czwartek, 30 maja 2013

Rozstanie, czyli nie myśląc o konsekwencjach

O tym filmie wszędzie gdzie się nie obejrzysz same peany, po innym obrazie Asghara Farhadiego "Co ty wiesz o Ally" sam też byłem nastawiony bardzo pozytywnie. Ale pojawia się we mnie sporo wątpliwości czy gdyby nie było to kino z Iranu, z innego obszaru kulturowego, wzbudziłoby tyle zachwytów? Obawiam się, że nie. Tego typu moralitetów, filmów pokazujących wydawałoby się normalne życie, które nagle stawia przed człowiekiem sytuacje przekraczające jego możliwości i stawiające go przed etycznymi wyborami - przecież to nie żadna nowość. W warstwie wizualnej surowy, nie ma w nim nic wyjątkowego (oprócz odrobiny tej egzotyki). Co więc w tym filmie tak urzeka?
Bo muszę przyznać, że i ja jestem pod dużym wrażeniem. Siła tkwi mam wrażenie w jakiejś ogromnej wrażliwości z jaką te osobiste dramaty najpierw rozpisano w scenariuszu, a potem zagrano. To nie kulturowe przemiany Iranu czy domniemany fundamentalizm (no właśnie: to ciekawe, że jedno widzą w tym obrazie wyidealizowany obraz i postępującą emancypację, a inni wręcz odwrotnie - patriarchat, rządy teokracji) wydały mi się tu najciekawsze, a to co tak naprawdę po przeniesieniu w inną kulturę miałoby podobną siłę rażenia. Drobne wydawałoby się wydarzenia zapoczątkowują spiralę złych decyzji i emocji. Mamy konflikt, emocje, oskarżenia, szukanie argumentów, przekonywanie, ale również próbę wybielenia się, wątpliwości, kłamstwa i manipulację innymi. Jak może być cena "sprawiedliwości"? Co można poświęcić po to ratować własną skórę? Do tego gdy dodamy opór, różnice klasowe, poczucie honoru, cała ta sprawa wydaje się coraz bardziej ich wszystkich angażuje i pogrąża. Dwa małżeństwa, które los postawił do siebie w konfrontacji i dzieci, które nie bardzo rozumieją co się wokół nich dzieje.  

Oczywiście ciekawe są też różnice charakterologiczne pokazane między nimi - jedna z kobiet już od dłuższego czasu myśli o wyjeździe z kraju, wystąpiła o rozwód i od wyjazdu wstrzymuje ją tylko córka, która jest mocno związana z ojcem. Druga - zalękniona i przytłoczona różnymi problemami nawet nie myśli o innym życiu, przyjmuje z pokorą los, nawet jeżeli oznacza to ciężką rękę męża na jej ciele. Podobnie i panowie - jeden choleryk bez pracy, który ma długi i depresję, a drugi wydawałoby się ucieleśnienie spokoju i harmonii inteligent, który przecież też nie jest bez słabości. Każde z nich przeżywa jakieś swoje osobiste dramaty, a na to jeszcze nakłada się sytuacja, która ich wszystkich kompletnie przerasta... Ich postawy i zachowania pokazane są tak, że trudno jednoznacznie stanąć po czyjejkolwiek stronie.
No i mamy jeszcze nie mniej istotne dzieci, które obserwują dorosłych, które są wplątane w całą sytuację. Być może ta ich obecność jest tu dużo ważniejsza niż nam by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać - ile w tej walce "o prawdę" było myślenia o sobie, a jaki wpływ na różne decyzje miało myślenie o dobru własnych dzieci? Co im chcemy przekazać, czego ich chcemy uczyć?
Dużo emocji. I na ekranie i w nas - widzach.
Film niewesoły, ale ileż w nim rzeczy do przemyślenia. 

5 komentarzy:

  1. Oglądałam film "Co ty wiesz o Ally" i byłam zafascynowana sposobem przekazu, więc zapamiętam i ten tytuł, bo widzę że reżyser nie jest autorem tylko jednego filmu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozstanie to chyba jego piąty film, ale rzeczywiście te dwa jakoś bardziej przebiły się na zachodzie... Wart uwagi!

      Usuń
  2. Oglądałam "Rozstanie" i prawdę mówiąc nie wiem skąd tyle zachwytów. Pewnie coś w nim było (tyle nagród), ale do mnie nie "przemówił"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. no właśnie - podobnie jak w przypadku Miłości Hannekego to nie sam obraz robi wrażenie, a raczej pytania z jakimi nas pozostawia..

    OdpowiedzUsuń