poniedziałek, 19 listopada 2012

Pokłosie, czyli prawda, pamięć, przebaczenie

Pokłosie. O tym filmie już tyle się mówi, że trudno coś dodać od siebie. Pewnie i tak utonie to w zalewie tych wszystkich oskarżeń twórców, albo też oskarżeń tych, którzy oglądać nie chcą. Ale nic to - ważne żeby samemu na gorąco uchwycić te ulotne myśli. Choćby po to, by za jakiś czas do nich wrócić i coś przemyśleć. To jedna z radości z tych notatek. 
O samym filmie i jego fabule pewnie wszyscy już wszystko wiedzą. Dwóch braci. Jeden: Franciszek (Ireneusz Czop) wraca wkurzony do kraju po 20 latach w Stanach, bo tam mu się zwaliła na głowę bratowa z dziećmi, próbuje więc wyjaśnić "u źródła" co się dzieje z bratem. Drugi z braci: Józef (Maciej Stuhr)  tak naprawdę wcale nie cieszy się z jego przybycia - ma swoje problemy i chyba nawet nie chce w to wciągać nikogo. Po odejściu żony stał się odludkiem zajętym tym co uznał za swoje "dzieło". Chce uratować od zapomnienia i zniszczenia płyty nagrobne z cmentarza żydowskiego - przypadkiem odkrył, że wybrukowano nimi drogę, a ich pozostałości są też w gospodarstwach, więc ściąga je wszystkie na swoje pole.Franciszek nie rozumie działań brata, ale widząc olbrzymią niechęć ludzi wobec niego, agresję i chęć uciszenia, na przekór ludziom postanawia pomóc bratu. To co odkryją nie będzie łatwe ani dla ludzi z ich otoczenia, ani dla nich samych.
Gdyby rozpatrywać ten film w warstwie fabularnej, wizualnej, spójności całości musiałbym powiedzieć, że film jest zaledwie średni - mnóstwo tu niespójności, dziwnych zbiegów okoliczności, czarno-białych klisz, które mają łopatologicznie wbić nam do głów pewien przekaz. Sporo rzeczy tu irytuje i aż dziw, że tak doświadczony reżyser popełnia tak amatorskie błędy.
Ale ten film trudno tak rozpatrywać. Bo nawet jeżeli budzi sprzeciw, różne refleksje i nie tylko zbiorowe narodowe posypywanie głów popiołem, to znaczy, że dobrze że zmusza nas do rozmawiania. Bo oto chyba w tym wszystkim chodzi. O prawdę. O pamięć. O przebaczenie.


Prawda.
Wiem, że takie rzeczy dziać się mogły i pewnie działy. Pamiętam kiedyś babcia mojej żony komentując Jedwabne powiedziała, oj takich miejsc było więcej w okolicach Łomży, lepiej by ich nie znaleźli. Pewnie rolą historyków jest doszukanie się prawdy na ile takie zbrodnie były inspirowane lub nawet nakazywane przez Niemców, a na ile wynikały z nienawiści do sąsiada, chciwości itd. W każdym narodzie znajdzie się świnia i to nie jedna. W trudnych czasach szczególnie dużo jest okazji by takie ohydne zwierzęce uczucia w człowieku obudzić, by uśpić w nim moralność - skoro takie rzeczy się dzieją wokół to co za różnica?
Czy trzeba o tych wydarzeniach mówić? Uważam, że tak. Pokazując jednak historię jak najpełniej, nie tyle ją relatywizując, ale wysłuchując każdej ze stron. Czemu tak dużo tych wydarzeń miało miejsce właśnie na ziemiach wschodnich? Warto posłuchać czasem starszych ludzi, którzy opowiadają co robili żydzi po wkroczeniu wojsk sowieckich i jak ochoczo wskazywali Polaków, których NKWD brało w obroty. Ci co to robili pewnie znowu mogliby tłumaczyć swoją niechęć latami ucisku, poniżania, pogardy w Polsce międzywojennej itd. Rachunek krzywd może być długi, oskarżeń też. Szkoda, że nikt nie rozumie tego, że nic nie usprawiedliwia takich czynów. Jest wiele miejsc gdzie sąsiad żywił do sąsiada życzliwość, wspierał, ratował. Warto wiec sobie zadawać pytania co takiego może zadziać się w ludziach, że potem nagle jest ktoś zdolny by zrobić drugiemu krzywdę. 
To co może niepokoić (i tu trochę rozumiem przeciwników filmu) to zbyt mocne skupienie się na pojedynczych przypadkach zbrodni i wynaturzeń, to dorabianie "gęby" całemu narodowi polskiemu (podkreślanie, że to "całe wsie", "wszyscy" itd.). Zamiast wskazywać winnych robi się mnóstwo hałasu spychając z pamięci społecznej (szczególnie na zachodzie i w Stanach) i przestrzeni medialnej bohaterów ratujących żydów, chlubne karty naszej historii. Jeżeli słyszę, że "wreszcie mówi się prawdę" o tamtych czasach to zachodzę w głowę czemu tak łatwo przekreśla się tym zdaniem to wszystko o czym wiemy o wiele więcej (i są na to dowody, świadkowie) i z czego Polacy mogą być dumni. Czemu to teraz mamy pamiętać tylko o winach i przestępcach? 
Prawda to całość. A nie jej wycinek. I o tym warto mówić. Nie zatajając nic, ale i nie naginając faktów (np. ostatnia książka Grossa gdzie buduje się teorię wokół jednego zdjęcia sugerując jakoby Polacy masowo byli hienami żerującymi na zmarłych w obozach koncentracyjnych - potem historycy łatwo udowodnili, że zdjęcie pokazuje grupę społecznie porządkujących tereny obozów). Ech długo by pisać. 

Pamięć.
Ten film dla mnie jest głównie o tym. I to dla mnie jest przesłanie. Tym ludziom należy się pamięć - obojętnie jak zginęli. Niemcy z pogardy by unicestwić nie tylko naród, ale i całą pamięć, kulturę niszczył świątynie, cmentarze, ale po wojnie nie powinno nam to być obojętne. Tak jak Polacy pragną tego by prawda i pamięć o naszych ofiarach i na wschodzie i na zachodzie trwała, by nie była zakłamywana, zapomniana, tak i należy nam się dbałość o to samo. Tylko tyle i aż tyle.
Przebaczenie.
I z tym wiąże się marzenie. By pamiętając o historii, o różnych krzywdach, winach, ofiarach następne pokolenia mogły się pojednać. Nie tyle zapominając. Ale wybaczając. By dzieci czy wnuki dawnych ofiar mogły jechać na ziemię swych dziadków bez lęku, że zostaną obrzucone kamieniami, wyzwane od najgorszych. Ze strachu, że coś chcą nam zabrać, z zazdrości, czy nawet z niewiedzy nie dopuszczamy do siebie najprostszej myśli, że chcąc zobaczyć i poznać swoje korzenie. To marzenie by Polak mógł jechać do Wilna, czy Lwowa i był przyjęty bez uprzedzeń, by Niemiec mógł przyjechać do ziemi, którą kochali jego dziadowie, by Żyd mógł przyjechać zobaczyć swoje korzenie. By dzieci i wnuki  nie budowały kontaktów na uprzedzeniach, pretensjach, oskarżeniach. By już nigdy nie dochodziło do takich porażających sytuacji, gdy sąsiad podnosi rękę na sąsiada, bo ten jest innego wyznania, innego koloru skóry, mówi innych językiem... Wojna na Bałkanach, czy Rwanda powinny nam pokazać, że to szaleństwo wciąż może się odradzać gdy mówi się językiem nienawiści.


15 komentarzy:

  1. Robercie, napisałam komentarz, ale stchórzyłam i wykasowałam. Muszę jeszcze pracować, bo zdechnę zaduszona kredytami. Twoja opinia jest przynajmniej wyważona. Nie odzywam się, nie odzywam się... Siedzę i płaczę nad polską historią i jej manipulacjami:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - mam nadzieję, że już na tyle mnie poznałaś, że wiesz że możesz pisać. Potrafię uszanować czyjąś opinię nawet jeżeli się z nią do końca nie zgadzam. A rozmawiać warto bo może właśnie takich spokojnych rozmów między tymi którzy czują podobnie, ale zadają inne pytania, wyciągają inne wnioski - nam trzeba. Trudno rozmawiać gdy ktoś o jednym, a Ty o czymś innym. I jedno drugiemu zaprzecza.
      Widzisz, ja dostrzegam pewne manipulacje i mnie bardzo bolą, trzeba o nich mówić pokazując całą prawdę, a nie jej wycinek. Ale też trzeba czasem pewne rzeczy nazwać po imieniu. I tu pewnie podobnie jak bracia z tego filmu czułbym podobnie - to nie w porządku gdy pamięć o kimś jest spychana w zapomnienie - obojętnie czy to ofiary polskie czy żydowskie. Oprawców trzeba wskazywać i pytać o przyczyny takiego zachowania by jej zrozumieć. Tu nie chodzi o jakaś "naszą narodową winę" czy odpowiedzialność. Ale raczej o zachowania konkretnych ludzi - szerszy kontekst społeczny (np. to czemu aż tylu żydów romansowało z komunizmem, albo oblicza antysemityzmu przed wojną) jest ważny ale nie ma we mnie zgody by go prezentować jako zjawiska i winy "narodowe". Co było powszechne, gdzie kat mordujący z premedytacją (Niemcy hitlerowskie), a gdzie odreagowanie jakichś chorych zaszłości? Tyle, że nawet gdy mówimy o tych drugich i tak nie można ich usprawiedliwiać...

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten film jest pełen czarno-białych klisz. Ale uproszczeniem byłoby go nazwać antypolskim. Czy film o rządach Vichy byłby filmem antyfrancuskim? Jego wadą jest jedynie to że jest tak przeraźliwie łopatologiczny, wykrzywia różne rzeczy (np. starszy brat, który też jest trochę antysemitą) i że zamiast traktować ten film jako jakąś opowieść o grupie ludzi to wszyscy krzyczą albo że on o nas Polakach i naszych grzechach narodowych (bzdura) albo że nigdy w naszym narodzie takie rzeczy nie miały miejsca (i tu też bym protestował). Czy film o bandytach w Stanach sprowadziłabyś do konkluzji że naród bandytów?
      Historia jest skomplikowana i naszym zadaniem jest pokazywanie jej w całości: słuchać świadków, przypominać ich (to robi przecież Książkowiec) ale słuchać nie tylko tych którzy mówią o naszych polskich cierpieniach. Słucham teraz "Miedzianki", wcześniej czytałem też np. "Obwód głowy" i takie pozycje też warto znać. Nie po to by usprawiedliwiać Niemców, ale by współczuć konkretnym ludziom, ich cierpieniu, zachować pamięć o ofiarach...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziś nie można w Polsce czuć się Polakiem, bo obraża się wszystkich swoim patriotyzmem. Polska jest ojczyzną wszystkich, tylko nie tych zamęczonych, zdradzonych, opluwanych... A my mamy przepraszać. Obiecałam sobie w sprawach kontrowersyjnych nie zabierać głosu na innych blogach z troski o gospodarza, co niniejszym czynię. Kiedyś z pewnością wrócę do tematu. U siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. przepraszać? Tak czujesz, że o to mi chodzi? Czy o to by pamiętać i po chrześcijańsku przebaczać?
      Wciąż pewnie nie znam historii i wszystkich świadectw tak dobrze jak inni, ale uwierz nie mogę przejść do porządku dziennego nad zaprzeczaniem takim sytuacjom (bo znam je z opowieści konkretnych starszych ludzi, którzy to pamiętają). Nie zgadzam się ani na to by malować coś na czarno, ale i wybielać nie ma co. Mówmy: tylu ma zasługi ten i ten musi być oceniony inaczej, bo są dowody na to że ma coś na sumieniu. Może gdyby taki obraz był znany pełen (a nie tylko same brudy, albo sama hagiografia) łatwiej byłoby rozmawiać o tym dlaczego oceniamy ich tak a nie inaczej. Dlaczego dla Ukraińców Bandera jest ważny, a dla nas to zbrodniarz, dlaczego Ognia tak nienawidzą Słowacy itd itd

      Usuń
  5. Widziałam "Pokłosie" jakiś czas temu. Na szczęście wybraliśmy seans o 13.30 i sala była pustawa. To dobrze, bo to zbyt intymne doświadczenie by przeżywać je w tłumie.
    Powiem tak: Do 3/4 filmu pozostałam absolutnie nieczuła, ale nie nieczuła na temat (absolutnie), ale nieczuła na film, nieczuła na zabiegi filmowe czynione przez Pasikowskiego. Najważniejszy w "Pokłosiu" jest temat i właściwie nie bardzo można go rozpatrywać w oderwaniu od tematyki, dla nas szczególnie trudnej. Jednak nie zapominajmy, że to nadal jest film i niestety jako dzieło filmowe, to to jest obraz zaledwie przeciętny. Zgadzam się z tym co napisałeś w 100%. Przykro mi to powiedzieć, ale to taka czytanka.
    Bardzo podobała mi się gra Stuhra, gorzej sprawił się (w moim odczuciu) pan Czop. Nie przekonał mnie swoją grą. W scenie w samochodzie jak jedzie z sąsiadką z koleżanką swojej żony (koszmarnie zdubbingowanej) i się denerwuje, to już tak grał zezłoszczonego, tak mu szczęki i oczy latały, że aż przedobrzył. Straciłam cierpliwość w kluczowej scenie z udziałem kochanej Danuty Szaflarskiej, kiedy bracia w końcu sklejają fakty, że to zrobili Polacy. No litości! Ileż to trwało. Rozumiała bym tą scenę gdyby bracia tak długo nie nazwali rzeczy po imieniu, ze strachu, ale nie oni naprawdę tak długo się domyślali. Ja rozumiem, że w czytance wszystko musi być napisane wielkimi literami. Rozumiem, ale nie kupuje. Scena odkopywania kości byłaby genialna gdyby odbywała się w ciszy. Deszcz, szczęk łopat i Ojcze nasz, bez tej łzawej, melodramatycznej muzyki. To moim zdaniem rzecz jasna. Już nie wspomnę scenie ukrzyżowania. Widz nie jest głupi, widz już zrozumiał (nawet ta dość spora grupka młodych ludzi na moim seansie). Żeby nie było to jest w filmie kilka naprawdę dobrych scen i piękne, zapadające w pamięć obrazy. Brakowało mi w filmie szerszego kontekstu, bo dla kogoś kto w ogóle nie siedzi w tym temacie konkluzja po filmie może być taka, że mieszkańcom wsi szło tylko o te domy. A to przecież jest poważniejsza sprawa. To tyle abstrahując od tematyki. Wkurza mnie to, że jak ktoś źle oceni film jak dzieło filmowe od razu jest wrzucany do worka z tymi, którzy zaprzeczają faktom w filmie. Nie dziwi mnie ani trochę zamieszanie i oburzenie prawdziwych Polaków (weszłam sobie na filmweba i mi ręce opadły). To było oczywiste. Nie dziwi, ale szlag mnie trafia.

    Czytam teraz książkę Marcina Zaremby "Wielka Trwoga 1945-1947" i treść mi się często pokrywa z tematyką ostatnich filmów polskich. Przeczytałam niedawno fragment o tym właśnie jak Żydzi ciepło przyjmowali Sowietów i wyjaśnienie dlaczego tak było. Potem opis ludzi leśnych, który zgadzał mi się z tak szkalowanym obrazem partyzantki w Obławie, a na koniec odniesienie do "Róży". Rozdział o gwałtach czynionych przez Armię Czerwoną. Jeśli ktoś jeszcze kiedyś powie mi, że to co zostało pokazane W "Róży" jest przesadą, nie wiem czy zachowam zimną krew. Smarzowski oszczędził nam miłościwie jeszcze straszniejszych scen, jeszcze bardziej okrutnych, w których udział brały malutkie dziewczynki!! Oszczędził tych obrazów nam widzom, bo wtedy na pewno wszyscy zamknęlibyśmy oczy.

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj skomplikowana ta nasza historia. Kiedyś myslałem, że Rosjanie byli takimi zwięrzętami tylko na terenach niemieckich, ale wyobraź sobie jaka była moja zgroza gdy usłyszałem do starszych ludzi jacy żyli na wsi w łomżyńskiem, że w porównaniu do Niemców to Rosjanie byli 10 razy gorsi - wobec polskich chłopów ci wyzwoliciele rabowali (i to tak że często nie zostawiali nic np. do przetrwania zimy), gwałcili a jak ktoś się sprzeciwiał to i zabijali. Nad niemieckim żołnierzem zwykle stał jakiś dowódca, dyscyplina, Armia Czerwona była jak szarańcza bez kontroli.
      A bandy "leśnych" były pewnie różne - nie można na podstawie "obławy" też wyrokować iż wszędzie było właśnie tak jak sobie to wyobrażał reżyser(to jego ojciec mu opowiadał?). Część grup miała poparcie w okolicy, a część była zmuszana do "rekwirunku" więc trudno by ich wspominano jako bohaterów okolicy. Teraz ten obraz wielu wydarzeń jest zaciemniony bo przez lata PRL tak skutecznie fałszowano historię, że teraz trudno się czasem dokopać innych świadectw niż te które nam serwowano jako prawdziwe (no właśnie co z tym majorem Ogniem na przykład?)

      Usuń
  6. No cóż, ja powiem tak: o filmie dowiedziałam się stosunkowo niedawno, w czasie, gdy wszyscy już go znali, obejrzeli i zrecenzowali. Nie wiem co robiłam, żyłam w jakimś kloszu, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Ale przeczytałam kilka opinii.. wszystkie negatywne. Powiedziałam sobie że nie obejrzę i już. No ale pewnego dnia ktoś napisał notkę, która mówiła, żeby mimo wszystko wybrać się na ten film, obejrzeć i postarać się zrozumieć, wyzbyć się wobec niego uprzedzeń i niechęci. I po prostu obejrzeć i starać się zrozumieć. I ta jedna osoba w gąszczu "NIE" sprawiła, że bardzo chcę obejrzeć tę pozycję, nawet jeśli miałaby być mierna ;D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. "Jeżeli słyszę, że "wreszcie mówi się prawdę" o tamtych czasach to zachodzę w głowę czemu tak łatwo przekreśla się tym zdaniem to wszystko o czym wiemy o wiele więcej (i są na to dowody, świadkowie) i z czego Polacy mogą być dumni. Czemu to teraz mamy pamiętać tylko o winach i przestępcach?"

    A czy to nie ma związku z tym, że Żydzi starają się o odszkodowanie, przecież w tym celu głównie był u nas Obama.
    A dlaczego film Pasikowskiego dostał dofinansowanie od Rosjan.
    Konia z rzędem temu , kto odgadnie o co w tym wszystkim chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem czy to jedyne powody, ale naprawdę nawet jeżeli nie odkryjemy ich wszystkich uważam, że lepiej wiedzieć o czym się rozmawia niż przegrać na starcie z argumentem : nie widziałeś to się nie wypowiadaj.
    Wkurza mnie akcja przymuszania szkół do tego by chodziły na ten film - to powinna być decyzja danego nauczyciela, ale przede wszystkim powinien on mieć więcej czasu na to by rozmawiać o historii a nie tylko wymagać wkuwania dat. Po co sam film, jeżeli nikt potem z młodym człowiekiem nie porozmawia na temat tego co zobaczył, co poczuł, jak różne rzeczy oceniać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historii coraz mniej, więc co młodzież może wiedzieć o tamtych czasach toteż zgadzam się, że to niepoważne, gdyż ten film lekcją historii, ani prawdy obiektywnej nie jest.)

      Usuń
  9. PS ciekawe
    http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,12951030,Mieczyslaw_Abramowicz__rzecznik_gminy_zydowskiej_w.html#BoxSlotII3img#Cuk

    OdpowiedzUsuń