie ma zamiaru zniżać się do poziomu zwykłych ludzi. Mają podziwiać z daleka. I choćby jej asystent, sekretarz, stawał na głowie i spełniał wszystkie zachcianki, to i tak jest marudna i strzela fochy.
Dopiero gdy jednak dociera do nas w jaki sposób zarabia pieniądze i na czym zbudowała popularność, dociera do nas pełen absurd i cały ten czarny humor w stylu serii Jackass niby bawi, ale to jednocześnie dość gorzka refleksja na temat współczesności. Jeżeli bowiem takich ludzi dziś uważa się za gwiazdy i biega za nimi błagając o wywiady, to świadczy to raczej kiepsko o społeczeństwie a nie o nich samych.
Pieniądze, seks i przemoc, gdzie jedno napędza drugie, byle nie byłoby nudy, byle zrobić show... Dupieux pyta o zacieranie granic pomiędzy tym co na ekranie i rzeczywistością, czego coraz bardziej domagają się widzowie, sami chcąc już nie tylko otrzeć się o popularność, ale po prostu zbudować ją kosztem kogoś innego.
Film dość kameralny, mało przyjemny, ale mimo wszystko ciekawy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz