piątek, 24 maja 2013

Matka diabła - Wiktor Suworow, czyli z rakietami stoimy tak samo jak z produkcją kiełbasy

Już dawno nie czytałem nic Suworowa (a raczej Rezuna, bo przecież to tylko pseudonim), dałem się wiec skusić na jedną z nowszych pozycji wydaną przez Rebis. I powiem Wam, że mam jakiś niesmak i spory zawód po jej przeczytaniu. Zacznijmy od tego, że Suworow bawi się w historyka - przekopuje różne źródła i przedstawia nam sporą ilość liczb, nazwisk, nazw jednostek i zakładów, niestety dla osób, które trochę interesują się historią powojenną większość wydarzeń jakie opisuje jest znanych. Jesteśmy zarzuceni detalami, a pomija się inne wydarzenia, które działy się w tym samym czasie - Suworow opisuje bowiem tylko to co uznał za przydatne do opowiedzenia jego własnej historii. Na tle pierwszego lotu w kosmos, wyścigu zbrojeń między ZSRR i USA, rządów Chruszczowa, opisuje on bowiem przebieg spisku radzieckich generałów, którym według hipotezy autora zawdzięczamy uratowanie ziemi przed wojną nuklearną i zagładą. I rzeczywiście - hipoteza ciekawa, o misji specjalnej pułkownika Pieńkowskiego, który miał przekazać Amerykanom tajne informacje, przeciętny czytelnik nigdy nie słyszał. Tyle, że treści starczyłoby może na dobry artykuł, góra na jeden rozdział.

książka do kupienia m.in. tu
Cała reszta bowiem to powtarzanie w kółko tych samych dowodów, podobnych liczb wskazujących na to iż władze Związku Radzieckiego kłamały opowiadając o swej potędze, o swym arsenale nuklearnym, że zmierzali do eskalacji konfliktu nie mając żadnych szans w tej konfrontacji. Czy powstrzymało by to ich przed wciśnięciem guzika? Suworow twierdzi, że nie, i dlatego tak mocno podkreśla odwagę i rozsądek spiskowców, którzy postanowili ujawnić słabość komunistycznego państwa. Mieli oni nadzieję, iż USA znając realia nie dadzą się sprowokować, że tam rozsądek wygra z szaleństwem i propagandą. Historia pokazała, że trochę racji mieli, ale też los nie nagrodził spiskowców za ich postawę (przyczyny dwuznacznej postawy Amerykanów są jednym z ciekawszych pytań, które warto sobie zadać).
Jak wspomniałem cała ta historia dałaby się streścić na dwudziestu stronach. Suworow zapełnił więc karty powieści licznymi dywagacjami na temat biedy w ZSRR, przyczyn porażki systemu ekonomicznego (np. sugeruje, że to ZSRR karmił i odziewał wszystkie kraje gdzie budował socjalizm, co jest punktem widzenia wybitnie rusocentrycznym i dalekim od prawdy) i oderwania od rzeczywistości osób zajmujących najwyższe stanowiska w partii. No i powtarzanie po wielokroć tych samych argumentów - rakiety były słabsze, było ich mniej, ale za wszelką cenę parto do konfrontacji, licząc na zwycięstwo w wojnie nerwów i sukces propagandowy.
Mamy więc wyścig zbrojeń, prestiżową walkę o pierwszeństwo w kosmosie, a na ziemi mur berliński, rozsiewanie zarazy komunizmu na inne kontynenty i coraz głębszy kryzys wewnątrz państwa (nie wiedziałem, że tyle rebelii wybuchało w różnych regionach ZSRR - skutecznie informacje o nich tłumiono). Książka przede wszystkim pozwala nam poznać kulisy tzw. kryzysu kubańskiego - momentu w historii gdy świat był chyba najbliżej katastrofy, ale całość tekstu niestety jest mało strawna. Oprócz różnych powtórzeń drażnił mnie strasznie ton w jakim autor formułował wiele wypowiedzi i sądów - on jeden genialny, odkrywczy oto odkrywa nam coś czego nie wiedzieliśmy. Może na Zachodzie się to podoba - mnie wybitnie wkurza (tym samym od dłuższego czasu drażni mnie kilku pisarzy u nas, ale nazwisk nie wymienię). Sprawia to wrażenie jakby na podstawie luźnego pomysłu Suworow postanowił na siłę napisać kilkaset stron i wydać to po to, by sobie dalej żyć w komforcie (a to kosztuje). Jako czytelnik czuje się oszukany i raczej zniesmaczony. A już kilkadziesiąt stron "o sobie", w których dyskutuje z różnymi krytykami to zupełna żenada.  W dodatku w tym posłowiu pokusił się o udowadnianie na podstawie swoich dzieł, co to znaczy dobra książka. Cóż - pozostawmy to raczej ocenie czytelników Panie Suworow.

PS Niby bawi powtarzanie powiedzonek Chruszczowa o tym, iż bomby schodzą w ZSRR z taśm produkcyjnych tak szybko jak kiełbaski, ale jak pomyślimy sobie do czego takie machanie szabelką mogło doprowadzić, już tak wesoło nam nie jest.

PS 2 Tą książkę powinno się wycisnąć niczym cytrynę - ograniczenie tekstu o jakieś 90% uczyniłoby ją dużo ciekawszą. Co z tego, że napisane w miarę lekko, skoro niewiele nowego, a w dodatku wciąż jedno i to samo?   

Największe zmartwienie polegało na tym, że Związek Radziecki nie mógł długo współistnieć z normalnymi państwami, ponieważ planowa (czyli kierowana przez biurokratów) gospodarka nie może konkurować z gospodarką wolnych państw. Właśnie dlatego nie mogą długo prosperować dwa sąsiadujące ze sobą sklepy, gdzie w jednym jest czysto i schludnie, przystępne ceny, uprzejmi sprzedawcy, duży wybór towarów, a w drugim są puste półki, brud, karaluchy, awantury, chamski stosunek do klienta.
Właściciel drugiego sklepu ma dylemat: albo ogłosić bankructwo, albo puścić bogatszemu sąsiadowi „czerwonego kura”.
Właśnie dlatego Korea Północna nie może w perspektywie historycznej długo współistnieć z Koreą Południową, nie może utrzymywać z nią normalnych stosunków. Tam Koreańczycy i tu Koreańczycy. Tacy sami ludzie, ta sama historia, psychologia, zdolności. Ale Korea Południowa jest potęgą gospodarczą, a w Korei Północnej – sprawiedliwość, świetlane jutro i głodne dzisiaj. Jeżeli otworzą granicę, cały lud ucieknie z północy na południe. Dlatego granica jest zamknięta. Dlatego każdego, kto w Korei Północnej powie, że w Korei Południowej żyje się lepiej, wysyłają do obozu na reedukację.
Korea Południowa produkuje wspaniałe, zdumiewające samochody, telewizory i komputery, a Korea Północna buduje rakiety i bomby atomowe. 

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń